NBA Finals: OKC Thunder wyrównują serię, ale jak!

16

Po trzech bardzo nerwowych meczach NBA Finals, faworyzowani Oklahoma City Thunder znaleźli się pod ścianą. Przy deficycie (1:2) przyszło im ponownie stawać naprzeciw dynamicznych i coraz bardziej pewnych swego Indiana Pacers. Gospodarze przy akompaniamencie siedemnastu tysięcy gardeł kibiców zgromadzonych w Gainbridge Fieldhouse, próbowali ich dosłownie „zdmuchnąć z planszy”. Wyobraźcie sobie tylko: 3-1? To byłby koniec marzeń dla MVP Shai Gilgeousa-Alexandra i jego kolegów. To byłaby jedna z największych niespodzianek w ostatnim trzydziestoleciu NBA! 

  • Pacers prowadzili 24:15 w I kwarcie… kolejno oglądaliśmy remis 24:24
  • Pacers prowadzili 86:76 pod koniec III kwarty… kolejno oglądaliśmy wynik 89:89

Gospodarze grali płynniej, nadawali ton, przed oczami mieli już mistrzowski puchar. Thunder przez długie okresy gry wydawali się pozbawieni jakości. Mark Daingeault coraz bardziej chaotycznie rotował minutami między innymi Isaiah Hartensteina. Z jednej strony przywrócił go do wyjściowego składu (twierdzę, że powinien tak od początku) z drugiej jakby bał się szybkości Indiany. Wciągał i ściągał chłopaków z placu, liderom wtrącał po 1-2 minuty odpoczynku (bardzo słusznie) ale im bardziej rozkręcali się Pacers, tym bardziej nerwowo wyglądały te zmiany.

Co nowego pokazali Thunder

Szukaliśmy rozwiązań taktycznych, więc co nowego pokazali Thunder? Dobrze zakładaliśmy: było parę minut obrony strefowej przeciwko rezerwowym Indiany, a Shai nierzadko grał jako „screener”. Systemowo nie udało się go jednak uwolnić spod Nembharda, Nesmitha, Shepparda. Myślałem, że OKC bardziej kreatywnie podejdą do zdjęcia mu z twarzy najlepszych stoperów, ale Daingeault zamiast wymyślać jakieś wyrafinowane układy taneczne, postawił na brutalną siłę. Hartenstein stawiał SGA wysokie zasłony i tyle. 

Koniec końców znów wyglądało to kiepsko. Goście w większości zaprezentowali nam znów akcje izolacyjne (SGA zaliczył ZERO asyst!!!) męczyli się. Taktycznie nie zaskoczyli, nie mają tej elastyczności co Indiana, pozostało im postawić na przewagę indywidualną i lepiej niż ostatnio rozłożyć siły… mission accomplished!

W czwartej kwarcie chodziło wyłącznie o to kto silniejszy i który bardziej tego chce. Problem w tym, że swój peak energetyczny Pacers osiągnęli w pierwszej czterdziestu minutach. Tak, tym razem to oni spuchli. Nie utrzymali tempa i na koniec grali po prostu głupio. 

Koniec paliwa

Thunder wygrali czwartą kwartę 31:17. Pacers osiągnęli w tym czasie 5/17 z gry w tym 0/8 zza łuku. Pascal Siakam (20 punktów 8 zbiórek 5 asyst 5 przechwytów) zajechany kompletnie (0/1 z gry w IV kwarcie). Myles Turner niestety pokazał nam ten gorszy profil (0/6 zza łuku 2 zbiórki) niebywale nierówny to zawodnik, poprzednim razem gigant, tym razem klucha. Zespół próbował ciągnąć Tyrese Haliburton (18 punktów 7 asyst) ale gdy oglądamy jego indywidualne popisy z piłką i nie wynikają one z tańca synchronicznego, gdy nie idzie za tym drużyna, to znaczy, że padli. Pacjent nie reaguje. 

Dodaj fatalną decyzyjność Bena Mathurina w końcówce (pisałem o tym dwie relacje temu) – dwa iście idiotyczne faule z dala od piłki w końcówce, a obraz się dopełni. Pasek energii zjechał tak mocno, że tym razem to OKC zdominowało na końcówce zbiórkę (12:4) oni więcej piłek ściągnęli z atakowanej tablicy niż Pacers po obu stronach. Tutaj macie Mathurina, najpierw trzyma za nadgarstek J-Duba, następnie wskakuje w SGA. Nastąpiło spięcie w systemie (dodajmy że spudłował trzy rzuty wolne). Bohater poprzedniego meczu tym razem mentalnie nie dowiózł: 

Rzecz jasna ktoś… co ja mówię ktoś… WIELU będzie narzekać na gwizdki. Sugerować ręczne sterowanie wynikiem przez Scotta Fostera i resztę „pasiastej” obsady. Nie jesteście jedyni, oto jak zareagował komentujący spotkanie Gilbert Arenas, gdy dowiedział się kto sędziuje Game 4:

I tak, macie rację: Shai dochodząc do rzutu regularnie odpycha ludzi ramieniem. I tak owszem, niektóre sytuacje można było puścić Pacers w obronie, ale ostatecznie uważam, że gospodarze przegrali ten mecz w ataku. 

Plan zakładał wygenerowanie 100% mocy, przeliczyli się. Być może gdybyśmy dostali dwa dni, a nie jeden dzień przerwy pomiędzy Game 3 i 4. sytuacja wyglądałaby inaczej. Pacers chcieli dziś wytargać 3-1, następnie odpuścić, zwolnić w piątym spotkaniu i ponownie mocno szarpnąć w szóstym meczu. No niestety. Thunder odzyskali przewagę własnego parkietu, przy stanie 2-2 ponownie są wyraźnymi faworytami serii. Powiem więcej, skuteczność na poziomie 3/16 zza łuku drugi raz im się nie przytrafi. Mieli farta, lepiej znieśli trudy spotkania, pokazali hart ducha i nadal walczą o swoje plany i marzenia.

Thunder 111 Pacers 104 [2-2]

Pacers przez ostatnie pięć minut zaliczyli jedno trafienie z gry. Następnie zdobyli jeden punkt przez ostatnie trzy minuty. Prąd odcięty. Mówiłem, energia ma to do siebie, że masz jej ograniczoną ilość. Na dalszym etapie rywalizacji nie spodziewam się zaskoczeń, wszystko co mieli najlepszego, trenerzy już chyba pokazali. Pozostaje kwestia kto ma więcej paliwa w baku. 

SGA końcówkę meczu spędził na linii rzutów wolnych. W ostatnich pięciu minutach zdobył PIĘTNAŚCIE punktów. Wymuszał faule, przy silnym zmęczeniu obu stron jego przewaga 1v1 stanowiła różnicę. Daigneault jak mówię, lepiej rozłożył mu minuty, Shai rzadziej przeprowadzał piłkę na połowę ataku, a przede wszystkim okrzepł już nieco z szaloną presją Pacers. Zauważcie, że wszystko, co najlepsze w jego wykonaniu zadziało się po tym, jak Thunder wreszcie umieścili Shaia w roli „screenera” czyli zupełnie tak, jak krzyczeliśmy. I tak: Nembhard >>> Nesmith jako plaster. 

Kwiaty należą się też Chetowi Holmgrenowi (14 punktów 15 zbiórek +14 wskaźnika plus/minus) końcówka tym razem mocna w wykonaniu młodego centra. Ostatnie trzy minuty to blok z pomocy oraz trzykrotnie wybroniona akcja jeden na jeden po przejęciu krycia Haliburtona i Nembharda. 

Na wielkie uznanie zasłużyli także Alex Caruso (20 punktów 5 przechwytów) który momentami produkował punkty z niczego. W brudnej, szarpanej koszykówce czuł się komfortowo, podejmował odważne i przeważnie słuszne decyzje. Thunder nie byliby w NBA Finals bez niego, to na bank, 100%. Caruso ma zdolności przywódcze, nawet jeśli tego nie widać na pierwszy rzut oka. Bierze na siebie akcje, gdy kolegom jądra wstępują głębiej do worka mosznowego. 

No i oczywiście lewa ręka Jalena Williamsa (27 punktów 8/18 z gry i uwaga 11/11 FT). J-Dub dysponuje przewagą atletyzmu i to wykorzystuje. Cieszy fakt, że się otworzył, że nie znika jak przed rokiem w finałach konferencji. Cieszy, że młody gwiazdor okrzepł. To był także dla niego duży sprawdzian dzisiaj, zdał!

Na koniec, gdyby rozdawano punkty za styl, Pacers byliby już mistrzami. Ciekawa statystyka Game 4: 

  • Indiana 357 podań, 21 asyst
  • Oklahoma City 211 podań, 10 asyst 

I co Wy na to? Bardzo dziękuję za uznanie, z którym spotkał się wczorajszy, mocno analityczny artykuł. Jak inaczej wytłumaczyć liczbę Patronów:

  • Nawrocki90
  • Adelos78
  • Riwen
  • Łukasz Gruszka
  • Dawaj Bartek
  • Adaś Xk
  • Artur Gerwel
  • Łukasz Janczar
  • Mirosław Skupiewski
  • Quharz4

Kłaniam się Panowie, bez Was nie ma GWBA. Dobrej soboty wszystkim! Pozdrowienia ze słonecznej Gdyni, Bartek Gajewski

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie chcę skreślać Indiany ale OKC wyślizgnęło się z widelca i pewnikiem już tam nie wróci.
    Fakt gwizdki dużo gwizdków
    ale poszły w dwie strony to znakomita egzekucja po stronie liderów OKC przeważyła wszyscy trzej 100/100.
    I pytanie brak mocy czy taktyka wydłużania akcji, w Q4 było wiele sytuacji gdy piłka z pozycji do oddania strzału szła dalej trochę jakby Indiana sama spowolniła swoje tempo.
    Dobrze że Chet nie skręcił kostki wyglądało groźnie.
    Po obu stronach nie ma kontuzji cieszmy oczy grą
    finały tak szybko mijają.
    Puchar pewnie powędruje na długo do Oklahomy ale jak pisał klasyk
    „między ustami a brzegiem pucharu”

    (11)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki za artykuł. Finały są w tym roku fantastyczne. Kibicuję w nich Indianie (za styl, za zespołowość, za grę kombinacyjną) ale zwycięstwo OKC mnie nie zmartwi, bo przez cały sezon pokazali świetną koszykówkę!
    Po prostu: I love this game! 😉

    (18)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Płaczecie że Indiana przegrała wygrany mecz. Ciekawe że nie słychać było nic o tym że OKC przerali wygrany mecz numer jeden. A prowadzili 15 punktami przypominam. Lekka hipokryzja Panowie. Ja mimo że jestem kibicem OKC potrafię przyznać że Indy gra ładniej dla oka. I że kilka gwizdków więcej w tej serii było naciąganych w stronę Thunder. (Pomijając faul Nesmitha w trzecim meczu który był kryminałem a skończył się zwykłym faulem). Sędziowie czasami faworyzują jednych a czasem drugich. To widzę od 13 lat odkąd interesuję się NBA. Nie rozumiem tego hejtu na OKC od w zasadzie serii z Denver. Jakieś gwizadorskie Lakers, Celtics czy inne Suns mogę zrozumieć, ale profile tych drużyn są zupełnie inne. Wymieniałem się spostrzeżeniami z kumplem, kibicem Heat i dla niego to również niepojęte. Shai wymusza przewinienia? Super, to czemu twój gracz tak się nie wbija w pomalowane i też ich nie wymusza? Mało jest w lidze sprawnych z piłą PG? Przepisy są jakie są i najsprytniejsi je wykorzystują. Gdyby było inaczej Gilgotek kombinowałby na inne sposoby. Co do serii nie skreślam Pacers, wszystko może się jeszcze zdarzyć, tu do końca będzie na żyletki. Polecam w nastęnym meczu handicap +10 na Pacers. Pozdro!

    (21)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Typowanie asyst J. W. mija się z celem. Dwa razy były na to typy podawane poza grupą i dwa razy nie dowiózł. Ale to nie jest jego konik. On widzi tylko obręcz i podaje w absolutnej ostateczności. No cóż. To co weszło w drugim meczu już oddałem bukowi 🤷‍♂️

    (6)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie chwalmy skóry na niedźwiedziu. Nie dzielmy. Łączmy.
    Byłem dzisiaj na Legia-Start (śp. Michałowicz też był) i podobnie: przez 3 kwarty rozdajemy karty, w 4 kwarcie talia nam się rozsypała, bo spuchliśmy.
    Wszystko tam się wczoraj w Indianapolis wydarzyło, ktoś trafił, ktoś nie trafił, zamiast panasonic eneloop pro tym razem były zwykłe duracelki. Chłopaki, co wcześniej ciupali na wysokim procencie, tym razem nie trafiali z czystych pozycji (jak mawia mój kolega Witek: w koszu najbardziej liczy się trafiać w to takie posiatkowane).
    Ale największy szacunek należy się temu, co dotychczas w tych finałach znak zapytania nad nim fruwał.
    A tym razem zagrał jak mężczyzna. Kostka podkręcona – rozchodził od razu, bez siadania na ławę. Dostał kopa z kolana w udo – pokulał, pokulał i wyrównał krok. Zrozumiał, że w finałach trzeba wojować. Nie walczyć, a wojować.
    Myślę, że szansa sparaliżowała Indianę. Wygranie tego meczu oznaczało pewny tytuł.
    Teraz wszystko może być – i takie powinny być finały. Każdy następny mecz to będzie wojna na śmierć i życie.

    Nie poddawaj się, ukochana ma, nie poddawaj się, piękna Indiana…!!!

    (5)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Ktoś napisał w komentarzach śp. Wojciech Michałowicz. Czy chodzi o pana Wojtka z Canal+?
    Według mnie on jednak jeszcze żyje. Jeśli nie to poproszę o oficjalne info. Dla mnie to wspaniała postać. Mój osobisty koszykarski mentor. Pozdrawiam.
    Rzuty wolne.
    Obi Toppin też spudłował 3 z rzędu. Zabrakło tych punktów w końcówce.

    (3)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Zobaczymy co będzie po meczu numer 5,Oklahoma faworytem. Zastanawiam się jak na ewentualną porażkę zareagowała by Indiana. Oni w żadnej serii nie jeszcze nie przegrywali.

    (-1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Wojciech Michałowicz żyje i ma się dobrze
    Nikt nie umniejsza jego wiedzy o koszykówce i wiedzy ogólnej o świecie. Wykształcony, oczytany i obyty w świecie, ale jako komentator był najgorszy z najgorszych. Stypiarz i zabójca akcji. Zawsze poza meczem, zawsze w trakcie dziwnych przypowieści gdy akcja wrzała jak wrzątek w czajniku.
    Nie dało się chłopa słuchać nawet po 0,7 Jacka Danielsa na głowę.
    Gość, który budził we mnie myśli samobójcze gdy słuchałem jego komentarza.

    (8)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Wszystko to prawda. Raz końcówkę zawalili Thunder , teraz końcówkę zawalili Pacers. Mathurin , tak , ten sam … moim zdaniem postawa tego gościa w końcówce zaważyła mocno na wyniku. Do zwycięstwa było daleko , ale gdyby ten gość dojechał mentalnie na mecz to Indiana biłaby się o zwycięstwo do ostatniego posiadania.
    Niemniej jednak wciąż uważam , że ta seria nie ma faworyta. I jeśli Indiana weźmie to 4-2 to nie będę zaskoczony.
    Tutaj naprawdę decydują detale (tak ładnie opisane nam przez admina).

    (1)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      MAtrhurin grał w końcówce wyłącznie dlatego, że Nesmith spadł za faule, Nesmith to jest gość o największym odsetku fauli rzutowych w tym playoffs, o sorry najgorszy był Mitchell Robinson, Nesmith przedostatnie miejsce. Gość nie trzyma ciśnienia 1v1, wsadza ręce, za bardzo ryzykuje i Thunder umieszczając na koniec SGA jako screenera to wykorzystali, doprowadzali do zdjęcia Nembharda z SGA i grali ISO. Nic pięknego, ale obie strony były tak dojechane, że wystarczyło.

      (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu