fbpx

Gregg Popovich: z agencji wywiadu do NBA

29

Cudu nie było, Spurs nie wygrzebali się z dołka 0-3. Tego rodzaju sztuka nie udała się jeszcze nikomu w historii NBA Playoffs (bilans wygranych serii wynosi w tym wypadku 0-125). Nie zmienia to jednak tożsamości klubu. Dalej pozostaną tą samą drużyną, którą są od ponad 20 lat. Zawodnicy, wielkie gwiazdy, sukcesy… to wszystko przychodzi i odchodzi, poddając się naturalnym kolejom sportowego życia w San Antonio. Niezachwianym elementem systemu Ostróg pozostaje trener Gregg Popovich.

Dla zawodników jest po prostu wszystkim. Szefem, mistrzem, przyjacielem, po trosze nawet ojcem. Poprowadził SAS do 1150 zwycięstw w sezonie regularnym i 166 w playoffs. Ma pięć tytułów mistrzowskich i trzy nagrody Coach of The Year. Od kiedy samodzielnie prowadzi San Antonio, zespół tylko raz nie przekroczył progu pięćdziesięciu zwycięstw w sezonie. Było to w skróconych lockoutem rozgrywkach 1998-99, które Ostrogi zakończyły z bilansem 37-13 (współczynnik .740, 50 wygranych to .610). W ogóle, ilu z Was pamięta jak wyglądał świat, gdy San Antonio ostatni raz nie grali w playoffach?

Estyma, jaką cieszy się w lidze Pop, jego cięty język, dyscyplina i wojskowa przeszłość, sprawiają, że ksywka “Sierżant” doskonale do niego pasuje. Ostry, zawsze serio, jedynie przy bliższym poznaniu okazujący swą łagodniejszą stronę trener jest tematem wielu anegdot.

Kluczem do wszystkiego jest szukanie wspólnego dobra. Troska jednych o drugich. Żeby mieć dobry zespół, nie trzeba wcale mieć najlepszych zawodników. Wystarczą tacy, którzy staną się najlepsi, jeśli pozwolą ci się trenować, tacy, którzy chcą się uczyć. To są zwycięzcy [Pop]

#My name is Pop, Gregg Pop

Jego ojciec jest Serbem, matka Chorwatką, ale mały Gregg wychowywał się w Merrillville w Indianie. Był dobrym uczniem, bezproblemowo ukończył miejscowe liceum w 1966. Na studia poszedł na Akademię Lotniczą, gdzie przez 4 lata grał w koszykówkę. Już wtedy dawał o sobie znać jego przywódczy charakter. Mimo iż na boisku nie był tym najbardziej utalentowanym, był kapitanem zespołu i jego najlepszym strzelcem. Był również inteligentny i chłonny nauki, przez co długie godziny spędzał w uczelnianej bibliotece. Zainspirowany swoim pochodzeniem, zdobył dyplom z sowietologii.

Młody Popovich w trakcie studiów na Air Force Academy. Koledzy nazywali go wówczas “Popo”

W latach siedemdziesiątych poszedł w kamasze i to na pięć długich wiosen. Stacjonował w Europie Wschodniej, w kilku krajach byłego Związku Radzieckiego. Jego wiedza na temat tego regionu, podbudowana rodzinnym pochodzeniem, nie uszła uwadze rekruterów amerykańskiego wywiadu. Co więcej, przez pewien czas Popovich, który odbył szkolenie w CIA, przerzucał broń przez granicę Syryjsko-Iracką. Choć, jak sam twierdzi, jego praca nie miała wiele wspólnego z filmami o Jamesie Bondzie, to ciężko go namówić na dłuższą wypowiedź na ten temat.

#Here’s one to you, coach!

Jakiś czas temu pisałem w NPAW o Popovicha miłości do win wszelakich.

Gdy zabrakło Diawa w drużynie nasze obiady stały się dużo nudniejsze. Był jednym z nielicznych, którzy pili ze mną alkohol. Wszystkich moich graczy próbowałem namówić na wino, Boris był łatwym celem. Wcale się nie opierał… [Popovich]

Warto wiedzieć, że ta pasja zaczęła się jeszcze w armii, a na dobre rozkwitła w kalifornijskiej Napa Valley, gdzie Popovich wraz z przyjaciółmi spędzał długie godziny próbując ogromnych ilości (tanich) młodych win. Z czasem jego gust w tym zakresie stał się o wiele bardziej wyrafinowany, również dzięki kilku kursom z enologii. Pop stał się prawdziwym ekspertem w sferze winnych aromatów. Jego domowa piwniczka to zbiór ponad 3000 butelek trunków z najrozmaitszych zakątków globu. Jest również jednym ze współwłaścicieli oregońskiej A to Z Wineworks.

Nie od dziś wiadomo w kuluarach NBA, że butelka dobrego czerwonego wina to idealny sposób na przełamanie pierwszych lodów z trenerem. Ale na więcej niż standardowe dwa pytania i tak nie ma co liczyć…

Jest jeszcze jedna rzecz mająca związek z winem i rzutująca w pewien sposób na humor Popa podczas ligowych spotkań. Wieczorny rytuał opróżniania butelki zakłócić może jedynie mecz rozgrywany we wczesnych godzinach dnia następnego. My, europejscy kibice NBA, uwielbiamy te wczesne potyczki, rozgrywane o ludzkiej dla nas porze. Popovich- nie bardzo…

#Zamienić trampki na gwizdek

Decyzję o zmianie swej boiskowej roli Pop podjął bardzo wcześnie, bo już w 1973. To wtedy został asystentem defensywnego guru, jakim był trener Hank Egan z Air Force Academy. Popovich bardzo chciał się rozwijać, w czym pomagała, wspomniana wcześniej, pasja do książek. Jego obsesyjna wręcz miłość do pomarańczowej piłki zaowocowała tytułem Magistra Edukacji Fizycznej i Sportu.

Po sześciu latach pod skrzydłami Egana, nadszedł w końcu czas, by zacząc pracować na własne nazwisko. Popovich objął kierownictwo nad sportowym programem Pomona-Pitzer, który łączył dwie uczelnie. Początki nie były łatwe. Wraz z żoną i dwójką dzieci Popovich wprowadził się do akademika. Bez lukartywnych ofert stypendialnych i wielkich sukcesów ciężko było prowadzić rekrutację topowych prospektów, jednak udało mu się zbudować solidną drużynę. Na sukcesy trzeba było jednak trochę poczekać. Pierwszy sezon Pomona-Pitzer zakończyli z bilansem 2-22, ale w żaden sposób nie zachwiało to pewnością siebie, jaką cieszył się Popovich. Już wkrótce wyszło na jego. Pomona-Pitzer zdobyli międzyszkolne mistrzostwo Południowej Californi, co było największym sukcesem koszykarskim w 68-letniej historii uczelni.

Jednakże, jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Popovich zrobił sobie roczną przerwę z Pomona-Pitzer, by zostać asystentem Larry’ego Browna w Kansas State. Po roku wrócił, jak obiecał, jednak wrażenie, jakie wywarł na Larrym Brownie w Kansas było na tyle duże, że trener zaproponował mu ponowne złączenie sił, tym razem już w NBA, w ekipie San Antonio Spurs.

#SAS początek

Za czasów coacha Browna SAS byli drużyną playoffową, jednak nie zaspokajało to aspiracji ówczesnego właściciela, Reda McCombsa.

Zniecierpliwiony brakiem sukcesów zdecydował się on na drastyczny krok pożegnania całego sztabu szkoleniowego. Dla Popovicha było to jednak bardziej “do zobaczenia” niż “żegnaj”. Po dwóch sezonach, które spędził jako asystent trenera Dona Nelsona w Golden State Warriors, wrócił do SAS, tym razem jako generalny manager.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

29 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzieki za art. Megaaaaa. Tacy jak pop to esencja nba.

    Wygrywaja czy przegrywaja wciaz ida swoja droga.

    (70)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    “Big Three San Antonio. Od lewej 57, 1 i 28 numer draftu. W matematyce Spurs te numery sumują się dając 4. Cztery pierścienie mistrzowskie.” Serio????

    (-84)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Skrót od jego magisterskiego tytułu to MEFIS. Kilka podtytułów wiecej i bedzie mefistofeles. Co nie dziwi, bo jesli wziąć imie i nazwisko Gregg Popovich, zamienić kilka liter miejscami, kilka wyrzucić i parę dodać to wyjdzie… DIOBEŁ!

    (55)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie jedyny w historii zawodowego sportu 🙂 Manchester United, ze swoim rdzeniem, Class of 92′ również wpisuje się w tą definicje. Ale zarówno jedną jak i drugą ekipę sklejała postać genialnego szkoleniowca.

    (37)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Małe uzupełnienie. Wszystkie sukcesy dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Pierwszy numer draftu, w którym pozyskali TD, zawdzięczają temu, że Robinson spadł z poważną kontuzją na prawie cały sezon a playoffowa drużyna zaliczyła marny bilans. Dzięki temu ta już niezła ekipa wybierała z 1. numerem a w kolejnym sezonie po boisku biegali już TD wraz ze zdrowym Robinsonem, czyli wciąż absolutnie topowym centrem ówczesnej ligi. Pop, ty farciarzu! Ale szczęście sprzyja lepszym.

    (16)
    • Array ( )

      Podyskutujemy o tym? Gdzieś napisałem nieprawdę? A może jesteś jednym z tych, co nie dostrzegliby ironii nawet jakby wlazła im na plecy? Bo chyba tylko nazwanie Popa farciarzem mogło Cię sprowokować do tak daleko idącego podsumowania mojej osoby mimo, że się raczej nie znamy.

      Pzdr
      Życzę Ci miłego dnia mimo wszystko i pogody ducha, bo trochę jesteś koleś zrzędliwy…

      (12)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe WojanD
    Odpowiedz

    Uwielbiam te artykuły i jeszcze 2 ostatnie z zawodnikiem i trenerem mojej ulubionej drużyny 😀 Dzięki GWB 😀 Czekam na więcej :3

    (17)
  7. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe G8
    PATRON
    Odpowiedz

    TOP 3 all time!!!

    ŻOŁNIERZE POPOVICHA- tak zapamiętam jego erę w Spurs.

    Nawyki wojskowe jak: dyscyplina, koncentracja, taktyka, zostały przemycone na boisko w sposób perfekcyjny.

    dla mnie – mistrz!

    (22)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Patrze na zdjęcie Leonarda i szkoda gościa, GSW mając taką siłę w ataku nie potrafiło wygrać czysto tego pojedynku.

    (-13)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    “W latach siedemdziesiątych poszedł w kamasze i to na pięć długich wiosen. Stacjonował w Europie Wschodniej, w kilku krajach byłego Związku Radzieckiego.”
    Ciekawe… a które to kraje były już “byłe” w latach siedemdziesiątych? Gdzie dokładnie Amerykanie mieli bazy w tym okresie w Europie Wschodniej?
    A może Pop był agentem CIA?
    Wiem, że to strona o NBA ale to bije po oczach. Poprawcie proszę.

    (6)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Piękny art, ale wynika z tego ze poza byciem dobrym trenerem, stanie się wybitnym zawdzięcza pojawieniu się tima, bo był wybitnym grajkiem i idealnie pasował do koncepcji popa, nie wiem czy byłby w stanie znaleźć kogoś innego o podobnym charakterze – chociaż manu i tony byli z “łapanki” i tez pasują – No dobra to wybitny kołcz ?

    (14)
  11. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe idoru
    Odpowiedz

    Nie jestem ekspertem w kulturze regionów USA, ale z mojaj nikłej wiedzy wynika, że takie rzeczy to tylko w Texasie. To jeden z najbardziej konserwatywnych stanów USA, ale z drugiej strony hołubiący tradycje i przywiązany do stałych wartości, ponadto ceniący ciężką pracę.
    To tworzy specyficzny klimat w którym ktos taki jak POP mógł zrealizować projekt niemożliwy do przeprowadzenia w dużych miastach jak LA czy NY – tam nacisk jest na “już” i blichtr.
    Tam nikt nie pozwoliłby trenerowi szlifować diamentów – kazałby kupować pierścionki (nawet na wyprzedażach i z lombardów) byle ilość świecidełek się zgadzała i aby ładnie wyglądało na zdjęciach. Bez tego klimatu nie mielibyśmy przyjemności oglądać jak wyczarowuje nam Manu, Tonego, Brucea Bowena – czy ostatnio Kawiego czy Jonathana Simmonsa.
    Jak wielokrotnie pisali już koledzy jak jak dorastający koszykarko wraz z S.A. – na początku “wiało nudą” – bo liczyło się kogo weźmie na plakat Half Man Half Amazing 😉 ale potem – okazało się że właśnie TO JEST PRAWDZIWA KOSZYKÓWKA!
    Co najważniejsze – pomimo pozornej stałości S.A. to jeden z najbardziej zmiennych drużyn, tylko zamiast wzorem innych drużyn, gdzie rewolucja goni rewolucję POP jest mistrzem drobnych zmian i udoskonaleń.
    To jego metoda – która ma blaski (5 mistrzostw i 20 lat w PO) jak i cienie (nie udało się nigdy obronić mistrza). Jednakże per saldo z wyjątkiem prestiżu różnych ree/threepratów – to chyba najbardziej efektywny sposób prowadzenia drużyny od czasów Bostonu Reda Auerbaha .

    (9)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Czytając ten artykuł kompletnie odciąłem się od świata jadąc 3 przystanki za daleko w mojej kochanej Gdyni i wcale nie mam wam tego za złe

    (6)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    “Tego rodzaju sztuka nie udała się jeszcze nikomu w historii NBA Playoffs”. A Suns w serii z Lakers? Czy chodzi o finały konferencji?

    (0)

Gwiazdy Basketu