fbpx

Step Over z innej perspektywy

31

Wiele osób określa się przez całe życie. Jesteśmy sumą naszych decyzji, czynów i w mniejszym stopniu słów. Są też ludzie, których w oczach opinii publicznej określa jeden moment, godzina, kilka minut, czasem wystarczą sekundy. Z tych sekund rodzą się legendy:

  • Jordan i The Last Shot
  • Olajuwon i jego blok w szóstym meczu finałów (zaraz tego możecie nie znać)

  • Kobe i słynny alley oop do Shaqa w serii przeciwko Blazers
  • MVP Iverson w pierwszym starciu finałowym z Lakers.

Co ja Wam będę pisał, wystarczy obejrzeć 60 Greatest NBA Moments. Jednak po drugiej stronie kijka zawsze znajdują się przegrani, którzy przez dany moment zostali równie mocno naznaczeni co zwycięzcy. Bryon Russel, któremu zawsze zamienia się miejscami literkę y w nazwisku, tak wspomina swoją obronę przeciwko Jordanowi:

Ludzie nigdy nie przestaną mnie o to pytać, ale nie czuję się obrażony. Oczywiście, że mnie popchnął, ale tu chodzi o Jordana. Zrobił to, co najlepszy gracz świata powinien w takim momencie uczynić.

Forever marked

Gdyby nie łapa Olajuwona, John Starks w blasku chwały zapewniłby Knicks mistrzostwo w 1994 roku i zapewne, z 27 punktami w szóstym meczu, oraz 16 punktami w czwartej kwarcie zostałby wybrany MVP finałów. Blok Hakeema sprowadził jednak na Starksa klątwę, facet w decydującym, siódmym starciu przestrzelił szesnaście z osiemnastu rzutów, w tym jedenaście trójek. Houston wygrali, a John w wywiadach tłumaczy:

Ludzie uwielbiają mówić o nieszczęśliwych wpadkach w finałach NBA. Do dziś mi to wypominają. Nie możesz od tego uciec, ale przecież nie powstrzyma mnie to od dalszego życia.

I tak dalej, i tak dalej – minięty przez Kobe Pippen, nie udowodnił, że może wygrywać bez Jordana, Varejao, Mozgov i Gary Neal zawsze już będą wisieć na plakatach jako ofiary Wade’a, Griffina i J.R. Smitha.

Zadziorny i szybki

Tyronn Lue pierwszy mecz finałów z 2001 roku zaczął oczywiście na ławce rezerwowych. Za krycie gwiazdy 76ers odpowiedzialni byli Bryant i Derek Fisher z czego nie wywiązywali się najlepiej, bowiem już do przerwy Iverson uzyskał 30 punktów.

Lue patrzył jak jego zaledwie dwa lata starszy idol, podobny do niego wzrostem i wagą, demoluje niezwyciężonych w tamtych playoffs Lakers. O tym, że Tyronn wzoruje się na Iversonie wiedziała cała szatnia z LA, wystarczyło popatrzeć na fryzury obu panów. Ponoć Shaq i Kobe przed rozpoczęciem finałów zadbali o to by ich kolega był odpowiednio zmotywowany na potencjalne starcie ze swoim mistrzem. Przy 15- punktowym prowadzeniu gości Phil Jackson postanowił zaryzykować i do krycia mającego już na koncie 38 punktów Iversona desygnował Tyronna Lue.

Do końca trzeciej kwarty zostało wówczas 5 minut i 23 sekundy, a Lue dzięki swojej szybkości i zadziorności zaczął frustrować Iversona pozwalając mu na zaledwie trzypunktową zdobycz w regulaminowym czasie (1-8 z gry!)

Pamiętam, że wszedł w to spotkanie pełen werwy. Nie irytowałbym się gdyby nie stosował brudnych sztuczek: przytrzymywania, łapania za koszulkę. Obejrzyjcie sobie taśmę. Robi to cały czas, a sędzia mu na to pozwala. Cholernie mnie to zdenerwowało [Allen Iverson]

Nerwy Iversona doprowadziły do jednego z najbezczelniejszych zagrań w historii NBA, które z parkietu trafiło do popkultury, zapełniając ją koszulkami, gadżetami i memami. W doliczonym czasie gry prowadzenie Sixers stopniało do zaledwie dwóch oczek. Iverson wciąż nie mógł wejść w rytm z pierwszej części meczu, komentatorzy krzyczeli do kibiców zgromadzonych przed telewizorami:

Lue będzie śnił się tej nocy Iversonowi, mistrzowska obrona Lakers. Wypchnięcie za linie za trzy, każdy rzut jest oddawany pod presją, nie ma tu wolnego miejsca!

Na ekranie pokazana zostaje statystyka dotycząca osiągnięć Iversona:

  • pierwsze 28 minut – 28 punktów
  • ostatnie 22 minuty – 4 punkty

I co? Natenczas AI#3 najpierw trafia dwa wolne, następnie dokłada trójkę z otwartej pozycji gdy Lue leży na parkiecie po przestrzelonym rzucie spod kosza. Te dwa momenty pozwoliły Iversonowi znów poczuć się pewnie… nadszedł czas na trochę magii.

Step Over

Iverson otrzymał piłkę w rogu boiska, przy samiuśkiej ławce rezerwowych Lakers (stałego miejsca Lue w sezonie 2000/01, z którego podrywał się średnio na 1 kwartę w meczu). Jeden na jeden był w tamtym okresie nie do zatrzymania. Szybki cross, rzut z lekkiego odchylenia i prowadzenie zwiększyło się do czterech punktów. Przyklejony do lidera rywali Lue potknął się i wylądował u stóp przeciwnika na co Iverson teatralnie przeszedł nad leżącym i wrócił do obrony.

Weteran Horace Grant i Phil Jackon krzyczą w kierunku upokorzonego kolegi. Kilka chwil później drużyna z Filadelfii schodzi z parkietu zwycięska. Shaq liczący na (16-0) w playoffs przestał ponoć jeść i spać, a Kobe zapowiedział, że powyrywa rywalom serca. Tak też się stało i kolejne cztery spotkania należały do Lakers, historia jednak zapamiętała przede wszystkim Iversona i leżącego u jego stóp Lue.

He made me

Dziś panowie nie żywią już do siebie żadnej urazy. Iverson w żartobliwy sposób dziękował Lue w swej przemowie przy okazji wstąpienia w szeregi Hall of Fame. Za pomocą twittera gratulował mu także angażu na stanowisko head coacha Cavaliers. W wywiadach bronił go przed internetowymi śmieszkami sprowadzającymi karierę Tyronna do tego jednego zagrania. Oczywiście ze strony Iversona, wygranego w tej sytuacji, taka postawa nie jest niczym dziwnym. Bardziej szokujące jest to, że i Lue ma do całej sprawy optymistyczne podejście.

Kiedy pojawiałem się w miejscu publicznym ludzie zaczynali szeptać –> To ten koleś nad którym przeszedł AI. Nie mam z tym problemu, w końcu Iverson zostanie zapamiętany jako jeden z najlepszych niskich graczy w historii ligi [Lue]

Co więcej Lue uważa, że konfrontacja z Iversonem w Finałach uratowała jego karierę.

Gdyby to Bucks pokonali wówczas 76ers w drodze do finału prawdopodobnie bym w nim nie zagrał. Gdybym nie miał okazji bronić przeciw niemu w tej serii prawdopodobnie wyleciałbym z NBA. To on mnie stworzył.

Because I’m happy

Co roku media ogłaszają kolejny jubileusz słynnego Step Over i zwracają się wówczas do obu bohaterów tego zdarzenia z prośbą o komentarz. Już jako trener Cavs Lue żartował czemu nikt nie obchodzi późniejszej o kilka dni rocznicy jego zdobycia trofeum Larry’ego O’Briena. Nie ma też problemu by pozować do zdjęcia z fanem w koszulce upamiętniającej Step Over. Dlaczego? Być może dlatego, że jako zawodnik dwukrotnie wygrywał ligę by następnie powtórzyć to raz jako trener.

A może dlatego, że koledzy z Lakers nadali mu ksywkę Lue Hefner z powodu niesłabnącego powodzenia u kobiet. Może dlatego, że lubi i umie żartować rozładowując napięcie w szatni? Koniec końców Tyronn, mimo całej presji jakiej był ostatnio poddawany jako trener LeBrona Jamesa to świadomy, zadowolony z siebie człowiek.

Tymczasem kolega Iverson w kłopotliwy sposób rozstał się najpierw z NBA kolejną z projetem BIG3 i teraz czeka cierpliwie do pięćdziesiątki na odłożone dlań przez Reeboka pieniądze. W kwestii koszykarskiej nie ma nawet prawa do dyskusji, w której porównywać można by obu zawodników. Ale już oceniając ich podejście do życia i odpowiedzialność zaryzykowałbym stwierdzenie: Lue>Iverson.

Epilog – trener Lue

Bardzo celnie całą otoczkę wokół trenera Lue podsumował dziennikarz William Rhoden:

Brad Stevens nazywany jest młodym, perspektywicznym strategiem, z kolei Lue wygrywa bo ma LeBrona i sporo szczęścia. Szkoda, że zapomina się, że obaj mają po 41 lat. A tylko jeden z nich pierścień na palcu.

Oczywiście Lue nie jest mistrzem rozrysowywania zagrywek i nie ma trenerskiego wyczucia chwili, co jedynie potwierdził po osobliwej ofensywnej zbiórce J.R Smitha w tegorocznych finałach.

Posiada jednak jedną dużą zaletę – zawodnicy go lubią. Mam nadzieję, że przy nowym rozdaniu jakie następuje w Cavaliers udowodni niedowiarkom swoją wartość. A jak Wy oceniacie postać Tyronna Lue?

[Grzegorz Szklarczuk]

Ostatnie Wpisy

31 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Jako asystent Blatta byłby super a tak to szkoda ze jego przyjacielskie stosunki z największą gwiazdą kosztowały innego trenera posadę.

    (11)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajny artykuł ale… AI trafił, Lue się przewrócił. To co miał Iverson zrobić? Podnieść go? Obiec? Przeskoczyć? Zrobił najbardziej naturalną rzecz – przeszedł nad nim. Nie rozumiem zupełnie podjarki tą sytuacją, tym bardziej, że koniec końców o niczym nie decydowała…

    (20)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    To że miał LeBrona to duża przewaga ale napewno co roku dokładał cegiełkę i to raczej nie jedną że Cavs meldowali się w finałach przez ostatnie lata… a Stevens będzie miał spore szanse na swój pierwszy pierścień w nadchodzącym sezonie jeżeli zdrowie dopisze chłopakom z Bostonu

    (5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Ludzie zawsze bedą o innych wygadywać dyrdymały i tylko inteligentne kozaki pokroju Tyronna wychodzą z tego obronną ręką.
    Brawo Lou.

    (14)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    A ja uważam, że to trener figurant i bardzo się zdziwię jeśli Cavs w tym sezonie czymkolwiek zaskoczą, ale fajnie, że ma dystans do siebie i tej pechowej dla niego sytuacji. Podobnie jak Rivers miał furę szczęscia, że znalazł się w sprzyjającym miejscu i czasie. Robią podobne miny w trakcie meczu. Z twarzy wynika, że niby jakies trybiki pracują pod kopułką, a myślę że w jednym i drugim przypadku jest tam raczej pusto.
    Rivers jak miał BIG3 plus Rondo to był wielki doktor trener, później była druga runda maks, a teraz nie potrafi utrzymać składu w formie, tylko ciagle około trzy kontuzje liczących się zawodników. Tyrron Lu jest przynajmniej sympatyczny:)

    (11)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Jako zaprzysięgły antyfan Adama Hrycaniuka, trzymający z niego nieustanną bekę, tudzież drący łacha na forach i internetach, po dzisiejszym meczu z Chorwacją powiem tylko jedno: Adam, wybacz!!!

    (37)
    • Array ( )

      Ale prawie udało się spier***ić w końcówce mimo 8 pkt prowadzenia.
      Slaughter nadepnął na aut dostając piłkę, podanie z pod kosza w ręce Chorwatów.
      Tym razem się udało ale jak widać te same błędy i brak spokoju/doświadczenia w końcówkach.

      (2)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    < o roku media ogłaszają kolejny jubileusz słynnego Step Over i zwracają się wówczas do obu bohaterów tego zdarzenia z prośbą o komentarz.

    Hahaha, co za galopująca głupota :)) Mogą stawać w szranki ze smoleńskimi miesięcznicami :)))

    (9)
    • Array ( [0] => administrator )

      Galopujący głupota – brakowało mi tego określenia 🙂 dawno nie padało 🙂

      (9)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    k**rde, ja mam ciągle wrażenie że to jedno z najbardziej na siłę rozdmuchanych zagrań w NBA 😀 Prawda taka, że 76ers zostali zjedzeni w tej serii, Lue naprawdę dobrze bronił przeciw AI, tylko raz się poślizgnął na mokrym parkecie, a AI zachował się jak sfrustrowany szczeniak. Sorry, ale wbrew medialnym przekazom, tego się właśnie będę trzymał…

    (5)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy ktoś w ogóle widział cały mecz a nie tylko fragmencik z końcówką zagrania?
    W przekazie jest wprost, że AI połamał kostki Lue i rzucił nad padajacym rywalem, a potem go przekroczył…
    Faktycznie całą 2 część meczu AI rzucał cały czas mając rękę na twarzy – Lue nadążał i kontestował każdy rzut. W tym przypadku upadł – już po rzucie patrząc na piłkę a idąc w przeciwnym kierunku – nic a nic w tym zasługi AI.
    Ale pamieć wypaczona przez liczne memy. Zapomina się, że potem pomimo mizernego wzrostu i niewielkiego talentu utrzymał się w lidze przez wiele lat, a potem w dość młodym wieku został asystentem trenera w NBA, a w końcu HC w mistrzowskiej drużynie – o takim rozwoju kariery może pomarzyć 99,999% zawodników i aspirujących trenerów. Wbrew hejterom – gość osiągną niebywały sukces (choć zapłącił za to sporą cenę – o czym świadczy zarówno dzisiejsza dyskusja i artykuł jak i tegoroczne problemy zdrowotne).

    Co do meczu z Chorwatami… Byłem, widziałem. Tragedii nie było, ale to nie był dobry mecz. Bardziej słaby Chorwatów. Saric – spędzał czas na strofowaniu Zubaca i kłóceniu się z trenerem (siedziałem z 10 m od nich – i było nieźle słychać), a Bogdanovic ponad połowę meczu grał z bolesną kontuzją (po przerwie zapewne z blokadą) i tak na obu Polacy nie mieli pomysłu. Ponadto jak Chorwaci w 15 s. akcji wymieniali 5-8 podań, tak Polacy grali tak: PG/SG wyprowadza piłkę (kilka razy tak wolno, że prawie przekroczyli czas) a reszta stoi jak kołki, ew. postawiona jest 1 zasłona (zazwyczaj robił to Hrycaniuk). Praktycznie 0 ruchu piłki, 0 zasłon, 0 uciekających po zasłonach, 0 zasłon. Cała moc polski to szybkie ataki i trójki Waczyńskiego w 4 kwarcie, które na chwilę ustawiły mecz, ale przewaga został zmarnowana makabrycznym rozegraniem pozycyjnego ataku na który Chorwaci odpowiadali izolacjami dla Bogdanovica, licząc na rzuty (mieliśmy już pow. 5 faluli).
    A i jeszcze brak nam twardego zastawiania kosza, tyle łatwych zbiórek co wyłapali Chorwaci na 2-3 metrze nie powinno przejść na tym poziomie rozgrywek.
    Chorwatom zadziwiająco nie szło, zadziwiająco bierny Saric – sporo razy mógł grać iso ale szukał kolegów – wyglądało tak jakby gameplan nie zakładał grania przez i do niego (może blokada była gdzie indziej – koleś był bardzo nerwowy, na rozgrzewce spudłował 8 razy z rzędu 3 i mowa ciał pokazywała, że zirytowało go to bardzo, potem trochę kłucił się z sędziami, trenerem i jechał na kolegów a Zubaca szczególnie – za bierności i brak ruchu 😉 Pomimo tego , że wygladał jak bez formy, to nie było na boisku kogoś kogo moglibyśmy przeciw niemu postawić. Podobnie Bogdanovic, po kontuzji był wściekły i widać było po nim, że boli, szczególnie że wcześniej też jakoś rzuty nie wpadały. W drugiej połowie, wyraźnie kulejący (i wyraźnie na blokadzie) sporo nawrzucał – i Polacy nie bardzo wiedzieli jak go powstrzymać.
    Fajnie że Polacy wygrali – ale przed drużyną sporo pracy. Chłopaki więcej ruchu, zasłon, kombinowania.
    Jak chcą mogą postawić twarde warunki w obronie i pomęczyć przeciwnika bardzo szybkim atakiem (srawnie przechodząc z obrony do ataku). gorzej jak trzeba zagra długo i z rozmysłem – brak pomysłu potwierdza kilka akcji, gdzie nie starczyło 24s na rzut (klepali, kręcili ale zbyt mały ruch piłki i graczy bez piłki powodował brak szans na rzuty).
    Dla mnie koszykarsko wychowanego w latach 90 brakowało ruchu. Klepiący rozgrywający przenoszący piłkę na połowę rywali przez 5-8s akcji to masakra. Aż chciało się wrzasnąć za moim Ś.P. trenerem “podaj ta p… gałę do przodu – jeszcze się taki nie urodził co by klepał szybciej od podania”. Fakt trener nie dożył Westbrooka i Walla 😉
    Pozdrawiam stary maruda 😉

    (7)
    • Array ( )

      zdecydowanie zgadzam sie z tym, co napisałeś o Tyronne Lue.

      i od razu chciałbym zaznaczyć, ze nie czytałem twojego postu przed napisaniem własnego. po wysłaniu mój post nie ukazał się od razu, twojego również jeszcze nie było, sądzę że obydwa w tym samym czasie czekały na ukazanie się :]

      (1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    mało kto zdaje sobie chyba sprawę z tego, ze mając w zespole prime LeBrona nie mozna coachować inaczej niż robił to Tyronne Lue.

    LeBron jest najlepszy na boisku, wszystko wie o grze, kontroluje ją bezpośrednio, więc trener może mu najwyżej podpowiadać, konsultować, pomagać na rózne sposoby.

    mozna coachować róznych zawodników, ale nie LeBrona. gdyby Brad Stevens chciał prowadzić zespół z LeBronem, to też musiałby przystać na taki układ, albo poszukałby nowej pracy.

    dzisiaj już nikt się nie zastanawia nad tym, ze ale byli tacy, którzy podobnie [choć z zachowaniem stosownych proporcji], jak między Lue z LeBronem, widzieli układy między Billem Russellem, a Redem Auerbachem czy Patem Riley’em,a Magicem Johnsonem.

    ofk, Auerbach i Riley to inna połka niż coach Lue, ale i oni nie mogli prowadzić zespołu “samodzielnie”, mając w składzie takich prymusów i właściwie “grających asystentów trenera” jak Russell i Magic.

    Tyrone Lue ma mistrzowskie pierścienie zarówno jako gracz Lakers, co coach Cavaliers. jakimś trafem znalazł się w mistrzowskich układankach, co dowodzi, ze to inteligentny jegomość.

    grał też z Michaelem Jordanem w Wizards.

    jesli ktoś uważa, ze przebicie się do NBA z koszykówki szkolnej, w Drafcie, to małe osiagnięcie : życzę zdrowia.

    jesli ktoś sądzi, ze spędzenie w NBA 10+ sezonów, przy wzroście 180 cm, to małe osiagnięcie : życzę uśmiechu.

    jeśli ktoś sądzi, ze miejsce w 12-osobowym rosterze Lakersów Shaqa, Kobego i Jacksona, to niewielkie osiagnięcie, cóż : życzę szczęścia.

    podobnie jeśli ktoś uważa, że objęcie posady coacha Cavs i zdobycie z nimi tytułu mistrzowskiego oraz 3 serie finałowe, to nic takiego “bo LeBron tam grał”.

    z LeBronem też trzeba umieć współpracować.

    w NBA trrenerzy dzielą się na kilka grup, ale dwie są kluczowe z punktu widzenia tworzenia zespołów.

    Pierwsza, to trenerzy którzy umieją prowadzić zespoły bez wybitnych gwiazd, np Brad Stevens. dostaje dobrych, ale nie wybitnych graczy i tworzy z nich świetny zespoł. ma władzę, nie musi się nią dzielić, mozę wprowadzać swoje pomysły do woli. on ma komfort, gracze też to akceptuje, maszyna jedzie dalej.

    tyle że Brad Stevens-like coach nie poprowadzi zespołu, w którym gra prime Magic, Russell albo LeBron. kiedy nie ma możliwości wprowadzania i realizacji swojej autorskiej koncepcji – właściwie jest bezużyteczny, nie przyda się w żaden inny sposób, moze najwyżej zepsuć atmosferę wykłócając się z przysłowiowym Russellem, o to : co, jak, kto, gdzie i kiedy.

    Druga grupa, to trenerzy, którzy nie stworzą zespołu od zera, nie będą odnosili znaczących sukcesów z drużynami złożonymi z zawodników dobrych-ale-nie-wybitnych, za to świetnie sprawdzą się w roli pomocników dla wybitnych gwiazd, czyli Tyrone Lue, Eric Spoelstra czy Doc Rivers, ale czy Auerbach, Jackson albo Riley czy Jones albo Popovich czy Billy Cunningham, Holzmann , Steve Kerr, to jakiś inny typ ? czy osiągnęli coś ważnego z zespołami bez wybitnych gwiazd, z którymi musieli się podzielić władzą, a nawet oddać jej większościowy pakiet ?

    w NBA jak się chce wygrać, to albo trzeba mieć wybitnych graczy, czyli choć częściowo być jak Tyrone Lue, albo mieć wyjatkowe szczęście, bo takiego trzeba, by wygrać ligę bez wybitnych zawodników na pokładzie.

    dlatego, oceniać Tyrone’a Lue można tylko pozytywnie. to zawodnik i trener spełniony w 110 %.

    wielu All Stars NBA nie miało dośc szczęścia albo woli, by się zapisać w historii, Tyrone Lue, jako trzykrotny mistrz nie musi się o to już martwić.

    miał dośc talentu by się tu znaleźć, dość pracowitości, by się utrzymać, dość determinacji by znaleźc się w legendarnym mistrzowskim zespole i dość rozumu, zeby poprowadzić drużynę, w której to nie on rozdawał karty.

    kareta asów !

    (9)
    • Array ( )

      LeBron wszystko wie o koszykowce?

      Wiekszych bzdur w życiu nie słyszałem. Gdyby wiedział wszystko o koszykowce to wiedziałby też to że koszykowka to grq zespołowa w której liczy się nawet 15 zawodnik w rosterze.
      Tymczasem oglądamy żałosny hero ball i ballhog w jego wykonaniu kompletnie ignorując wady, zalety i potrzeby każdego innego gracza w swoim zespole.

      Albo inaczej. Jak głupim trzeba być aby wiedzieć wszystko o koszykowce a i tak popełniać śmieszne błędy….

      Gdyby LeBron wiedział wszystko o koszykowce to wiedziałby że najważniejszy jest zespół a nie jego własny interes – nabić staty i zwalić na kolegów że nie udało się wygrać.

      (-4)
    • Array ( )

      =A co powiesza o Rick’u Carlise z mistrzowskimi Mavericks 2011- miał gwiazdy( a w każdym razie graczy doświadczonych i indywidualności) – Dirk, Kidd, Marion
      A nikt nie powie że to trener który pozwoli na wiele zawodnikom – co było widać na casusie Rondo w Mavs
      Według mnie to połączenie twoich dwóch typów

      (0)
    • Array ( )

      @Piotruś Pan

      trzymajmy się logiki, a więc najpierw fakty, a później interpretacje.

      fakty :
      LeBron zdobył 3 tytuły mistrzowskie, 9 razy grał w NBA Finals, w zespołach które prowadzili trenerzy całkowicie podporządkowani jego wizji gry.

      interpretacja faktów :
      tak więc, jego koncepcje okazały się słuszne.

      (1)
    • Array ( )

      @ Anonim

      możliwe, że tak jest.

      to ciekawy przypadek, podobnie jak trenerzy Tłoków : Chuck Daly i Larry Brown.

      sądzę, że to były dobre układy partnerskie, może faktycznie idealne, ale, mimo wszystko, stanowiące wyjatki od pewnych reguł, nie sądzisz ?

      (1)
    • Array ( )

      pełna zgoda panowie. Ostatnio oglądałem ten mecz i nie ma co – Tyronn w obronie wymiatał

      (0)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Pamietam te mecze Iversona gosc caly czas biegal praktycznie bez przerwy a jego obroncy po dwoch minutach meczu mieli jezyki wywalone na wierzch fajnie sie go ogladalo szkoda ze cos mu sie we lbie pojebalo no jeszcze z 5 lat mogl pograc

    (1)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    @idoru @wielmozny pan P – Dzięki za te komentarze. Według mnie Lue, w sytuacjach, w których się znajdował znakomicie wykonywał swoją pracę. Kryjąc Iversona grał agresywnie i znacznie ograniczył jego poczynania. Będąc trenerem – wygrywał. Sęk w tym, że NBA to narracja, w której nie ma postaci Lue- zwycięzca, tylko Lue – nieudacznik z memów. Mam do niego sporo sympatii i trzymam kciuki w tym sezonie.

    (1)
    • Array ( )

      dzięki również :]

      zdecydowanie, Tyrone Lue wykorzystał swój potencjał w 300 % albo i lepiej. podobnie jak np Steve Kerr.

      natomiast liczba tych, którzy nie wykorzystali swoich możliwości nawet w 10 % jest znacznie znacznie dłuższa :]

      (1)
    • Array ( )

      miło mi, panie Lucabrasi.

      pozdrawiam.

      i gratuluję dobrych gustów filmowych :]

      (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu