Bonusy “motywacyjne” w kontraktach NBA

21

Zaraz wyjdzie ile wśród Was socjalistów, ile “ciężko pracującej” braci korporacyjnej, ilu małych przedsiębiorców, ilu XXX bez umowy, ilu teoretyków i gimnazjum. Dziś od polityki nie uciekniemy.

Kto uważa, że gracze NBA zarabiają za dużo? Kto chciałby sztywnych reguł budżetowych, które wyrównałyby poziom sportowy ligi? Kto dałby Michaelowi Beasleyowi 18 milionów dolarów za 3 sezony, aby ten mógł palić jointy, kupować kolejne auta i siedzieć na ławce w mniemaniu, że kolejni trenerzy traktują go niesprawiedliwie? Wczoraj oficjalnie podano do wiadomości publicznej, że Suns zwalniają B-Easy’ego. Będą musieli zapłacić za pozostałe dwa lata, ale lepsze to niż kolejne sezony psucia atmosfery w klubie, który wyraźnie chce zacząć od nowa.

A co by było, gdyby w kontraktach zapisać bonusy “motywacyjne”: za dobrą grę, za dobre zachowanie, charakter, czynione postępy? Brzmi nieźle, pozostaje pytanie: jak to wszystko zmierzyć? Pamiętajmy, że koszykówka jest grą zespołową (w którą jednak grają indywidualności, wybitne jednostki, a każda chce zarabiać).

Dla wyjaśnienia, nie chodzi mi o (funkcjonujące obecnie) bodźce typu: masz tu 8 milionów USD, a jak dojdziesz do II rundy playoffs dostaniesz ekstra dwa. Mam na myśli mniejsze “gwarancje” oraz pensje uzależnione od wynikowych kryteriów. Jeśli gracz skrewi, masz prawo rozwiązać kontrakt. Koniec z płaceniem za formę z przeszłości, liczy się tu i teraz, koniec z balangowaniem, zarywaniem nocy z powodu gry na playstation czy romansów. Oczywiście nie mówimy o kontuzji. W przypadku urazu całość pieniędzy powinna być wypłacana, a umowa obowiązywać nadal.

Nie mówię też o absurdach: czy wiedzieliście, że Luke Ridnour mógł zarobić ekstra 1.5 miliona dolarów gdyby w którymś sezonie zdobył nagrodę Najlepszego Obrońcy, a Nick Collison czy Adonal Foyle dostaliby po pół bańki za statuetkę MVP?

Kryterium 1: Skuteczność rzutowa

Co powiecie na widełki, w ramach których ustala się średnią skuteczność z gry zawodnika? Załóżmy, że jeśli zejdzie poniżej 35% dostanie pół wypłaty, 35-40% otrzyma większość, powyżej 40% całość… Czy pozwoliłoby to na lepszą selekcję rzutową niektórych “gwiazd”? Czy J.R. Smith miałby coś przeciwko? Ilu zadaniowców bałoby się strzelać w obawie o pogorszenie statystyk i obcięcie kasy? Myślę, że niektórym graczom takie widły na tyłku mocno by się przydały.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

21 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    ‘Pamiętajmy, że koszykówka jest grą zespołową (w którą jednak grają indywidualności, wybitne jednostki, a każda chce zarabiać).”

    Tak czytam to zdanie i w myślach mam wczorajszą reprezentacje Polski i nie ma to sensu ;D

    (10)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    # Kryterium 1 – Kobe Bryant by zbankrutował;))))))))))))))

    Fajny patent i motywacja ale te stawki są żałosne.

    (-12)
  3. Array ( )
    Zdjęcie profilowe all3
    Odpowiedz

    połowa pensji jeśli Rose nie wróciłby w ciągu roku do gry, w sumie to dość ciekawa opcja pracowali by na kontrakcie tylko na akort, mieliby system prowizyjny dostawali by kasę za wszystko co robia lub zabieraną jak w normalnej pracy z ta roznica ze sumy byly by większe. Bardzo dobry pomysł każdy by sie starał, ale pewnie i sa minusy takiego systemu

    (0)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe KuTi
    Odpowiedz

    Z rzutami to zły pomysł. Jak już napisaliście większość graczy bała by się rzucać, żeby nie pogorszyć % (moim zdaniem), ale większa motywacja w defensywie by się przydała no i dawać kase tym którzy chcą grać. Taki JR nie powinien nic zarobić to co on robił w PO.

    (8)
  5. Array ( )
    Zdjęcie profilowe efharisto
    Odpowiedz

    Nie wiem czy tak “liczbowe” podejście do wynagrodzenia jest rozsądne. To tak jakby rozliczać handlowca z ilości sprzedanego towaru nie patrząc na to, czy na rynku jest jeszcze jakiś popyt. W niektórych sytuacjach akordowy system wynagrodzeń się sprawdza (np. fabryki, chałupnictwo), ale nie sądzę żeby w koszykówce (czy sporcie w ogóle) miało to sens. Wydaje mi się, że jedynie wyjątkowe osiągnięcia mogą być premiowane w ten sposób, ale nie podstawa wynagrodzenia. Inna sprawa to oczywiście rozsądne dobieranie kryteriów oceny – np. sama liczba zdobytych punktów mogłaby spowodować, że koszykówka pozbyła by się jednego z najważniejszych elementów jakim są podania;)

    (8)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    1. 20k $ za każdego flopa lebrona, nie wiecej niz 100k $ w jednym meczu
    2. 10k $ za odgwizdany blad krokow nie wiecej niz 50k w jednym meczu
    3. 100k $ premi za ugranie jeden kwarty bez opaski

    A TERAZ HEEEEEEEEEEEJTTTTTTUUUUJJJJJJCIEEEEEEEEEEEEE

    (6)
  7. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Kasek
    Odpowiedz

    Larry Sanders w swoim nowym kontrakcie oprócz 44 milionowych zarobków ma zapisane 4 miliony z tytułu wynagrodzenia dodatkowego. Nie podano niestety za co może otrzymać te pieniądze, ale sugerując się profilem gracza oraz drużyny można wywnioskować, że chodzi tu o osiągnięcia typu: awans do play-offs, nie przekroczenie danej liczby fauli technicznych, 3 bloki na mecz lub wybór do ASG. Są to kategorie, które działają na korzyść drużyny, nie ma ryzyka, że zawodnik będzie próbował wyrwać piłkę swojemu rozgrywającemu, albo że nie odda ostatniego rzutu w meczu. Szkoda, że takie informacje są rzadko podawane, ale zdecydowanie popieram taki rodzaj motywacji, oczywiście w racjonalnym stopniu i zależnie od charakteru zawodnika.

    (4)
  8. Array ( )
    Zdjęcie profilowe all3
    Odpowiedz

    @Kuba nie jestem zgodny całkowicie z Twoją wypowiedzią każda praca powinna być nagradzana i motywowana do dalszej. Trzeba by tylko opracować sprytny system, ale jak najbardziej to dobry pomysł, każdy powinnien być nagradzany z rezulatatów, a nie z samego faktu ze chodzi do pracy. Taka sytuacje mamy w polityce, nie są roliczani z rezultatów i efekt mamy jaki mamy. Wystarczy spojrzeć na dobrze prosperującą firmę tak moim zdaniem powinny wyglądać instytucje państwowe i kościelne.

    (3)
  9. Array ( )
    Zdjęcie profilowe efharisto
    Odpowiedz

    @all3: Zgadzam się, że trzeba rozliczać ludzi z pracy, ale nie zawsze (a nawet bardzo rzadko) da się to zrobić poprzez stosowanie czystych wskaźników liczbowych. Ponadto, akurat w NBA bardzo duże znaczenie ma to, czy dany zawodnik wpływa na wzrost przychodów klubu. A to czasem zależy nie tylko od samych osiągnięć na parkiecie.

    (2)
  10. Array ( )
    Zdjęcie profilowe kredkixd
    Odpowiedz

    EastCoastNixxx- cos dla Ciebie
    .417
    .428
    .430
    .433
    .438
    .450
    .451
    .451
    .456
    .459
    .463
    .463
    .464
    465
    .467
    .468
    .469
    Wiesz co to jest?

    (19)
  11. Array ( )
    Zdjęcie profilowe efharisto
    Odpowiedz

    @all3: Gdyby możliwe było przeliczenie wszystkiego, to nie było by problemów z obliczaniem wynagrodzeń i wymyślania skomplikowanych systemów płac. Zgadzam się, że można się mocno wesprzeć statystykami i stosować premie czy dodatki oparte na nich jako jeden ze składników wynagrodzeń, jednak nie jest wg mnie możliwe oparcie wynagrodzenia wyłącznie na liczbach. Przynajmniej nie w przypadku NBA. System motywacyjny, premie, dodatki, nagrody, ale także kary czy grzywny mogą być oparte na wskaźnikach, ale całe wynagrodzenie oparte na statystykach zabiłoby moim zdaniem koszykówkę.

    (2)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeśli chodzi o % skuteczność zawodników i wysokość ich pensji to rozwiązanie nie ma sensu. Są gracze (np. JR Smith) którzy przez to że rzucają czasem z absurdalnych pozycji i robią na pierwszy rzut oka głupie rzeczy i wszyscy wiedzą że jest w stanie trafić w najdziwniejszych sytuacjach powoduje że obrona musi ciągle na niego uważać. Gdyby wprowadzić to rozwiązanie JR rzucałby tylko z otwartych pozycji albo próbowałby tylko wsadów bo martwiłby się bardziej o to jaką pensje dostanie a nie o zwycięstwo.

    (1)
  13. Array ( )
    Zdjęcie profilowe NYK_fan91
    Odpowiedz

    Moim zdanie dałoby się sensownie wprowadzić taki system, przynajmniej częściowo… Trza by go dopracować, ale przydałoby się coś podobnego… Dla przykładu:
    Powiedzmy, że taki Nate zarobi 10mln USD za ten rok (fikcyjne dane oczywiście). Niech będzie tak: 5 ma zagwarantowane tzw. wynagrodzenie podstawowe, a reszta to premie, bonusy, np. za średnią przechwytów na ustalonym poziomie… Żeby nie było czegoś takiego, że np. wspomniany KryptoNate dostałby pół wypłaty, tylko dla tego, że jest za mały na grę w obronie, bo to nie jego wina, a potencjalny pracodawca musi się z tym liczyć…

    (0)
  14. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe zoom100
    Odpowiedz

    Gdyby takie zasady istniały to zawodnicy przestaliby grac zespołowo, a zaczęliby liczyć ile musza jeszcze trafić i ile kasy zarobią itp. Nikt by już nie grał z pasją, tylko by się stresowali że mało zarobią. Tak jak jest, jest w porządku. Mają zapewnione wynagrodzenie i nie musza się niczym martwić, mogą się skupić tylko na baskecie.

    (0)
  15. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Nate
    Odpowiedz

    Jak dla mnie klub mógłby podpisać kontrakt z zawodnikiem, normalnie. A potem dawać premie od wskaźnika PER 🙂 np. 10% – milion dolców czy coś takiego.

    (0)

Gwiazdy Basketu