fbpx

NBA = No Boys Allowed

10

NBA to najlepsza liga świata. Oglądając NBA w telewizji, oglądasz 400 najlepszych koszykarzy na świecie. Nie oglądasz dziesiątek tysięcy, którzy chcieli, ale się nie dostali, bo czegoś im zabrakło… Tak samo w życiu. Stawiasz sobie cele, ale czy na pewno robisz wszystko, by je osiągnąć? Nie chcę włazić z butami do waszego świata, więc najlepiej będzie jeśli skupię się na koszykówce. Nie ważne czy grasz na podwórku, chcesz dostać się do reprezentacji szkoły, sekcji uniwersytetu albo pozytywnie przejść nabór do ligowego zespołu. Czeka Cię to samo… ciężka praca.

Udowodnij samemu sobie, że jesteś twardy. Tylko mięczak wynajduje i mnoży przed sobą wymówki. Że nie jest wystarczająco wysoki, aby atakować obręcz jak D-Wade. Że ma za krótkie ręce i za krótkie palce by panować nad piłką jak Allen Iverson. Że kura nigdy nie nauczy się latać, a kogut znosić jajek… Cóż, każdy dysponuje tym, z czym się urodził, ale jak mawiał Muggsy Bogues (159 cm, najniższy zawodnik jaki kiedykolwiek występował w NBA): It’s not about what you have, it’s about how you work with what you have. Idź więc i pracuj. Nie musisz grać nad obręczą, żeby być na przykład genialnym obrońcą. Żeby na boisku koledzy musieli prosić cię, byś pokrył kogo innego.

Najważniejsze to stawiać sobie wyzwania. Michael Jordan na treningach nigdy nie chciał grać w jednej drużynie z Pippenem. Każdego dnia chciał się mierzyć z najlepszym obrońcą, jaki tylko był dostępny. MJ miał wszystko: iskrę bożą, warunki fizyczne i psychikę killera, która była zwyczajnie nie do zrycia. Ale nawet Jordan rokrocznie dostawał baty od silniejszych fizycznie Detroit Pistons czy New York Knicks. Dopiero kiedy ostro wziął się za siłownię – doszedł tam, gdzie chciał.

Co ciekawe, niektórzy zawodnicy wydają się mieć wszystko, a mimo to jakoś nie dają rady. Gracie na streecie? Na ulicy z reguły wygrywa ten, kto zdominuje strefę podkoszową i zbiórki. Niekoniecznie musi być najwyższy czy najsilniejszy (co przez lata udowadniał chociażby Dennis Rodman) ale musi być na tyle twardy, by powiedzieć równie wielkiemu osiłkowi: to moje miejsce, wypierdzielaj… No więc właśnie, niektórym nawet ostro napakowanym graczom po prostu brakuje owej twardości, podskórnie boją się konfrontacji, wolą nie patrzeć w oczy i grzecznie wycofać poza trumnę.

Jeżeli wyczuwasz u siebie podobne symptomy słabości, a bardzo ci zależy by grać lepiej – radzę ci byś spróbował zapisać się na lekcje boksu albo MMA. O rekreacyjnych zaletach obydwu dyscyplin i ich zbawiennym wpływie na psychikę ludzką nie zamierzam nawet pisać. Jeśli spróbujecie w ten sposób uzupełnić swój trening koszykarski – sami się przekonacie. Tymczasem pozostawiam Was z tym filmikiem. Do zobaczenia na streetballu…

[stream base=x:/www.gwiazdybasketu.pl/wp-content/uploads/2011/08/ flv=workout.flv embed=false share=false width=690 height=389 dock=true controlbar=over bandwidth=high autostart=false /]

Ostatnie Wpisy

10 comments

    • Array ( [0] => administrator )

      młody Steve Blake. gość jest bardzo niepozorny, ale ponoć przyjaźni się z Natem Quarry, zawodowym fighterem MMA i zdarza im się ćwiczyć razem

      (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu