NBA playoffs 2026: Rudy Gobert hamuje Jokera | Wembanyama łamie schematy

19

Witam serdecznie, nie było mnie chwilę na łamach portalu, co dobitnie daliście mi odczuć. Szczerze mówiąc, nie rozumiem wyzwisk, ani innych pseudo-śmiesznych komentarzy, z których większość musiała niestety wylądować w koszu. Ostatnich parę dni oddałem w stu procentach chłopakom, którzy przyjechali na GWBA Camp do Wrocławia.

Wybaczcie, ale nie znalazłem w sobie wystarczających pokładów energii, aby równolegle, w formie pisemnej, przygotować i opublikować przegląd NBA playoffs. Chociaż mecze w większości „przeglądałem”, a odpowiedzi na nurtujące mnie pytania znalazłem, rzecz opisać okazało się ponad siły. Dziś nadrabiam, nie wchodząc w szczegóły, bo wielu zaskoczeń jak dotąd to nie ma. Może na początek wiadomości bieżące: 

NBA news

-> 60-letni Billy Donovan zrezygnował z prowadzenia Chicago Bulls po sześciu latach pracy w klubie. Raz, że roster nierokujący. Dwa, że nowe kierownictwo może mieć jeszcze mniej kompetencji, niż to poprzednie. Coś musi być na rzeczy, sprawę będziemy obserwować, a wnioskami dzielić. 

-> 22-letni Victor Wembanyama otrzymał nagrodę Defensive Player of the Year. Jest najmłodszym w historii laureatem tego wyróżnienia, a także pierwszym, który otrzymał je jednogłośnie, zdobywając 100% głosów. Myślę, że nie jesteśmy zaskoczeni, co nie? 

W lidze jest trzydzieści zespołów, które różnią się między sobą organizacją oraz efektywnością ataku. Najwięcej punktów w przeliczeniu na sto posiadań zdobywają w tym sezonie Denver Nuggets (122.6) a najmniej ekipa Brooklyn Nets (114.4). A potem się okazuje, bo ktoś przeliczył, że gdy Wemby jest na placu to KAŻDA z ekip przeciwnych, z przekroczeniem ratingu prezentowanego przez Brooklyn ma problemy.

Rzucać trzeba wysokim, nienaturalnym lobem, komfortu nie ma gdy się tegoż giganta nie widzi, bo wiadomo, że gdzieś się tam czai, gdzieś tam jest. Na dobrą sprawę to nie ma chyba w NBA mierników, które zmierzyłyby odpowiednio wpływ Victora Wembanyamy na defensywę Spurs. 

-> koniec dynastii: zgodnie z oczekiwaniami Steve Kerr nie powróci w przyszłym sezonie jako główny szkoleniowiec Golden State Warriors, a w każdym razie, szanse na to są marginalne. 

Cavs vs Raptors [2-0]

21-1: taki bilans w seriach playoffs, zaliczają Cavs po zwycięstwie w Game 1. Moim zdaniem oni już tę serię wygrali, nie ma od tego odwołania, ale prawdziwą moc Cleveland poznamy dopiero na kolejnym etapie rywalizacji.

Raptors nie mają niestety kompetencji strzeleckich, to znaczy nie dysponują siłą rażenia zza łuku. W efekcie nie potrafią wyswobodzić spod kurateli obrony swego największego działa Brandona Ingrama. Już pierwszy mecz przyniósł niechlubną statystykę: jeden oddany rzut w drugiej połowie!!!

Trener chciał mnie jako screenera. Widział, że mój obrońca nie schodzi ze mnie, nie przejmuje krycia, więc byłem nieco poza grą. Jeśli jednak mam oddawać po dziewięć rzutów w meczu to za dużo nie wygramy [Ingram]

To samo w drugim pojedynku, pomimo ekstra wysiłków po stronie sztabu Darko Rajakovica. Ingrama krył sprawny Dean Wade, chodził za nim jak cień, a wysocy: czy to Mobley czy Allen ponadto zabezpieczali wszystko poniżej linii rzutów wolnych. Tu nie chodzi nawet o podwojenie, oni byli jak siatka ochronna. Wade nie musiał się martwić minięciem czy zasłoną, bo priorytety Cavs w obronie, za jego plecami były jasne. 

Cleveland ma centralnie w tyle ma obwodowych Raptors, Shead czy Walter, niech sobie rzucają za trzy. Immanuel Quickley byłby lepszy na tym stanowisku, ale niestety boryka się aktualnie z zapaleniem rozścięgna podeszwowego. Kto kiedyś przechodził, ten wie, jakie to bolesne.

Raptors, jeśli się dobrze przyjrzeć, na dobrą sprawę grają czterema non-shooterami, z punktu widzenia scoutingu. Rzuty dystansowe to nie jest domena żadnego z chłopaków, może za wyjątkiem właśnie Ingrama, którego tak bardzo starają się zamknąć gospodarze. 

Shead, Barrett, Barnes, Poeltl… smutne to wszystko. Zwłaszcza jeśli kibice zdadzą sobie sprawę, że dopiero od przyszłego sezonu zaczyna obowiązywać 104 milionowy kontrakt Poeltla. Dość powiedzieć, że w drugiej połowie, miejsce austriackiego środkowego zajął rookie Collin Murray-Boyles. Było żwawiej na nogach, sprawniejsze przejęcia zasłon, ale to z kolei otworzyło ścinających wysokich Cavs. 

Evan Mobley korzystał najbardziej (25 punktów 8 zbiorek 11/13 z gry), czaił za plecami, ścinał w przypadku pomocy Raptors wobec penetracji, zaliczył wiele wsadów, takich oburącz, łatwych jak na NBA2k level rookie. 

A te penetracje to właśnie… no jak myślicie… Donovan Mitchell i James Harden, którzy po dwóch meczach zaliczają łącznie: 112 punktów oraz 23 asysty przy 15/32 zza łuku. Nie wiem co pisać, jak pocieszyć fanów „We the north”. Ingram z pewnością zbierze cięgi za kolejny kiepski występ (3/15 z gry) ale co tu wiele gadać, nie stworzono mu właściwych warunków. 7/26 z dystansu Raptors w drugim meczu to jest jakiś anachronizm, powrót do wolumenu lat dziewięćdziesiątych. 

Lakers vs Rockets [1-0]

Jeśli chodzi o tę parę, to znaczy pierwszy mecz, to dobrym podsumowanie jest poniższe video: 

Houston bez Freda VanVleeta, Stevena Adamsa oraz, jak się okazało, Kevina Duranta, którego uziemił uraz kolana, nie potrafią grać w koszykówkę. Za to stuletni LeBron James, świeżo skąpany w cytoplazmie, wygląda jakby nie starzał się, ale młodniał. Nie wiem jak to jest możliwe, ale domyślam się, że chodzi o pieniądze i środki, które nie śniły się fizjologom. Ten nasz wampirzy dziadzia koszykarz ustrzelił był 19 punktów 8 zbiórek i 13 asyst, trafił 9 z 15 rzutów z gry. 

W niezwykle wolno toczonym spotkaniu trafił mu się Luke Kennard za partnera, czyli najbliższe, co NBA mogłoby porównać do Darka Olczaka z Konina. Kennard trafił 5/5 zza łuku co całkowicie zmieniło grę, bo nie tylko jemu, ale całej reszcie się parkiet otworzył. Lakers zaliczyli 61% z gry. Sześćdziesiąt procent skuteczności w meczu playoffs!!!

Rockets nie potrafią rzucać, tak samo jak Raptors! Sengun, Okogie, Thompson, Eason, Tate to pięciu z dziewięciu graczy, których całkowicie powinno się olać na łuku i właśnie to się dzieje. Co by nie mówić James, JJ Redick czy Smart to inteligentni gracze, zabunkrowali się w polu trzech sekund i nara. Przeciwko strefie także grać umieją, doświadczenia im nie zbywa.

Nie wiadomo czy KD wystąpi dziś w Game 2. jego występ stoi pod znakiem zapytania, ponoć problem stanowi rzepka, ale nawet jeśli wystąpi… Lakers rzucą się na niego. To wcale nie są dogodne warunki do pracy, zapytajcie Brandona Ingrama….

Co gorsza, system gry Ime Udoki w tak dużym stopniu polegał na postaci Duranta, że to, co zobaczyć mogliśmy w pierwszym meczu, to była szopka, a nie profesjonalna drużyna koszykówki z budżetem płacowym na poziomie 700 milionów złotych. Nie dość, że nie dysponują siłą rażenia zza łuku, mają bardzo ograniczone tzw. guard play.

Reed Sheppard to w żadnym wypadku nie jest starter ekipy grającej w playoffs, a Amen Thompson choć ma wiele walorów, jako rozgrywający nigdy mnie nie przekonywał. Co on może wyegzekwować bez rzutu? On nawet akcji dwójkowej nie rozegra, nie mówiąc o przeglądzie parkietu, czytaniu obrony i sterowaniu tempem gry. Sami powiedzcie, jak to ma funkcjonować? 

Dodajmy słabości, wolne nogi Alperena Senguna na środku obrony, no ludzie, przecież to 5/5 zza łuku movement shootera to jest dokładnie efekt tychże wolnych nóg. Lakers sprytnie się poukładali i nawet bez Luki i Reavesa wzięli pierwszy mecz. 

Sengun nie ma nawet możliwości grać na styl Jokera w Denver, to jest z czterema shooterami na raz, wokół siebie, bo Rockets tylu nie zatrudniają, biorąc pod uwagę w/w kontuzje. Zresztą Udoka ma takie zamiłowanie do fizyczności, że zaraz go fizycznie zwolnią z posady. Mógł być zaskoczony, owszem. KD wracaj, bo będzie kompromitacja. Houston we have a problem! 

Hawks vs Knicks [1-1] 

Dyson Daniels kryjący Karla Townsa na dzień dobry i już tak różowo nie wyglądają Nowojorczycy. Przede wszystkim, w niwecz się obraca pick and roll Townsa z Brunsonem, bo ewentualny switch, czyli zmiana krycia, to docelowy matchup po stronie ATL. Goście chcą, aby Brunson widział po przejęciu atletycznego bandytę Danielsa. 

Szczęśliwie dla nich Australijczyk grał słabo, niepewny w ataku, co próbował inicjować to pudłowali ludzie wokół, potem połapał faule i sporo minut i rytmu stracił. W jego miejsce poszalał Jonathan Kuminga, wokół którego wyrafinowanej koszykówki nie zbudujesz, ale w biegowej, zindywidualizowanej grze, on jest po prostu bardzo zdolny (19 punktów 7/12 z gry). 

Z pewnością podobała mi się końcówka Atlanty. Mówię w szczególności o bronionej stronie parkietu. Jalen Brunson (29 punktów 7 asyst) w finałowych minutach polował na mismatch, chciał doprowadzić do sytuacji, w której przejmie go najmniej sprawny spośród całej piątki Onyeka Okongwu. Goście odpowiedzieli całą serią zabiegów wobec klasycznego czy odwróconego pick & rolla Brunsona z Joshem Hartem: 

  • przejmowali krycie, po czym, po zatrzymaniu rywala, wracali do wyjściowego matchupu
  • twardo podwajali Brunsona, zmuszając go do oddania piłki w końcówce akcji
  • Okongwu wychodził do picka jedynie na wysokość zasłony
  • przejmowali krycie

Wszystko to naprzemiennie w kolejnych pięciu czy sześciu ostatnich posiadaniach Knicks. Podobało mi się: duża sprawność, bardzo dobra komunikacja i przygotowanie Hawks. Taka mieszanka sprawiła, że Brunson nie mógł w głowie przygotować się na żaden docelowy manewr, każdorazowo musiał poświęcić uwagę na przeczytanie obrony i wybór rozwiązania, to go męczyło ponad wszystko, co musiał do tamtej pory wybiegać i nawrzucać. 

No i wyobraźcie sobie, że w kluczowej akcji, na kilkanaście sekund do końca, dojechanemu Jalenowi piłkę z rąk wybił Nickeil Alexander Walker. Było po herbacie, kibicie Madison Square Garden opuszczali ze smutkiem w oczach. Knicks nie są tak mocni, jak się niektórym wydaje. Hawks potrafi pracować na nogach i jak mówię, zostali nieźle przygotowani do obrony wysokiego picka, który stanowi fundament gry NYK, jeśli ci marzą o pogłębionej wizycie w playoffs. 

Bohaterem po stronie ATL weteran CJ McCollum (32 punkty 6 asyst), który z kolei polował w ataku na Brunsona. Ten został zidentyfikowany jako mismatch, a dodatkowo chcieli go zmęczyć. Knicks również stosowali zabiegi zabezpieczające, po obu stronach sporo tych szachów było. 

Wolves Nuggets [1-1]

W pierwszym, sobotnim spotkaniu dominował spokój. Denver traciło do rywali parę posiadań przez pierwszą połowę spotkania, walczyli z pleców, ale układ gry i jakość generowanych pozycji rzutowych ewidentnie wskazywał na ich zwycięstwo. Poszliśmy zamówić piwko do baru, wracamy, a tam już plus piętnaście dla miejscowych. Wystarczyło opanować nerwy, głupich strat nie popełniać i względnie trafiać z czystych pozycji. 

Drugi zaś mecz, dziś w nocy wyciągnęli Wolves! Anthony Edwards mówił tak na pomeczowej konferencji:

Powiedziałem do Rudy’ego [Goberta]: „żadnego podwojenia nie będzie. Kryjesz go [Jokica] jeden na jeden, cały wieczór i tylko uważaj, żeby nie wkładać mu łap pod ramiona ani nie ryzykować z przechwytami, bo będzie flopował. Jedziesz z nim! 

No i Rudy pojechał. Wydawało mi się, że nie może zagrać lepiej niż w pierwszym spotkaniu (17 punktów 10 zbiórek 8/9 z gry) ale to właśnie miało miejsce. Nie będę na razie opowiadał o niuansach. Denver w końcówce spotkania próbowali się oprzeć klasycznie na wysokim pick and rollu Murraya z Jokerem. Trzeba Wam zobaczyć jaką pracę wykonali w obronie Jaden McDaniels i Gobert właśnie. Dwaj tytani. Mówiłem! Wolves z racji fizyczności napsują krwi chłopakom!

Jokic czwarta kwarta znacznie poniżej sportowej klasy: 2 punkty 1 asysta 1/7 z gry w ostatniej odsłonie! Wszystko z łapą Rudy’ego na twarzy. No cóż, nawet największym wirtuozom zdarzają się występy, w których nie do końca czują piłkę.

Reszta jutro, nadrobimy pozostałe pary. Tymczasem lecę typować, w każdym razie: wracam na tory publikacji, teraz już będzie regularnie. Patronami odcinka są: Piotr 91, Adrian 366, Brus Lis, Pil7 oraz Woyteck – dziękuję za wsparcie, zrozumienie i wiarę w człowieka. B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    W pierwszym meczu Minn vs Denver gospodarze punktowali, wygrali i zwycięstwa im nie odbieram. Miałem jednak wrażenie że to Minnesota gra słabo niż Denver dobrze. Randle Ried poniżej oczekiwań Ant zardzewiały i raczej średnio zdrowy. Pomimo tego był remis na jakieś 5 min przed końcem. W obu meczach Gobert bardzo dobry, 2mecz Minnesota odrobiła – 19. Demony Denver powróciły. Początek serii jednak przebieg obu meczów nie wróży dobrze drużynie z Denver.

    (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      To prawda, Minnesota wyeliminowała sporo prostych błędów i wyciągnęli game 2
      Na wyjeździe nie będą mieli tyle gwizdków

      (-1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie ujmując nic dla Goberta,
    Początek Q2 bardzo dziwne aptekarskie gwizdki zaburzyły rytm meczu i co tu dużo mówić odmieniły przebieg spotkania

    Jeszcze raz nic nie ujmując dla Goberta.
    To Joker zagrał przy obręczy jak walet.

    (1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    No wiec wlasnie, jesli obecnosc Wembiego to chociaz 10 puntow mniej wiecej na mecz od przeciwnika, to wlal wylal gdyby Wemby mial zamiast imoutu w obronie plus 10 pkt na mecz. Czyli srednia Doncica ktory nie broni

    (-2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Jaden McDaniels – „Jokic, Murray, Hardaway, Cam Johnson, Aaron Gordon, all the bad defender, the whole team”
    Zgadzam się, może poza Gordonem. Denver to nie jest mistrzowska ekipa, samym atakiem nie wygrają, słabiutko bronią.

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    To wideo z Lebronem dobrze podsumowuje także drugi mecz. Tylko tym machającym tym razem był Durant 🙂 Jak Houston się nie podniesie w g3 to może być po serii. Chociaż szkoda, że walczą w zasadzie o bycie zesweepowanym przez OKC, bo inaczej tego nie widzę o ile coś znaczącego się nie wydarzy.

    (4)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    „James, JJ Redick czy Smart to inteligentni gracze, zabunkrowali się w polu trzech sekund i nara” to Reddick wrócił jednak na parkiet czy coś mnie ominęło?

    (-4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Widać zbyt trudno koledze użyć mózgu, żeby dojść do wniosku, że autor miał na myśli inteligencję boiskową podczas zakończonej już kariery, którą aktualnie przekłada na swoich graczy jako trener i trzeba napisać debilny komentarz xd

      (14)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Lebron idzie po majstra w wieku 42 lat, a pomoże mu w tym Smart, bo się chce zemścić na Celtics i jako Laker zdobędzie pierścień.

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu