Mistrzowski basket New York Knicks | Wembanyama pisze historię NBA playoffs

10

Dzień dobry w sobotę. Piękny dzień na wybrzeżu, mam nadzieję, że u Was też. Dla mnie maj i początek czerwca to najlepszy okres do mieszkania w Gdyni, słońce już  grzeje, mewy skrzeczą, fale tłuką o falochron, ale jeszcze nie ma tłoku, można na spokojnie usiąść, kawy się napić. Dżungla antropologiczna wykwitnie dopiero za 4-5 tygodni, zamieniając przestrzeń śródmiejską w jarmark śmierdzący smażoną rybą i olejkiem do opalania. Korzystam więc póki mogę! 

Patronami odcinka zostali Krzyk 141, Patryk Andre, POlszewski, a także MKaluzniak – moje uszanowanie dla Was Panowie, dziękuję. BG

Knicks 108 Sixers 94 [3-0]

No i nie ma wątpliwości. Knicks zagrali jak drużyna godna finałów konferencji. Zabrakło OG Anunoby, ale jego zwyczajową produktywność pokryli na spółkę Mikal Bridges, Josh Hart, Jalen Brunson oraz Landry Shamet. Akcenty przeniosły się może nieco dalej od obręczy, ale struktura gry została utrzymana. Karl Anthony Towns (12 zbiórek 7 asyst) w dalszym ciągu operował piłką na szczycie boiska. Brunson podsłaniał kolegom plecy obrońców, Hart szarżował kozłem widząc nieustawioną obronę gospodarzy, a Shamet i Bridges biegali w poszukiwaniu podania i otwartego rzutu. Obaj przy tym rzucali świetnie.

Wiecie, że na przestrzeni rundy zasadniczej Knicks w czwartych kwartach byli lepsi od rywali o łącznie 238 punktów? To jeden z najlepszych wyników od lat. W tej serii są lepsi o osiem, siedem i pięć punktów. I to jest mili Państwo oznaka nie tylko dobrego zdrowia graczy, ale słuszności założeń taktycznych. Obrona trzyma poziom, a ofensywne końcówki spotkań z reguły polegają na grze izolacyjnej. Na zmęczeniu fizycznym i psychicznym po obu stronach, piłkę bierze gwiazda, nie prosi o zasłony, tylko gra jeden na jeden. Rywale też już nie kombinują, albo podwajają na chama albo zmieniają krycie. 

Sixers znów siedli na koniec, a najważniejsze akcje skończył dla gości Jalen Brunson (33 punkty 5 zbiórek 9 asyst). Kolejny występ Knicks i kolejni gracze się „otwierają”. Tym razem nie tylko Bridges (23 punkty 8/14 z gry plus ganiane za Maxeyem) ale Shamet stanowili „niespodziankę” (15 punktów 5/6 z gry). 

Jeremy Sochan przy rozstrzygniętym już wyniku otrzymał od trenera prawie dwie minuty gry, jednak Polak zaznaczył się w tym meczu zupełnie inaczej. Komu „papieroska”? Hahaha. 

 

  • 49-33 na tablicach dla NYK
  • 20:11 w punktach z ponowienia dla NYK
  • 24:10 w punktach po stracie dla NYK
  • Brunson produktywniejszy niż Maxey jako pierwsza opcja

Inna rzecz, że z przywróconym do stanu używalności Embiidem, Sixers nie mają systemowo skutecznej obrony przeciwko jego grze 1-na-1. 

  • Paul George 0/9 z gry, nie licząc pierwszej kwarty (krył go Josh Hart) 
  • podstawa zajechana, Nick Nurse znów zagrał 6-7 ludźmi
  • Oubre odpuszczany na łuku: zdobył 22 punkty, ale Knicks wpisali to w koszty
  • Embiid….? 

Sixers faulują Mitchella Robinsona bez piłki, wiecie dlaczego? Żeby wybić z rytmu rywali? Nie. Oni kupują czas dla Embiida, który ledwo oddycha. Joel zdobył w tym meczu 18 punktów, rozdał 5 asyst, sprzedał 3 bloki, ale on tych chłopów tak spowalnia, że czasem wolałbyś, aby zszedł z placu. 

Joel Embiid nie ma zdrowia, dominuje ofensywę, akcentuje braki defensywne, pozbawia ekipę balansu i wszechstronności. To nie jest koszykówka, która wygrywa mistrzostwa, nie w 2026 roku. Doceniajmy jego walory, talent, miękką kiść, ale Sixers niechybnie kończą sezon i nie wiem czy nie powinni poszukać transferu dla Kameruńczyka. Ja w ogóle nie wierzę w koncepcje kadrowe Daryla Moreya i zdaje się, że dzieliłem się tym z Wami już wiele razy. 

Wiecie kto by się przydał Sixers w tej serii? Jared McCain, którego w lutym oddali do OKC. Ten sam, który w aktualnej serii z Lakers zdobywa średnio 15.0 punktów przy 8/10 zza łuku. Morey otrzymał w zamian wybór I rundy draftu, który przypadnie pewnie gdzieś w okolicach trzydziestego miejsca. Bez sensu. 

Knicks (jeśli do pełnej sprawności wróci Anunoby) stawiam w NBA Finals. Bardzo dojrzale grają, a Brunson jest kapitanem, którego potrzebuje każdy zespół NBA. Nie mazgai się, nie marudzi na konferencjach prasowych tylko gra. Jeśli coś dzieje się nie tak, szuka rozwiązania u siebie, nie szuka winnych, tylko walczy. 

Spurs 115 Wolves 108 [2-1]

San Antonio ustala hierarchię w serii. Anthony Edwards choć ze zdrowiem jest ostatnio na bakier (stan zapalny obu kolan!) tym razem wyszedł w pierwszej piątce i całe siły skoncentrował, aby ubić przeciwnika we własnej hali. Co powiecie na 32 punkty 14 zbiórek 6 asyst przy 12/26 z gry? Miał być na limicie minut, rozegrać trzydzieści, rozegrał czterdzieści i pół. Niestety, jego wysiłki okazały się zbyteczne, bo po drugiej stronie grał jeszcze większy wirtuoz Victor Wembanyama, dla przyjaciół Wemby: 39 punktów 15 zbiórek 5 bloków i to przy 13/18 z gry. 

No powiem Wam, że jeśli on takich osiłków jak Minnesota klepie i to na tego rodzaju efektywności, to ja nie wiem co z niego wyroście za 3-4 lata. Takiej skali dominacji po obu stronach parkietu nie ogląda się często, a nawet powiem, że w ogóle się nie ogląda. Wolves trzymają go za ręce, drapią, ciągną za koszulkę, ale to nic innego, jak symptomy bezradności.

Możemy się zachwycać piłkami, które sięga albo koordynacją, z jaką wykręca się obrońcom, ale żaden z nas nie rozumie jak to jest przeciwko takiemu koszykarskiemu „monstrum” grać. Wembanyama zmienia koszykówkę, zmusza rywali do nieszablonowych rozwiązań, onieśmiela ich. A potem, gdy przychodzi do najtrudniejszych momentów, gdy Wolves szarżują, dochodzą na jedno posiadanie różnicy, są mały kroczek od objęcia prowadzenia… ten francuski gigant bierze kolejne akcje na siebie.

No widzicie, zastanawialiśmy się ostatnio kto jest „closerem” Spurs, prawda? Myślę, że nie ma sensu zastanawiać się dłużej. Czy Wy ludzie macie pojęcie jakiej to wymaga koncentracji, jakiej odporności psychicznej i pewności siebie? Zobaczcie i przypominam, chłopak ma 22 lata:

Spin move zakończony rzutem z odejścia to przecież są bezpośrednie nauki Hakeema Olajuwona. Widzicie to, czy nie? Wolves wezmą oczywiście rzuty za trzy chłopaka, bo to lepiej niż jakby miał zrolować na trzeci metr i podanie dostać. Swoją drogą, nikt ich o zdanie nie pyta, bo niby jak się mają przed trójkami Wemby’ego obronić? Najlepsze jednak nadchodzi po meczu: 

Czekałem na te momenty odkąd tylko zjawiłem się w lidze. Na mecze o prawdziwą stawkę, decydujące o awansie. Kocham to uczucie przed wyjściem na parkiet, to palenie w sercu, które wraz z rozwojem wydarzeń wyłącznie się wzmaga. Zostałem do tego stworzony, kocham to ponad wszystko [VW]

Cholera, momentami Wemby bywa aż nazbyt pewny siebie, ale takie wyznanie? Ja mu wierzę, mówi szczerze i to jest właśnie najbardziej przerażające dla reszty NBA. Tu się rodzi król kosza, dominator jedyny w swoim rodzaju, przyszła legenda i mistrz tej dyscypliny. 

Edwards bardzo chciał go przyćmić, dominował piłkę aż za mocno momentami, ale tak już mają najwięksi. Tym bardziej, że koledzy nie trafiali, panowie McDaniels i Randle zanotowali łącznie 8/34 z gry. Kiepsko wypadł zwłaszcza Julius, w drugiej połowie stał się pasywny, już nie szarżował pod kosz, presji na obręcz nie stwarzał (swoją drogą myślę, że to ostatnie chwile Randle’a w Minnesocie, on tu nie pasuje). 

Nie szło mu, nie chciał forsować, ale czy istnieje coś gorszego niż pasywna druga opcja? Jeśli twoim zadaniem jest być szturmowcem, nie wolno ci kapitulować i usuwać w cień. I to jest właśnie bezradność, element zastraszenia, zawahania, jaką podświadomie wprowadza podkoszowa obecność Wembanyamy. Tak zwane „bully ball” działa tylko do pewnego momentu, bo gdy stracisz impet, nagle okazuje się, że nie masz co zrobić z piłką. Pchasz ją z powrotem na obwód, a po jakimś czasie przestajesz się w ogóle pchać w środek. 

Zastanawiam się tylko, dlaczego panowie od penetracji, Shannon Junior, Randle czy Edwards na siłę nie jechali w Wemby’ego, gdy ten na starcie czwartej kwarty miał już na koncie pięć, fauli. Obawiam się, że tego się już nie dowiemy. 

Mimo wszystko, oddajmy należny szacunek Wilkom. ANT ma chore kolana, nie ma odbicia, jego praca nóg też mocno osłabła. Naz Reid ma problem z barkiem, Dosunmu ledwo połatali, łydka go ciągnie, a DiVincenzo zerwał Achillesa i go nie ma w ogóle. To naprawdę nie są komfortowe warunki by młodych Spurs przez 48 minut odpierać. 

Najbardziej szkoda słabego występu McDanielsa, który nadszedł w najgorszym możliwym momencie. Wiele dogodnych rzutów dziś przestrzelił, otwartych trójek. Parę trafień więcej i wynik serii mógłby być odwrotny, naprawdę. 

Podoba mi się Terrence Shannon Jr, co prawda musiał ustąpić miejsca Edwardsowi, wszedł z ławki, grał raczej z dala od piłki (a to nie jego domena), ale widać, że szybko łapie. Owszem, nadal często gubi rywali poruszających się bez piłki, ale w izolacjach już pracuje w obronie dużo lepiej niż parę miesięcy temu. Ten gość to przyszłość klubu, integralna jego część. Musi także poprawić się jako stacjonarny strzelec, bo inaczej się z Edwardsem wykluczają. 

Idąc dalej, Wolves prochu nie odkryją, oni muszą bronić, przechodzić z obrony do ataku, naciskać i liczyć na błędy Spurs. Podwajany w końcówce Edwards podejmował dobre decyzje, piłki pchał na otwarte przestrzenie, na wolne pole, ale niestety koledzy nie potrafili akcji wykończyć. Mówiąc to, liczę na siedem meczów tej rywalizacji. 

Dzięki za odwiedziny i do jutra! Dziś kolejka startuje wcześniej (21:00) Pistons spróbują oprawić Cleveland w ich własnej hali. Myślicie, że im się uda? B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Mecze playoff w poprzednich sezonach też tak często grali w weekendy w normalnych dla nas godzinach?

    (4)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      zdarzało się, dla nic to będzie piętnasta, więc liczę na zbiórki Tobiasa Harrisa ;P

      (-1)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Ja nie wiem co w tym śmiesznego adminku, ze Sochan robi z siebie błazna i tak juz tylko mu rola została do odegrania w tym zespole? Żenada. Nie wspominając juz o wykręcaniu sutow

        (-1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja chyba Gdynię najbardziej lubię w mroźne zimowe, ale słoneczne dni. Pozdrawiam.
    A w meczu Knicks podobało mi się jak gracze widząć Embida szli twardo na kosz, bo wiedzieli że jego obrona jest na poziomie Jokicia.
    Poza tym to niesprawiedliwe, że Knicks trzeci mecz z rzędu grali w swojej hali 🙂
    Go Nova!!!

    (1)
  3. Array ( )
    Gwbajestthebest 9 maja, 2026 at 22:50
    Odpowiedz

    Fajnie że nasz miszczu pióra wziął nareszcie na dłuższy warsztat Wembyego.
    Ja staram się oglądać cały sezon Spurs i to jaki ten gościu ma wpływ na organizację to ja nie wiem, brakuje mi porównań na taki poziom.
    Powiem tak, gdyby nie było Wembyego w klubie, nie oglądalibyśmy ostróg w PO.
    I nie chodzi mi o to ile swoją obecnością daje na parkiecie, ale o to jaki wywarł wpływ na organizację, samym swoim charakterem.
    Chodzi mi o to że nawet jak wyłapię uraz i będzie siedział na ławce (odpukać) Spurs będą lecieć z każdym i gryźć parkiet do upadłego i to jest właśnie efekt Wembyego 😉
    Nie widziałem, a przynajmniej nie przypominam sobie czegoś takiego w lidze, czy za czasów dominacji gsw, lebrona z paziami Cavs, czy big Three Miami Heat lub Celtics, Kobe ze swoimi Lakers, czy przede wszystkim Spurs ery Duncana.
    Zmierzając do sedna, Wemby chęcią wygranej zaraza wszystkich dookoła, co widzieliśmy chociażby w tym roku w all Star Game.
    Sorry za ten długi post, ale jestem poprostu „pod rewelacją” odnośnie tego francuskiego giganta.
    Nie wiem czy są gotowi na starcie z OKC, ale czekam na tą serię bardziej niż na finał w tegorocznych PO. Tak czy siak Spurs wciąż rosną i daleko jeszcze do osiągnięcia pełni potencjału, jak ominą ich urazy to raczej na luzie zbudują dynastię wokół pozytywnego wielkoluda. Pozdro!

    (8)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Brunson i Wemby wiadomo, zupełnie różne warunki fizyczne i co za tym idzie, kompletnie inne pozycje, ale łączy ich niesamowity mental, który dopełnia, a właściwie pozwala wykorzystać pełnię ich potencjału. Ile to już było wyśmienitych zawodników generalnie w sporcie, którzy z powodu słabszej psychiki, nawet nie zbliżyli się do wyników, do których byli predystynowani. Najświeższy, pierwszy z brzegu przykład to Harden, bez którego Cavs przegrywaliby już 0:3. Końcówka IV kwarty game 3 z Pistons pokazała, ile (w wymiarze sportowym) mógłby osiągnąć, gdyby nie tylko w sezonie regularnym, ale i playoffach był prawdziwym sobą . VW ma wszystko, nie tylko warunki fizyczne, ale wyszkolenie, talent i charakter – kiedy trzeba, nie pęka, tylko wchodzi na jeszcze wyższe obroty, do tego chce nie tylko grać i zarabiać, ale wygrywać, zależy mu. Nie jest boiskowym egoistą, ale potrafi być liderem. Tylko pozazdrościć kibicom Spurs, nigdy nie byłem fanem tej organizacji, ale szanowałem od czasów Grega i kompanii i to się nie zmieniło.

    (5)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Witajcie!
    Parę rzeczy potrzebuję napisać.
    Cytat z VW zamieszczony w powyższym artykule od razu dał mi do myślenia. To palące uczucie w sercu ( szczerze mam nadzieję że to nie zbyt wysoki poziom dedimerow) to jest właśnie to czego moim zdaniem brakuje Jokicowi.
    Druga sprawa na którą chciałbym zwrócić uwagę to komentarz tej serii.
    Candice Parker – ona wymiata na mikrofonie. Jest świetnym mówcą, czysto technicznie. Ma świetną składnię i fantastyczną intonację. Nie potrafię ocenić poziomu merytorycznego ale coś mi mówi że to raczej nie problem.
    D. Wade wydaje się przy niej mały.
    Pani C. Jeśli pani to czyta to zapraszam do KRK na najlepsze schabowe po tej stronie Alp.
    I adore you miss! Chyba się zakochałem.
    Swishing and dishing
    Pozdrawiam.

    (3)

Komentuj

Gwiazdy Basketu