NBA: Nikola Jokic ustanawia rekord | jubileusz CP3 | Grizzlies pokazali światu jak zbić Boston

18

Sponsorami dzisiejszego odcinka są Paweł Muras, Maciek Kom oraz T. Serafinowicz – kłaniam się. 

Przychodzę do Was z doniesieniami z soboty i niedzieli w NBA. Wszystkiego wiadomo nie poruszę, ale co ciekawsze tematy postaram się wyłuszczyć.  

Denver przegrało (113:122) z Washington Wizards, którzy tym samym przerwali serię szesnastu porażek. Nikola Jokić ustanowił w tym spotkaniu nowy rekord kariery: 56 punktów 16 zbiórek i 8 asyst, ale jego koledzy trafili zaledwie 2/19 zza łuku. Po meczu misiowaty Serb zaproponował, że w jego kraju za takie rzeczy obcina się palce (tfu!) pensje i może to jest sposób na podniesienie efektywności pracy. Czy absencje Jamala Murraya i Aarona Gordona mogą być usprawiedliwieniem? Nie mogą. Nie, jeśli aspirujesz do mistrzowskiego tytułu. 

Dzień później, czyli dzisiejszej nocy, ci sami Nuggets zbili przykładnie (141:111) Atlanta Hawks. Bez żartów tym razem, Michael Porter Junior (26 punktów 7 zbiórek 12/17 z gry) zaliczył w tym spotkaniu chyba osiem wsadów i nie wiem co bardziej imponujące: kontrataki, dobitka czy ścięcia na wolną pozycję. Nad wynikiem czuwał Joker (48/14/8) który nawet przy dwudziestu oczkach prowadzenia nie przystawał, tylko biegał głęboko na obręcz i trzymał stały poziom energetyczny. To najlepszy gracz NBA w tym momencie. Tu nawet nie ma porównania, jest on i cała reszta. 104 punkty 30 zbiórek i 16 asyst w dwumeczu rozgrywanym dzień po dniu? Spoko. Widzieliście trójkę z logo? Nie? To proszę:

Kolejne ciekawe wydarzenie to sobotnia porażka Bostonu (121:127) u siebie z Memphis Grizzlies. Podczas gdy wszystkie outlety medialne i koszykarscy influencerzy pokazywali Wam atletyczny popis Ja Moranta wzdłuż linii końcowej… 

… mnie zainteresowało coś zupełnie innego. Tak sobie myślę, że Grizzlies pokazali światu sposób, w jaki należy grać z Bostonem, czyli cholernym kombajnem do rozrzucania trójek po polu i zmieniającym krycie w obronie. Otóż, zagrali dwoma wysokimi. Zidentyfikowano najsłabszego strzelca (padło na Jrue Holidaya) i choćby ten stał sam w rogu parkietu, drugi wysoki obrońca był w środku i zamykał pas startowy pod obręcz Tatumowi czy Brownowi. Ci każdorazowo oddawali piłkę w róg do Holidaya, a ten palił obowiązkowo. W całym spotkaniu oddał 26 rzutów, z tego SIEDEMNAŚCIE zza łuku.

Wynik: Jrue zdobył 23 punkty na 26 rzutach, więc 0,88 punktów na posiadanie. Średnia ligi w tym sezonie to 1.13 punktów na posiadanie zaś Bostonu 1.21 punktów. Opłacało się? Jak najbardziej. Nie tylko ograniczyli efektywność rywali w 26 posiadaniach, ale nie pozwolili gwiazdom zespołu wejść w rytm. Celtics grali wedle ich schematu! 

Szacunek dla Taylora Jenkinsa, którego każdorazowo chwalę chyba przy okazji relacji meczów Memphis. Chłop gra szeroką rotacją, pilnuje i domaga się od chłopaków wysokiego poziomu energii i każdorazowo ma świeże pomysły. Roster zebrali ciekawy, mogą grać wysoki i nisko, wolno i szybko, biją się z każdym i jeśli (odpukać w niemalowane) komuś z czołówki wypadnie, kontuzjuje się gwiazda (SGA na przykład) Grizzlies gotowi są wskoczyć na pierwsze miejsce tabeli. 

A właśnie OKC Thunder, oni są za mocni. Rozwijający się Jalen Williams, twardy na deskach Hartenstein, niepowstrzymany Shai i cała banda kotów wokół. Jak nacisną ranę to nie ma zmiłuj, oddajesz wszystko co masz. Ostatni ich występ to mecz z Nowym Orleanem. Powiem tak, dopóki na parkiecie przebywał zwalniający tempo ataku Brandon Ingram, szykował nam się blowout. Traf chciał, że Snoop Dogg poważnie skręcił lewą kostkę (czeka go parę tygodni przerwy) bo Lu Dort dosłownie wywrócił mu się pod nogi. 

Pelicans natomiast bez Igrama dostali skrzydeł. Blisko trzydziestopunktowe prowadzenie Thunder ścięli do dziewięciu oczek i jeśli im to nie otworzy oczu, to ja nie wiem. Za kulisami mówi się o nowej propozycji dla (free-agenta) Ingrama, którego wiadomo, głupio byłoby tracić za frajer, ale najbardziej opłacałoby się wytransferować. Wielki indywidualny talent, niestety bez charakteru. Podejrzewam, że dawno już poprzepalał styki w joysticku i nie jest w stanie wygenerować w sobie motywacji / energii / koncentracji by kiedykolwiek stać się zwycięskim graczem. Dejounte, CJ, Herb, Murphy, Missi – drugą połowę grali bardzo fajnie. OKC musiało się napocić by to dowieźć.  

Miami Heat dwa zwycięstwa przez weekend i to nie był jakie, najpierw z Phoenix później z Cleveland. Pierwszy mecz to imponujący zespołowy wysiłek i Bam Adebayo (25 punktów 12 zbiórek 8 asyst) w roli głównej. PHX zagrali Masonem Plumlee przez dwie kwarty, a następnie obniżyli skład. Trzeba było korzystać. Mam na myśli absencje Duranta i Nurkica, które może nie w każdym spotkaniu, ale w dłuższej perspektywie wychodzą zespołowi Mike’a Budenholzera bokiem. Chociaż co ja mówię, przecież oni bez KD zaliczają 1-9! 

Drugi mecz to Cavs i popis strzelecki Tylera Herro (34 punkty 7 asyst 5/9 zza łuku). Obrona strefowa zniwelowała przewagę warunków Allena i Mobleya. Ten drugi nie mógł się rozpędzić po pick and rollu, w drugiej kwarcie Heat trafiali niesłychanie, więc nie było z czego biegać i tak oto czwarta porażka w sezonie Cavs stała się faktem. 

Wczoraj wieczorem widzieliśmy Chicago bijących się z Sixers. Wrócił kolega Joel Embiid, w pierwszej kwarcie zanotował 0/7 z gry, a Bulls biegali i wygrywali. Idąc dalej Kameruńczyk (31 punktów 12 zbiórek) trafił chyba osiem razy z rzędu, z bliskiego półdystansu, swój firmowy manewr. Chicago zgasło, musieli wyciągać piłkę z siatki, w ataku pozycyjnym nie mieli czego szukać. Co by nie gadać, gdy trzeba zamknąć mecz, a Philly wystawia na plac Embidda, George’a, Maxeya (25/11/14!) McCaina i Oubre… no to robi się ciężko, bo lepszej ofensywnie pierwszej piątki nie znajdziesz. Ten cały McCain to jest najlepszy strzelec w ostatnich dwóch rocznikach, zaraz obok Brandona Millera może z Charlotte. 

A propos tego ostatniego (Brandon Miller) Waszej uwadze polecam to zagranie z dzisiejszej nocy. No rzadkiej wody i urody talent:

Milwaukee vs Brooklyn (118:113) fartem wyrwany mecz ekipy Doca Riversa. Paskudna koszykówka, półtora podania średnio na atakowanej połowie: Giannis, Lillard i Portis przebijający się na siłę. Szczęśliwie okazało się, że Gary Trent Jr ma dzień konia, a w końcówce talenty chłopaków skleił Khris Middleton, bez którego tej ekipy nie da się oglądać, zwłaszcza gdy rywal podwaja pick and rolle Dame’a. Dla mnie Doc jest do zwolnienia, tam nie ma żadnej myśli szkoleniowej. Mistrz przeciętności. Wygra z kim ma wygrać, przegra z kim ma przegrać. 

Proponuję, poświęć półorej minuty, popatrz na poniższą video-relację z przymkniętymi oczami. Ci na jasno poruszają się po prostu o pół tempa szybciej niż ciemni (Gobert, Randle, Reid). Nie mówiąc już o aspektach organizacyjnych. Idących zza pleców podwojeń, ruchliwości bez piłki. Warriors całkowicie zasłużenie pokroili T-Wolves wynikiem 114:106, a czołowymi postaciami meczu byli Steph Curry i Buddy Hield, którzy dostarczyli 57 punktów na 12/24 zza łuku. Jeden i drugi wprowadzili obronę w niemały zamęt. 

Draymond Green moralne zwycięstwo odniósł nad Gobertem, w kluczowej akcji po zasłonie przebił się na obręcz i skończył z góry. Po wszystkim kazał rywalom iść spać „night night”. 

Wembanyama wrócił, mecz ze zmęczonyni Pelicans wygrali 121:116, a na dodatek Chris Paul stał się drugim graczem NBA na liście asystentów wszech czasów. Pierwszy jest John Stockton (15806) drugi CP (12099) trzeci Jason Kidd (12091) a wszystkim po piętach depcze LeBron (11219). Z tej okazji były statuetki, pamiątkowa ramka oraz kubeł lodowatej wody na łeb od kolegów:

A oto akcja, która przypieczętowała zwycięstwo Spurs:

Rzut oka na tabelę. Coś Was zaskakuje? Zapomniałem powiedzieć, Franza Wagnera dopadła ta sama kontuzja co Paolo Banchero (chodzi o mięśnie brzucha, skośne, wewnętrzne, czyli coś z treningiem, przygotowaniem motorycznym). Życiu chłopaków nie zagraża niebezpieczeństwo, ale dwaj liderzy są poza grą, a Orlando powalczy teraz o utrzymanie pozycji w tabeli. Jalen Suggs wariuje, to jest taki partyzant, że głowa staje. Wiecie, że Magic jeszcze we własnej hali nie przegrali? 10-0!

Other NBA news

Mike Brown się zawiesił na konferencji prasowej. Mecz ze słabiutkimi Utah wygrali wyraźnie (141:97) więc coach był chyba w dobrym nastroju:

Na sam koniec jeszcze, Lakers udało się pokonać słabiutkie Portland (107:98) na parkiecie nie zobaczyliśmy co prawda LeBrona Jamesa, ale jego syn Bronny wszedł na plac i w czasie trzech minut popisał się takim oto blokiem: 

Dobrego wieczoru wszystkim. Czytamy się jutro! Będziemy wybierać tegorocznych All-Stars, co Wy na to? B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Brandon Miller wygląda jak wyciągnięty Malik Monk! Grizzlies to jest moim zdaniem wzór rotacji. Od dawna nie mogę słuchać tego, ze sezon jest za długi, a mecze są za często. Gwiazdy słaniają się na nogach jak konie po westernie, a młodzi frustraci przebierają nogami na ławce i zaciskają zęby ze złości bo zamiast grać zbijają piątki. Masz piętnastu ludzi w zespole to nimi graj! Nie przepłacaj zawodników i rozwijaj młode talenty! Uważam, że widełki pensji w Nba powinny być ścislejsze. Nie może być tak, ze jeden gość pochłania 1/3 budżetu i 15 razy więcej od zawodnika, który gra niewiele krócej.
    Bronny odpoczął i widać nową energię i pewność siebie. Wczoraj w g-league w 20 minut wrzucił 16 pkt, dobrze rozgrywał, rozbijał pick and rolle i zap.iern.iczał jak mały motorek. Można? można. Od dawna wszyscy mu to pisaliśmy. Nie umiesz rzucać to biegaj! Motorykę masz elitarną, Rzuty sobie poćwiczysz na treningu. Masz płacone to biegaj, ryzkuj zdrowie. Jak się połamiesz to przynajmniej ludzie zapamiętają cie jako twardego gracza dającego 100%. I tak masz tylko 3 lata więc za.p.i.e.r.d.a.l.a.j. Dziękuję.

    (35)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Polecam obejrzeć ostatnie cztery minuty meczu GSW-MIN. W tym czasie Minnesota nie zdobyła ani jednego punktu – poza jedną próbą Randle’a, wszystkie rzuty oddawał Antman, niemal wyłącznie z bardzo trudnych pozycji. Wilki wyraźnie cierpią na brak chemii i płynności w ataku, co wprost przekłada się na ich ofensywną niemoc. Osobiście nie wierzę w sukces tego zespołu, z Edwardsa za szybko zrobiono lidera.

    (15)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Edwardsa chcieli bardzo wykreować na lidera bo to podbija sprzedaż. Tylko, że sama motoryka to za mało na lidera. Głowa musi doszusować do poziomu motoryki albo i nawet ponad ten poziom. Niestety, ale z psychą słabiutko.
      Per psycha mam na myśli całokształt cech psychicznych niezbędnych dla lidera – nie chce mi się nawet pisać jakie to cechy, bo to elaborat by był więc w skrócie można tylko powiedzieć: „porównaj z MJ”.

      (7)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie no super czysty blok. Po ręku tam w ogóle nie poszło. Fajniusio. Widać progres a i liczba Jamesów na boisku się zgadza pod nieobecność seniora. W porządeczku lol
    A co to się krulowi stanęło? Czyżby load? Niemożliwe chyba żeby krul takie numery odwalał. Gołt przecież. Sam mówił. Nie kłamię. No to przecież gołt by tak nigdy ten tego i resta na loadzie hapał. Pozostaje mieć nadzieję, że to nie jakaś poważna kontuzja xd

    (11)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ależ trzeba mieć smutne życie aby pisać, do tego regularnie, głupkowate, hejterskie komentarze na temat obcego faceta żyjącego na innym kontynencie

      (-10)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        No szczerze mówiąc to akurat niezbyt. Powiem nawet więcej. Właśnie trzeba mieć szczęśliwe żeby nie zatracić dystansu do pewnych spraw i zdrowego rozsądku. Równie dobrze można byłoby napisać jaką trzeba być lamą żeby tak być zapatrzonym w jakiegoś obcego faceta żyjącego na obcym kontynencie żeby się oburząć na krytykę skierowaną w stronę jego oblubieńca i obiekt westchnień. Uzasadniona krytyka to nie hejt. Naucz się najpierw rozróżniać zamiast bezmyślnie powtarzać obiegowe txty. Sekcja komentarzy to nie miejsce wyłącznie do ochów i achów pod adresem swoich idoli. Nie napinaj się tak bo jeszcze Ci coś pęknie lol
        pozdro600

        (18)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Można Lebrona nie lubić za całokształt, ale to jest jednak niesamowite, że będzie pewnie w pierwszej trójce asyst wszechczasów. Więcej niż Magic, więcej niż Nash, więcej niż całą plejada gości, dla których to było główne zadanie… Nie śledziłem statystyk, ale pewnie w zbiórkach też będzie w czołówce, w punktach raczej nie do dogonienia, jeszcze bloki i przechwyty😊

    (2)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Niby tak, ale też zauważ, że rozegrał ponad 600 meczów więcej niż taki Magic. W przechwytach pewnie skończy na miejscu 6, natomiast w zbiórkach i – zwłaszcza – blokach (których nawet Durant ma więcej) nie zbliży się do żadnej czołówki. Cóż, jest wzorem długowieczności, to bez dwóch zdań.

      (15)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Nie jestem fanbojem lebrona ale to jak długo gra to jego zaleta i zasługa niż wada,nikt nie bronił innym legendom lepiej się prowadzić i grać dłużej… to też element sportu zawodowego.Ostatnio oglądałem film o magicu i stwierdziłem ,że był lepszy od lebrona w asystach i grze z piłką

        (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Zapomniałeś wspomnieć o pierwszym miejscu na liście zawodników z największą ilością strat 🙂
      Nie szkodzi, po to jesteśmy żeby przypominać 🙂

      (10)

Komentuj

Gwiazdy Basketu