fbpx

House of bricks: Russell Westbrook ćwiczy trójki | frustracje i faktyczna wartość Joela Embiida

22

WTMW.

Witam wszystkich w nowym tygodniu. Koszykarski internet (jak zwykle o tej porze) zalały filmiki z przygotowań zawodników do nowego sezonu NBA. Fajnie widzieć, że chłopaki pracują nad brakami oraz szlifują swój warsztat pracy. Tylko względem oczekiwań byłbym ostrożny. Dla przykładu, z zapisów video wynika, że Ben Simmons nie spudłował jeszcze rzutu w tym offseason, choćby i zza łuku.

Tymczasem w rozegranych 275 meczach rundy zasadniczej trafił pięciokrotnie.

Skuteczność rzutów trzypunktowych podreperować pragnie także Russell Westbrook. Rozumiem wszystko, pewność siebie to dla shootera rzecz nieodzowna, ale jak pokazało trzynaście ostatnich lat, Russ jest najgroźniejszy gdy rzutów trzypunktowych zaniecha całkowicie.

Kronika ostatnich czterech sezonów wygląda dla Westbrooka druzgocąco: 357 / 1223 za trzy, czyli 29.1% przy 4.4 próby średnio w meczu. Nie ma i nie było w NBA równie słabego strzelca dystansowego oddającego jednocześnie tak wiele rzutów.

Przy czym weźmy ostatni sezon Russella w barwach Wizards. Początkowo wyglądał fatalnie, był na potęgę nieskuteczny a jednocześnie zaprowadzał na parkiecie chaos. Wiele tygodni później okazało się, że grał z kontuzją ścięgna udowego. Wizards zmierzali wprost do loterii draftu, kibice zdążyli postawić na chłopakach krzyżyk kiedy ci dokonali niemożliwego. Jak inaczej nazwać sytuację, w której zespół bardzo przeciętny kadrowo wygrywa osiem spotkań z rzędu, kończy rundę zasadniczą bilansem 17-6 i nieoczekiwanie awansuje do playoffs?!

Jak wyglądał Russ w wieńczących sezon zasadniczy 23 meczach

  • 175/389 z gry dało 45% przy 19.5 próbach
  • 95/129 FT dało 74% przy 6.4 próbach
  • średnia 13.6 zbiórek
  • średnio 13.9 asyst przy 4.3 strat
  • do tego 1.7 przechwytów
  • nade wszystko widać było jednak ograniczenie aktywności zza łuku

Finalnie wciąż oddawał 3.5 trójki w meczu, ale procent podrósł do 32%. Do tego jeśli (jako głównemu klepaczowi) zdejmiemy mu z konta kilkanaście prób pod presją zegara i tak zwanych broken plays wyjdą pewnie ze dwie próby zza łuku w meczu. W każdym razie, zmiana tzn. wstrzemięźliwość zawodnika względem dalekich rzutów była widoczna gołym okiem i poszły za tym wyniki zespołu. O tym właśnie próbuję powiedzieć, przy wszystkich swych wadach Russell jako szarańcza, jako harcownik szarżujący na kosz to temat najgroźniejszy.

Że jest sztywny i gra siłowo? A komu to przeszkadza? Pomimo 32 lat na karku, wciąż mało kto dorównuje mu szybkością, a przede wszystkim intensywnością.

I to wcale nie jest tak, że przez lata nie poczynił progresu. Nigdy nie będzie wirtuozem koszykówki, ale nauczył się sprawnie czytać obronę, panować nad mocą silnika, podawać w ruchu i wie gdzie szukać kolegów na wolnych pozycjach, którym piłki dostarcza regularnie i konsekwentnie. Stąd rekordowa liczba asyst. Przecież ten chłop zalicza średnio ponad 20 potencjalnych asyst w meczu!

Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Wątpliwość, czy gracz o tej stylistyce (na dodatek częściowo pozbawiony piłki) jest w stanie sięgnąć po mistrzowski tytuł NBA w ekipie wybitnie utalentowanej acz geriatrycznej, wyrażałem parokrotnie. Oprócz wymienionych wcześniej największym walorem Westbrooka jest mindset.

Nastawienie psychiczne.

Lakers zebrali bandę mniej lub bardziej wygłodniałych sukcesu weteranów potrafiących z perspektywy czasu docenić szansę przed jaką stoją i jej (miejmy nadzieję) nie zmarnować. Dlatego wzdrygam się patrząc jak Russ z obłędem w oczach piłuje trójki. Mam świadomość, że zwłaszcza w Los Angeles na parkiecie rządzą gwiazdy, ale równocześnie mam nadzieję, że w porę przeliczą rachunki, bo Westbrook na wysokim wolumenie za trzy (jakby tego nie ująć) opłaca się co najwyżej przeciwnikom…

Embiid & Simmons

Uparcie wracam do tematu kompatybilności tej dwójki. Przegrana w siedmiu meczach seria z Atlantą była szokiem na tyle wielkim, że długo nie mogłem jej zrozumieć. Pomyje do dziś wylewa się wiadrami na głowę Bena Simmonsa, ale to przecież Danny Green wypadł z kontuzją, Seth Curry był dymany w obronie, Korkmaz nie udźwignął presji, a pozbawiony szybkości Embiid (z urazem kolana) wyglądał częstokroć jak kolos na glinianych nogach. Popatrzcie na te straty Kameruńczyka, mimo wszystko nie przystające wielkiej gwieździe:

Problem, jaki widzę. Przyuważcie, że 90% błędów wynikło po akcji w której Embiid siedział na górze parkietu, a Simmons na dole. To jest moi Drodzy odwrócenie standardowych ról, choć zasadne w wypadku Sixers. Simmons z racji ograniczeń rzutowych potrafi zaczopować przestrzeń w ataku pozycyjnym. Stąd warto ustawiać go nisko, wzdłuż linii końcowej albo spróbować dograć pod obręcz. Gość mierzy 211 centymetrów, co przy jego mobilności czyni go super groźnym pod obręczą.

Hands

Wiele razy pisałem. Simmons biodra może mieć najlepsze w lidze, gdyby tylko miał sprawniejsze dłonie jak Joker albo Zach Randolph byłby rokrocznie kandydatem do MVP. Tymczasem widać wyraźnie, że Ben nie ufa w swoje możliwości zdobywania punktów. Że bez wykonania choćby jednego kozła z piłką czuje się nieswojo. Z drugiej strony, chłop naprawdę mógłby pełnić rolę Draymonda Greena w innym niż Philly zespole, czyli wychodzić do piłki po zasłonie i obsługiwać kolegów z 4-5 metra, ale tutaj czopem jest wielki i wiecznie głodny Embiid albo uwielbiający akcje tyłem Tobias Harris.

365 cm od obręczy to powód do frustracji

Zadanie przed jakim stoi Doc Rivers (skoro przyjdzie mu nadal pracować z Simmonsem) to m.in. poprawa decyzyjności Embiida, który chcąc nie chcąc wciąż będzie operował na średniej odległości 365 cm (!!!) od obręczy. Duże to ze strony Joela poświęcenie i ma prawo rodzić frustracje, to widać. Dla przykładu, Shaq operował na średniej odległości 121 cm od kosza, Tim Duncan na 243 cm, a Hakeem Olajuwon 274 cm, ale dane są niepełne, mówimy o końcowej fazie kariery The Dreama, kiedy wyraźnie słabł i odchodził od akcji low post na rzecz rzutów półdystansowych.

Co za tym idzie, Embiid musi być bardziej efektywny jako “point-center”. Pewniejszy. Jestem przekonany, że tak się stanie. Obstawiam, że progres w tym zakresie się dokona biorąc pod uwagę jak zręczny to chłopak. A teraz wyobraźcie sobie co by się stało gdyby Sixers faktycznie uwolnili mu przestrzeń podkoszową. Gdyby wytransferowali precz Simmonsa z Harrisem w zamian ściągając Lillarda czy innego Bradleya Beala do pary z następcą Greena. Bez możliwości oczywistego podwajania Kameruńczyk byłby bestią na poziomie 35/15 i wiedzą o tym szefowie klubu przyznając mu astronomiczny kontrakt. Sixers oczywiście osłabliby na własnej połowie, stracili wszechstronność w obronie i dynamikę na otwartej przestrzeni, ale siła ognia byłaby mocarna.

Podsumowując: Simmons pozostający w Sixers to na tę chwilę najlepsze rozwiązanie dla Daryla Moreya. Jednocześnie majaczący na horyzoncie transfer, o ile odpowiednio przeprowadzony, może zmienić krajobraz NBA i dlatego wciąż o nim piszę.

Excuse me while I kiss the sky

Na koniec (w myśl stałej zasady GWBA) polecam Waszej uwadze ów skok pre-prime LeBrona Jamesa:

Dobrego dnia wszystkim. Dzięki za wczorajsze wpłaty, w szczególności Wojtkowi P i Michałowi M, bardzo doceniamy! B

Ostatnie Wpisy

22 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo dobrze, ze Ruds ćwiczy trojki. Nie musi ich oddawać, ale lepiej być wojownikiem w ogrodzie niż ogrodnikiem na wojnie 😉 zostawiony sam na łuku powinien próbować i od razu atakować na zbiórkę.

    (37)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    13.6 zbiórek, 13.9 asyst i pewnie ponad 20 pkt w kolejnych 23 meczach?! To wszystko w 35 minut minut na mecz? Masakra z tym Westbrookiem.
    Co do filmiku z treningu rzutowego – zdaje się że on próbuje zmienić technikę rzutu. Zawsze rzucał wyprostowany pionowo w górę i do tego strasznie sztywny nadgarstek. Teraz lepiej wygląda ten rzut, bardziej naturalny. Bez podpisu nie poznałbym że to Westbrook. Mimo wszystko najlepiej żeby 2-3 razy w meczu odpalił za 3, a resztę czasu szturmem na kosz.

    (26)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie wydaje Wam się ze Westbrook zmienił mechanikę rzutu? Nie wyskakuje już tak wysoko przy rzucie co na pewno było problem , bo raz wyżej raz niżej

    (24)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    po 1, 2 i trzecie : Embiid nikogo nie czyni lepszym, żaden gracz wokół niego nie robi postępów, zespół nie staje się silniejszy mentalnie.

    jak na zawodnika nr 2 w castingu na MVP, można mówić o sporym rozczarowaniu.

    Sixers maja w jego osobie 1st scoring option, niewiele wiecej, przy czym nie sposób na niego liczyć w kluczowych sekwencjach postseason.

    Nie pozbędą się go, bo mimo wszystko trudno znaleźć tak zręcznego dryblasa, z taką pracą stóp i drygiem do piłki.

    Tytuły wygrywa się jednak czymś, co mieści się jakieś – dla Embiia -213 cm wyżej od stóp, a on posiada tylko namiastkę niezbędnego mistrzom poziomu.

    Nie ma killer instinct, nie ma mentalności terytorialnej, nie ma drapieżności, nie karmi się strachem rywali, nie kocha presji, nie czerpie z niej niezbędnej motywacji, podczas gdy inni duszą się w jej ciężkich oparach ołowianych.

    Z takim graczem w roli lidera nie ma szans na sukcesy oczekiwane przez Sixers Nation.

    Zdaje sie, Simmons rozszyfrował swojego kolegę, dostrzegł deficyty i nie chce marnować reszty kariery w takim otoczeniu,. gdzie z racji swojej niechęci do rzucania z daleka będzie kozłem ofiarnym dla wszystkich cierpiących na zaćmę pseudoznawców ligi i samej gry.

    Sixers uzalezniają się od Embiida, zwalniają grę do set plays, co ewidentnie nie lezy Simmonsowi, preferującemu grę bieganą, z kontry, zadawanie ciosów zanim obrona się ustawi, wymianę pozycji i swobodne przejścia góra-dół.

    On w takie grze pełni funkcję quarterbacka rozdającego podania w tempo albo szukającego zejścia do linii i samodzielnego finiszu.

    Z Embiidem, wymagającym podporządkowania sobie całej ofensywy, pozbawiającym ją elementu zaskoczenia, gaszącym swoimi statycznymi spot-up plays dynamizm akcji z udziałem całej drużyny, czyniącym grę bez piłki sztuką dla sztuki w dużym stopniu, na co już prawie nikt w NBA nie da się naciągnąć, Sixers nie korzystają z potencjału Simmonsa w jakikolwiek zauważalny sposób.

    Tych dwóch zawodników nie da się, póki co, pogodzić w systemie ataku. Nie da się bowiem jednocześnie zmaksymalizować ich możliwości stawiajac obok siebie.

    Obaj zresztą mają swoje ego, Embiid nie odda swojej dominującej pozycji, Simmons nie zechce angażować się max. w układzie, gdy nie może być sobą w 100 %, więc pewnie w końcu się rozstaną.
    Żaden z tego zarzut, bo w końcu każdy gracz dąży do gry w takim systemie, gdzie będzie realizował się optymalnie, z korzyścią dla zespołu, we własnym mniemaniu.

    Ostatnią szansą na ocalenie i ew. wyprowadzenie na prostą tego duetu, poprzez implementację korzystnego dla nich obu modelu gry, byłoby zatrudnienie jakiegoś trenera z autorytetem, bo jak dotąd nie mieli okazji grać pod kierunkiem nikogo, kto choć stałby obok figury przypominającej docelową.

    I nawet trener z autorytetem, nie uczyni z Embiida koszykarskiego demona. Joel po prostu nie ma tego czegoś w sobie, a wytrenować tego u nawet najlepszego psychologa nie sposób, albo ma sie taki wichajster albo się go nie ma i żadna imitacja oryginału nie zastąpi.

    (30)
  5. Array ( )
    Staszek Alcatraz 30 sierpnia, 2021 at 20:05
    Odpowiedz

    A ja bym chętnie zobaczył Bena Simonsa w Charlotte Hornets obok LaMelo.
    W takim wydaniu Ben jako Point Center.

    Wyobraźcie sobie ten biegany styl:

    PG: LaMelo Ball
    SG: Terry Rozier
    SF: Miles Bridges
    PF: Gordon Hayward
    C: Ben Simons

    Może nie byłoby z tego mistrza, ale mecze bym oglądał 😀

    (14)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Hehehe

    Tyle razy była mowa o tym, że Westbrookowi palą się styki, że wali głową w mur, że ograniczony, że niskie IQ, etc.

    A teraz jak jest w Lakers, jest mocną stroną jest mindset.

    Ciekawe, czy jak Millsap wyląduje w Lakers to admin napisze, że jest jednak superszybki…

    (20)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Mówcie co chcecie ale gdybym miał wybierać kogoś z zawodników Sixers do swojej drużyny to wziąłbym Simmonsa. Embiid to gość który siedzi w jednej szufladzie z Kyrie Irvingiem, Carmelo, KAT, Stephonem Marburym itd. Gigantyczny talent ale jeszcze większe ego, zadufanie w sobie i brak ambicji.

    Z drugiej strony dobrze prowadzony Simmons nigdy franchise Playerem nie będzie ale już zawodnikiem pokroju Darymonda czy Chaunceya Billupsa jak najbardziej. A taki zawodnik to prawdziwy skarb.

    (2)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie ma za co 🙂 bardzo dobrze się czyta Wasze teksty. Pewnie dzięki ich stylowi w ogóle zacząłem coś czytać o NBA 🙂
    Zakładam ze książka jest podobna ale to przekonam się na wakacjach 🙂

    (5)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Dużo było pisane na temat wymiany Simmonsa za Lillarda, a ktoś mógłby mi wytłumaczyć czy wymiana McColuma za Simmonsa nie miałaby jakiegokolwiek sensu hmm?

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu