NBA Play-In 2025: Trae Young traci nerwy | Jimmy Butler i Steph Curry błyszczą

14

Dobry wieczór. Patronami dzisiejszego odcinka są Krzysztof Bendig, M. Solecki, Ryszard Musielak oraz Marcin Rzu, ja nazywam się Bartek Gajewski, pojemność mózgu dorosłego człowieka to około 50 terabajtów, a to są GWBA, czyli gwiazdy basketu.

Chcesz zostać szefem kolejnego odcinka? Tutaj powyżej jest specjalna ramka.

Nie pykło!

Nie zawsze jest niedziela!

Typer od siedmiu boleści xDD i co nie weszło? 

Po czterech zwycięstwach przychodzi nam przełknąć gorycz porażki. Piję to poprzedniego artykułu, Onyeka Okongwu mimo dobrego startu, nie stanął na wysokości zadania (14 punktów + asyst zaliczył, potrzebowaliśmy siedemnastu). Kilka złożyło się na to czynników, dlatego zapraszam do lektury. Lektury relacji z meczów NBA Play-In rozegranych minionej nocy. 

Hawks 95 Magic 120

Gra zwolniła, jak zawsze w meczach o stawkę. To kwestia tremy, zaostrzenia gry, węższych rotacji, większego obciążenia zawodników… nie każdy to dźwiga. Orlando jako zespół zdecydowanie roślejszy, mocniejszy fizycznie, z pocałowaniem rąsi przyjął fakt, że mogą w tym meczu bronić nieco odważniej. 

Dla kontrastu filigranowy Trae Young frustrował się od samego wejścia. Poszturchiwany, przytrzymywany, co i rusz kwękał do sędziów, a że trochę sepleni, przypominał zezłoszczonego Kaczora Donalda. 

Magic kombinowali, podwajali na pick and rollu, odcinali od podania, czasem zostawali przy pojedynczym kryciu. Chwała im za to, ale też nie podobał mi się sposób, w jaki Trae prowadził ten mecz jako rozgrywający, a jeszcze gorzej za jego plecami wyglądał Caris LeVert. Po kiepskim starcie obaj panowie grali przede wszystkim na siebie.

Niedzielny kibic powie, Trae Young 28 punktów 6 asyst – super zawodnik! Ja powiem tak: 

  • Trae dał sobie zabrać nerwy i nie zaznaczył jako strzelec na początku (0/4 z gry)
  • od drugiej kwarty patrzył już niemal wyłącznie na obręcz  
  • wkrótce Daniels przepadł jako gracz ataku, Okongwu stał w rogach nie wiedząc co ma robić
  • w IV kwarcie zespół dosłownie się rozpadł, a Youngowi puściły zwieracze: zero asyst, dwa faule techniczne

  • zawodnicy, których miał kryć (Cole Anthony, Anthony Black, Cory Joseph zaliczyli 51 punktów przy 19/30 z gry)

32:17 po pierwszej kwarcie. Poważne kłopoty ATL na zbiórce oraz dominująca postawa zmienników Orlando. Dwadzieścia oczek prowadzenia, rosnąca pewność siebie, ożywione trybuny. Anthony zapewniający poważny suplement ofensywny. Hawks zrobili świetną pracę pilnując Franza Wagnera czy Banchero, ale gracze zadaniowi Orlando ich po prostu rozpłatali. Oprócz wcześniej wymienionych zawodników obwodu, dobrą partię rozegrał Wendell Carter Junior, autor 19 punktów + 5 zbiórek w ataku. 

Dodajmy, że Orlando wcale nie zagrało wybitnie. Charakterystyczny dla nich przestój w trzeciej kwarcie sprawił, że z dwudziestu oczek prowadzenia zrobiły się trzy. NO, ale potem na plac znów wstąpili zmiennicy i było pozamiatane. Czwarta kwarta to żałosne 4/21 z gry Hawks, aż przykro było patrzeć. LeVert i Young zaliczyli niechlubne, najniższe w zespole -26 i -22 wskaźnika plus/minus.

Jako zespół ATL trafili także (to nie błąd) 4/21 zza łuku w czym ogromna zasługa obrony Magików, którzy od momentu objęcia prowadzenia, kryli już Younga w pojedynczym ustawieniu. Dodam tylko, że średnia oddanych trójek w tym sezonie po stronie Hawks wyniosła 37 prób, także sami widzicie. Grali w nie swoją grę. Young skupiał się na wymuszeniach przewinień, głowa nie dowiozła. Przewaga warunków była zbyt duża. 

Na zakończenie trybuny skandowały „We want Boston”. No ciekawe, jak to się mówi: be careful what you wish for. Ja tu nie widzę rywalizacji z Koniczynami, przykro mi. Z całym szacunkiem dla Paolo Banchero (17/9/7) i chłopaków. Jeden przestój, tak charakterystyczny, że aż nieodzowny i nie ma meczu. 

Grizzlies 116 Warriors 121

Jeśli Trae miał prawo narzekać na sędziów, to co mieli powiedzieć zawodnicy w tym meczu, dużo zacieklejszym i bardziej dynamicznym? Przywołam tylko „faule” Pippena na Butlerze czy Looneya na Edeyu. Faule, które zaistniały jedynie w umysłach arbitrów i na protokole meczowym. Inne ciekawe rozstrzygnięcia to nieuznany blok Podziemskiego czy Steph lądujący na tyłku bez gwizdka, cuda! Zobaczcie sami: 

„FAUL” SCOTTY’EGO PIPPENA:

„FAUL” KEVONA LOONEYA:

NIEUZNANY BLOK PODZIEMSKIEGO:

Wymiana ciosów trwała od samego początku. Gigant Zach Edey pozostawiony pod obręczą, nominalnie przypisany nie do Draymonda Greena, jak się okazało, ale Mosesa Moody, a następnie Gary’ego Paytona II. 

Bohaterowie? Playoff Jimmy 38. punktów 7 zbiórek 6 asyst oraz Curry 37 punktów 8 zbiórek 6/13 zza łuku. Butler w wywiadzie podkreśla, że jest jedynie Robinem dla Stepha Batmana, ale prawda jest taka, że potrafi w meczu o wysoką stawkę przyćmić dosłownie każdego.

Niesamowite to jest doświadczenie, to samo było w Miami. Kiedy rozpoczyna się prawdziwa gra, ten gość po prostu błyszczy. Presja mu nie robi, pół rundy zasadniczej spędza na podnoszeniu morale zespołu, pcha piłki, stwarza dobry flow w ekipie, a następnie bierze i jedzie. W San Francisco dopiero się tego uczą, South Beach patrzy smutne. 

Tym bardziej, że w końcówce spotkań rywale mają zwyczaj podwajać, a nawet potrajać Stepha. I oto objawia się druga opcja, Jimmy, klękajcie narody. Pół zegara czasu akcji Stefek pracuje nad uwolnieniem się spod kurateli i znalezieniu się w zasięgu wzroku podającego. Czasem niewiele z tego wychodzi, ale nie wczoraj. Butler w tym czasie poszuka faulu, zetnie, wejdzie w kontakt. Znacie basket, styl który prezentuje… 

Dubs wygraliby pewniej, tuż przed przerwą prowadzili bodaj piętnastoma, ale panowie desygnowani strzelcy (Podziemski, Payton czy Moody) muszą trafiać rzuty z wolnych pozycji. Bez tego pojawiają się przerwy w dostawach punktowych i jest to zrozumiałe. Na plus na pewno obrona całej trójki. Takiej energii i zaangażowania idzie tylko pozazdrościć.

Mówiąc to, Jaren Jackson Junior… no obniżył loty w ostatnim czasie. Być może nie leży mu gra u boku Edeya (14 punktów 17 zbiórek) tarasującego środek. Nawet gdy nieźle wystartuje, popełnia durne przewinienia i traci cały rytm. Można było liczyć na więcej, ale no było wiadomo, że potencjał Memphis jest ograniczony.

Wiecie, dla mnie to jest niezrozumiałe trochę, że gigant pod 220 cm spędza na placu gry 33 minuty gdy po drugiej stronie biega najlepszy strzelec w historii dyscypliny. Nawet jeśli Memphis się nauczyło bronić, zasłony przejmować na pozycjach 1-4 z Edeyem przyklejonym do restricted area, to wciąż ma wiele dziur i trudno w takich warunkach zakładać cokolwiek poniżej 30-punktowej zdobyczy Stepha. Sami popatrzcie jak wyglądała kluczowa w tym meczu akcja. Ja tam zdziwiony nie jestem:

Polityka górą, były trener Taylor Jenkins oszczędniej używał Edeya, więcej kontaktu z piłką i przestrzeni miał właśnie Jackson, ale to już pieśń przeszłości. Fajna partia Santi Aldamy (14 punktów 8 zbiórek) którego nie bardzo umieli kryć w obozie Warriors. Tak sprawnego wysokiego zawodnika trudno upilnować. No, tylko strata tragiczna, cholerna, błąd pięciu sekund przy wyprowadzaniu piłki w kluczowym momencie kładzie się cieniem na występie Hiszpana. 

Grizzlies grali na trzech playmakerów, drużyna to na pewno ciekawa, bezkompromisowa, ale w tym matchupie i tak zagrali nieźle. Wygrała drużyna lepsza i pozostaje nam się z tego cieszyć.  Dla ekipy Wojowników to pierwsze zwycięstwo w historii jeśli chodzi o Play-In. Niniejszym awansowali do playoffs z siódmego miejsca i już niebawem zmierzą się z Houston Rockets, których teraz należy pozdrowić. Fajna seria się szykuje, ostra jak brzytwa. Brooks, Green, Thompson, Butler… będzie się działo! 

Dobrego wieczoru Panowie, Panie, dzięki za odwiedziny! Dziś w nocy o ósme miejsce walczą Miami vs Chicago oraz Dallas vs Sacramento. Kogo macie? B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Jimmy lubi grać w play in 😆
    Oby znowu pociągnął zespół do finału
    Z Bostonem w play offach też lubi się mierzyć 😂

    (11)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie rozumiem tych komentarzy radosnych, że komuś nie wszedł zakład. Nie wiem, lepiej niektórym od tego? No nie weszło, logicznie i statystycznie wiadomo, że kiedyś musiało się to wydarzyć. Tylko, że to co – jak wejdzie zakład to powinni ludzie pisać coś w stylu: „i co cieniasy?” „jechać biedę i niedowiarków”? Ludzie, dorośnijcie, naprawdę.

    (17)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Co do meczu – mimo sędziów, którzy przeszkadzali w jednym i drugim meczu, to widać tę różnicę w głowie, psychice, między takim Butlerem a Kulfonem, czyli jak powinien zachować się lider, kiedy sytuacja tego wymaga.

    (5)
  4. Array ( )
    Washington Irving 17 kwietnia, 2025 at 09:56
    Odpowiedz

    Adminie ten wykrzyknik w mojej wypowiedzi dodałeś chyba dla efektu dramatycznego.
    „Nie zawsze jest niedziela ;)” znaczy, że każdy czasem się pomyli, nie każdy mecz wygramy itd. Czasem po prostu tak jest.
    Publikujesz treści publicznie i umożliwiasz ich komentowanie więc musisz liczyć się z tym, że nie każdy komentarz będzie klepaniem po pleckach. Ja niejednokrotnie broniłem tu Twojego podejścia kiedy ludzie krytykowali to w jaki sposób i co piszesz, ale jak człowiek popełnia błędy (szczególnie w kontekście nietrafionej analizy tamtego meczu, która była napisana na wysokim poziomie pewności ) to należy się liczyć z tym, że ktoś zwróci mu na to uwagę.
    Powodzenia w dalszym typowaniu.

    (10)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    W GSW Steve Kerr ciekawie miesza. Biały drągal Quentin Post gra spore minuty, a z ławy nie podnosi się niby wielki talent i przyszłość klubu Kuminga – a jest zdrowy. Podobno Kerr powiedział, że mając Butlera i Draya nie potrzebuje trzeciego atlety na boisku. Ale żeby w ogóle chłopakowi nie dać nawet 5 minut parkietu do powąchania, żeby nie zaśniedział?

    (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Bartek, jak stawiasz pary:
    Rockets-Warriors
    i
    Nuggets-Clipper?
    W obu przypadkach kusi, żeby postawić na „tych drugich”.

    (0)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Od wczoraj jest neutralny jak Szwajcaria i nie opowiada się za zadną stroną…chyba że grają chłopoki z La La Landu👍

      (2)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Warto zaznaczyć, że Grizzlies byli +6 przez te blisko 33 minuty kiedy Edey był na boisku i -11 przez 15 kiedy siedział na ławce, a Warriors co chwilę go podwajali, kiedy dostawał piłkę tyłem do kosza.

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu