GWBA Camp 15: jestem trenerem koszykówki!

Witajcie, już się przymierzałem, chciałem pisać o nocnej kolejce NBA, między innymi kiepskim, acz bardzo wymownym, wręcz alarmującym, występie Cade’a Cunninghama, przeganianego z pola trzech sekund, wściekle podwajanego przez Cavaliers. Dziesięć punktów przy 4/16 z gry to nie jest materiał na MVP. To znaczy, może inaczej… Cade to jest absolutnie gracz, który mógłby po statuetkę MVP sięgnąć, bo ma pełny pakiet, zasobnik, wachlarz zagrań i warunki bardzo dobre. Rzecz w tym, że…
Dlaczego Pistons dopiero na 8. miejscu przy słabym Wschodzie? Przez progres Bostonu i transfer Hardena?
Wczoraj w sekcji Q&A podałem ranking kandydatów do pierścienia, Pistons byli na ósmym, stąd pojawiło się powyższe pytanie. Dlaczego na ósmym? Właśnie przez to, co mogliśmy obserwować w nocnym (przegranym 109:113) meczu z Cavs. Niestety, piszę to z żalem, bo w zeszłym roku pion kadrowy DET zdawał się rozumieć doskonale czego potrzeba zespołowi oraz jakie wsparcie winien mieć Cunningham. Pamiętacie jeszcze takie postacie jak Tim Hardaway Junior czy Malik Beasley? Dwaj wymienieni w sezonie zasadniczym trafili 487 trójek na skuteczności oscylującej wokół 40%.
Jaden Ivey przed feralną kontuzją, złamaniem nogi, również trafiał 41% zza łuku, przez co stracił część dynamiki, ale moim zdaniem pożegnano go za szybko. Oczywiście wchodzi tu szereg czynników m.in. finansowych, nie można jednoznacznie wyrokować, ale w tym momencie chodzi mi o samą ideę. Aktualnie kolega Cade ma do współpracy dwóch czy trzech non-shooterów, którzy biegają wokół niego. Staje na rzęsach, aktywizuje ich, podaje piłki, zalicza asysty (wczoraj aż czternaście) ale wolumen strzelecki oraz umiejętność kreowania przewagi 1v1 wokół niego są bardzo ograniczone.
I to samo będzie w playoffs, rywale rzucą się na CC jak szarańcza i na dystansie siedmiu meczów Pistons klekną, nie wygenerują odpowiedniej mocy rażenia dookoła swej gwiazdy. Wczoraj w drugiej połowie Cunningham nie zaliczył ani jednego trafienia z gry i to nie jest przypadek, ale wyrachowane działanie Cavs, którzy nie wpuszczali go w pole trzech sekund bezkarnie śląc drugiego obrońcę, zostawiając któregoś z rywali samego na dystansie.
Uważam, że w Detroit przespane zostało kolejne okienko transferowe, nie sprowadzono Markkanena, Portera Juniora, nawet gamoniowatego nieco Cama Thomasa, który dostępny był za pół darmo. Nie zrozumcie mnie źle, Pistons to bardzo wdzięczny zespół, są twardzi, atletyczni, leją większość ekip czystą przewagą siłową, agresją, zdecydowaniem, ale w playoffs powiedzmy że ta intensywność zostanie wyrównana, a jeśli Cade nie będzie agresywnie podwajany, to będzie sabotaż po stronie trenera drużyny przeciwnej. Idąc dalej, w serii playoffs przykładowo, odpowiednio ustawieni Knicks powinni Detroit zdjąć z planszy, mimo niepowodzeń w rundzie zasadniczej. I dlatego ósme miejsce na liście, mimo świetnego bilansu wynoszącego w tym momencie 45-15.
Chciałem pisać dalej, widziałem nowe pytania w komentarzach, ale odkładam to sobie na jutro. Są sprawy ważne i ważniejsze. W minionym tygodniu, od środy do niedzieli bywaliśmy z chłopakami w Łodzi, była to piętnasta edycja GWBA Camp, a mnie po raz pierwszy przypadła rola trenera jednej z ekip.
ALE TO BYŁO DOBRE! JEST JESZCZE GRAFIT W OŁÓWKU!
Pierwszy przystanek to lobby hotelowe, kolejno pojawiające się mniej lub bardziej znane postaci. Uśmiechy, wygłupy, zbijanie piątek i świadomość, że jesteśmy królami parkietów, aż do końca tygodnia. Bardzo przyjemne i wyzwalające uczucie być wśród swoich, żartować, bawić się, grać w kosza i cieszyć życiem. Osobiście, choć naturę mam raczej introwertyczną, na campie czuję, że żyję naprawdę.
Czuję, że dotykam tych chłopaków (haha) to znaczy, rozmawiam z nimi, nie rzadko dzielimy się rzeczami bardzo osobistymi, wspieramy jeden drugiego. Niektórzy „krzyczą” przy stole, przy wszystkim walą co im leży na wątrobie, rubasznie się przy tym śmiejąc, z innymi kontakt nawiązuje się jeden do jednego. Jeszcze ta fucha trenerska, wiecie, ja jestem nabity teorią koszykówki do tego stopnia, że wypływa ze mnie samoczynnie. Tyle lat oceniania potencjału graczy, prób przewidywania wyniku, przyszłości, tutaj miałem dodatkowo możliwość z każdym pogadać, z niektórymi znam się już całkiem dobrze, więc było łatwiej.
Po obiedzie, wspólnie z moim przyjacielem Robertem Witką prowadziliśmy w czwartek pierwszy „draftowy” trening, aby przekonać się kto właściwie przyjechał, w jakiej znajduje się formie, co potrafi i jak bardzo przyda nam się w drużynach, które tego wieczora miały się zawiązać. Była więc rozgrzewka, a potem ćwiczenia, zadania ukierunkowujące chłopaków do ich potencjalnych ról na boisku.
Nie wiem co się działo w drugiej ekipie toteż opowieść niniejsza będzie miała charakter bardzo subiektywny, oczami coacha żółtodzioba, może Wam się spodoba, nie czuję, że rymuję.
Jeśli chodzi o ocenę graczy, sposób mam dość prosty. Gdy nie znam zawodnika, a widzę że jest mocny na boisku, sprawdzam czy współgramy, wchodząc na jego teren, na jego podwórko. Głośno zauważam błędy, lekko krytykuję, delikatnie zaczepiam, patrząc jak zareaguje. Jeśli odpowie merytorycznie np. jak widział akcje albo jeśli obróci w żart, to jest u mnie wysoko na liście. Jeśli jednak pójdzie w obrażanie, zbolałą minę, zamknie się, usztywni, wówczas niech go bierze trener przeciwników, hehe.
Warunki warunkami, ale gdy masz poczucie, że nie nawiążesz z graczem właściwego kontaktu, wspólna wasza praca nie ma sensu, a budowanie jego pewności siebie poprzez np. przypisanie pasującej roli na boisku czy poklepywanie po plecach, będzie trwało zbyt długo. Mental! Kompetencje mentalne to połowa sukcesu w amatorskiej koszykówce i nie tylko. Smuci mnie, gdy widzę jak ludzie wszelkie niepowodzenia (na boisku, bo tylko o nich mówimy) zganiają na krzywą piłkę, ślepego sędziego, niemiłego przeciwnika albo twardą obręcz.
Wychodzę z założenia, że o ile możemy sobie wzajemnie stwarzać komfort, GWBA Camp to także szkoła życia, nie ma tu mazgajstwa, bo to wszystko babskie cechy. I uwierzcie, możesz ważyć 65 kg jak nasz kolega Paweł, ale to cię nie zwalnia z bycia wojownikiem na parkiecie. Jeśli masz wokół samych charakternych chłopaków, musisz ich jedynie właściwie ukierunkować, zgodnie z tym, co potrafią najlepiej na boisku. Tak pojmuję rolę coacha, jeśli mam do dyspozycji dwa treningi i mecz.
No i właśnie, są gracze, którzy „dowożą” zawsze, niezależnie od warunków, tak zwani liderzy punktowi, najbardziej utalentowani i pracowici. Tych trzeba wybrać w drafcie najwyżej. Kolejna rzecz to obrona, wszechstronność, możność przejmowania zasłon (umówiliśmy się z Robertem, że nie będziemy kryć strefą, żeby nie psuć uczestnikom zabawy). Musisz mieć w zespole shootera, który będzie robił zamieszanie, odwracał uwagę obrony, generował miejsce na parkiecie dla reszty. Potrzebni ci gracze rozumni, nie podpalający się, myślący. Z taką ideą szedłem na salę konferencyjną, gdzie przeprowadzaliśmy draft.
Każdy z chłopaków, występował na środek, opowiadał o sobie, odpowiadał na pytania z sali. Potem naprzemiennie z Robertem wybieraliśmy składy:





Po drafcie nie brakowało emocji, przekomarzania trwały do późnych godzin nocnych, a nasze spotkanie zwieńczyły prezentacje Adama na temat jego metamorfozy ciała i doświadczeń z tym związanych, a także profesjonalny wykład Darka na temat kolorów osobowości. Robiliśmy test, dowiedziałem się, że jestem czerwono-niebieski, otrzymałem instrukcje jak żyć i jak się dogadywać z innymi kolorami, haha. Widownia nie była łatwa, ale Darek udźwignął temat w sposób imponujący, ma chłopak gadane!
Piątek to treningi na sali już w wybranych składach. Przeszło dwie godziny się przygotowywałem, zapisałem sobie karteczkę z ćwiczeniami, wcześniej nie dało rady, bo nie wiedziałem kogo będę miał w ekipie! Siedziałem w kawiarni i układałem w głowie bazową strukturę gry. Jedną rzecz Wam od razu zdradzę, otóż uważam, że w amatorskim baskecie bardzo dobrze sprawdza się zasada mówiąca o tym, że nie wolno graczom ataku podchodzić do kolegi, który trzyma bądź kozłuje piłkę. Wszelki ruch czy zasłony powinny być grane z dala od piłki, co niewielu zdaje się rozumieć. Nie ma nic gorszego niż banda, która pod presją rywala instynktownie stara się postawić koledze z piłką zasłonę, w rzeczywistości generując wyłącznie chaos i ryzyko straty.
Mniej więcej wiedziałem, kto w jakiej będzie występował roli oraz jak ją przyjmie. Pewne założenia poczyniliśmy, układ boiskowy został rozpisany, ale tylko bazowy, ideą było zademonstrowanie opcji, z których chłopaki mogli korzystać wedle uznania. Na to jeszcze musieliśmy się zastanowić co szykują przeciwnicy i dać temu odwet. Byli szybsi, więc ćwiczyliśmy na przykład wychodzenie spod presji na całym boisku. Sześciu obrońców przeciwko pięciu graczom ataku. Myślę, że wyszło całkiem nieźle. Początkowo była afera, przestrach, podwyższone nagle tętno i straty, ale po jakimś czasie, na drugi dzień, wpadał layup za layupem.
Oczywiście każdy z graczy inny, do każdego docierasz inaczej. Dwóch moich graczy stanowiło szczególne wyzwanie trenerskie, ale wyszło uważam pięknie. Jeden i drugi zagrali lepiej niż przypuszczałem i powinni, a właściwie muszą być zadowoleni. Nikt nie zawiódł, pomysły się sprawdziły. Spodobało mi się i chcę tego więcej!




Piątek to także zwiedzanie Łodzi z przewodnikiem Piotrem Ciesielskim (bardzo polecam, człowiek z pasją -> lubimy takich, a zarazem sędzia koszykarski!) kolacja połączona z meczem Polski z Łotwą, a także wieczorna impreza. W myśl zasady co się wydarza na campie, zostaje na campie, tutaj opowieść się urywa. Mogę Wam pokazać co najwyżej skromny materiał zdjęciowy:





Sobota to ciąg dalszy treningów, sporo uwagi poświęciliśmy obronie tranzycji, bo jak mówię, największy walor przeciwników leżał w przewadze szybkościowej. Odrobinę za mocno chłopaków przeciągnąłem, co niektórzy postękiwali, ale żaden nie wymiękł. Przygotowania do meczu zakończyliśmy testem, dwoma meczami do pięciu trafionych koszy. Po tym teście wiedziałem już doskonale kto jest kim w naszej drużynie oraz czego potrzeba w wyjściowym składzie.
Fajnie było rozmawiać z zawodnikami, przy śniadaniu, w pokojach czy na mieście. Docieranie się i określanie funkcji trwało cały czas i był to dla mnie być może najciekawszy element. Jednemu wystarczy skinienie głową, bo rozumiecie się bez słów, drugiemu trzeba na spokojnie tłumaczyć, najlepiej siedem razy to samo z podkreśleniem walorów i schematu, trzeci potrzebuje kopa w tyłek, dosłownie. Każdy ma inny film na bani, ale gdy zaczynają współgrać ze sobą, to wyglądasz jak ja tutaj: ejdż-ej-pi-pi-łaj!


Szacunek dla wszystkich uczestników Campu, niektórzy z różnych powodów nie mogli rozwinąć skrzydeł, niekiedy role, które przychodzi nam pełnić na boisku albo układ osobowy nie do końca pasują. Mam nadzieję w kolejnych edycjach znaleźć pomysł na każdego z Was jako coach, bo to satysfakcja większa niż seria trójek albo slam-dunk, którego nigdy w meczu nie zrobiłem, haha.
Wiem, że lubicie porównania z graczami NBA, więc na szybko:
- Grzegorz: przede wszystkim strzelec, miękko się rusza, ale to nie czyni go playmakerem (Lou Williams)





- Tomek: kapitan, full-package, rozumie koszykówkę na wysokim poziomie (Jamal Murray)


- Spiżu: człowiek skromny, ale w środku maszyna do wygrywania meczów, zagra wszystko, kryje cztery pozycje, cichy (Kawhi Leonard)


- Buksin: najlepszy POA defender, jakiego mieliśmy na campach, niekoniecznie chaser (Ausar Thompson)


- Kuba: wybitnie wszechstronny obrońca, zmora wysokich rywali, stawia najlepsze zasłony (Al Horford)

- RR: center z niezłym warsztatem technicznym, dopiero wraca do formy (Nikola Vucevic)



- Czaja: talent ofensywny, za dużo kozłuje, podpala się, ale ambicją i uporem osiąga cel (Kyle Kuzma)

- Malik: silny fizycznie, instynkt do ofensywnych zbiórek, stricte zadaniowy (Jericho Sims)

- Langu: murzyńska rozpiętość ramion, bardzo dobra koordynacja, strażnik obręczy (Draymond Green)

- Dario: seryjny strzelec, który dopiero zaczyna rozumieć basket i swą rolę na boisku (Klay Thompson)

- Sentino: napastliwy energizer, szczególnie niewygodny jeśli ma za sobą wsparcie (Muggsy Bogues)

- Michał: doskonałe warunki do gry w koszykówkę, stroni nieco od kontaktu fizycznego (Zacharie Risacher)

- MG: enforcer, trash-talker, obrońca na piłce / drugi ball-handler, nieprzewidywalny, kwitnie w brudnej grze (Josh Hart)

- AK: inteligentny gość, trochę za dużo myśli, a za mało gra, znam to dobrze, potrafi rzucać za trzy (Tyus Jones)

- Krystian: inteligentny center, który gdy się nauczy stawiać zasłony, będzie dwa razy lepszy (Jakob Poeltl)

- ByQ: rączy, bardzo szybki na nogach choć nieograny (Jalen Green)

- Igor: skromny, jowialny, za mały użytek robi ze swej siły fizycznej (OG Anunoby)

- Sebastian: zaskakująco mocny fizycznie gracz zadaniowy, chciałbym aby grał odważniej (Grant Williams)

- Piotr: człowiek, który kocha życie i nas tego uczy za każdym razem, inteligentny, ambitny, dojrzały gracz (Robert Parish)

- Marcin: zaliczył 'wejście smoka’ w piątek, łatwego zadania nie miał, ale to dobra morda (Jeremy Sochan w Knicks)

Dziękuję Wam Panowie z całego serca! Kolejna edycja GWBA Camp przewidziana jest na drugą połowę kwietnia, tym razem odwiedzimy Wrocław! Jeśli ktoś chce do nas dołączyć, niech smaruje maila albo kontaktuje ze mną dowolną drogą. Bartek Gajewski
















Co do detroit – 100% racji, fajne eleganckie chłopaki, ale na sezon zasadniczy, najlepsze już chyba pokazali, pieniążki zarobili mi wiele razy w tym sezonie, pięknie odrabiają w kwartach, jak kiedyś Toronto z derozanem i lowrym. Teraz mamy nowego gracza na mapie dużych kursów czytaj Charlotte 🙂 chłopaki też lubią odrabiać
Przeczytane.
Istotnie, Bartek jest trenerem koszykówki. Dawka wiedzy odpowiednio rozpisana na zawodników, każdy dostał wskazówki jakich potrzebował, a w ciągu 2 dni nawet ci najmniej pewni siebie wyszli z wielką energią do meczu.
Chyba po 2 ostatnich zdjęciach widać, że dla czarnych był to niesamowity camp.
Było jak zwykle, zresztą jak miało niby być? Jak zwykle czyli SUPER. Jeden za wszystkich – wszyscy za jednego. Czy to na boisku, czy na dancefloorze. Zresztą ” to co na campie zostaje na campie” 🙂 Kocham Was Chłopaki, no może jednych ciut więcej, innych ciut mniej. Jak to w rodzinie. Bartek udało Ci się stworzyć więż naprawdę niepowtarzalną. Zresztą co Ci będę mówił – sam wiesz. Jeszcze dobrze nie wypocząłem, a już tęsknię. Zaliczyłem sześć campów, mój cel to DZIESIĘĆ, więc jeszcze cała młodość przede mną. Obiecuję, że dam radę. Z każdym następnym na boisku będę lepszy. See You soon we Wrocławiu mam nadzieję. Buziaki.
A kto wygrał? Zwycięski debiut trenerski?
Dla „białych” to też bym niesamowity camp. Przede wszystkim pierwszy raz byłem w miejscu gdzie w team intensywnie sportowym czasie pojawił się koktajl złożony z graczy starszych, młodszych, wysokich, niskich, weteranów campów i nowicjuszy… gdzie jednak wszyscy byli w pierwszej kolejności zajarani koszykówką a widmo rywalizacji było siłą napędową każdego. Dziękuję, trenerze Robercie, że miałem okazję z pierwszej ręki przyjąć wskazówki do pracy nad sobą, przekonać się że ma boisku najważniejsze jest uwalnianie przestrzeni. Jako dobre podsumowanie podejścia do gry, dla każdego kto czyta i gra, niech będzie ten cytat Roberta Witki:
„To co najistotniejsze to kontrola tego na co masz wpływ, czyli na bieganiu, utrzymywaniu przestrzeni na boisku, komunikacji, skupieniu na zadaniach, które były założone przed meczem. To możemy kontrolować przy odpowiedniej koncentracji. Druga rzecz, to dyscyplina emocjonalna i taktyczna. Nie można pozwolić by złe gwizdki bądź spięcia z przeciwnikiem wybiły cię z rytmu i koncentracji na założonych celach.”
Dzięki wszystkim uczestnikom, szczególnie Wam, z którymi miałem okazję dłużej pogadać i lepiej Was poznać. Dla mnie to jak nowy start, nowa era mojej własnej koszykówki. Chciałem by wyjazd był dla mnie czymś w rodzaju referencji, co jeszcze mogę… już wiem że mogę dużo… dzięki!
Z 15 campów tylko Olsztyn nie miał swojej relacji. Dlaczego tak?
nie zasłużyli swoim zachowaniem !)
„Głośno zauważam błędy, lekko krytykuję, delikatnie zaczepiam, patrząc jak zareaguje.” – i dokładnie tak samo niektórzy rozgrywają cię tu w komentarzach 🙂
Rozgrywający też są potrzebni! Zapraszam na kolejny camp
Do tej pory byłem tylko na jednym Campie, na ten nie mogłem niestety pojechać, ale na kolejny już rezerwuję termin!
Dla mnie był to kolejny camp. Na każdy jadę z uśmiechem na twarzy i po każdym ciężko wraca się do rzeczywistości 😀 Fura energii i pozytywnych emocji. Za każdym razem widzę znajome twarze i poznaję nowych ludzi. Od każdego można się czegoś dowiedzieć. Przecież przybywamy z różnych środowisk i reprezentujemy różne „kolory” osobowości. Jednak finalnie wspólne treningi, imprezy, wyjścia i przebywanie powoduje, że dogadujemy się świetnie. No i oczywiście niezwykła chęć i motywacja wygrania niedzielnego meczu też robi swoje. Mimo, że nie był to mój pierwszy przyjazd to zawsze dzieje się coś innego, nowego. Każdy wyjazd jest niepowtarzalny. Chętnie przyjadę ponownie.
Gratulacje dla Coacha B. Debiut w jakiejkolwiek nowej roli zawsze wprowadza pewne niewiadome. Bartek podszedł do wszystkiego na swój analityczny sposób. Wybrał pasujących do siebie ludzi, dotarł do każdego i potrafił wszystkich nakierować aby na treningach i w meczu skupili się na swoich najmocniejszych stronach. Nie było to łatwe, wyzwań było sporo, ale Admin podołał. Wygrana i zasłużony szacunek Coach B. Niech seria zwycięstw trwa. Przynajmniej dopóki będę wybierany do twoich drużyn 🙂
„Bardzo przyjemne i wyzwalające uczucie być wśród swoich, żartować, bawić się, grać w kosza i cieszyć życiem.” – to zdanie idealnie opisuje vibe jaki jest na campach. Możesz nikogo nie znać a i tak jesteś wśród swoich. Dużo zabawy, a jeszcze więcej nauki. Nauki o koszykówce ale i o samym sobie. Możesz czuć, że nie dasz rady, czy to fizycznie czy technicznie, a po campie wyjeżdżasz większy. Dzięki treningom a przede wszystkim dzięki ludziom, którzy Cię otaczają. Wybuchowa, ultrapozytywna mieszanka 20 chłopa z różnych środowisk, z każdego zakątka Polski to przepis na sukces.
Bartek w roli trenera sprawdził się znakomicie. Miał trochę tremy, ale treningi były bardzo fajne, mi dużo dały, zrozumiałem tę grę trochę lepiej.
I drogi Bartku, każdy wie nad czym pracować, co szlifować. Moja mała rada, wiedzę masz ogromną i o koszykówce opowiadasz z zaraźliwą pasją. Trenerem też jak się okazało jesteś niezłym – ale popracuj nad głosem!
Dzięki wszystkim za ten camp GWBA Familia <3
Hm.. Czy faktycznie „w zeszłym roku pion kadrowy DET zdawał się rozumieć doskonale czego potrzeba zespołowi oraz jakie wsparcie winien mieć Cunningham”?
Gdzie byli w zeszłym roku Pistons, a gdzie są teraz? Do porażki z Cavs byli w ostatnim czasie najlepsi w lidze..
Czy pozbycie się Iveya było błędem?
Nie sądzę. Chłopak przed kontuzją istotnie trafiał ponad 40% zza łuku, ale był fatalny w obronie, nie miał zbyt wysokiego koszykarskiego IQ i ogólnie w grze drużynowej był słabawy… A mocna obrona i zespołowa inteligencja na parkiecie to teraz najmocniejsze strony Pistons i to ich wywindowało w górę NBA.
Jayden przypomina trochę Ja Morranta, niestety ten drugi poza zwracaniem uwagi na siebie, nie pokazuje i już nie pokaże światu nic więcej.
Transfer Iveya do Bulls miał na celu też to, żeby nie musieć płacić mu więcej niż jest wart. Po pierwszej poważnej kontuzji, przyplątały się kolejne problemy zdrowotne i choć młodziak wrócił do gry w Pistons, to po przejściu do Bulls znów odezwały się owe problemy i na tą chwilę jego wartość, jako piątki drafu z 2022 stoi pod znakiem zapytania (choć wierzę, że w Bulls się odbuduje i będzie stanowił kiedyś o sile tej ekipy – tego mu oczywiście życzę). Ale z drugiej strony wiemy, że NBA to biznes i szczerze – chyba nie tylko ja spodziewałem się, że Pistons go w końcu wytransferują. Prawdę powiedziawszy, Thompson wykorzystał idealnie swój czas po kontuzji Iveya (jego przyszłość też była pod dużym znakiem zapytania przez sprawy zdrowotne, ale na szczęście to już raczej za nim) i z nim w składzie Pistons naprawdę nabrali rozpędu – kto pamięta, że do kontuzji Iveya Pistons byli ciągle przeciętnym zespołem ze słabawym bilansem? Owszem, Ausar nie jest demonem rzutu z dystansu, ale za to jest skuteczny w wykańczaniu akcji i przede wszystkim jest bardzo wysoko w przechwytach. No i kto nie chciałby mieć takiego zadziornego obrońcy w zespole? Więc – choć deklarował nieraz ogromne „braterstwo” z Jaydenem – po prostu wygryzł go z pierwszej piątki, a potem koniec końcem ze składu Tłoków…
O Maliku wielu się rozpisuje, jaki był cudowny w rzutach za 3. To prawda. Ale znów: zespołowo wypadał blado, był słaby w obronie, często błaznował, zamiast wracać do obrony. A to, jak dał się wrobić w głupotę swego życia też stawia go nisko w rankingach ilorazu inteligencji.
Hardaway Jr? Hm.. On był jednak ważnym ogniwem zeszłorocznych Pistons, ale też nie był znowu taki wspaniały rzutowo, w ważnych momentach ceglił niemiłosiernie i też budżetowo chyba nie siedział Tłokom.
Jedynie kogo za łatwo się pozbyli w ostatnim czasie Pistons, to wg mnie Schrödera, ale tak po prawdzie, to chyba bardziej on sam chciał odejść (względy finansowe).
Nie wpadałbym od skrajności w skrajność, jeśli chodzi o Pistons w tym roku. Z jednej strony mega zachwyty tu o nich czytam (studziłbym głowy, bo to jednak młody zespół bez doświadczenia w PO), ale nie stawiałbym ich też tak nisko w rankingu i nie załamywałbym się jednym słabszym występem Cade’a. Owszem – jeśli chcą powalczyć o wyższe cele – muszą jeszcze dokonać wzmocnień, głównie na dystansie. Szkoda, że Kuerter notuje zjazd formy (a może to pozostali z rezerwowych są obecnie w dużym gazie i nie pozwalają się mu wbić do składu), ale na miejscu Bickerstaffa rozkręcałbym bardziej chłopaka przed fazą PO….
„Fantastyczny weekend w Łodzi na Campie 'odbudowującym’.
Ostatnimi czasy było ciągle pod górkę, co odbiło się znacznie na mojej formie w każdym możliwym aspekcie. Ale mimo wielu przeciwności nowa organizacja, drużyna, sztab trenerski – wszyscy przyjęli mnie fantastycznie i zewsząd czuło się pozytywną energię i wsparcie. Daje to ogromnego kopa do ciężkiej pracy nad sobą i do powrotu do pełni sprawności i możliwości. Potrzeba będzie ciężkiej pracy, treningu i wiary w siebie, ale po takim kopie energetycznym jaki był w Łodzi wszystko jest możliwe. Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa i obiecuję powrót do formy i najlepszej wersji siebie wszystkim, którzy we mnie uwierzyli” – Jeremy Sochan (NY Knicks) 🙂
„… My Mama said trust no one but your brothers,
And never leave your day ones in the gutter,
My Papa said treat them girls like your Mother,
My Mama said trust no ho, use a rubber…”
Siemanejro.
Odnośnie Campu – podpisuje się pod wszystkim co zostało wyżej napisane. Pięknie jest pobyć te kilka dni „wśród swoich” bo choć część ekipy poznałem na wcześniej, to jednak za każdym razem jest ktoś nowy, kto wnosi nowe wartości, doświadczenia i inne takie do kolorytu ludzi zajaranych koszykówką. Z koszykarskiego punktu widzenia, każdy Camp to również nowe doświadczenia, które wynikają z nowej roli na boisku, nowych kolegów w drużynie i tych po przeciwnej stronie boiska. A, że każde nowe doświadczenie jest bezcenne, polecam wszystkim razem i każdemu z osobna choć raz wpaść i przekonać się na własnej skórze czym smakuje te klika dni z GWBA familia. Sam na pewno wrócę jeszcze nie raz, jeśli tylko lokalizacja okaże się łaskawa 😉
A, że już tęsknie za ta zwariowaną koszykarską bracią, to inna sprawa !
Pan Redaktor przebył daleką drogę. Od czasów kiedy trzeba było wybierać między piwem w puszce a soczkiem Hortex, przez nikotynowe czeluści kasynowych szatni, aż do trenerskiego debiutu na autorskim wydarzeniu …
W hameryce kiedy młody potomek emigrantów z Włoch albo Sycylii wywalczy sobie prawo, przywilej wstąpienia w szeregi jednej z rodzin może mówić o sobie (i/lub jest nazywany) „made Man” . Osoba która wbrew okolicznościom, wbrew oczekiwaniom i przeciwnościom, świadomie, wybiera pewną drogę, podąża nią i osiąga sukces. Self made Man. Moje gratulacje panie Bartku. Szacunek.
Wrocław pozdrawia. Chętnie bym dołączył, ale forma jeszcze nie ta. Chłopaki zacnien wyglądają na zdjęciach. Have fun