NBA: Cavaliers biorą mecz na szczycie | niesamowity Russell Westbrook

21

Patronami dzisiejszego odcinka są: A. Kaznowski oraz Woyteck – moje uszanowanie Panowie, kłaniam się. Dziękuję, że umożliwiacie mi zawodową realizację pasji, to znaczy realizację zawodowej pasji… sam już nie wiem. B

Thunder 122 Cavaliers 129

Pojedynek dwóch zdecydowanie najlepszych zespołów tej rundy zasadniczej, których łączny bilans wynosi 62-10! Cavs nie przegrali jeszcze z reprezentacją zachodniej konferencji. Dla Thunder była to pierwsza porażka z zespołem po wschodniej stronie mapy NBA. 

Ogrom wątków mógłbym poruszyć, bo mecze tego typu oglądam we własnym tempie, zwyczajowo robiąc pauzy i cofając, żeby lepiej zrozumieć co się na placu wydarza, dopiero później jadę dalej, nie znając wyniku. 

Dam Wam może przykład akcji, przy której się zatrzymałem. Donovan Mitchell (11 punktów 3/16 z gry) aktywnie w ataku grał przez 13 minut i 58 sekund – reszta to bieganina od kosza do kosza, piłki bezpańskie i posiadania Thunder. Z tego przez 9 minut i 38 sekund miał na biodrze świetnego Luguentza Dorta, a na zasłonach z piłką był automatycznie podwajany. 

Rozumiecie, gość który zwyczajowo kończy 30% akcji zespołu, gwiazda kreująca większość tematu, wycięty. Tak działają Thunder, zmuszają przeciwnika do grania poza utartym schematem, w niewygodzie, niestandardowo. Cavs byli jednak na to przygotowani, stawiający zasłony Jarrett Allen był kluczowy jako tzw. short-roller, czyli gracz decydujący o piłce w sytuacji gdy otrzymuje podanie od podwajanego kolegi, którego przyszło mu podsłaniać. W tej samej roli od lat występują m.in. Draymond Green czy choćby na przykład Isaiah Hartenstein w OKC. 

Allen nie musiał wiele dumać, bo w sytuacji gdy otrzymywał podanie na wysokości linii rzutów wolnych, pod koszem stół był już nakryty, Dean Wade w sposób zsynchronizowany (kluczowe słowo) wbiegał pod obręcz wzdłuż linii końcowej, a że jest pół głowy wyższy od przykładowo SGA, punkty padły łatwo. Tak się wykorzystuje przewagi, u teoretycznie „najmniej używanego” czy utalentowanego gracza, na którego zwyczajowo Thunder stawiają Shaia, aby ten złapał oddech, to znana praktyka w NBA w ogóle.

W każdym razie, ta jedna akcja pokazała poziom organizacyjny Cavs w tym roku. To jest absolutnie ekipa zdolna walczyć o tytuł, zresztą dotychczasowy ich bilans mówi wszystko. Ile Wade ma wzrostu? 208 cm? Chyba tak, mamy więc 208 -> 211 -> 213 cm oto linia podkoszowa Cleveland. I to właśnie ci panowie zrobili w tym meczu różnicę: 

  • Wade 11 punktów 4/5 z gry, w tym 3/4 zza łuku 1 asysta
  • Mobley 21 punktów 10 zbiórek 7 asyst 
  • Allen 25 punktów 11 zbiórek 6 asyst

Cavs pokazali, że nawet „bez udziału” swej największej gwiazdy, są w stanie prowadzić efektywny atak, a piłką mogą zawiadywać wysocy (14 asyst!) 

  • były akcje dribble-handoffs
  • natarczywa obrona OKC (polegająca na słaniu dwóch ludzi do piłki) rozrzucana przez środkowego
  • akcje hi-lo między wysokimi 
  • gra inside-outside
  • wspomniany wcześniej short-roll
  • podania / ponowienia akcji po ofensywnej zbiórce 
  • czy wreszcie tranzycja inicjowana kozłem przez wysokiego

W szczególności wszechstronność Mobleya musiała się dać rywalom we znaki. Momentami patrzyli bezradnie na trenera. Jak w judo, ich własna energia, natarczywość obracała się przeciwko nim. Wszystko podlane skutecznością (15/36) czyli ponad 40% zza łuku Cleveland. 

Thunder mimo wszystko pozostawali w grze do końca, a jakże. Kontrowali przewagą motoryczną, szybkościową. Każda zebrana przez nich piłka stanowiła śmiertelne niebezpieczeństwo dla rywala. Błyskawiczni są, kolektywnie na pewno najszybsi w lidze. Tradycyjnie mocno zbiegali się do piłki, na szpicy ataku dominowali zaś SGA (31 punktów) oraz J-Dub (25 punktów 9 asyst) bo Cleveland w większości przypadków nie podwaja. 

No własnie, w obronie też klasyka po stronie Cavs, czyli afro Allen wychodzący wysoko do zasłon, trzymający gościa do czasu aż dedykowany obrońca nie wróci na pozycję, a za plecami sztuczny tłok, czyli Wade/Mobley machający łapami. Wszystko pojedyncze krycie, Mobley jako ostatnia linia obrony – kluczowy, jego postęp nie jest już sprawą dyskusyjną. 

Dort niesamowity defensywnie 1v1, co jest ważne, bo jak mówię, każda wybroniona akcja to woda na młyn dla OKC. W grze 1v1 zdecydowanie lepsi Thunder, szczerze mówiąc to Spida, Garland, Mobley… na palcach jednej ręki można policzyć ile razy wygrali pojedynek indywidualny w ataku (no dobra, Garland wygrał jeden ważny):

Świetnie grali krótkie akcje kombinacyjne pomiędzy dwoma, trzeba zawodnikami, ale indywidualnie było bardzo średnio. Normalnie powiedziałbym, że to może się okazać problem, bo w playoffs wszelkie ułożone rzeczy będą szybko rozczytane i odjęte, ale Cavs jak widzicie oparci są o klasyczne rozwiązania, które ciężko będzie rywalom odjąć.

Pokazali na pewno, że nie są ekipą 1-2 cymbalistów i reszty statystów, bo ci właśnie statyści w tym spotkaniu byli najważniejsi. Wspomniałem wysokich, ale także Ty Jerome i Max Strus byli kluczowymi postaciami. Jerome w roli wysokiego ball-handlera, grał klasycznie po zasłonach jechał na obręcz, wygrał 1v1, przechwycił piłkę, zagrał jak profesor. Strus to wiadomo, movement-shooter, trafił 5/6 zza łuku! 

Poza tym zaskakiwali, Cleveland bez przerywania gry nagle stawało strefą -> nieźle jak na początek stycznia, niezłe szachy nam zafundowali, a o poziomie meczu niech zaświadczy, że goście z OKC momentalnie wiedzieli co robić, piłka szła w środek do Hartensteina (ależ to był kluczowy zakup) a stamtąd po sznurku, aż odnajduje strzelca na wolnej pozycji. Drive and kick, and drive, and pass i rzut i cyk. Bang! Rewelacyjny zespół, który jednak w zderzeniu z najlepszymi potrzebuje wsparcia kontuzjowanego wysokiego Cheta Holmgrena, strata warunków fizycznych momentami kosztowała punkty. Egzekucja założeń była dobra, ale braku centymetrów nie przeskoczysz.

Cavs pokazali także spokój, są jedną z niewielu ekip NBA, których OKC nie było w stanie zagotować, przyspieszyć. Ilekroć tracili basket, grali spokojnie swoje, bez dziwnych akcji, kapitulacji, nawet jak w płucach paliło. All in all, niezwykle wyrównane spotkanie (30 zmian prowadzenia)  którego rewanż, z tego co widzę w kalendarzu, dostaniemy już za tydzień 16 stycznia! 

Tym samym Cavs są na kursie do wygrania 73 meczów, ich aktualny bilans to 32-4 (!) w tym 19-1 przed własną publicznością oraz jedenaście zwycięstw z rzędu.


Reszta meczów na tym tle zdecydowanie miałka i na znacząco niższym poziomie. 

Indiana pierwszy raz większe minuty dała sprowadzonemu kilkanaście dni temu Thomasowi Bryantowi, którego dostali w prezencie do Miami. Chłop pod nieobecność Mylesa Turnera wyszedł w pierwszym składzie i przytulił 22 punkty oraz 9 zbiórek. Energia, zaangażowanie, naturalne zdolności strzeleckie. Sześciu graczy Pacers osiągnęło dwucyfrową zdobycz punktową, a łyżką w kotle mieszał Tyrese Haliburton, autor 13 asyst. 

Bulls nieskuteczni od wejścia, tracący nawet we własnej grze, jaką jest otwarta przestrzeń i trójki. Zmęczenie materiału daje o sobie znać, to naprawdę jest czas na handel, LaVine i Vuc muszą polecieć.

Wizards przegrali z Philly bez udziału Embiida, George’a i Drummonda. Jak oni zamierzają odwrócić losy tego sezonu (15-20) trudno powiedzieć. Nie skreślam Sixers, bo do ósemki powinni się załapać zwierając poślady po All-Star Game. Być może to nawet dobrze, George i Embiid zwyczajowo swój najlepszy basket grali w środkowej części sezonu, do playoffs wchodząc przymuleni, przygarbieni albo połamani. Corey Kispert – od paru meczów doskonała forma strzelca ze stolicy!

Knicks ze spokojem ogarnęli Toronto, którzy zdają sobie sprawę, że Immanuel Quickley to nie jest żaden difference maker, a jego współpraca z Barnesem czy Barrettem to jeden wielki chaos. Trzech streetballerów można powiedzieć. Od początku sezonu mówię, że Raptors to materiał na tankowanie, zadziorni są, fajnie, ale z tym materiałem ludzkim brakuje im struktury gry by walczyć o playoffs. Ile oni zaliczają obecnie… (8-29) o rany! 

Detroit wygrywa po raz piąty z rzędu (nie przegrali jeszcze w tym roku kalendarzowym). Brooklyn bez połowy składu, sami partyzanci, akcje z przymusu idące przez niezdolnego w tym elemencie Nico Claxtona. Fajny nacisk w obronie, młodzi sprawni, walczący, biegający, tu i tam fajne rozrzucenie, wbita trójka. Jednak Pistons pełniejsi, fajnie określeni, Cade duży spokój lidera, bardzo agresywny strzelecko „nasz człowiek” Malik Beasley (23 punkty 5 asyst). Lubię ten zespół, wdzięcznie się im kibicuje. Trójek nawrzucali Nowojorczykom, bo ci najbardziej się w tym względzie odkrywają: Beasley, Fontecchio, Sasser i THJ wbili łącznie 14/23 zza łuku! 

Denver zbiło u siebie Clippers wypłukanych z energii. Kawhi Leonard powiedział, że nie gra bo chce być z rodziną dotkniętą falą pożarów w Los Angeles. Nie wiadomo czy sikawkę trzymał czy piasek sypał. Koledzy, którzy cały sezon pokrywają jego absencje, wyglądali dramatycznie: zmęczeni, wolni, pudłujący. Chemia, za którą tak ich chwalimy od początku sezonu, gdzieś uleciała i mam nadzieję, że nie jest to wpływ zdziwaczałego KL. Russell Westbrook (19 punktów 6 zbiórek 8 asyst) kręcił wokół nich bączki, skakał jak zając wokół żółwia. Zresztą zobaczcie na to: „lepiej zastaw obręcz, lepiej się zastaw człowieku” – Russ do wyższego o głowę Zubaca. 

Niesamowity jest ten facet, wielki szacunek panie Russ. Takiego drugiego wariata w NBA już nie uświadczymy więc graj nam jak najdłużej!

Powiedziałem do Zu: jest moja, zbieram tę piłkę, nic na to nie poradzisz. I spudłował i zebrałem tę piłkę i on nic na to nie mógł poradzić [Russ]

Jamal Murray na tym tle wyglądał jak super gwiazda, jak przed kontuzją: 21 punktów 9 asyst 4/6 zza łuku. O różnicach gry pick and roll z Jokerem i DeAndre Jordanem powiedział, że przy DJ-u więcej akcji kończy, hehe. Aha, nie wspomniałem: Joker jest chory i nie gra. Już w meczach z San Antonio wyglądał nieswojo, pamiętacie? Nie trafiał prostych rzutów, pąs dziwny miał na licu, hehe. 

No i na koniec Milwaukee vs San Antonio, które choć było mało wyrównane (19/42 zza łuku wokół dominującego fizycznie Giannisa) z uwagi na postaci głównych aktorów przyniosło najwięcej chyba efektów specjalnych. Kilka z nich przedstawiam poniżej życząc wszystkim Wam miłego dnia! B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    W połowie meczu wydawało się że Shai ma to pod kontrolą. Parkiet wyglądał na perfekcyjnie symetryczny, geometria lewel maks. Ale jak wjechało zmęczenie to można było ulec wrażeniu, że pole gry robiło się jakby węższe, potem szersze, nagle jakby trapezoidalne. Ostatecznie to Jarred Allen wykazał się najlepszym rozumieniem geometrii parkietu i stąd rezultat końcowy.

    (18)
  2. Array ( )
    Ciekawostka statystyczna 9 stycznia, 2025 at 17:10
    Odpowiedz

    W tegoroczne mikołajki Cavs mieli 20 zwycięstw i 3 porażki, z czego 2 z Atlantą. W tym samym czasie Washington miał już 18 porażek i 2 zwycięstwa, z czego 2 z Atlantą. 🙂

    (61)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Nie ma szans, Nick Cave jest zdecydowanie za stary. Poza tym to jeden człowiek, nie mógłby konkurować z całym zespołem najlepszej ligi świata.

      (64)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Atkinson to wybitny trener. Pamiętacie ile wycisnął z partyzantki w Nets? D’lo wyglądał jak nie przymierzając CP3. A potem go zwolnili, bo Durant i Kyrie nie potrzebowali trenera xD

    Giannis wyglada na kompetytywnego obrońcę na Wembiego, serio chyba jedyny w lidze.

    (31)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Adminie Twój LeBron pewnie by grał jakby mu się chołpa paliła…ważne są statystki i pogoń za rekordami które każdy ma w 3D jak ten gra 30 lat taki Kasai skoków z niego się zrobił.🤡

    (10)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Tak jak można było się spodziewać… mecz wyrównany, ale Cavs mieli przewagę pod koszem i generalnie to ten mecz wygrali wysocy Mobley & Allen. Szkoda tylko, że nie ma Holmgren’a – to byłoby dopiero widowisko.

    Btw: OKC taka dobra obrona (najlepsza w lidze), a tu im Cleveland rzuca 130 pkt.

    (13)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    „wielki szacunek panie Russ” nie tak dawno jeszcze mówiłeś, że Russ juz się skończył i nic więcej nie osiągnie, że jego blask już dawno przygasl a energia którą kiedyś tak dominował jest już passe i bez odpowiedniej skuteczności jest do niczego, że jest cieniem samego siebie, itd itp.

    (19)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Pogrzebałem i znalazłem (2024-10-21):
    „Generalizując, kogo w tym sezonie stać na tytuł mistrzowski? W sumie widzę dziewięć składów, które stać.
    Pierwszy rząd to Boston, Dallas, Oklahoma City.
    W obliczu sprzyjających wiatrów stawkę mogą uzupełnić Denver, Knicks i Minnesota.
    Przy totalnej awanturze z kontuzjami do gry wchodzą Phoenix, Miami i Philadelphia.
    Z pewnością w dobrą stronę idą, ale jeszcze za chudzi są: Orlando, Cleveland, Houston, Indiana, Memphis, San Antonio.
    W przeciętniactwie trwają: Bucks, Kings, Lakers, Clippers, Hornets, Hawks, Warriors, Pelicans.
    Do grona zespołów tankujących zaliczają się albo powinni dołączyć: Nets, Bulls, Pistons, Raptors, Blazers, Jazz, Wizards.”

    Dużo tu celnych predykcji, ale Cleveland Cavaliers są sporą pomyłką tej wyliczanki (wszystkie drużyny z trzeciego rzędu – trochę też pomyłka, ale przy nich jest disclaimer więc OK). Zapamiętałem tę antykawaleryjskość, bo gdzieś tam potem padło, że Garland za mały, wymięknie w play-offach, a ja lubię tego chłopaka i przeczytawszy, się wzburzyłem. Jasne, play-offs jeszcze nie nadeszły, ale z takim bilansem w RS Cleveland to jednak już nie są ogórki typu would be / could be.

    Westbrook. Nikomu ze starych tak nie życzę pierścienia na koniec, jak jemu. Oglądam sport od wielu lat i nauczyłem się wyróżniać 3 kategorie zawodowych sportowców: 1 kocha siebie, 2 kocha siebie i sport, 3 kocha sport.
    Westbrook to jest trójka, prawdziwa, rasowa trójka. Dwójka – to Lewandowski. Jedynka to … sami sobie przeanalizujcie. Do dzisiaj mam przed oczami obraz, kiedy Kevin cupcake Durant po raz pierwszy w barwach GSW przyjechał do OKC w 2016. Westbrook, Kanter, Roberson zachowywali się jak dzieci z rozbitej rodziny, którą zostawił ojciec, a potem wrócił pochwalić się nową parnerką. A razem mieli GSW na widelcu 3:1 w finale konferencji zachodniej w maju 2016.
    Denver ma tyle fajnych życiorysów w składzie. Gordon wydobrzeje, Murrayowi noga się znów nie urwie, Jokic dyszy ambicją, mają dwóch ogarniętych dzieciaków – i mam nadzieję, że w czerwcu 2025 tytuły będą grzmiały: Never underestimate the heart of a champion!

    (28)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Lou Dort przejął pałeczkę po Marcusie Smarcie jako największy harpagan na obwodzie. Chyba czas w końcu obejrzeć Detroit

    (6)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam jeszcze kilka przemyśleń, dotyczących tego MECZU. Cavs do tej pory widziałem wyrywkowo. Wczoraj zrobili na mnie ogromne wrażenie. Nie odpuścili Grzmotom, kiedy OKC gotowało się do odskoczenia na kilka posiadań, a to świadczy o mocnej psychice.
    Może Mitchell był i dobrze kryty, ale znalazł swój sposób na uczestniczenie w grze. Dobrze rozciągał grę, zabierał ze sobą obrońcę, albo oddawał piłkę na wolną pozycję.
    Zastanawiam się jednak, czy to oddanie pola przez Garlanda i Mitchella (no bez przesady – swoje zrobili), to zamysł taktyczny, dając pole do popisu Mobleyowi i Allenowi, bo są w gazie, czy wybrnięcie z trudnej sytuacji, które może się nie powtarzać zbyt często.
    Strus naprawdę miał dzień konia, a nie strusia.
    Wczoraj Cavs wygrali, ale nie wiem, czy choćby taki plus w postaci Caruso (nie mówię już o Holmgrenie, bo nie wiadomo, w jakiej formie dokończy sezon) nie zrobi różnicy, zdejmując dorobek takiego Strusa lub LeVerta z tablicy wyników.
    Cavs do pokonania OKC w ewentualnym finale musieliby mieć Garlanda i Mitchella, którzy poradzą sobie z obroną kilka meczów z rzędu.
    Jestem cholernie ciekaw rewanżu, który wkrótce.

    (6)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      No co Ci z takiego rewanżu, jak znowu nie będzie Caruso i Holmgren’a!
      Jak już to trzeba poczekać do Play-Off’ów.

      (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jestem fanem Russa, oczywiście z pełną świadomością jego wszystkich wad i braków (głupie decyzje, straty, trójka, osobiste). Jednak chłop zawsze daje z siebie maxa, jego energia w tym wieku jest porażająca. Wydaje mi się, że tak na dobrą sprawę dopiero teraz trafił do drużyny, gdzie faktycznie może być graczem z jasno określoną rolą. Poza sezonem z Durantem i Hardenem gdzie doszli do finału tak na dobrą sprawę drużyny, w których grał, nie miały żadnego potencjału na mistrza bo 2-3 duże nazwiska w teamie + losowa reszta uzupełniająca roster to nie jest potencjał. Kibicuje, chociaż Denver nie jest chyba nawet w Top 3 kandydatów w tym sezonie.

    (12)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Skąd ty wziąłeś te 208-211-213? Wade i Allen obaj 6’9″ plus Mobley 6’11” Nijak tego na te 208-211-213 nie przeliczysz. W Cavs nikt nie ma 213 wzrostu.

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu