Marcin Gortat: symbol profesjonalizmu

8

mg

Czasem miewam takie szczęście. Przed pójściem spać spojrzałem na wczorajsze mecze NBA. Od razu zwróciłem uwagę na Hornets kontra Wizards. Walka o playoffs, mecz ważny dla układu tabeli, Gortat w matchupie z Jeffersonem. Postanowiłem zobaczyć. I to była decyzja równie świetna jak ten mecz!

Wejście smoka. Przynajmniej w defensywie Gortat rozpoczął od potężnego uderzenia. W końcu Polish Hammer, hehe. W pierwszej kwarcie zablokował aż cztery rzuty! Mistrzowsko udzielał pomocy, wracał do kontrataków, blokował penetrujących i pracował na tablicy. Niestety był to koniec festiwalu bloków w wykonaniu Marcina. Za to zawody zakończył aż z 16 zbiórkami! Korzystał z przewagi szybkości i wyskoku nad Jeffersonem, znakomicie zastawiał, dwukrotnie dobił rzuty kolegów spod pustego kosza. Dostarczył też trzy przechwyty.

Bardzo aktywnie odcinał od podań Big Ala, wystawiał przed niego rękę lub zastawiał ciałem, niestety dawał mu się kilka razy przepchnąć, wymanewrować lub zostawiał zbyt dużo miejsca na półdystansie. W ataku nasz rodzynek tradycyjnie był niewykorzystywany, zwłaszcza w pick and rollu. Nie mógł przepchnąć Ala w grze tyłem, półhaki nie wpadały, coś tam wykończył lub dobił, na osiem punktów wystarczyło, ale o wiele lepiej zagrał w obronie. Trochę spadła mu skuteczność, a w marcu Marcin ma trzecią w NBA!

Dobre wejście mecz w defensywie zaliczył też Paul Pierce. Legenda Bostonu zaliczyła w pierwszej kwarcie aż trzy bloki, w tym efektowne przybicie do deski Kidd-Gilchrista w kontrze. W defensywie Pierce dawał radę, za to w ataku był koszmarny. Spudłował wszystkie sześć prób zza łuku, nie wiem czemu tak uparcie stamtąd rzucał i w rezultacie przesiedział końcówkę na ławce.

Nie chciałbym, aby rzuty na zwycięstwo lub dogrywkę były przez moją drużynę oddawane w ten sposób. W czwartej kwarcie na dwie sekundy przed końcem Wall trafił arcytrudny rzut z półdystansu po koźle, który doprowadził do dogrywki. Tam najpierw trafił wyrównującą trójkę z rogu, by później ponownie oddać rzut z kilku metrów, tym razem na wygraną. Spudłował. Identycznie wyglądała recepta na daggera w drugiej dogrywce przy prowadzeniu jednym punktem – piłka do Walla, ten kozłuje i rzuca z półdystansu. Tym razem trafił, Czarodzieje wygrali.

John pokazał, że ma stalowe nerwy. W ogóle był to dla niego znakomity mecz, rzucił aż 32 punkty, ale muszę przyznać, że był egoistyczny. Wciąż szukał rzutu dla siebie, najchętniej na półdystansie, skąd jednak zaskakująco dużo trafiał. Niesamowite, bo mnóstwo tych rzutów było po prostu złymi rzutami, z ręką na twarzy lub po odejściu. Do tego dołożył dwie trójki po grze bez piłki, kilka penetracji i kontr oraz pewną rękę na linii rzutów wolnych. W obronie świetnie odcinał Kembę Walkera od kosza i zbierał, ogólnie bardzo dobry występ Jasia. Przy okazji: to jego drugi sezon z rzędu z dorobkiem 700 asyst i 120 przechwytów.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

8 comments

  1. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Desperado
    Odpowiedz

    To jest masakra…Wittman i jego ziomale przyjeżdżają w lato do Polski, by upewnić się, że Gorti zostanie w Wizards. Teraz ograniczają mu minuty w czwartych kwartach, a jeśli już nie, to z kolei partnerzy nie widzą go na boisku ;_;

    (31)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Deff80s
    Odpowiedz

    Jefferson jest w TOP 3 jeśli chodzi o post. Szkoda, że w Charlotte nie ma już McRobertsa, gość dobrze wykonywał swoją robotę.

    (1)
  3. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Karson
    Odpowiedz

    Boston wtargnął do ósemki bocznymi drzwiami i mam nadzieję, że z niej nie wypadną. Pomimo braku solidnego rosteru dają z siebie sto procent, zamiast tankować.
    #CelticsPride

    (1)

Gwiazdy Basketu