NBA: Charlotte Hornets wracają na koszykarską mapę NBA | James Harden winduje Cavs

38

Witam Państwa i zapraszam na przegląd wydarzeń zza oceanu. Widzieliście bijatykę? 

Charlotte Hornets wracają na koszykarską mapę NBA

Dziewięć z rzędu zwycięstw to najdłuższa seria Szerszeni odkąd byłem dzieckiem, ledwie piętnastoletnim, świeżym jeszcze, młodych i niewinnym, wybaczającym wszystko, pragnącym tego więcej, fanem NBA w 1997 roku. Tym razem jednak wyzwanie było szczególne, bowiem do miasta przyjechali liderzy konferencji, wypoczęci, bo nie grali od paru dni, ekipa Detroit Pistons. 

Chłopaki długo się szykowali, jak zwykle.  Nawoływali do boju, klepali po plecach, piątki zbijali, a potem był gwizdek, rzut sędziowski i poszli! LaMelo Ball przy piłce, agresywnie naciskany przez hiper atletę Ausara Thompsona. Tuż obok, niby najbardziej doświadczony w ekipie Miles Bridges, jednak bardzo tej nocy chaotyczny, nieskupiony. Zamiast zaprowadzić spokój, pod naciskiem rywali dwa razy podał w aut albo w ręce przeciwników. Jeszcze dalej rookie Kon Knueppel, nieco przyczajony na starcie spotkania, nie forsuje, jakiż to jest mądry zawodnik, jestem absolutnym fanem. Będziecie się śmiać, ale dla mnie to już jest top 60 najbardziej wartościowych graczy NBA i mam na to liczne dowody, dane, statystyki. Ustawili go w obronie na Cunninghamie, a to kosztuje siły. Cade o dziwo nadal szukał mismatchu, wolał 1v1 atakować, grać po zasłonie przeciwko LaMelo, co wiele mówi o obu graczach Szerszeni, nieprawdaż? 

W każdym razie, gdy wydawało się, że presja defensywna gości zaczyna zbierać żniwo, a Pistons zaraz odlecą z wynikiem, nastąpiło parę zmian, na plac weszli obrońcy Sion James i Josh Green, za chwilę Hornets wybronili parę akcji i oto objawił się kolejny ich super talent Brandon Miller. Trójka, półdystans, zbiórka w obronie, zbiórka w ataku, asysta do kolegi za trzy, pewnie wykonywane rzuty wolne. A właśnie, Miller nie spudłował osobistego od dwunastu spotkań! Nie wiem ile to dokładnie będzie trafień z rzędu, ale podchodzi pod pięćdziesiąt prób! To tak a propos możliwości strzeleckich i ułożenia ręki tegoż 201-centymetrowego, atletycznego nad wyraz, swingmana. Swingman to taki gracz z pogranicza SG/SF w nomenklaturze amerykańskiej, gdyby ktoś z Was jeszcze nie wiedział. 

A potem była kolejna zmiana, na parkiet z powrotem wszedł 20-letni pan koszykarz Knueppel, na którego zresztą dobry występ punktowy stawialiśmy w grupie typera. No i wyobraźcie sobie, że chłopak trafia czyściuteńko dwie kolejne trójki, a najbardziej imponuje sposób, w jaki dochodzi do pozycji, jego spokój, ułożenie stóp, technika. Trybuny w moment ożywają, Pistons zagubieni, farbę z obręczy zdzierają (mówię Wam, że oni zza łuku mają strukturalny problem) a Hornets są nagle dokładnie tam, gdzie chcą. Znów się przelewa fioletowo-turkusowa fala. Lecą semi-tranzycje, wpadają jeszcze dwie trójki, w tym jedna równo z syreną kończącą kwartę… byli w dołku, a teraz jest 33:29 dla Charlotte, let’s go!

Oto okazuje się, że Hornets są na torze kolizyjnym z Detroit, bowiem chcą im skraść miano najbardziej zaciekłej, grającej z pazurem ekipy wschodniej konferencji. Moussa Diabate to waleczna pantera, nie ma wielkiej masy, ale kto grał w basket, ten wie, że niekoniecznie kilogramy decydują o sile gracza, ale umiejętności zaaplikowania tej siły, środek ciężkości, ustawienia, zaciętość, a Moussa jest szybki, a do tego nieustępliwy i żylasty jak cholera. 

Nie powiem, że była to kwestia czasu, bo z Jalenem Durenem  (15 punktów w paręnaście minut) trykali się nie pierwszy (i nie ostatni) raz, ale tym razem stawka była wyższa, zrobiło się wyjątkowo ostro i nerwy puściły… rozpętała się bijatyka:

Pandemonium w ringu, a zarazem wiele smaczków.

Bridges nagle się obudził, jakby tego rodzaju impuls był mu potrzebny. Zamiast rozładować, dołożył od siebie, postawił celowo w roli enforcera, której „pozazdrościł mu” Isaiah Stewart. Pech chciał, że akurat nie było go na parkiecie. Długo się trzymał, żeby nie polecieć z pięściami, ale gdy już wydawało się, że temat jest pod kontrolą, dojrzał sadzącego się nadal Bridgesa…. no i blokady puściły. 

Stewart vs Bridges to najlepszy fragment całej akcji: przepuszczony prawy hak i wejście w nogi przeciwnika. Center gości ustał tylko z uwagi na dużą przewagę masy oraz stabilizujące ramiona ludzi dookoła, którzy próbowali rozdzielić walczących. Następnie typowa ulica: Stewart łapiący za głowę, za włosy, próbujący wsadzać młotki z góry (trochę jak baba):

Śmieszy równocześnie reakcja Duncana Robinsona. Krew nie woda, ale skoro umówili się, że walczą o mistrzostwo w tym roku i są na pierwszym miejscu w tabeli, to widząc Stewarta opuszczającego ławkę by się szarpać, reakcja może być tylko jedna: głąb i wielka strata. Liga ukarze go teraz karą 25 meczów zawieszenia albo lepiej, bo to nie pierwszy jego przejaw braku hamulców:

Bridges jako prowokator? Chłop ma wyrok za przemoc domową, w zawieszeniu bodaj na trzy lata. Czy właśnie dopuścił się kolejnego aktu przemocy, za który sąd może go skazać? Pewnie go wybronią, sprawy karnej nie będzie, ale tu także będzie dłuższa absencja. Obie strony najbliższy czas zagrają w podkoszowym osłabieniu i obyśmy ich zobaczyli z powrotem wraz z nadejściem playoffs! Bo teraz Charlotte to już muszą do tych playoffs się dostać, nie uważacie? Dodali ostatnio takiego kolorytu lidze, że cokolwiek by się działo, NBA musi ich do ósemki przepchnąć. Wyobrażacie sobie pojedynek Charlotte vs Detroit w pierwszej rundzie? Chciałbym to zobaczyć!

Co się dalej działo w samym meczu? Charlotte przegrali, bo najbardziej kompetentnym z podkoszowym, jacy zostali do dyspozycji obu trenerów, był wyraźnie Paul Reed (12 punktów 2 przechwyty 1 blok). Gwizdek, jak możecie przypuszczać, zaostrzył się do tego stopnia, że w pewnym momencie odgwizdany przeciwko Charlotte flop Reeda sprawił, że zagotował się i z boiska wyleciał trener miejscowych Charles Lee:

Miller i Knueppel (20 punktów 5/11 zza łuku) walczyli, strzelali, gonili do końca, zabrakło niewiele. Graczem meczu zdecydowanie Cade Cunningham, autor 33 punktów 9 zbiórek i 7 asyst. Przewaga fizyczna gości zrobiła swoje, ale jak mówię: „Charlotte Hornets wracają na koszykarską mapę NBA”.

James Harden x Cavaliers

Mówiłem Wam przecież, James Harden walczący o nowy kontrakt, próbujący zrobić wrażenie na nowych kibicach (i wywrzeć presję na mocodawcach) to wciąż jest kawał niesamowitego gracza. Cavaliers zdobyli go cudem, udało im się niejako pozbyć problemu z Garlandem, dysponują teraz zawodnikiem z najwyższej półki na jedynce, któremu na dodatek, a może przede wszystkim, nie brakuje motywacji. 

  • 22 punkty 10 zbiórek 7 asyst 3 bloki na ultra trudnym terenie, w samym sercu Denver, Colorado
  • 2-0 w barwach Cavs  

Broda stanowi wciąż duże zagrożenie 1v1, więc gdy zasłonę stawia mu strzelec (np. Sam Merrill) i dochodzi od przekazania krycia, obrona zawsze ma zagwozdkę: zostać, podwoić, przejąć, co robić, jak żyć? Najlepsze jednak kolega Harden zostawił na koniec: 

  • umiejętne podwojenie / wymuszenie straty Jokera
  • ISO trójka na remis przy 35 sekundach na budziku
  • ustany post-up w obronie 👏

Obie strony grały bez najlepszych obrońców (Mobley, Watson, Gordon) więc nie ma co wyciągać daleko idących wniosków, ale dobrze widzieć Cavs znów pewnych i wygrywających mecze. Powiem Wam, że panowie Harden i Mitchell (32 punkty 10 asyst) jako tandem super gwiazd mają potencjał, widać, że się szanują wzajemnie, a Spida odetchnął gdy zdjęli mu z głowy konieczność prowadzenia piłki. 

Feta w Toronto 

Brandon Ingram został przez komisarza NBA Adama Silvera powołany do All-Star Game w zamian, za któregoś z kontuzjowanych, nie pamiętam. To oznacza powrót do ASG po sześcioletniej przerwie, a więc rzecz, która się praktycznie w lidze nie zdarza. Skąd to odrodzenie Brandona?

Tu nie ma żadnego odrodzenia! Pod względem statystycznym Ingram gra identycznie co przez ostatnie pięć czy sześć sezonów: 22.0 punktów 5.8 zbiórek 3.7 asyst 36% zza łuku. Tu chodzi o wynik albo może raczej klimat drużynowy: dopasowanie elementów, energetycznego trenera Darko Rajakovica, który ułożył chłopaków w ich ulubionych, jasno określonych rolach. Coach wymaga zaangażowania, czemu sam daje mocny przykład, a jednocześnie wchodzi najlepszym graczom w tyłek, chce by czuli komfort i szacunek, bo tak z nimi trzeba. Co więcej? Toronto to coffee shopy, dobrej jakości zioło, brak kolejek. Ekipa eklektyczna, ale zgrana, to widać. Zobaczcie reakcje gdy się dowiedzieli, że Brandon otrzymał powołanie. Quickley chciał smakowym izotonikiem wszystkich oblać, ale nie umiał odkręcić, haha.

Utah Jazz znów to zrobili

Przyznam, że niesmaczne bywa to NBA momentami, piję do meczu, który obstawialiśmy dwa dni temu. Miami podejmowało u siebie Utah. Obie strony pudłowały na potęgę, goście zaliczyli dwadzieścia procent zza łuku, gospodarze przestrzeli kilkanaście rzutów wolnych… a mecz rozlał się na czwartą kwartę i nadal nie było wiadomo kto wygra. Jazz wiadomo, że wygrywać nie chcą, bo w tabeli pod względem liczby porażek wyprzedzają ich już cztery ekipy, a próbuje piąta. Wojna o jak najniższą pozycję, a zarazem możliwie najwyższy numer draftu, będzie niestety trwała nadal. 

Prowadzi to do licznych wypaczeń, jak mówię, mecz jest wyrównany w czwartej kwarcie, ale trener Will Hardy ani myśli więcej wpuszczać na parkiet starterów (Markkanen, Jackson Jr, Nurkic, Collier) leci głębokimi rezerwami, które jak na złość, wygrywają mecz. Bruce Sensabaugh nie zrozumiał chyba przesłania i trójkę wmontował Heat w ostatniej minucie. Szkoda słów, ale sprawa wydaje się jasna: albo NBA zrobi coś ze zjawiskiem tankowania albo kolejne grupy fanów na dobre przestaną się interesować tym produktem. Być może wrócą na playoffs, ale nie wszyscy. Czy raz wypadając z obiegu, można ot tak wrócić do zainteresowania NBA, śmiem wątpić. Zmienia się tak wiele, pojawia tak wiele nowych wątków, narracji, twarzy, jest tak dynamicznie i wybuchowo, że po pół roku „fanowskiej absencji” możesz nie poznać „własnej” drużyny. 

Pomysłów na „ograniczenie tankowania” widziałem sporo, podzielę się z Wami w kolejnym wpisie, ale może Wy macie ciekawy pomysł? Żeby nie było, że wrzucam showmanów z ESPN gadających trzy po trzy, w tym wypadku jest inaczej. Posłuchajcie co ma do powiedzenia Bobby Marks, przez wiele lat zatrudniony w pionie kadrowym Brooklyn Nets bodaj jako asystent generalnego menedżera:

Jak w temat tankowania wpisuje się wczorajszy mecz Lakers, którzy na własnym terenie nie wystawili do gry LeBrona, Doncica, Reavesa, Aytona ani Smarta? W absolutnie rezerwowym składzie podejmowali San Antonio Spurs, którzy nie zamierzali się nad gospodarzami litować. Victor Wembanyama w pierwszej połowie zdobył 37 punktów, a przewaga oscylowała w granicach trzydziestu punktów. Wynik końcowy i rozmiary zwycięstwa mimo wszystko skromne (136:108) jednak wyłącznie dlatego, że SAS zdjęło nogę z gazu (dziś też grają). Szkoda opowiadać, nie ma czego. Restować całą drużynę na ogólnonarodowej antenie jest jak bicie dzieci, niedopuszczalne. 

Rewelacyjny, trzymający w napięciu mecz obejrzeliśmy za to między Nowym Jorkiem, a Indianą. Patrząc na tegoroczne wyniki, można było przewidywać pogrom, ale grzebiąc głębiej, widząc braki między innymi Mitchella Robinsona czy OG Anunoby, gra była wyrównana. Zapomnieliśmy chyba jak bardzo przeciwko Knicks lubi występować m.in. Andrew Nembhard (24 punkty 10 asyst) i po ponad dwóch godzinach zmagań, doliczonym czasie gry, 39 zmianach prowadzenia (tegoroczny rekord ligi) Pacers okazali się zwycięscy (137:134). 

Ja Wam mówię, że Indiana pod wodzą Ricka Carlisle’a, gdy do składu dołączą Ivica Zubac i Tyrese Haliburton, to będzie hegemon wschodniej konferencji. Bardzo szkoda zerwanego ACL Johny’ego Furphy, niestety potwierdziło się najgorsze, ale liczę, że za rok wróci nie straciwszy wiele ze swych atletycznych walorów.

To wszystko na ten moment, zapraszam jutro, zachęcam do zadawania pytań, może któreś okaże się ciekawe. Na koniec wymieniam Patronów dzisiejszego odcinka, licząc że niektórzy z Was pójdą w ich ślady. Kłaniam się! BG

  • Mateusz Kruk
  • Romek Jancik
  • Michał Sob23 
  • CWCienista
  • Parzych
  • G Winnicki 
  • Rafał Wojciak

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Na szybko mam w głowie dwie opcje:

    1. Wszyscy mają równe szanse w loterii draftu. Do tego można np. dołożyć jakieś budżetowe exceptions za miejsce w tabeli pod kątem rozegranych minut przez graczy na rookie kontraktach, żeby promować rozwijanie młodych a nie koniecznie ciągle iść w „tu i teraz”. Powiecie, że to będzie ferować duże rynki i zespoły z biedniejszych miejsc, takich jak np. Utah, nie będą miały szans na miśka. A ja wam odpowiem – piep**yć małe rynki. Nikt nie płacze, że Termalica Bruk-Bet Nieciecza nigdy nie wygrała Ekstraklasy, więc skąd ta fiksacja na punkcie nierówności w NBA? Co więcej, regularne dobre wyniki w playoffs dużych rynków, będą oznaczać lepszą sprzedaż i oglądalność, więc finansowo też by się to spinało

    2. Zostawić szanse w drafcie tak jak są ale zrobić drugą ligę, i 3 najgorsze drużyny spadają z NBA. Chcesz tankować? Jak przesadzisz to w przyszłym sezonie grasz z ogórkami i zarabiasz 1/3 kasy

    Oczywiście to tak na szybko, więc chętnie posłucham kontrargumentów

    (-3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      1. Taki jest sens draftu, że najlepsi idą do drużyn w kryzysie braku zwycięstw (:D). Loteria, że mistrzowie mogą dostać na tacy najlepszego młodego zawodnika zwiększałaby przepaść między zespołami, a chodzi o to, żeby był jak najbardziej wyrównany poziom i tu rozmiar (rynku) nie ma znaczenia.
      2. NBA na świecie oglądamy bardziej dla gwiazd niż zespołów i tak też są budowane. Wyjaśnijmy na przykładzie, dlaczego to pomysł bez sensu dla NBA. Haliburton zrywa achillesa, pod jego obecność Indiana spada do „drugiej ligi”, tego chcemy jako kibice? Przykład historyczny: David Robinson wypada na sezon, San Antonio pogrążają się w drugiej lidze z czołową gwiazdą, która zdrowieje, Tim Duncan idzie gdzies indziej, nie ma dynastii Spurs.

      (16)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Spadki klubów odpadają. Zobacz ile czasu im zajmuje żeby postawić nowy klub w Las Vegas czy Seattle bo taki temat od bardzo dawna się ciągnie, a co dopiero awanse i spadki rok w rok jak piłkarskiej lidze.

      (2)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Mhm… Inwestowanie $$$ idących w setki milionów a jak nie ma hali to i miliard mało, tylko po to, aby było ryzyko spadanięcia z NBA – no biznesowo genialny plan, dlaczego by się w to nie wpierniczyć…

        (3)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy Twoim zdaniem D. Howard powinien się znaleźć pośród najlepszych 75 graczy NBA? Jeżeli tak to za kogo? Davis? Ewing? C.Paul? a może Carmelo? Jeżeli nie to dlaczego tak uważasz? Pozdrawiam.

    (4)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Bitka spoko Play offs are coming Bridges miał zajebista pozycje do walki jak Mokujin z Tekkena trochę hehe

    (7)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Cała poza play offowa 14 równe szanse w loterii draftu na każdy wybór w tej 14stce, i praktycznie nie ma hard tankowania, a występuję jedynie w niewielkim zakresie w stosunku do tego czy opłaci się iść w play in, czy nie. Dodatkowo obostrzenia typu takiego, że nie możesz wylosować co rok zawodnika z top 5 draftu( ale tylko ze swojego picku – wybory pozyskane nie podlegają obostrzeniom) Przy dzisiejszym CBA słabi są albo ci którzy chcą być słabi, albo ci, którzy nie potrafią zarządzać zespołem…

    (9)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ja bym poszedł jednak, że kolejność draftu 10 top picków wybierana w drodze losowania drużyn, które nie wyszły poza regular season, żeby jednak nie było tak, że ktoś się będzie podkładał specjalnie w play-in.

      (0)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Kto będzie się chciał podkładać w play in ten będzie się podkładał, aby tam nie wejść. Ja bym zostawił całą 14kę gdyż przy dziesiątce szanse na wybór 1ki wzrastają o niemal połowę…

        (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Coming thru in a new Chevy
    Droping knowlege like its too heavy
    But for them suckers that’s the sealing
    A metaphore for over your head Dum Dum
    Speak with B double G
    That’s where good game come from …

    (-1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Kolejność draftu 5 top pickow jest wybierane w drodze losowania z 5 najgorszych drużyn. Nie ma premii za gorsze bilanse wszyscy mają równe szanse.

    (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      I co to zmienia? Wciąż masz jakieś z 8 ekip, które będą robić wszystko aby jak najwięcej przegrywać. Być może nawet bardziej jak dziś, gdyż będzie trzeba pilnować się od początku do końca sezonu. A już mecze bezpośrednich rywali w TopTank to już byłby wybitne fikołki.

      (3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      ludzie się naśmiewali, że tylko o JJ-S a jednak GM spurs nie robił kwasu jak GSW i go puścili (jeśli Szarania ma dobry intel)… były min oferty wymian (bulls, suns, knicks), teraz jako wolny agent… może faktycznie zespoły co potrzebowały obrony/przepychanki
      (Lakers – upgrade za Vanderbilta),
      GSW/Bulls/Hornets (bo tam cokolwiek mogą testować),
      Nuggets (uzupełnić skład przy kontuzjach)?

      przy rozgrywających pokroju Luka, Nicola zyskałby, jednak duża presja (podobna presja w Knicks, miasto)
      przy Hornets/Bulls możliwe, że chaos i trudność w pokazaniu, ale nie ma presji

      też zależy jaki rodzaj ofert mogą/mają prawo mu dać? bo jest już teraz totalnie wolnym agentem (pytanie – czy wpada w zasady nowy klub 4 lata? czy jedank 1-4 możliwe, czy nawet 10 dniowe?)

      (10)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Dlaczego SAS wypuściło Sochana za free zamiast zgarnąć za schodząca umowę chociaż pick. Jest aż tak mało wart?

    (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Spurs już nie są zespołem, który za pick przejmie dłuższą umowę. Żeby wymienić Sochana musieli mieć jakiś zwrot, chcieli pick + schodzący kontrakt lub innego gracza na schodzącym kontrakcie ale lepiej im pasującego. Knicks oferowali podobno Yabusele i Dadieta, Spurs chcieli Yabusele ale nie chcieli jego kontraktu ze względu na opcję zawodnika w kolejnym sezonie. Ostatecznie Knicks namówili Yabusele na rezygnację z opcji zawodnika i pchnęli do Bulls.

      (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      oni mieli 19 graczy w rosterze oraz swoje Austin Spurs z Gleague, picków to mają 7x 1 rundowych i 16x drugorundowych w sumie, dostali oficjalnie wg mediów (chyba) 4 oferty, ale za zawodników a nie picki i kasę, wypłacili ok. 5.5 z umowy 7mln, zwlaniając nie oszczędzili na podatku od luxusu, ale mogą otrzymać zwrot ok 11.mln i zatrudnić kogoś z zaplecza (albo weterana z wolnych agentów na same PO)

      (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Dokładnie jest tak mało wart.
      Oni go obserwują od draftu. Widzą jego etykę pracy itp. , a patrząc na postępy można sądzić, że jest wątpliwa.
      Pogadali, pomyśleli i odpuścili. Szrot i nic więcej. Niestety mimo, że to krajan to realia są okrutne. NBA to jest dżungla, przetrwają tylko najsilniejsi.

      (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      A ile ma być warty zawodnik, który jest z niezrozumiałego powodu odsunięty od rotacji przez trenera? Mitch go nie lubił i tyle. Z jakiego powodu inne kluby miały dawać im zawodnika oraz pick gdzie sztab trenerski Spurs nie chciał Sochana, a żądania zarządu były wysokie?

      (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Jest tak mało wart, że 1/3 ligi chciała dać mu szansę i go przejąć… A ostatecznie wylądował w NYK…

      (0)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Jako kibic Jazz nie mam nic a nic żalu za tę strategię. Rynek mały, żaden all star do nich nie przyjdzie się bić o kontrakt. Ktoś może powiedzieć, że są zachłanni, bo już nazbierali sporo młodzieży rokującej. Ale jeszcze jeden dobry grajek nie zaszkodzi. Oby jednak nie stracili losu na rzecz OKC, niech przegrywają ile się da. Mogliby „kontuzjowac” Markkanena. Niech ćwiczą grę w ataku na następny sezon i nie szaleją w obronie.

    (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Tak, skoro przepisy są takie jakie są, to się korzysta póki się daje. To, że w dzisiejszych czasach system loterii draftu to lipa to inna historia, aczkolwiek jeżeli władze nie potrafią zrobić tego sensowniej, w sposób bardziej pasujący do dzisiejszych realiów to mamy taki cyrk jaki mamy. I jest to tylko i wyłącznie wina Srebrnego i jego akolitów, a nie zespołów myślących o własnych interesach.
      Generalnie bawi mnie odnośnie NBA, że zawsze szukają jakichś ultra skomplikowanych rozwiązań, zamiast starać się rozwiązywać problematyczne kwestie w najprostszy i najmniej ingerujący w to co się dzieje na boisku sposób.

      (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Poprawna forma to wyłącznie w każdym razie lub bądź co bądź. Konstrukcja „w każdym bądź razie” jest błędem językowym, uznawanym za tzw. kontaminację (skrzyżowanie) dwóch poprawnych zwrotów. Używanie jej w starannej polszczyźnie oraz w piśmie jest niewłaściwe, choć dopuszcza się ją w mowie potocznej.
      Choć lepiej brzmi bądź co bądź wyrażenie z bądź

      (2)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Dobrą to ja mam pytanie.
    Kogo o stawiasz na ROTY.
    Kandydatów jest dwóch na ten moment.
    Kon Knueppel nr. 4 draftu – pkt. 18,9, zb. 5,5, AST. 3,6, 0,7 stl. 48,4 z gry, 43,1 za trzy, 90,2 z wolnych.
    Cooper Flagg nr. 1 draftu – pkt. 20,4. zb. 6,6, ast. 4,1, 1,2 stl. 48,2 z gry, 30,2 za trzy, 80,4 z wolnych.
    Idąc dalej CF/KK – per 36- 21,5pkt/21,2, 6,9 zb./6,2, 4,4 ast/4, 0,8 bl/0,3, 1,2 stl./0,8, 2,3 to/2,5, PER 17,3/17,2, USG25,1/22,1, VORP1,4/2, DBPM 0,7/0,6, OBPM 1,3/2,7, TOV 10,8/13,1, TS% 560/646
    Per100- 28,2pkt./28,9, 9,1zb./8,4, 5,7ast./5,4, ORTg 111/124, DRTg 114/118

    Coop oddaje 16,1 rzutu w meczu, ma pozwolenie na wszystko. Chłopak się stara, bez dwóch zdań zarówno w obronie jak i w ataku, ale mimo to Dallas są beznadziejni.
    Kon oddaje 13,2 rzutu w Hornets są zdecydowanie lepszą ekipą niż Dallas. Pomijam fakt, że grają na totalnie slabym wschodnie, gdzie zdecydowanie łatwiej o wygrane niż na zachodzie. Jednak wpływ na drużynę wydaje mi się, że większy wnosi Kon. Bardziej zasuwa, mam wrażenie ( tzw. test oka), że bardziej mu zależy – bardziej wypruwa żyły. Coop bardziej gwiazda od urodzenia-you knows what i mean.
    Kto lepszy ? Albo inaczej budujesz drużynę i kogo wolisz? Ja wybrałbym gościa z Hornets.

    (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Najzabawniejsza w twym wpisie jest wzmianka o tym, że „…grają na totalnie słabym wschodzie…” w sytuacji, kiedy od kiedy weszli na swój wysoki pułap zlali wszystkich z czuba z tego mocarnego zachodu;))))

      (1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Kon to jest gość, nie twierdzę że lepszy od Coopera, ale wkład w drużynę i postęp w tym roku Hornets zdecydowanie jemu zawdzięczają, to jest kot , kot Koń Knueppel

    (0)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Cholera, jak tu się nie jarać teraz tymi Pistons!!! Najlepsza ekipa NBA w przerwie na All Stars. Lepsi nawet od rewelacyjnych OKC. Jaaa, ile na to czekaliśmy wszyscy Pistonsfans?? Oczywiście trzeba jeszcze studzić głowę, ale to już jest tak wiele… nikt tego nie prognozował przed sezonem :))))))))
    Stewart – jak bodaj admin zauważył – i tak odczekał sporo, jak na siebie, zanim się odpalił… Jak to później JJB powiedział – tu trzeba dołożyć tą wyjątkową więź dwóch „czarnych braci”, to że Stewart traktuje Durena jak młodszego bracicha i ruszył z ławki w bój widząc, że jest dwóch na jednego, a że to krewki facet, to scenariusz szybko zrobił się ten jedyny z możliwych. Widziałem tą „walkę” chyba z dziecięciu ujęć = gdyby nie inni, Brigdes poszedłby w pył… Najbardziej rozbawiały memy nawiązujące do wbiegających z trybun gwiazdorów wrestlingu.
    Panie Bartku – świetny opis chyba najlepszego meczu tego rozdania = Hornets vs Pistons: było cudownie, kto oglądał w całości, ten wie, cały czas walka, walka, walka – coś pięknego i złamanie 9-0 na wyjeździe. Na wschodzie wreszcie się dzieje!!!!

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu