fbpx

Chasing the Title: David West

15

Napakowany jak talerz na niedzielnym obiedzie u babci. Przez wiele lat pełnił rolę boiskowego ochroniarza. W hokeju taki facet określany jest mianem “enforcer” jego zadaniem jest dbałość, by drobnym, świetnym technicznie kolegom nie wydarzyła się żadna krzywda, w razie czego wszczyna bójki z rywalem, który zaczepia gwiazdę drużyny. Co ciekawe, podobną rolę pełnił jeden z naszych rodaków grających w NFL, czyli Krzysztof Oliwa. Pamiętacie?

Nie pozwólmy jednak aby łatka brutala przesłoniła talent, inteligencję oraz wszechstronny warsztat techniczny naszego dzisiejszego bohatera. Od czternastu lat występuje w lidze NBA stąd środków do życia mu nie brakuje, ma też kochającą żonę i dzieci. Można powiedzieć, że jest spełnionym człowiekiem. Jednak dla każdego zawodowego koszykarza, prawdziwe spełnienie następuje dopiero wówczas, gdy stanie na najwyższym stopniu podium. Mistrzowski pierścień – właśnie z tego powodu, w poprzednim sezonie David na minimalnym kontrakcie dołączył do San Antonio rezygnując z przeszło 10 milionów dolarów, które mógł zarobić w Indianie. Dziś, znajduje się w kadrze Golden State i ma największą w karierze szansę by spełniły się jego marzenia.

High School

West przyszedł na świat w New Jersey, skąd pochodzą między innymi Jon Bon Jovi i Bruce Springsteen.

W szkole problemów nie miał, przynajmniej z ocenami. Wiadomo, że gdy wyróżniasz się gabarytami i nie dajesz sobie w kaszę dmuchać, “źli ludzie” chcą mieć Cię po swojej stronie, a jeśli nie, próbują złamać. Dość powiedzieć, że do ogólniaka przeniósł się do Północnej Karoliny.

Jego konikiem była koszykówka. Jako grubokościsty, sprawny młodzian przestawiał rówieśników jak  i kiedy chciał. Liceum Garner nie spełniło jednak jego oczekiwań toteż wkrótce postanowił przenieść do wojskowej akademii Hargrave w Virginii. Chodziło o rozpoznawalność, ta przyszła prędko, a nastoletni David został powołany do najlepszej piątki licealistów w stanie.

20/20

Wiele programów uczelnianych chciało mieć silnego podkoszowego u siebie. Ostatecznie padło na Xavier, gdzie już na pierwszym roku David dobitnie zaznaczył swą obecność. Średnie 11.7 punktów i 9 zbiórek to jak na pierwszoroczniaka cyfry godne podziwu. W drugim sezonie było tylko lepiej: pięć razy notował mecze na poziomie 20/20! Kolejno doszły wyróżnienia dla najlepszego gracza i obrońcy konferencji, MVP turnieju konferencji oraz pierwsze w historii szkoły triple-double. Czytaj: miał otwartą drogę do NBA.

To nie wszystko, West znany jest z inteligencji. Dość powiedzieć, że wielu ludzi ze świata koszykówki widzi go w przyszłości jako generalnego menedżera ligi. Wiecie, że mając w zasadzie pewny angaż w NBA, nie zgłosił się do draftu zanim nie ukończył studiów? Jako senior został wybrany do pierwszej piątki All-American oraz otrzymał nagrodę imienia Oscara Robertsona, czyli najstarsze trofeum, przyznawane dla najbardziej wyróżniającego się gracza NCAA.

Chasing the Dream

Draft z 2003 roku, powszechnie jest uważany jako jeden z najlepszych w historii. Nie ma co się dziwić skoro tej samej nocy do ligi wkroczyli: King James, Melo, Chris Bosh, D-Wade, snajper Kyle Korver czy późniejsi reprezentanci Polski Maciej Lampe i Szymon Szewczyk.

Tak czy inaczej, to West był największą “niespodzianką” tego draftu. Poszedł jako osiemnasty numer, co przyniosło angaż do dziwnego tworu, jakim byli New Orleans Hornets. Przyznajmy, na początku nie wyglądało to kolorowo, przewagi fizyczne zanikły, gry nie było komu kreować. Wszystko zmieniło się wraz z przyjściem Chrisa Paula dwa lata później. David z miejsca wskoczył do rotacji jako starter, a jego średnie poszybowały w górę jak ręce na koncercie hip hopowym. W trzecim sezonie robił 17.4 punktów 7.4 zbiórek przy 51% skuteczności z gry z czego lwią część stanowiły punkty po asystach CP3.

Young CP3

Paul został bezdyskusyjnym Rookie of The Year, a jego status generała parkietu ani przez moment nie podlegał dyskusji.  West również mógł dołożyć indywidualne honory, głosowanie na Most Improved skończył na drugiej pozycji, palmę pierwszeństwa odebrał mu Boris Diaw, który ze ślamazarnej Atlanty przeniósł wówczas do “run and gun” Phoenix Suns pod przewodnictwem Steve’a Nasha.

Wróćmy jednak do Westa, pamiętam że po pick and rollu z Chrisem byli nie do zatrzymania. Pewność siebie rosła, co pozwoliło zaliczyć w tamtym sezonie aż trzy buzzer beatery:

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

15 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Oglądam NBA od niedawna, ale uwielbiam czytać takie smaczki jak ten artykuł czy wcześniejszy o Manu. Odkrywacie przed ludźmi postaci mało znane, ale kluczowe i często nietuzinkowe. Bardzo was zachęcam do dalszego pisania o postaciach drugoplanowych. Wielki props dla autora!

    (27)
    • Array ( )

      Jestem na tyj stronce dobre kilka lat ale tak samo jak teraz Ciebie, mnie wtedy tez ‘urzekaly’ te smaczki o ktorych nie wie zwykly, szary kibic, co wyroznialo gwba wsrod portali sportowych, chociaz patrzac na np sport.pl to nie chce obrazac adminów wrzucajac ich do jednego worka z tym czyms 🙂

      (2)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Oglądałem jego gre od czasu NOH,ale jako fan Pacers najwięcej jego meczy widziałem w stroju Indiany.Dobry zawodnik,solidny-zawsze się przydaje.Nie podoba mi sie to co robi ostatnio.Lata z klubu do klubu żeby tylko mieć mistrza.Żenujące jak na to patrze,ale to jest tylko moje zdanie.Kiedyś nawet zbierałem karty D.Westa,no ale jak się okazało,że 70%to podróbki z Chin to podziękowałem za to hobby.

    (-5)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Teza tekstu fatalna i nieprawdziwa. Powszechnie wiadomo, że wypowiedział kontrakt, żeby przetestować rynek wolnych agentów. Niestety nikt się nie zgłosił i został na lodzie. Chciał długoletniego kontraktu. Wiec brał co dają, minimum dla weterana. A najlepiej w drużynie aspirującej do tytułu
    Padło na Sours. Przypominam, że miał w kontrakcie 44 miliony złotych, a zagrał później za niespełna 4. Jest różnica. Nie piszcie bajek. Nikt dla tytułu z 40 baniek nie rezygnuje.

    (5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    pierwszy raz widziałem go już w barwach Indiany … i od razu mi się skojarzył z Davisami ( Dale i Antonio) i erą Reggie’go . Szkoda , że z graczami Indiany tak się dzieje …

    ps
    jakaś seria artykułów o cudownych latach ’90 ?

    (0)
    • Array ( )

      Kolego, z Davisami to ma podobną tylko łysą głowę, kolor skóry i od biedy pozycję. West grał w Indianie zupełnie inaczej, a Davisowie to byli rzemieślnicy, złapać piłę i zapakować z góry, masować się w trumnie (najlepiej z osiłkami NYK) i ew. kogoś skasować. West to inna bajka, gracz bardziej finezyjny, mniej fizyczny i z dużo lepszym rzutem.

      (0)

Gwiazdy Basketu