NBA: Cade Cunningham bankowo All-Star | nowości w sprawie Jimmy’ego Butlera

24

Dzień dobry, patronami dzisiejszego odcinka są D Brański oraz T Tomaszewski, dziękuję – B Gajewski. 

Nie było mnie parę dni, ale już jestem, wracam – pozdrowienia dla tych, którzy czekali. Prześledźmy wczorajsze wydarzenia NBA i przy okazji opowiedzmy sobie o kulisach gry. 

Heat 98 Clippers 109

Zespoły zmierzające w odwrotnych kierunkach. Bam Adebayo wyautowany z powodu przeciążenia pleców, Heat bez struktury, fizyczności, coraz bardziej niewyraźne morale i sfrustrowany trener. Tyler Herro w roli alfy i omegi zaprezentował się elegancko (32 punkty 11 zbiórek 7 asyst) ale dobrze wiemy, że tego rodzaju Herro Ball to nie jest recepta na sukces drużynowy. Heat z bilansem 20-18 są w najgorszej możliwej pozycji ligowego średniaka bez widoków na sukcesy playoffs ani powodzenie w loterii draftu. 

Trwa dysputa na temat najbliższej przyszłości Jimmy’ego Butlera. Jak dotąd nie pojawił się śmiałek, który wziąłby zawodnika do siebie. To znaczy może by i chcieli, ale cena w relacji do ryzyka, zwala z nóg. Na przykład Phoenix Suns wierzą, że Jimmy pchnąłby ich dalej niż są. A pewnie! Tylko w zamian trzeba oddać Bradleya Beala. Oni z chęcią pchnęliby Bradleya Beala, tylko Miami nie chcą Bradleya Beala. Nie chcieli go minionego lata podczas off-season i tym bardziej nie chcą teraz dysponując postaciami Herro, Terry’ego Roziera (nawet jeśli ostatnio zawodzi) i całym zastępem obwodowych strzelców. Ponadto kolega Beal ma w kontrakcie rzadki zapis umożliwiający zawetowanie transferu i zamierza z owego prawa skorzystać. Także nie ma łatwo. 

No ale dobrze, przecież to nic nowego. Z nowości: były przytyki w stronę Pata Rileya, że nie docenia najlepszego pracownika, to teraz posłuchajcie tego: „Jimmy Butler został wielokrotnie upomniany z powodu samowolnego opuszczania porannych (nazwijmy to) sesji treningowych (shootarounds) oraz powtarzających się incydentów, w którym zamiast podróżować klubowym samolotem z resztą zespołu, latał prywatnym odrzutowcem”.

No cóż, lepiej aby kolejny pracodawca upewnił się, że otacza Jimmy’ego odpowiednio charyzmatycznymi postaciami trenera oraz grupy zawodniczej. W innym wypadku angaż faceta może okazać się wręcz szkodliwy. Przychodzi taki moment w życiu każdego faceta, że zainteresowania przenoszą się na inne dziedziny, ciało w oczywisty sposób słabnie i po prostu nie ma siły by utrzymać dotychczasową dyspozycję / poziom jakości pracy. Kto trochę pożył, ten potwierdzi, prawda Panowie? 

Jimmy to w tym momencie przedsiębiorca, co zaczęło się w NBA Bubble (kubek kawy za dwadzieścia dolarów + rozmowy od serca) aktualnie przeradza się w rasowy biznes. Kawa dla sportowców milionerów, stoiska otwierane przy okazji prestiżowych turniejów tenisowych, promocja na atletach. To kwestia czasu zanim Butler rzuci koszykówkę w diabły, moim zdaniem on doszedł do momentu, w którym nie zamierza się nikomu więcej kłaniać i chociaż ubolewam, bo to świetny zawodnik, rozumiem to doskonale.

Wróćmy może na boiska, Clippers jeśli utrzymają zdrowie (pierwsza piątka: Harden / Dunn / Powell / Leonard / Zubac + zmiennicy: Porter Jr / Coffey / Jones Jr / Batum / Bamba) to nam jeszcze otworzą oczy w tym sezonie! Po pierwsze obrona: 27 do 12 w punktach po stratach rywala. Po drugie, trzecie i czwarte: prowadzący grę, zmotywowany i entuzjastyczny Brodacz, Kawhi występujący póki co w roli zadaniowej, rozumiejący przestrzeń i inteligentnie wpasowujący się (tutaj uśmiecham się do Gregga Popovicha, bo szkolenie odebrał najlepsze z możliwych) w zespół, który przecież świetnie bez niego dysponował oraz nieprzestający strzelać Norm Powell. Heat zaskoczyli w pierwszej kwarcie, ale w środkowej części meczu zostali zjedzeni. 

Wolves 120 Wizards 106

Nie wierzę za cholerę w ekipę Chrisa Fincha. Edwards z DiVincenzo zdają się dogadywać coraz lepiej, piątki zbijają, korony sobie na głowę wkładają (coś na wzór LeBrona) rzucają bez zastanawiania, duży wolumen, reszta niech lata i na to pracuje. Czasem rzucą coś do Goberta nad obręcz, ale to jak nie ma co z piłką zrobić. Jak nie złapie to jego problem. A że piłka najczęściej bije w obręcz, bo pass jest niedokładny i nonszalancki, to się i tak zrzuci na środkowego i jego dziurawe ręce. 

Tylko Mike Conley i czasami Randle obsługują środkowego Francuza, na co patrzy się z przykrością. Edwards zapowiadał w wywiadach, że chce i zamierza rzucać więcej. Matchup sprzyjał, bo Wizards to naprawdę jest zespół do bicia, bez organizacji defensywnej i doświadczenia, na dodatek szybko przechodzący od kosza do kosza i nie lubiący rzucać pod presją zegara czasu akcji, hehe. Rozumiecie o co mi chodzi: 24 sekundy to dla nich o połowę za dużo. 

Tak więc Edwards oddaje rzuty, na początku mu nie siedzi, więc się krzywi i denerwuje. Wizards trzymają wynik. Nawalanka trwa, ANT kończy zawody z dorobkiem 41 punktów przy 14/25 z gry oraz 8/8 FT. Kozłuje, wchodzi w dwóch, jest wybitny ruchowo, sęk w tym, że od początku akcji wiadomo, że nie poda. W ten sposób ogra słabszą połowę NBA, przeciwko ósemce playoffs tego rodzaju łupanie to drogą donikąd, patrz zdanie pierwsze. 

Pistons 124 Knicks 119

Cade Cunningham zrobił postęp niewyobrażalny. Jeśli nie wybiorą go do All-Star Game (po raz pierwszy w karierze) nie mamy o czym gadać. Rozpoczął słabo, pozycje były dobre, ale piłka wykręcała się z kosza, do przerwy miał na koncie zaledwie siedem punktów i co gorsza, cztery faule! Trzecia kwarta przyniosła jednak to, o czym pisałem w zapowiedzi meczu. Cade skończył zawody w Madison Square Garden z dorobkiem 36 punktów przy 14/27 z gry. 

Oto mój profil X, na którym wrzucam czasem propozycje typerskie. Ludziom się podoba, bo wrzucam rzeczy nieoczywiste, o dużych kursach, które jak się okazuje, całkiem nieźle wchodzą (Giannis triple-double kurs 8 / drabina asyst Trae’a kurs 4 / albo Cade poniżej kurs 3.3) i jak to mawia nasz trójmiejski influencer, haha, zostaw ojcu follow


Dlaczego marudzę na Edwardsa, a tak zachwalam Cunnighama? Cade to jest rozgrywający, on zawsze zaczyna mecz od przeglądu parkietu, podaje piłki, próbuje obsługiwać kolegów. Dopiero gdy Beasley, Hardaway albo rolujący pod kosz Duren się zaznaczą, przechodzi do swojego tańca. Trzeba Wam wiedzieć, że początkowo Knicks zostawali we dwóch przy nim, gdy korzystał z zasłon. Piłka z automatu szła więc na wolne pozycje, Pistons wyszli na prowadzenie. Scena była przygotowana, w drugiej połowie CC zabrał się za atak i potwierdził jak wybitnym jest zawodnikiem. Cierpliwym, inteligentnym, potrafiącym zdobywać punkty na wszelkie możliwe sposoby. 

On nie ma klapek na oczach jak Edwards, w końcówce znów się NYK pompowali na niego, i co? Poszły dwa swing passy i Beasley (22 punkty 6/8 zza łuku) znów miał otwarte pole do strzału.

Pistons pięknie grają, bilans 21-19 to spełnienie marzeń sennych kibiców zespołu, ale wszystko rozpoczęło się od odpowiedniej budowy składu, czyli otoczenia wielce utalentowanego combo-guarda ludźmi o kompetencjach strzeleckich, a zarazem głodnych gry i udowodnienia światu swej wartości. 

Na usprawiedliwienie NYK: grali dzień po dniu. Zwłaszcza kolega Brunson wydawał się wyprztykany z energii, bo poprzedniej nocy z Milwaukee naprawdę wiele wziął na siebie (nadmuchał 40 punktów). Do tego doskwiera mu uraz barku i do samego rozpoczęcia zawodów nie było wiadomo czy wystąpi. Karl Towns (26/12) gra sezon życia, ale w zderzeniu ze zwierzęcym instynktem Durena i Stewarta momentami wychodziła jego miękkość (6 strat, 5 fauli). On też ma problem zdrowotny, chodzi o kciuk. Sporo mógłbym pisać o tym meczu, ale lećmy dalej. 

Warriors 101 Raptors 104

Bez udziału swego funfla Draymonda Greena, Steph Curry mocno pracować musiał na każdy kontakt z piłką na atakowanej połowie, a każdy oddany rzut miał bezpośrednie przeliczenie na spalone kalorie i pasek energetyczny. Mimo wszystko wielka klasa, bo zaliczył 26 punktów i 7 asyst. Problemem było to, że nieco wycofany Steph (ile można szarpać?) zamulił atak Golden State. Wrócił co prawda Andrew Wiggins, piłką zawiadywał Dennis Schroder, ale to nie są gracze o dużym wolumenie strzeleckim. Hieldowi i Moody’emu nie siedziały rzuty, stąd otworzyła się furtka przez którą weszli gospodarze. 

Scottie Barnes (23 punkty 8 zbiórek 6 asyst) się rozhulał bez Draya w środku, a ławka Raptors zgrzała sporo trójek, wręcz ponad normę: Boucher, Agbaji, Shead to nie są rasowi strzelcy stąd kolektywne 8/14 zza łuku zasługuje na brawa. 

Dodajmy, że ekipa Steve’a Kerra po raz pierwszy od sześciu lat spadła poniżej 50% zwycięstw. Brak dyspozycji, brak zdrowia, dwunastoosobowe rotacje, struktura gry oparta na tężyźnie fizycznej 37-letniego zawodnika. Sprowadzeni ludzie mieli zdjąć ze Stepha obowiązek gry na piłce, ale niestety kompetencje rzutowe osłabły, a bez spacingu wokół nawet największy kozak ma problemy. 

Grizzlies 118 Rockets 120 

Wiecie co powiem, pewnie się domyślacie: Ja Morant jest genialnym atletą, jego motoryka to jest upgrade nawet ponad Allena Iversona, ale koszykarsko tuman wyjątkowy. Jego się powinno podawać, serwować w określonych dawkach. Chłopak bazuje na instynkcie, jest jak garnek z gotującą się zupą. Możesz się najeść do syta, ale możesz też poparzyć. Jeśli zdejmiesz pokrywkę i zostawisz bez kontroli wykipi albo zaleje pół kuchni. W najgorszym wypadku grozi pożarem. 29 punktów 4 przechwyty 4/11 zza łuku, ale końcówka to: 

-> podanie w ręce rywala
-> nieopanowany pedał gazu i wypadnięcie na aut 
-> spudłowane dwa wolne 
-> cała masa chaosu, gra instynktowna, wręcz głupia

Desmond Bane, który w trzeciej kwarcie zaliczył piętnaście oczek i na dobrą sprawę nigdy nie ostygł, przez własnego rozgrywającego został zamrożony, pozostał w blokach startowych. Dość powiedzieć, że na dziesięć minut do końca Memphis prowadzili trzynastoma punktami, aby przegrać zawody w sposób przykry i nieodpowiedni. 

Rockets: jestem w szoku oglądając Amena Thompsona (19 punktów 13 zbiórek 4 asysty) chłopak jest nie tylko wybitnie szybki, zwrotny i skoczny, ale przyjrzycie się jaki silny przy tym. Przecież on wszystkich obwodowych, z drobnymi może wyjątkami, przesuwa jak chce. Pamiętacie jak rzucił Tylerem Herro, prawda?

On i Jalen Green, który wczoraj dyspozycję zademonstrował wyjątkową: 42 punkty 13/18 z gry 11/11 FT. Memphis gra jednym, dwoma słoniowatymi wysokimi, więc nic dziwnego, że ich atleci Houston pokroili na kawałki. Piętą Achillesową podopiecznych Taylora Jenkinsa jest szybkość przeciwnika, to na pewno. I ma rację kolega FKroenke na discordzie, Grizzlies nie mają pomysłu na Edeya. W sumie też bym nie miał, chyba. 

Spurs 126 Lakers 102

Victor Wembanyama aktywny pod obręczą, zwłaszcza w drugiej połowie zmienił organizację ruchu podkoszowego Lakers. Wynik meczu określiła czwarta kwarta, wygrana przez gości 37:13! Lakers osiągnęli w tym czasie 5/21 z gry, w tym 0/10 zza łuku.

Gospodarze przez dłuższy czas polegali na wyłuskiwaniu w ataku rezerwowego centra Basseya (zapomniałem imienia) ale gdy na plac wrócił francuski kosmita, zapomnieli jak się gra w koszykówkę. Spurs wiedzieli natomiast, że Hayes i Reddish (nigdy nie powinni grać obok siebie) nie dysponują rzutem i umiejętnie swego środkowego wspomagali. Były więc przejścia z obrony do ataku, nieźle dysponowani okazali się strzelcy, a weteran Chris Paul (13 punktów 10 asyst) jak to się mówi „wybierał dziury”, robił wszystkie te małe, pożyteczne rzeczy. Sześciu graczy Spurs z dwucyfrową zdobyczą, to wielki komplement dla prowadzącego grę, zawsze. 

Po meczu fajny obrazek, spalił się dom JJ Redicka, jego dzieciaki są smutne, więc dostały chociaż podpisane koszulki Wemby’ego i Paula:

Obaj są wielkimi fanami NBA, przez dwa lata prowadziłem podcast we własnym domu, różni gracze się przewijali. Za każdym razem dostawali albo podpisany jersey albo kartę, wszystko to stracili z powodu pożaru, więc chociaż tyle mogłem zrobić. Dzięki dla chłopaków [JJ] 

Jak myślicie, kto wygrałby jeden na jeden do jedenastu punktów, LeBron (18 punktów 8 asyst 7/11 z gry) czy Wemby? Ja jeszcze stawiałbym na dziadunia, ale to już końcówka, hehe:

Dobrego dnia wszystkim, dziękuję za odwiedziny i zapraszam jutro, słowo harcerza. Na koniec tabela, kolory zielony i czerwony określają kierunki, w jakim zmierzają zespoły. B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Przychlam się do komentarza odnośnie Jimmego , który traktował o jego własnej drodze. Doceniam zasługi, ale jeśli chcesz iść własną drogą to dziękuję i życzę powodzenia. Ma własny scenariusz na dalszą karierę i to jego sprawa , a czy znajdzie chętnego na swoje usługi to inna. Pat Riley robi to za co mu płacą a Jimmy nie. Tutaj przychodzi mi do głowy Scottie Pippen , który do końca swojego pobytu w Chicago robił to do czego się zobowiązał kontaktem. A wiadomo jak miał tego dość

    (27)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Pippen wygrywał, grał obok najlepszego koszykarza i trenera w historii, nie pasowała mu kasa na jaką się zgodził.

      Nie porównywałbym tych sytuacji, kasa jest zero-jedynkowa, kontrakt znasz i się nie zmieni, to z jakim zespołem podpisujesz umowę a z jakim grasz przez późniejsze lata może się mocno zmieniać. Jimmy powinien być profesjonalistą i rozumieć zasady rządzące tym biznesem, niemniej jestem w stanie zrozumieć, że wszystkie zmiany mogą wpływać negatywnie na morale człowieka.

      Co nie zmienia faktu, że to nie powinna być bolączka Pata, Jimmy nie wypełnia swoich obowiązków to ukarać zgodnie z podpisanymi umowami.

      (4)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Generalnie ok, masz rację. Ale wspomnę tylko że chyba ostatnie finały Pippen grał z ogromnym bólem pleców. Mógłby odmówić gry. Skoro manager nie chciał mu pójść na rękę i nie renegocjował kwoty kontraktu to i pracownik nie musi się narażać. Ale jednak grał

        (2)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Amen Thompson powinien być w All Defensive 1st team i jednym z głównych kandydatów do nagrody DPOY, tak dobry jest, że nawet z ławki powinien mieć ALL D zapewnione.

    (8)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Nikomu się nie kłaniać to jedno. Ale działać na szkodę ludzi, bez których byłbyś nikim? Mają problemy mentalne te współczesne gwiazdy, Jimmy nie jest wyjątkiem- forsa i przerośnięte ego. I forsa. Biedny chłopak, nowy Harden.

    Zwykłem nie znosić Westbrooka, ale ta jego tułaczka po NBA, zwieńczona miejscem, do którego pasuje jak ulał, to taka magiczna historia wśród tych wszystkich żądań transferów, bujania w obłokach, pieniędzy i reszty szajsu. Jeden, który faktycznie kocha koszykówkę i wie za co mu płacą.

    (40)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Co by było gdyby to Pistons, a nie Rockets wzięli w draftach Greena i Amena zamiast Cunninghama i Ausara? Byliby w czubie wschodu. Na Greena mieli mega szansę, wybrali na jedynkę kogoś innego – teraz mamy chwilowy zachwyt Cade’m, ale to pewnie zaraz minie, a Jalen to petarda wielosezonowa, widać jak ogromny ma potencjał (oczywiście pewnie tu wywołam dyskusję – zaraz się włączą fani Tłoków). Amen to znowu pech loterii draftu – brat bliźniak to już nie ten talent no i nie wiadomo co dalej z jego zdrowiem……

      (-4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pora publikacji tekstów coraz bardziej przemawia za tym, że mają one walor jedynie już czysto historyczny.

    (20)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Anthony Edwards stał się irytujący. Z młodego, zabawnego i nieokrzesanego chłopaka przeistoczył się w rozkapryszoną gwiazdkę, która marudzi i stroi miny. Powiem szczerze, że jak pokazują zbliżenie jego facjaty po nieudanym lub udanym zagraniu to odwracam wzrok, bo nie chce mi się tego pajacującego ryja oglądać.

    A Cade to jest klasa! Ja go daję do start five All Star, do pary z Don Mitchellem.

    (22)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Gdyby tak stworzyć katalog moronów – czyli kolesi o ogromnej przepaści między wybitnymi warunkami fizycznymi a potężnymi brakami w mentalu, to Antony Edwards zajmowałby w tym katalogu poczesne miejsce.
      Tak prywatnie mogę ocenić, że gdybym miał ultimatum komu bardziej kibicować: Edwardsowi czy Morantowi to bym wybrał Moranta.
      A jakie są wasze typy do ww. katalogu?

      (5)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Szkoda Warriors,ze tak doluja strasznie. Najlepszy zawonik 37 lat na karku a nie widac na horyzoncie nikogo innego.
    Moze na Play in sie zalapia,ale jak wejda do PO to raczej 1 runda i rybki. Tak jest potrzebna gruntowana przebudowa.
    Swoje wygrali juz. Stworzyli pewna moznaby rzecz Dynastie.

    A wiadomo co z Luka kiedy zagra i co mu jest?

    (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam marzenie, Curry i Kuminga do Miami za Jimmiego i JJa.
    NYK smuteczek, chyba trener do wymiany.
    Wolves albo patologia lidera albo jak Phili ustawka pod draft.
    Może Embid będzie na handel?

    (-9)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Myślę Fred, że możesz nie rozumieć o co chodzi w plus minus. Plus minus mówi Ci jaka była różnica pomiędzy Twoim zespołem, a zespołem przeciwnym podczas gdy byłeś na parkiecie. Jeśli masz + 10, to w czasie gdy grałeś wrzuciliście 10 punktów więcej od przeciwników. Jeśli masz – 7, to w czasie kiedy grałeś przeciwnicy wrzucili siedem punktów więcej od was. Więc możesz być na parkiecie i zrobić nawet quadruple double, a i tak być na minusie.

      (2)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ktoś się normalnie pyta czemu to tak działa bo możliwe że tego nie ogarnia i za to minus albo jakieś dziwne wyrzuty? Ej ogarnijcie się. O jakiej tu w ogóle społeczności mamy mówić ? No tak ale przecież mógł sobie sam sprawdzić w google zamiast pytać
      Kaman

      (-1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Wszyscy patrzą na CC, a przecież gdyby nie Beasley, to Pistons byliby na minusie, a nie na plusie. Ile to już końcówek wygrał dla nich właśnie on? CC w MSG przestrzelił 2 ważne rzuty w końcówce, a Beasley? Znów dwie kluczowe trójeczki i znów ten jego taniec. Tylko po co po raz kolejny ta dziecinada w jego wykonaniu i machanie z całusami do kibiców Knicks?? Niestety, mimo dużego talentu, wciąż w głowie niepoukładane. Póki co może powalczyć o miano najlepszego 6-go gracza, ale na więcej go nie stać, bo aby zostać kimś w NBA, trzeba mieć bardziej równo pod kopułą.

    (-1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Cade zasługuję na All Star, chłop zrobił niesamowite postępy w grze. A co do All Star wydaję mi się, że to będzie jeden wielki konkurs rzutów za 3. Jeden oficjalny a drugi na meczu gwiazd. Dla mnie to tak jakby w Australian Open każdy zawodnik zdobywał punkty tylko asami. Nuda panie. Obym się mylił ale po tym co widać na meczach to raczej pewne.

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu