NBA: Jeremy Sochan centrem | uzasadniona wściekłość Ja Moranta

21

Sponsorami dzisiejszego odcinka są… życzę Wam wesołych Mikołajek! B

Nuggets 114 Cavaliers 126

Bardzo ładny, świeży parkiet i trykoty Cavs, więc musieli pokazać się z dobrej strony. Pierwsza sprawa, co by nie gadać: Mitchell, Garland, Mobley plus suplementujący to wszystko Caris LeVert to nieprzeciętna motoryka, mobilność i przewagi szybkościowe nad większością ligi. To się czuje, świetnie przechodzą z obrony do ataku, mijają, generują przewagi, śmiało polują na wczesne trójki, jeśli tylko nadarza się okazja i jest pozycja… tutaj wyobraź sobie cinkciarski gest rąbania ręką otwartej dłoni.

Denver kontrują postacią Jokera, wokół którego kręcą się satelity. Powiem Wam, że Jokić (27 punktów 20 zbiórek 11 asyst 3 przechwyty) zmienił nieco styl, gra niżej w obronie, już mu żaden center koło pióra nie robi, to jest łatwych punktów nie zdobywa, a zresztą siły mu braknie bo misiowaty Serb przestał być apatyczny, mocno napada obręcz widząc pojedyncze krycie. Jarrett Allen świetny zawodnik, ale gdzie mu do MVP ligi. Jokić to jest pełen pakiet, nieprawdopodobny gracz. 

Organizacyjnie jest OK jeśli chodzi o niedawnych mistrzów NBA, problem stanowi wykonawstwo. Na tle swego serbskiego kolegi gracze Denver wyglądają jakby też chcieli czymś błysnąć, oddają rzuty w karygodnych momentach, forsują, próbują się zaznaczyć. Mike Malone siedzi i oczami wywraca, ale przecież nie da się grać Jokerem 48 minut! 

Mimo wszystko, ogólna egzekucja jest dobra: 76 punktów w polu trzech sekund, 28 punktów z szybkiego ataku, to jest wygrana w 90% przypadków. Tyle, że Cavs ich przysypali trójkami, których wbili 22 przy 48 próbach. 

Problem stanowi słabnący Jamal Murray, który jako pierwsza linia obrony i nawigator zasłon jest znacząco poniżej kreski. Zdrowia mu nie starcza, rzuty nie siedzą. Rotacja wymusza ponadto grę ludźmi pokroju Juliana Strawthera, który defensywnie nie przystaje to zespołu z aspiracjami w playoffs. Straty gości, których określamy jako point of attack defenders, czyli Bruce’a Browna czy KCP w kolejnych sezonach… są odczuwalne. Obwód gospodarzy robił dziś co chciał: Spida, Levert i Garland zdobyli odpowiednio 28, 21 i 24 punkty! Joker gra za dużo i oby nie było jak z Durantem, o którym napisałem to samo i dwa dni później się połamał. Umówmy się, jak tu jesteśmy, że bez Nikoli Jokica ten zespół nie istnieje. 

Mavericks 137 Wizards 101

Odbieranie dziecku cukierka. Doncic i Irving profesura, Luka chciał triple-double, więc go trener przytrzymał na placu w czwartej kwarcie, wystarczyły 2-3 akcje by dosztukować brakujące parę asyst i zbiórek, taką mieli kontrolę. Na temat bezzębnych Czarodziejów pisałem już wielokrotnie. Młodzież się stara, niewiele uczy, ale stara. Rookie Bub Carrington po meczu pewnie prosił Kyrie o autograf, bo to jego idol z dzieciństwa, a kompetencyjnie przepaść. 

Hornets 101 Knicks 125

Parę dni temu męka trwała do ostatnich sekund, tym razem też było krzywo, ale tylko w pierwszej kwarcie. Brandon Miller z jakichś powodów uwielbia grać z Knicks i (piszę z pamięci) regularnie zdobywa przeciwko Nowojorczykom 20+ oczek. To samo było w nocy, pierwsza odsłona przyniosła 16 punktów młodego, który naprzemiennie siał trójki albo z kontry paki sadził. Szczęśliwie lider gospodarzy Jalen Brunson rozstrzelał się zza łuku, a potem zeszła lawina. Bardzo celnie rzucał Josh Hart, a Bridges i Anunoby wyglądali adekwatnie do zarobków, po prostu dominowali.

Towns nieoczekiwanie kryty przez skrzydłowego, schodził grzecznie do rogu w ataku pozycyjnym, bo Knicks chcieli wyłuskiwać wysokiego Nicka Richardsa na zasłonie. Generowali przewagi, wbijali na obręcz, punktowali. Wkrótce do zabawy dołączył także KAT (27/16).

Bez udziału LaMelo Balla ekipa Charlotte nie dała rady wygenerować wystarczających zdobyczy by w tych warunkach myśleć o zwycięstwie. Na domiar złego kostkę wcześnie skręcił francuski rookie Tidjane Salaun. 

Przyznam tylko, że nie rozumiem dlaczego w tak pewnym i kontrolowanym spotkaniu, trener Thibodeau trzyma np. Mikala Bridgesa 47 minut na placu. Brak zaufania w kierunku zmienników odbije mu się czkawką. Witamy z powrotem Preciousa Achiuwę: dwanaście minut 2 punkty 4 zbiórki, rdza powoli puszcza. 

Thunder 129 Raptors 92

Choroba zmogła austriackiego centra Jakuba Poeltla, więc Raptors dostali po łbie podwójnie: i na obwodzie i w środku. Gra została ustawiona już w pierwszej kwarcie, w której gospodarze zdołali zdobyć siedemnaście punktów, na skuteczności 6/26 z gry. Thunder dwukrotnie więcej, przy przewadze 21-10 na tablicach.

OKC popełnili w tym meczu jedynie 6 strat, wymuszając dwadzieścia. Wprawili rywali w dyskomfort, wykorzystując braki kompetencji strzeleckich podwajali na bezczelnego, wszędzie było ich pełno. Zwyczajową intensywność Toronto obśmiali podnosząc własną o kolejne dwa stopnie. Zanotowali 15 przechwytów i 11 bloków, a czego nie udało się zdobyć w szarpanej grze, zdobywał Shai Gilgeous Alexander w ataku pozycyjnym. SGA zaliczył 30 punktów, przy czym zza łuku trafił 1/10, ale za dwa punkty 10/12! Tym samym coraz wyraźniej Thunder zaznaczają się tj. umacniają się jako liderzy tabeli zachodniej konferencji. Super, bo postawiliśmy na nich zakład długookresowy!

A właśnie grupa typera (3108 członków Discorda) notuje kolejną zwycięską noc w NBA. Z tej okazji i z okazji Mikołajek, promo. VIP do końca sezonu za 290 PLN, polecam bo aktualnie, to jest do rozluźnienia świątecznego a potem okienka transferowego NBA, mamy okres żniw. Trzeba w tym umieć pływać, ale gdy wiesz co stawiać, potrafi wyglądać to bardzo nieźle, bieżące wyniki poniżej:

https://ssl.dotpay.pl/Gwiazdy+Basketu

Kings 110 Grizzlies 115

Taylor Jenkins, czyli niedźwiedzi trener cały sezon leci 10-11 osobową rotacją i na plus mu to wychodzi. Nigdy nie wiesz kto odpali, jest świeżo, energetycznie, rywalowi trudno skauting przeprowadzić, nie ma oczywistych rozwiązań i założeń.  

W końcówce Ja Moranta sędziowie wyrzucili z parkietu, bo tak się zapieklił na decyzję. Chodziło o akcję obronną i faul (?!?) na DeRozanie. DeMar poza linią rzutów wolnych (7/8) niczego w czwartej kwarcie nie zdobył (0/4 z gry) ale sami powiedzcie, trochę ochronka, lepiej się tego bronić nie dało:

No i widzicie, głębia składu. Pod nieobecność Moranta końcówkę na piłce ciągnie Marcus Smart (18 punktów 5 asyst). Energizerem ekipy po raz wtóry w tym sezonie jest środkowy Huff, rewelacyjną formę trzyma Santi Aldama, a zwycięstwo z krótkiego półdystansu, po dobrze wyegzekwowanej, treningowej akcji, przypieczętowuje Desmond Bane (18 punktów 7 asyst). Fajny zespół. W zeszłym roku spadli z konia, bo im kontuzje wybiły cały roster. W tym wracają na górę tabeli. 

W ekipie z Sacramento dużo się dzieje ofensywnie, ale ja ich niestety nie kupuję. Są za mali fizycznie. Monk w pierwszej piątce to proteza,  bo rzutowo mimo fajnych nazwisk wciąż nie wygląda to dobrze. Sabonis to jest zaje%isty wyrobnik, ale nie gwiazda. Trener Mike Brown pluje w papierowy kubek, ale najlepsze nam już pokazał. Ja bym transferował ludzi. Pamiętać musimy, że pick draftu utrzymają tylko do 12. pozycji w tym i do 10. pozycji w kolejnym sezonie, więc kadrowo na rozwój nie ma co liczyć, a picki trzeba utrzymać. Keegan Murray się zatrzymał w rozwoju, brak mu przestrzeni. DeRozan, Sabonis i Fox to za dużo niekompatybilności jednak. Trzeba by się zastanowić, znajdź tu jednego zwierzaka, atletę, zderzaka, bandziora, nie ma. Sami grzeczni ludzie podlani pieniędzmi i gwiazdorskim sosikiem.

Suns 124 Pelicans 126

Wrócili na parkiet panowie Herb Jones (top 10 graczy obrony NBA) i Brandon Ingram (top 25 graczy ataku NBA). Z miejsca podniósł się potencjał Pelikanów, których plan zakładał podwojenia na zasłonach Devina Bookera, bo lepszy taki plan niż żaden. Momentami wyglądali źle, podania Suns pod samiutką obręcz z autu, zostawianie ludzi wolnych na łuku, brak skupienia w pierwszej linii obrony. 

Ingram (29 punktów 7 zbiórek) zrobił swoje (21 punktów w III kwarcie!!) ale żeby nie było tak różowo: to jest dramatycznie słaby obrońca zważywszy posiadane warunki. Brak wszechstronności, nawet nie próbuje ustać naprzeciw wysokiemu, słabo nawiguje zasłony, nie ustoi obwodowemu, a przede wszystkim: bardzo mało aktywny jest jako obrońca z pomocy (a tutaj miałby największy walor i możliwość poprawy) defensywna zbiórka kiepska, o ile piłka sama nie wpada mu w ręce. Powtarzam, kto po zakończeniu sezonu wpadnie na pomysł by mu wypłacić maksymalny kontrakt, tego od razu wrzućmy do worka organizacji nie liczących się w walce o tytuł. Pels zapewne chcą gościa wytransferować w nadchodzącym okienku, ale nie będzie łatwo. Nowy pracodawca musiałby dostać gwarancje… Ingram związał się niedawno z lebronowską agencją Klutch Sports, więc będą transakcje wiązane odchodzić latem, ech. 

Wracając do meczu, najważniejszą akcję meczu przeprowadził CJ McCollum, który przy stanie 121:121 i czterdziestu sekundach na budziku wślizgnął się jak wąż pod obręcz. Nie pierwszy raz w tym meczu. Przy całym zebranym talencie Pels (Murray, CJ, Ingram) nie sposób było ładować się przeciwko jednemu. Korzystając z pojedynczego krycia i otwartego środka, CJ zrobił swoje. Pelicans w pełnym składzie to naprawdę mogłaby być ciekawa ekipa, ale nie z tym trenerem. Przecież oni super wszechstronnych skrzydłowych jak Trey Murphy czy Herb Jones wystawiają momentami na pozycjach 4-5, co sprawia, że miejsca do gry dla ball-handlerów jest sporo. No i ten defense, choćby w ostatniej akcji vs Booker, ach!

Bulls 139 Spurs 124

Jeremy Sochan (16 punktów 14 zbiórek) pod nieobecność Victora Wembanyamy wyszedł w pierwszym składzie jako nominalny center. Bulls skorzystali z prezentu, szeroka szczęka Vucevic dał popis gry środkowego (39 punktów 16/22 z gry) a atletyczny Ayo Dosunmu korzystając braku rim-protection rywala, rozegrał mecz życia: 27 punktów 10 zbiórek 11 asyst. Piłka była w jego rękach więcej niż zwykle, bo Coby White zaniemógł. Co mu jest, nie sprawdzałem, napiszcie w komentarzu. Ciężko patrzeć jak zespół, jakikolwiek zespół traci 140 oczek w meczu, ale Bulls w tym sezonie grają naprawdę szybko i nie było komu stanąć im na drodze. 

Rockets 93 Warriors 99

Stephen Curry (reumatyzm kolan) i Draymond Green (naciągnięta łydka) poza boiskiem. Nie miało znaczenia! Nieszczęsną serię pięciu porażek z rzędu przerywa rekordowa noc Jonathana Kumingi (33 punkty 7 zbiórek) któremu wtóruje Andrzejek Wiggins (23 punkty 9 zbiórek). Pięknie jest patrzeć na głębie zespołów, możemy się tylko domyślać na jakie poświęcenia roli i czasu gry idą czasem gracze NBA. Wyobrażacie sobie takiego Kumingę w PLK? 

Ciekawostka jest taka, że Dubs wygrali z Houston po raz PIĘTNASTY z rzędu! Ostatnim razem Rockets byli górą jeszcze przed pandemią COVID-19. Tutaj nie ma co wiele szukać, Houston zalicza kolejną wpadkę jeśli chodzi o rzuty dystansowe (26%) w całym sezonie są w czwórce najgorzej rzucających zza łuku ekip. Rzuty trzypunktowe to jest rzecz, która ich oddziela od zespołów realnie walczących o mistrzowski tytuł. Do zespołu ściągnięto atletów, niekoniecznie shooterów. Agresja i napastliwość są duże, ale gdy się rywal zabunkruje i broni tranzycji, a GSW są pod tym względem świetni, pojawiają się problemy. Ciężko się też broni przeciwko zespołowi, który ma tak zbilansowany atak i wykonuje średnio 33o podań w meczu (zdecydowany numer jeden w NBA). 

Dobrego dnia wszystkim, dzięki, że wpadliście i doczytaliście do końca, to się ceni! b

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Ktokolwiek da Ingramowi Maxa… to będą Lakers 😀 i to jeszcze w grudniu bo…. desperacko potrzebują wzmocnienia, a przyjscie Ingrama daje im taką możliwość, a juz na pewno iluzje. Pelikany już nie powinny ścigać wyników tylko zatankować po solidny draft, a jednak łatwiej tankować niegrajacym Vanderbiltem, Vincentem czy Russelem niż Ingramem. Pewnie wyciągną jakieś picki. Lakers muszą zacząć oddawać picki jeśli nie chcą stracić Davisa (chyba, żę chcą iść w przebudowe).

    (5)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Przeciez napisalem, ze jego przyjście da im iluzje wzmocnienia. Poza tym w Kaliforni trawa jest legalna, a Nba tez prymyka na to oko. Palenie trawy i niebronienie to nie są przeciwskazania do gry w LA, a raczej zalecenia 😉

        (14)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    W Sacramento roster jest niezły. Nie ma talentu na mistrzostwo, ale mogliby spokojnie mieć bilans na plusie i kręcić się w okolicy 6-7 miejsca. Murray ma pokłady talentu, podobnie jak Mobley w Cavs, który dwa sezony stał w miejscu, a teraz chyba odpalił. Zarząd musi jednak podjąć jedną kluczową decyzję, mianowicie zwolnić Browna i zatrudnić jakiegoś whita. Proszę zobaczyć co się stało w Cleveland. Skład jest identyczny jak przed rokiem, a zmiana karnacji trenera powoduje takie cuda.

    (11)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Joker MVP !!reszta od pięciu lat może mu plecy oglądać…Jenkins najlepszy trener ligi kolejny rok…w San Francisco pora na stabilizację składu i mocne postanowienie taktyczne , nie łatwe w ogarnięciu – gra nie tylko pod Stepha ale i Kumingę – chyba że jest inny plan. Boston się koszmarnie ogląda. Nowy Jork musi dołożyć nowego człowieka do ataku!Jakiś szturmowiec na sezon zasadniczy. Rakiety muszą uruchomić nowe opcje, które mają! Co takie łatwe nie jest patrząc na taki ogrom talentu. OKC ? Genialni do oglądania i zazdroszczę kibicom, jak plan wypali w tym roku w finale.

    (1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Suns muszą dołożyć 4ke..i niech ktoś powie trenerowi że Durant nie może grać 38minut!!Na co był im ten Beal to….za taką kasę można było zatrudnić trzech świetnych grajków.

    (10)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak dla mnie to te całe NBA się skończyło. 90% meczy to konkursy rzutów za 3. Pierwszy lepszy przykład taki J. Tatum tak się rozleniwił, że nie chce mu się nawet biegać pod kosz co piłka to trójka całus w trzy paluszki i myśli, że błyszczy. Jeszcze parę sezonów i skończy jak Kałaj. Dalej, sędziowanie. Tragedia. Nie wiem co ci sędziowie ćpią, ćpają czy biorą ale to co oni wyprawiają to ręcę opadają. Na koniec rozpieszczone prima balleriny wyglądający jak bogowie zarabiający miliony zielonych a grają jak im się chce. Sorry ale dla mnie dzisiejsza NBA to parodia.

    (13)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      dzięki serdeczne za wyrażenie swojej opinii
      pewnie na AWF-ie mógłbym napisać pracę licencjacką na temat ewolucji NBA
      ewolucja, efektywność pracy, gatunek ludzki, kult zwycięzcy, przemijanie, owczy pęd

      (3)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Nie ma za co ale ewolucja w NBA poszła nie w tym kierunku co trzeba. Kiedyś kochałem oglądać mecze nawet byłem na kilku jeszcze za czasów Św. Pamięci Kobego. Dzisiaj poszedł bym jedynie żeby oglądać tańczące czirliderki w przerwach meczu. Pzdr.

        (3)
        • Array ( )

          NBA przejęli analitycy i statystycy, oni zbudowali najbardziej optymalny sposób gry – może nie być efektowny, ale na pewno jest efektywny. Można nad tym płakać, ale bez zmian reguł w NBA tak to będzie wyglądać, 3p > 2p.

          NBA to ciągle jednak liga, gdzie walczy się o zwycięstwo/mistrzostwo, to nie są Harlem Globetrotters czy starzy streetballowcy z And1 aby liczył się sposób gry (aka efekt wizualny) 😉

          (1)
        • Array ( )

          dla testu, fajnie byłoby zobaczyć allstara – bez linii za 3 (Steph i tak by stamtąd rzucał i trafiał), i może dla zabawy liczyć każdy blok (i może stratę?) za może -1 pkt dla przeciwnika… i bez goaltendingu… tak, żeby obudzić obronę… i sprawdzić jaki temat się „przyklei” (sprawdzi) to spotkań ligowych, oglądalność w tv spada (allstara, finałów i meczów rozpoczęcia), nie wiem jak by dodał oficjalne i nie streamy (porównanie sum) oraz porównanie konkurencji (światowo większy dostęp do każdej ligii z każdego kraju, do każdego serialu, więcej gier, seriali i filmów do wyboru, to jest także realną konkurencją dla masowego widza, a właśnie masowi widzowie robią wyniki/statystyki)….. choć ironicznie superbowl utrzymuje się/delikatnie wzrasta, mbl world series – utrzymuje się po spadkach jakiś czas temu, nhl stanley cup – spadło, ale w porównaniu do nba to jest stabilnie nisko, a liga mistrzów (w kopaną) pnie sie w górę (po dołku 2018-22 i jest rekordowo wysoka… wniosek z nba procentowo jest odpływ i nie da się zaprzeczyć, jednak czy sportowe rozwiązania, rozwiążą trudno powiedzieć? tak samo a może tym bardziej dodatkowe mini turnieje, jak special editions serialowe chyba też nie, ani zrobienie globalnej ligii w kosza, nba = standy, kan, mex, chin, eur… co przebąkiwali wygląda, że tym bardziej i oby nie)… tylko którędy? czy powrót to surowszych zasad pomoże? też musiałoby się pozmieniać w budżetach i salary capach i obniżyć max dla pojedynczych zawodników… i to pewnie nie przejdzie, tak samo nawet w obecnych warunkach każdy finansowo wygrywa (właściciele) i nie mają ochoty na zmiany – patrz i sportowe topki, ale i przegrywy sportowe, ale finansowi zwycięzcy latami knicksi oraz każda drużyna z dołu – po latach wzrasta wartością kilkukrotnie (liczone już w miliardach), więc szczerze może nikomu nie zależy na zmianach (zwłaszcza w aspekcie sportowym)…

          (-1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu