NBA: Jalen Brunson łapie niesamowitą formę | żałosna wypowiedź Kevina Duranta

25

Patronami dzisiejszego odcinka są L Wojciechowski, Łukasz Darlak oraz Marek Rosseger, dziękuję z lewej komory serca. B

Witam bardzo serdecznie szacownych fanów pomarańczowej piłki. Pozdrawiam wiernych Czytelników, Czytelników niewiernych oraz tych, którzy wpadli przypadkowo. Aktywnych i emerytowanych, sympatyzujących i hejterów. Jak to zawsze mówię na Campach, jesteście śmietanką, hehe. W czasach gdy nikt już niczego nie czyta, Wy wyczekujecie do późnych godzin wieczornych, aby te naskrobane przeze mnie zdania choć omieść wzrokiem, jak się czasem omiata pajęczynę nad sufitem.

No więc dobrze, cienko u mnie z ekspresją czasem, więc powiem wprost: cieszę się, że wpadliście. Wracam ze spotkania i pozwólcie, że napiszę jak Jacek S. były minister aktywów państwowych: „mam dobre informacje”, którymi mam nadzieję już jutro się z Wami podzielić.  

Tymczasem liga za oceanem celebrowała wczoraj narodowe święto równouprawnienia, czyli tzw. Dzień Martina Luthera Kinga. Które to już obchody MLK za mojej kadencji korespondenta NBA? Raz, dwa, trzy… piętnasty rok słucham patetycznych przemówień gwiazd zespołów. Twarze się zmieniają, ale teksty pozostają te same: równość, braterstwo, odwaga, praca dla wspólnego dobra, lokalnego środowiska, wsparcie mniejszości. Jestem za, naprawdę. Koncerny jak zwykle przygotowały z tej okazji specjalne kolekcje sprzętu: limitowane, kolekcjonerskie, kolorowe i super. Małe rączki w Chinach uszyły, także świat się kręci, hehe.  

Hornets 110 Mavericks 105

Dallas lecą wciąż bez Luki. W roli głównej występuje Kyrie Irving choć ten sam w sobie losów meczu przecież nie odwróci. Owszem nawrzucał ponad miarę, w pewnym momencie zdobył chyba z osiem punktów z rzędu próbując przejąć stery, ale LaMelo, Bridges i ten nowy Nick Smith Jr. nie pozwolili. Ciężko się gra z ludźmi, którzy jak najmłodszy z braci Ball, przy dwóch metrach wzrostu walą tróje z jednej nogi albo ze wstecznego biegu: 23 punkty 9 asyst 5/10 zza łuku. Zamierzenie taktyczne obejmowało podwojenia, ale to na zasłonie, bo gdy stoi na ósmym metrze i wali te swoje rzuty przez ręce, to musisz z tym żyć jako obrona. 

Pech chciał, że wymienieni trzej zaliczyli łącznie 14/25 z dystansu, a pod koniec meczu wreszcie przebudził się najdłuższy na placu Mark Williams. Kurde bele, ten jest dopiero nierówny. Jednego dnia wygląda jak nie przymierzając Wilt Chamberlain, a innego, jak wczoraj -> potrafi popełnić cztery głupie faule w osiem minut i zagrać figę z makiem. Królem pierwszej połowy spotkania był bez wątpienia Daniel Gafford (31 punktów 15 zbiórek 7 bloków) ale gdy czopek adrenalinowy w końcu zaczął działać na Williamsa, ten w czwartej kwarcie zanotował 10 punktów 7 zbiórek i 2 bloki. Można? 

Kyrie (33 punkty 24 rzuty) cisnął, ale nie wycisnął. Były szanse na zwycięstwo, jedna jedyna szansa na wyrównanie. Akcja poszła na Klaya Thompsona (7 punktów 2/5 z gry) ale ten, no cóż, nie dowiózł, rzut był zdecydowanie za długi. Moim zdaniem jego dyspozycja jest bezpośrednio skorelowana z… patrz zdanie pierwsze. 

Pistons 107 Rockets 96

Oglądałem fragmentami, a najbardziej podobał mi się ten, w którym Cade Cunningham w pojedynkę odjechał rywalom. Lubię gościa od wejścia do ligi choć w pewnym momencie sporo mnie ta sympatia kosztowała. Zwłaszcza gdy z Bojanem Bogdanovicem tworzyli dość toksyczny związek, a trenerem zespołu był nieszczęsny Monty Williams, który nijak nie potrafił wkomponować, ani rotować minutami Cade’a i Iveya. Dziś skład jest o wiele zdrowszy i pozostaje podziwiać ogromny talent CC. Trzecia kwarta w jego wykonaniu to: 19 punktów 2 asysty 7/8 z gry. W totalu było tego 32/9/7, ale też 10 strat. Fakt, że końcówkę określiła przede wszystkim obrona podlana nieskutecznością obu stron. 

A propos, zobaczyliśmy pojedynek braci: Ausar (DET) vs Amen (HOU) Thompsonowie stanęli naprzeciw siebie i pozostaje gdybać jaką dumę muszą odczuwać rodzice bliźniaków. Obaj wyszli w pierwszej piątce i obaj należą do 1% najbardziej atletycznych graczy NBA. Pamiętacie do kilka dni temu powiedział LeBron?

Oni nie są jak reszta z nas. Oni są inni [LBJ]

Amen zaliczył 17 punktów 6 zbiórek 5 asyst i 3 przechwyty. Ausar grał prawie o połowę krócej, ale: 11 punktów 9 zbiórek 1 blok i co najważniejsze: zwycięstwo. Większą karierę jak dotąd robi bliźniak z Houston, ale ten z Detroit ma trudniej. Choćby dlatego, że w zeszłym sezonie borykał się z problemami z krzepliwością krwi, co kosztowało go absencje, rytm, pewność siebie i miejsce w rotacji. Teraz furtka w postaci kontuzji Iveya stworzyła mu nowe szanse, które coraz śmielej wykorzystuje. 

Nawet nie otwieram telefonu, wiadomości od niego mam wyciszone [Amen na temat Ausara po zwycięstwie Detroit]

Słówko jeszcze na temat silnorękiego Jalena Durena (16 punktów 14 zbiórek) który od początku ustawił Pistons w roli agresorów i ograniczył fizycznie Alperena Senguna. 

Wolves 106 Grizzlies 108

Smutek podwójny, bo obok porażki dowiedzieliśmy się, że Donte Divincenzo ma poważniejszy uraz dużego palucha lewej nogi i wypada z aktywności na czas nieokreślony. Do łask wraca więc Mike Conley, a Wolves mają już nie dwóch, ale trzech starterów, na których rywal może się wyżywać. W zależności od pory dnia i matchupy oglądamy łuskanie wolnych nóg Goberta, braku gabarytów Conleya czy ciężko myślącego niekiedy Randle’a. 

DDV tam przydawał mistrzowskich walorów, czyli energii, wszechstronności, waleczności idącej w parze z rosnącą stawką meczu. Jako starter leciał na średnich 17.5 punktów 5.3 zbiórek i 4.7 asyst lejąc za trzy na poziomie przekraczającym 42%. 

Nowe możliwości otwierają się więc przed rookie Dillinghamem (oraz Joshem Minnottem) fajne chłopaki choć pewnie jakbym Wam im pokazał na zdjęciu to ciężko byłoby z rozpoznaniem, co? Ten pierwszy wczoraj ustanowił rekord kariery (15 punktów przy 6/8 z gry) energetyczny chłopak na piłce, potrafi grać jeden na jeden. Szkoda, że mu trener nie zaufał w końcówce, bo gdy go zmieniał Conley, zespół prowadził 100:95. 

Więcej niż dotychczas rzuca Naz Reid (29 punktów) Edwards agresywny jak nigdy (32 punkty, a przy tym aż 18 rzutów wolnych) nie siedziało mu z dystansu, więc jechał dalej, na obręcz. 

W Memphis jest tak wielu chłopaków w rotacji, że łatwo się pogubić. Wczoraj zadebiutował GG Jackson, którego popisy możecie pamiętać z minionego, naznaczonego kontuzjami sezonu. Chłopak przeszedł operację stopy, ale już jest i drapie dla siebie miejsce w składzie. Ja Morant (19 punktów) miał nie grać, bo też ma problem ze stopą, co było ewidentne gdy popatrzeć jak się ruszał i jakie decyzje podejmował (5/16 z gry). 

Grizzlies zwycięstwo w największej mierze zawdzięczają Jarenowi Jacksonowi, który 15 z 24 punktów zdobył w czwartej kwarcie korzystając właśnie z dogodnego matchupu. Zresztą nazwijmy sprawę po imieniu: JJJ dosłownie zniszczył 1v1 Randle’a. Upchał dokąd chciał i w pewnym momencie poczuł tak mocno, że piłką od kosza do kosza przekozłował kończąc floaterem. 

Hawks 110 Knicks 119

Jalen Brunson po przeciętnym starcie sezonu wchodzi na obroty zarezerwowane dla super gwiazd: 34 punkty 12/18 z gry. Dodajmy, że miał na sobie teoretycznie drugiego, najlepszego stopera NBA (uszanowanie panie Lu Dort) któremu głośno odliczał kolejno popełniane faule. W pojedynczym kryciu Dyson Daniels był bezradny. 

KAT mało widoczny, uraz nadgarstka robi swoje, ale też Hawks szybsi są ostatnio i lepiej zorganizowani. Onyeka Okongwu wreszcie zastępuje Clinta Capelę w wyjściowym składzie, ale nie było innej rady po ostatnim tygodniu w wykonaniu OO. Obaj środkowi spisali się dziś solidnie, odpowiednio 14 i 12 punktów oraz po 9 zbiórek. Nie dojechał za to Trae Young, który w pierwszej kwarcie owszem siał tróje i trzymał wynik, ale jako rozgrywający popełnił prawie dwa razy tyle strat co zaliczył asyst. Tutaj czapka z głowy dla Mikala Bridgesa jako obrońcy i presji, jaką wywierał na Kulfona przez cały prawie mecz. Aktywne łapy nowojorskie, fajnie potrafią wyglądać momentami, zwłaszcza jak nie muszą się martwić o atak, a piłka siedzi Bridgesowi. 

Imponująco kryli obwód, zresztą: trwająca 110 meczów seria Bogdana Bogdanovica z przynajmniej jednym trafieniem zza łuku właśnie dobiegła końca! 

Suns 92 Cavaliers 118

Ostatnio pozwoliłem sobie krytycznie napisać na temat PHX, za co zresztą przezwano mnie „dziadkiem” hehe.

Dziś izolacyjny styl chłopaków został zweryfikowany, więc o czym mam więcej pisać. Nick Richards też się nie popisał: 4 punkty 4 zbiórki 5 fauli jako wyjściowy center. A jak nie było Jamajczyka na placu, to próbowali z KD jako oszukanym centrem. Beal także wrócił, ale w 25 minut zdołał dostarczyć co najwyżej pięć punktów. Gwiazdorzy, kurka wodna. Daj pan spokój! Tym bardziej, że Cleveland ich obśmiało bez udziału kontuzjowanych Mobleya, LeVerta czy Okoro. Spuścili na nich strefę w drugiej kwarcie, tak samo jak przeciwko Indianie w zeszłym tygodniu i sobie mały skład PHX nie poradził, bo już nie można było łatwo na zasłonie wyjść do rzutu, blech. Liderem strzelców Donovan Mitchell (33/5/5).

Ciężko jest grać przeciwko strefie, bo rzut do ciebie nie przyjdzie jeśli trochę nie powalczysz o pozycję. Mogliśmy więcej grać pod kosz, ale nie codziennie mierzymy się ze strefą. Jeszcze tego nie przećwiczyliśmy [KD]

Dla mnie to najbardziej żałosny cytat gwiazdy NBA, jaki słyszałem od dawna. Doceniam, ale nie cierpię KD i jego stylu. Zresztą on przecież mówił, że nie potrzebuje trenera…

Celtics 125 Warriors 85

Kolejny ciężki dzień dla fanów Golden State. Draymond Green ma problem z łydką i nie gra. Stephen Curry walczy z wiatrakami. Gdy usiadł w pierwszej połowie, a posiedzieć czasem na ławce musi, bo ma swoje lata, Dubs w moment byli do tyłu dwudziestoma. 

To największa porażka przed własną publicznością za kadencji Steve’a Kerra, a już trochę zespół prowadzi przecież. Dennis Schroder póki co wygląda nie na miejscu. Kyle Anderson, choć go bardzo lubię i doceniam, nie ma już chyba zdrowia do gry w NBA. Boston w trzeciej kwarcie spuścił im taki deszcz koniczyny, że się nakryli nogami: 43 punkty przy 8/12 zza łuku. Kurtyna. 

Jazz 119 Pelicans 123 [OT]

Nie oglądałem i pozostaje mi pogratulować zwycięzcy. Widzę, że Pels przegrywali 25 punktami, a potem… Jazz nie przestają zadziwiać: chodzi o wystawianie przedszkolaków, wymyślanie kontuzji i kolejne zmiany. Anonsują co mecz inną piątkę, potem i tak wychodzi kto inny, a w drugiej połowie jest zmiana. Liderem szarży CJ McCollum (45 punktów, z czego 31 w drugiej połowie).

Bulls 112 Clippers 99

Nieludzko potraktowany James Harden (17 punktów 10 asyst) któremu kazano występować dzień po dniu. Oddychał rękawami, zwłaszcza że Byki to jedna z najszybciej grających ekip NBA. Trzecia kwarta przegrana różnicą dwudziestu oczek (16:36) a wskaźnik plus/minus Brodacza wyniósł -31. 

Tak czasem bywa, pokłady energetyczne, motoryka, rodzący się i gasnący entuzjazm są wszystkim, bo przecież jeśli chodzi o talent, każdy zespół NBA zrzesza talent wybitny. 54-40 na tablicach i tylko 9/42 zza łuku Clippers. Ważna, jak sądzę, okazała się absencja Ivicy Zubaca, bo pewnie jeszcze by to dociągnęli, pomimo zmęczenia, gdyby im Bulls nie wybierali piłek z własnej tablicy. Kawhi też nie zagrał, tylko Hardenowi kazali biegać i może stąd takie miny stroił. W roli głównej wystąpił Zach LaVine, autor 35 punktów oraz 5/12 zza łuku. Do niego też leci piłka meczowa, smacznego!

Dobrego wieczoru/ nocy, dzięki że wpadliście, a jeśli tak, zostawcie znak. Tu na dole. B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Myślę, że każdy tutaj czeka na te wpisy. Jestem ciekawy Twojego spojrzenia na potrzeby/szanse transferowe najważniejszych drużyn w tym sezonie. Kto czego potrzebuje Twoim zdaniem do mistrzostwa. Pozdrawiam 😎

    (22)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Kerr caly czas mysli, ze ma wielkie trio i oni pociagna ten zespol. Gra niskim skladem i topowe druzyny zjadaja ich fizycznoscia, intensywnoscia. Gra mlodymi, bo musi. Juz sezon temu ta druzyna powinna byc przebudowana. Kuminga lata i biega jak dzik, ale Kerr ma z nim nie po drodze. Vukcevic tu nic nie zmieni. Brak graczy 3&D jest widoczny od blisko 3 lat. Wiggins od 3 lat gra kaszane od problemow rodzinnych albo inaczej ma momenty bardzo dobrej gry, lecz jest bardzo nierowny. Sprowdzil Paytona, ktory non stop jest kontuzjowany.
    GSW w takim ksztalcie bedzie walczyc o miejsca 9-12 na zachodzie

    (21)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Z humorzastym brodaczem i loadem? Mądrzejsza nie wspominać. No bo co napisać? Że znowu uciekanie od odpowiedzialności i bicie statystyk krula? Że znowu mecz na ujemnym bilansie? No nie wiem… Myślę że może zabrakło tego nowego utalentowanego rookie co to earned not given. Może load zbyt niebezpieczny w obronie skoro tak łatwo się od piłki ucieka gdy tylko stanie naprzeciw? Myślę że parę zmian w składzie by się przydało. Kulki dodatkowych transferów bo krył ewidentnie potrzebuje pomocy. Po prostu nie ma zawodników na odpowiednim poziomie żeby z nimi wygrywać częściej
      Lol

      (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Da się zauważyć tendencje do nieopisywania spotkań, jeśli w kolejce przypadła przegrana Lakers 😉
      Ja też nie lubię jak przegrywa drużyna której kibicuje 🙂

      (5)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki, że piszesz, choć nie zawsze pasują mi heheszki, jak dzisiaj z tymi chińskimi rączkami. Ale taki masz styl, a ja skupiam się na Twojej znajomości z koszem.

    Knicks: widać, że tam pracują nad rozwojem – jestem spokojny, że w Play Off to będzie młockarnia. Nie dlatego, że wykoszą wszystkich, ale tam jest drapanie co mecz. I każdy będzie miał z nimi problem.

    W GSW zaistniała Incepcja. Właściciele podprogowo wprowadzili w umysł Stepha, że skład zostaje. I Curry na spotkaniu z zarządem przedstawił ich własną ideę jako swoją. Organizacja nigdy nie była tak wartościowa, jak z tymi ludźmi w składzie.
    Zarząd zgodził się z ich własnym pomysłem. Kurtyna.
    Pół roku później Curry wydostaje się z dolnych poziomów swojej podświadomości i informuje świat, że drużyna potrzebuje zmian.
    Ale teraz nikt nie chce Podziemskiego, a Kuminga zasiał wątpliwości, bo coś wreszcie pokazał, ale nadal nikt nie wie, w którą stronę pójdzie – gwiazdę czy zjazd, ę.

    (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Trafne spostrzeżenia.

      W Knicks jeśli się ustrzega kontuzji, startery są rekordzistami minut. Mogli by trochę ławki rozruszać, nie wiem kiedy widziałem żeby grał Hukporti np.

      W GSW z kolei wszystko pełna zgoda. Dodam że mam trochę wrażenie, że mają też pecha do nowych zawodników, którzy dobrze się zapowiadają a potem jakiś kryzys i w trade. Wiseman bardzo nie wypalił, szkoda że nie wzięli kogoś innego. Jordan Poole, on się zapowiadał a wyszło jak wyszło. Podziemski drugi sezon zjazd. Wiggins jak grał świetnie w czasach 4. pierscienia to potem zjazd. CP3 słabo, Hield każdy się spodziewał jak to sie skończy, Anderson kontuzja, Saric niewypał…

      (4)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        @Wojownik
        GSW. Ale, to jest standard w nba, że zwodnicy nie wypalają. W złotej erze GSW był wyjątek, że wszystko się cudownie ułożyło. Co wybór w drafcie to brylant, czy trafienie w 10 przy wolnych agentach lub transferach. A nawet więcej niż obstawiali sami GSW. Draymond to był dopiero trzeci wybór draftu GSW w 2012, z numerem 35. Wcześniej wybrali Harrisona Barnesa z numerem 7 i Festusa Ezeli (!) z numerem 30. Czyli nawet GSW nie dostrzegali potencjału Draymonda, tylko trafił im się i rozwinął, jak ślepej kurze ziarno.

        (10)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Z tym czy Kerr odejdzie to bym się wstrzymał jednak. Nie wiem tego czy odejdzie ale podobna więż, prowadzenie przez całą karierę widzieliśmy w SAS. GP jak prowadził Tima Duncana. Bardzo wątpię że go zwolnią z roli szkoleniowca po tym co zrobił dla nich więc sam będzie musiał odejść. Kto wie może mu się podoba tu gdzie jest?

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Ostatnio oglądałem dwa mecze Bostonu. Ten z Pelicans i z Hawks. W obu totalnie zawalili końcówkę. Chodzi mi o końcowe minuty czwartej kwarty. Wyrzuty z autu , decyzje aby faulować przy prowadzeniu 3 punktowym na 9 sekund przed końcem. Jak dla mnie wraca pytanie z zeszłego roku czy potrafią trzymać ciśnienie.

    Oczywiście zaraz ktoś powie , że są mistrzami i rok temu „zamknęli mordy hejterom”, ale powtórzę się , że rok temu nie mieli kryzysowych sytuacji w PO. Jeden mecz na styku z Indiana na początku serii , tyle.

    (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu