Detroit Pistons 2025/2026: nowy zaciąg Bad Boys, nowa siła na wschodzie NBA

Bad boys, bad boys. Whatcha gonna do? Whatcha gonna do when they come for you?
Detroit Pistons byli rewelacją minionego sezonu NBA. Przemodelowali skład, zatrudnili nowego trenera JB Bickerstaffa, poprawili się o trzydzieści zwycięstw (!!) względem poprzedniego sezonu i po raz pierwszy od sześciu lat (!) awansowali do playoffs.

Może zacznijmy od początku, w maju 2024 na stanowisku szefa kadr został zatrudniony Trajan Langdon, którego określiłbym architektem sukcesu DET. Poszły za tym roszady w składzie, które wypełniły luki kompetencyjne i lepiej dopasowały roster:
Quentin Grimes rozegrał w klubie jedynie sześć meczów, jego talent do kreowania gry został zauważony, ale kompetencje stricte strzeleckie wyglądały tragicznie. Sprowadzony w trakcie sezonu, wchodził z ławki, niezgrany z kolegami, rzeźbił, brał na siebie dziury w ataku, Pistons wpuścili go na głęboką wodę i patrzyli jak tonie. Jego skuteczność w barwach Pistons wyniosła 4/28 zza łuku.
Wypełniał podobne zadania co Cunningham, a priorytetem zarządu było rozwinąć młodego wilka Jadena Iveya. Ci goście potrzebowali wokół siebie rasowych catch and shooterów, którzy zapewnią im przestrzeń do gry oraz siać będą z wolnej klepki ilekroć rywale ośmielą się ich zostawić. Grimes został więc wymieniony za Tima Hardawaya Juniora i to miało wielki sens. Nie maksymalizacja jednostkowego talentu, ale dopasowanie elementów. Tak, to był właściwy kierunek.
Realizując tę właśnie strategię, poprawy spacingu wokół Cade’a i Iveya, sprowadzono do zespołu weterana Tobiasa Harrisa, który straszyć miał rzutem na silnym skrzydle, a gdy trzeba, brać na siebie akcje post-up. Ze swej roli Harris wywiązał się świetnie. Zbierał, szedł do rogu, nie psuł rytmu, cierpliwie czekał na swoje momenty.
Kolejny angaż to Malik Beasley, który w roli „szóstego” zaliczył fenomenalny sezon. Miał agresywnie szukać rzutów za trzy, generować zamieszanie po słabej stronie boiska i odważnie strzelać, gdy będzie miał pozycję. W 82 meczach sezonu chłopak dostarczył 319 trafień zza łuku na skuteczności 42%. Był finalistą nagrody Sixthman of The Year, a teraz zmaga się aferą hazardową, szkoda.
Nowe nabytki stanowili także, wybrany z piątym numerem draftu Ron Holland, czyli atletyczny, zadziorny defensor na skrzydle oraz sprawny podkoszowy Paul Reed, który najął się w Detroit na trzeciego centra i bardzo dobrze na tym wyszedł.
W nowym środowisku gwiazdor Cade Cunnigham dostał skrzydeł, jego średnie wzrosły do 26.1 punktów 6.1 zbiórek 9.1 asyst i po raz pierwszy w karierze dostąpił zaszczytu gry w All-Star Game. Wreszcie miał przestrzeń do pick and rolla ze środkowym Jalenem Durenem, otrzymał „zielone światło” na wszelkie zabawy z piłką, a jego talent rozbłysł nowym blaskiem. Od samego wejścia do ligi budził mój respekt, choć przyznam, że traciłem entuzjazm do jego gierek, gdy np. przyszło mu współpracować z Bojanem Bogdanovicem. Panowie nienawidzili się skrycie i było to bardzo widoczne podczas meczów.
Bez nurkowania w zaawansowane statystyki sezon do sezonu widzieliśmy poprawę, nie tylko w tabeli:
- punktów na mecz: 109.9 (27. miejsce w lidze) -> 115.5 (12. miejsce)
- defensywny rating: 118.8 (26. miejsce) -> 113.1 (13. miejsce)
Tematy do zaadresowania? W dalszym ciągu trójek jest relatywnie mało, a strat i popełnianych fauli nadmiernie dużo. W jakim składzie Pistons wejdą w nowy sezon? Już mówię:
- PG: Cade Cunningham / Marcus Sasser
- SG: Jaden Ivey / Caris LeVert / Chaz Lanier (R)
- SF: Ausar Thompson / Duncan Robinson
- PF: Tobias Harris / Ronald Holland II
- C: Jalen Duren / Isaiah Stewart / Paul Reed
Do zdrowia wraca Ivey i od razu mówię, że kluczem będzie żonglowanie jego minutami u boku Cade’a i Thompsona. W dalszym ciągu uważam, że z Cunninghamem oni najlepiej wyglądają rozłączeni, ale może się mylę. W trzydziestu meczach, jakie w zeszłym sezonie rozegrał Ivey, zanim dopadła go koszmarna kontuzja złamania piszczela, pokazał się jako dużo lepszy strzelec. Trafił 63 z 154 trójek, a to aż 41%.
Moim zdaniem Pistons stylu gry absolutnie nie zmienią. Stracili tegorocznych (THJ, Beasley) lecz pozyskali nowych shooterów: Robinsona znacie z Miami, a rookie Chaz Lanier to właśnie typowy snajper: rosłe 195 cm wzrostu, 40.5% zza łuku przez pięć lat koledżu. Dojrzały pierwszoroczniak, powinien stanowić pożytek od pierwszego dnia sezonu. Dla mnie ten chłopak będzie podstawowym członkiem rotacji już w październiku. Wejdzie w buty Beasleya, tylko popatrzcie:
Co za tym idzie, Cade wciąż będzie grał pick and rolle, w zeszłym sezonie grał ich więcej niż Luka, LaMelo, SGA czy Brunson. Jeden jedyny Trae Young, na którym opiera się cała ofensywa ATL Hawks, grał picka częściej. Pion kadrowy liczy natomiast, że wracający do zdrowia Ivey oraz ściągnięty z Atlanty LeVert zapewnią Cade’owi potrzebne wsparcie i że nie będzie musiał co mecz zdobywać trzydziestu punktów, aby Pistons liczyli się w grze.
Prawda jest taka, że gdy Cunningham zaliczał 30+ punktów, zespół osiągnął bilans 9-14 (39%). Gdy zaś zaliczał 10+ asyst, bilans wyniósł 19-12 (61%). Celem jest więc lepsze zbilansowanie ofensywne i wspólny wzrost trzonu zespołu. I tutaj mam największy znak zapytania, to jest czy JB Bickerstaff to jest człowiek, który tę układankę jest w stanie pchnąć powyżej wywalczonych 44 zwycięstw oraz awansu poza pierwszą rundę playoffs.
W samych superlatywach na temat Bickerstaffa wypowiada się Caris LeVert, panowie pracowali razem w Cleveland, a teraz spotykają w Detroit:
JB otworzył mnie w nowych aspektach jako zawodnika. Gdy trafiłem do Cavs, po raz pierwszy w karierze kazano mi skupić się na obronie. W tym momencie sądzę, że to jedna z moich najsilniejszych stron. Pobyt w Cleveland rozwinął mnie także w kwestii gry z dala do piłki [LeVert]
Tak, coach Bickerstaff to świetny motywator, który potrafi wiele zaangażowania wykrzesać z młodych graczy. Taktycznie jest jednak ograniczony, a jego zwolnienie po pięciu sezonach z Cleveland było podyktowane między innymi konfliktem z gwiazdą Donovanem Mitchellem, który z biegiem czasu coraz bardziej kwestionował decyzje taktyczne szkoleniowca.

To samo tutaj: Detroit Pistons z tankowca, a następnie zespołu w przebudowie, weszli w fazę średniaka i oby nie pozostali w niej na stałe. Kibicom marzy się walka o mistrzowski tytuł, choć nikt o zdrowych zmysłach tego od chłopaków oczekiwać nie powinien. To może być trudny sezon dla Pistons, poprzeczka oczekiwań została bowiem umieszczona wyżej, niż ci przyzwyczajeni są skakać. Wschód jest słaby, jak wielu zwycięstw możemy więc oczekiwać? Osobiście spodziewam się 42-50 wygranych, a Wy? Patronami odcinka są _______, pozostaje mi podziękować za odwiedziny, dobrego dnia! B










Moim zdaniem Detroit przespało to okienko i nie mówię tego w kontekście że coś spieprzyli ale biorąc pod uwagę obecne okoliczności na wschodzie to nie wiele potrzeba w Detroit żeby tam naprawdę zamieszać.
Detroit obecnie stosunkowo mało przeznacza na pensje bo i Duren i Ivey grają na debiutanckich umowach i powinni to wykorzystać na rynku.
Cade, Duren, Thompson to powinien być ich trzon nie do ruszenia, Harris ma sprzyjający kontrakt i jako dopełnienie składu jest idealny.
Moim zdaniem od zostania Contenderem dzieli ich tylko klasowy strzelec na 2, a Ivey nigdy nim nie będzie bo to gracz bazujący na szybkości który może zostać gwiazdą ale raczej nie w drużynie gdzie spacing nie jest na wybitnym poziomie, a przy Cunninghamie, Thompsonie i Durenie nigdy tego wybitnego spacingu nie będzie.
Detroit powinno wykorzystać moment i spakować Iveya i/lub Hollanda (też spory talent ale tutaj nie dostanie ekspozycji), może kontrakt Stewarda (mają jeszcze w obwodzie Reeda jako zmiennika Durena), dorzucić jakieś swoje picki które mają i pozyskać pewniaka na pozycji strzelca. (Wydaje mi się że np. Herro to mógłby być zawodnik który pasowałby do tego rosteru)
Wtedy mając na ławce LaVerta, Robinsona,Reeda ich rotacja naprawdę wyglądała by jak drużyna do walki już nie o 2 rundę ale o finał NBA.
Za rok taki manewr może być trudniejszy do realizacji bo Ivey i Duren będą zastrzeżonymi wolnymi agentami którym trzeba będzie zapłacić duża kasę, jednocześnie pozbywając się elastyczności finansowej.
Dobrą opcją mogłoby być też sign and trade które obejmowałoby Ivey i Stewarda i może 1 pick za Cam Thomasa z Brooklynu którego tam za bardzo nie chcą a kontrakt 25 baniek na sezon dla takiego strzelca w Detroit mógłby być spokojnie do przyjęcia.
Thomas nigdy liderem drużyny nie zostanie ale przy defensywnie usposobionych Durenie i Thompsonie a także przy tak wszechstronnym Cunninghamie, Thomas mógłby się sprawdzić i robić to co potrafi najlepiej czyli zdobywać punkty a reszta zajeli by się koledzy z drużyny.
Podejrzewam, że sezon zasadniczy skończą na identycznej albo podobnej pozycji jak 2024/25 – piątej albo szóstej. Niżej spadnie Boston, tak samo Indiana, która straciła dwóch z trzech najważniejszych graczy. Orlando jest mocniejsze, więc moim zdaniem wskoczy do szóstki, Atlanta również.
Przypadek Detroit może być trochę rozczarowujący, bo przy osłabionym Wschodzie tworzy się okienko do zrobienia czegoś niespodziewanego, ale do tego trzeba byłoby jakiegoś znaczącego upgrade’u. Jak Hawks, którzy dołożyli sobie Porziginsa i Alexandera-Walkera. Albo jak Orlando z Desmondem Bane’m. Albo nawet Bucks z Turnerem.
Pistons po prostu zachowali status quo. Stracili Beasleya (wielka szkoda), Schrödera (szkoda) i THJ, zyskali LeVerta, Robinsona i wracającego Iveya, ale czy stali się mocniejsi? Nie. Inna sprawa, że to ważny rok dla Cunninghama. Jest rok młodszy niż Haliburton, trzy lata młodszy niż Gilgeous-Alexander. Na ten moment 100% GM-ów NBA, gdyby ich spytać którego z nich chcieliby mieć na rozegraniu, to 3/4 wskazałoby Shaia, reszta Haliburtona. I coś mi się wydaje, że tak już pozostanie…
A po co niby tej reszcie na ten moment Huliburton?
Kurczę wydawać by się mogło że przespali okno, ale z 2 strony taka kosmetyka i brak agresywnych posunięć jest mimo wszystko chyba lepszy niż wyprucie 3/4 zawodników z młodego rosteru za Herro. Nie widzę jakoś tego FITU z Cadem bo obaj muszą mieć piłkę w rękach.
Na pewno potrzeba więcej osób aby móc wykreować coś w PO – i tutaj można odczuć brak Dennisa Schroedera, ale z 2 strony jest Caris i Ivey którzy są w stanie coś zagrać indywidualnie jeśli piłka do nich trafi i odciążyć Cade’a . Super by było gdyby jeszcze wrócił Beasley.
Idealnym FITEM wydaje się osobnik taki jak np Lauri Markannen – który nie przyćmi Cade’a w roli gwiazdy i 1 opcji – da pewne 20 oczek co wieczór bo Tobias jest super ale nierówny raz 20 a raz 5 i taki Lauri mógłby odciążać Cade’a jako go to w kluczowych momentach. Wydaje się że wizerunkowo mógłby pasować do DTown – pytanie jak zdrowie ?
Paczuszka Tobias + Stewart + pick lub nie myślę że mogła by być do zaryzykowania
Cade / Sasser
Ivey / Lavert / Lanier
Thompson / Robinson
Markannen / Holland
Duren / Reed
W obwodzie Beasley + jakieś mięsko pod kosz by się przydało –
Też ciekawy pomysł z Markanenem, ale nie oszukujmy się bez Iveya, i chociaż 2 picków pierwszej rundy by się nie obyło, Steward pewnie poleciałby dla jakieś równowagi kontraktowej.
Harris to fajny gracz drużynowy ale on jako serce tego transferu po prostu wyklucza ten trade xd kto jak kto ale tankujace Utah to napewno by go nie chciało, tylko wolałoby uzyskać jakiś talent i picki w transferze Markanena.
Markannen to pasuje akurat do wszystkich zespołów w NBA, no może poza Utah xD
i Sacramento.
Quentin Grimes? Serio?
Ktoś wie czemu się Bojan nie lubił z Cadem?
Podobno Cade podjadał kanapki po treningu Bojanowi.
Boogie – kurde chyba szkoda by było Iveya, oglądałem większość Detroit w zeszłym sezonie. Ivey wyglądał naprawdę bardzo dobrze. Dodatkowo widać że była duża chemia w zespole, oraz na linii Jaden – Cade. Wydaje się że Ivey ma papiery na 3 opcje jest chłopakiem z Michigan. Problemem w Detroit jest 2 non shooterów w s5 i to jest ciężkie do przeskoczenia. Nie wiem czy nie adresował bym bardziej paczki z Ausarem mimo olbrzymiej sympatii.
Imho wydaje mi się że pakiet STEWART / AUSAR / TOBIAS / PICK 1 st round – nie wiem czy to nie za dużo jak na Lauriego.
Pakiet Stewart / AUSAR / pick 1st / pick 2nd wydawał by się optymalny – w rolę Ausara komponował bym Rona Hollanda lub zostawił Ausara i proponował w trade Rona.
Aktualnie poza zdrowym Laurim nie przychodzi mi nikt do głowy, kto mógłby pchnąć Detroit półkę wyżej, a wybacz Giannis – gdzie bym ryzykował paczkę z 2 pickami 1st round.
Poza tym Zionom itp stanowczo nie , może Scottie Barnes , może Sabonis
Ausar jest nie do ruszenia w Detroit.