NBA playoffs 2025: skompromitowany Boston | Shai Gilgeous Alexander i spółka biorą rewanż

Witam serdecznie. Na wstępie od razu zaznaczę… no… obawiam się, że nie mam dobrych wieści do przekazania, zwłaszcza jeśli jesteś fanem celtyckich klimatów, bostońskich koniczynek. Jeśli chcesz sobie oszczędzić bólu, może lepiej przestań czytać… co? Patronami dzisiejszego odcinka są Marcin Tyrpa, Erharisson oraz A Kaznowski, ja nazywam się Bartek Gajewski, sok z koniczyny można pić rozcieńczony albo dodawać do drinka, ale trzeba uważać z ilością, bo może działać przeczyszczająco, a to są GWBA, czyli gwiazdy basketu.
To jak kibicu bostoński, wciąż tu jesteś? W porządku, ale czytasz dalej na własną odpowiedzialność, żebyś na koniec nie miał do mnie pretensji…
Knicks 91 Celtics 90 [2-0]
Piąty raz w tegorocznych NBA playoffs zdarza się, że zespół wraca z dwudziestu punktów dołka. To sytuacja bez precedensu, absolutny rekord. W tym, drugi raz z rzędu (!!) ofiarą podobnego zdarzenia padają obrońcy tytułu (!!!) którzy tym razem prowadzili 73:53 pod koniec trzeciej kwarty. Ba, prowadzili 84:68 na osiem minut do końca spotkania. Inaczej, na dystansie ostatnich ośmiu minut i 40 sekund zdobyli w sumie SZEŚĆ oczek, aby w sumie przegrać jednym punktem.
To jest zapaść na miarę czasów, dekonstrukcja psychiczna, głęboki uraz. Napisałbym teraz „F%ck Boston” bo jestem już zmęczony oglądaniem zblazowanych, znikających pod presją gwiazd: Jaysona Tatuma i Jaylena Browna. Napisałbym chociaż nie powinno się kopać leżącego, znęcać dodatkowo nad psychicznie rozbitym, co leży, wije się, przez ręce przelewa.
Po pierwszym meczu Celtics stali pod ścianą wyłożoną pluszem. Teraz leżą w pozycji embrionalnej, wyglądają jak pacjent w ciężkiej depresji. Tak też się zaprezentowali dziś w nocy, wnioski zdecydowanie nie zostały wyciągnięte. Jayson Tatum jako lider. Joe Mazzulla jako trener. Czy ktoś ich widział? A, chrzanić to! F%CK BOSTON!
Mazzulla: dlaczego nie wziął przerwy by przerwać szarżę nowojorską (najpierw 9:0, a potem 12:0) dlaczego nie wziął przerwy w ostatniej akcji? Tatum poleciał na dzikusa w środek, bo poprzednim razem mu wyszło, obrona się rozstąpiła. Tym razem go przyblokowali, więc skręcił do lewego rogu, sam nie wiedząc co będzie dalej (i tu Mazzulla przespał najbardziej!!!)
Knicks doskoczyli do niego, więc próbował oddać na łuk (pewnie, wal kolejną tróję gdy potrzebujesz dwóch punktów) tylko że zza pleców wychynął dodatkowo długoręki Mikal Bridges i piłkę świsnął, zabrał, przechwycił. Koniec. Seria przenosi się do Madison Square Garden, a tam dopiero będzie presja.

Brown: 1 asysta 6 strat popełnionych. Forsował grę pod kosz, bo o to go prosili. Niestety 8/23 z gry roboty, celu nie zrealizuje. Sędziowie zezwalają na ostrzejszą grę w polu trzech sekund, więc się Boston chwieje, zamyka w sobie. Generują wciąż pierwszorzędne pozycje rzutowe, ale wszystko to trójki. W pierwszym meczu spudłowali 45 prób zza łuku (15/60) tym razem 30 prób (10/40). W dwumeczu zaliczają więc równiutkie 25/100 za trzy. Gorzej rzucać się po prostu nie da!
Tatum: w dalszym ciągu się po boisku „przechadza”, jedną trzecią czasu stoi na prostych nogach, czeka na swój moment. Wyraźnie stroni od silnego fizycznie OG Anunoby (OG stawał naprzeciw Tatuma w 38 akcjach, z czego Jayson oddał jeden, niecelny rzut!!!) który stopuje jego szwung, penetrację. W efekcie JT wciąż szuka opcji do odegrania, wyraźnie nie czuje też rzutu (5/19 z gry) więc nie bierze gry na siebie.
Wysoka zasłona od lub dla „małego” kończy się miękkim podwojeniem jego osoby, więc z przyjemnością robi krok w bok albo spiernicza do rogu, zadowolony, że to nie na nim spoczywa ciężar bieżącej akcji i zgadnijcie co, równie ciężko się to ogląda.
Jestem fanem dobrej koszykówki, doceniam umiejętności Tatuma, ale facet po prostu nie jest skrojony z materiału, z jakiego byli zrobieni najwięksi mistrzowie. Gołym okiem widać blokadę psychiczną i częściowo odłączony układ nerwowy. Gra wymagała szarpnięcia, męskiego uderzenia pięścią w stół, zaznaczenia granic. Nic takiego nie nastąpiło, Tatum skapitulował, pozwolił się dogonić i wyprzedzić, niejako bez walki. Takie coś przysłał mi kolega i patrząc na dzisiejsze wydarzenia w TD Garden, trudno się z poniższym obrazkiem nie zgodzić:

Jalen Brunson (17 punktów 7 asyst) w końcówce meczu znów stanął na wysokości zadania jako lider, oto ostatnie pięć minut w jego wykonaniu:
- celna trójka (3 punkty)
- trafienie z półdystansu (5 punktów)
- layup na prowadzenie (7 punktów)
- dwa celne rzuty wolne (9 punktów)
Patrząc na to, kibice bostońscy mają serdecznie dość. Przestoje się zdarzają i będą zdarzać, to można wybaczyć. Niewybaczalne są natomiast kapitulacja, słabość psychiczna. Czemuś takiemu trudno kibicować, nikt nie chce mięć miękkiej, rozmoczonej fajki za herosa, za wzór, za symbol dumnego, pełnego ciężko pracujących ludzi miasta, prawda? Larry Bird musi czuć teraz zażenowanie. Gdzie się podziała duma, gdzie jest to grzane przez cały sezon hasło pt. Celtic Pride?

One and done?
Bardzo brakuje na parkiecie Kristapsa Porzingisa, który znów zapadł na nieokreśloną, tajemniczą chorobę i widać wyraźnie, że mu tlen odcina. Nie ufa własnemu organizmowi, w obronie wygląda jak weteran wojny secesyjnej, jak pirat z drewnianą nogą, jak dziadek po rekonstrukcji obu ACL. Łotysz wystartował dziś z ławki, na placu spędził ledwie czternaście minut, zdobył osiem punktów, ale Celtics z nim na boisku wyszli na minus dziewięć. „Tingus Pingus” to jest absolutny klucz do usprawnienia ofensywy C’s, ale jego „nie ma”. Aktualna dyspozycja zawodnika kłopocze bardzo trenera, musi kłopotać.
Na plus pod koniec znów zaskoczył Mikal Bridges, którego czwarta kwarta to 14 punktów 3 zbiórki i kluczowy przechwyt. Podobnie jak w pierwszej grze, kradnie piłkę w absolutnie kluczowym momencie. Czternaście punktów to wszystkie, jakie Mikal zdobył w tym spotkaniu! Karl Towns (21 punktów 17 zbiórek) brał na plecy rywali, grał tyłem do kosza gdy zrobiło się gorąco w środkowej części meczu. Gapowaty jest, ale walczy.
Knicks być może nie mają takiego potencjału, nie są w stanie efektywnie kryć obwodu, ale są twardsi, wierzą, grają swoje do końca i za to szacunek! Temu się otwarcie i szczerze kibicuje, prawda?
Nuggets 106 Thunder 149 [1-1]
Czy możemy mówić o zwolnieniu blokady psychicznej? Najlepszy gracz świata Nikola Jokić wyglądał jak niedźwiedź, którego dopadła sfora dzikich psów. Rezultat mógł być tylko jeden: pogryzione cielsko, poszarpane futro i ucieczka. Lepsze to niż stracić życie, dać sobie przegryźć tętnicę, prawda?
Denver szybko zrozumiało, że nie ma czego szukać w tym spotkaniu. Po pierwszej kwarcie przegrywali 24 punktami (21:45) a do przerwy stracili rekordowe na skalę NBA playoffs OSIEMDZIESIĄT SIEDEM punktów, czyli o trzy mniej niż Boston zdobył przez cały mecz…
Najważniejsza zmiana to energia Cheta Holmgrena (15 punktów 11 zbiórek 2 przechwyty 2 bloki w dwie kwarty) na starcie spotkania. Jego najbardziej brakowało mi w pierwszym meczu i cieszę się, że tym razem dojechał. Shai mówicie niegodny MVP? Co zatem powiecie na 34 punkty i 8 asyst przy 11/13 z gry oraz 11/11 FT w czasie trzydziestu minut? Jego wskaźnik plus/minus wyniósł +51.
Nie ma co wiele opowiadać. Energia postawionych pod ścianą gospodarzy była lepsza na starcie. Denver wyraźnie chciało na początku uruchomić, zaangażować ofensywnie Jamala Murraya. Ten oddał kilka trudnych rzutów, następnie parę trójek odbiło się od obręczy i po drugiej stronie zeszła lawina. Gdy się parę akcji dobrze „kliknie” Thunder i zaczynają podnosić intensywność, nie ma w NBA ekipy, która im dorówna.
Scott Foster, czyli człowiek od wyrównywania serii, odgwizdał Jokerowi chyba 3 albo nawet 4 ofensywne faule. Za to po przeciwnej stronie większość ataków to rzuty wolne, mniejsza z tym i tak byłoby 1:1. Denver (może poza Westbrookiem) nie byli w stanie dorównać energetycznie gospodarzom.
Michael Porter Junior zalicza 8 punktów przy 2/10 z gry. Obok Paula George’a to musi być jeden z najgorszych kontraktów w lidze, nie? Żeby było jasne, jedyne dwa trafienia zaliczył w garbage time. Cristian Braun zostawiany na łuku, ale wszystko poszło, odbiło się od żelastwa. W efekcie mecz był nieformalnie zakończony po pięciu minutach, a ja zamknąłem laptopa, bo późna już była godzina.
Pytanie brzmi jak będzie wyglądać trzecie spotkanie. Gra na wysokości, w górach Colorado to pewna przewaga gospodarzy, ale myślicie, że to wystarczy? OKC wyglądali dziś jak spuszczone z łańcucha psy, z tym się nie walczy, nie próbuje ścigać, tylko ucieka za płot, za furtkę i czeka aż pies sobie pójdzie.
Dobrego dnia Panowie, Panie. Aha, wczorajsze typy tym razem nie weszły. Tatum osiągnął co prawda 14 zbiórek i 5 asyst, ale tylko 13 punktów. Spudłował czternaście rzutów, od reszty się migał. SGA z kolei, z uwagi na blowout grał zdecydowanie za krótko (4 zbiórki, potrzebowaliśmy pięciu). Jako typer uważam, że propozycje były dobre, niestety taki jest sport. Odrobimy następnym razem, pozdrawiam! B










Jako fan Bostonu nie czuje w ogóle urazy czytając ten artykuł bo mam takie same odczucia, ciężko się to ogląda, wyglądają na jakiś zmęczonych, bez pomysłu na grę. Pytanie co jest tego problemem bo może być ich kilka: urazy Browna, Tatuma, Kristapsa, a może weryfikacja Mazzulli jako trenera?(Wciąż jest mimo wszystko świezakiem mimo tytułu). Nie zapominajmy, że NYK to utalentowana drużyna zbudowana żeby pokonać TEN Boston tylko, że ja tego Bostonu tu nie widzę i szczerze ludzie piszą o jakiś combackach ale z taką grą jakoś nie chce mi się w to wierzyć.
Boston, Bostonik, Bostoniuniek. Dżejson znowu nie pogra w kadrze USA, bo tym razem nawet powołania nie dostanie 🙂
W tym momencie chce żeby Boston przegrał serie. Nie zasługują na zwyciestwo. Nie widać tam sportowek zlości a na dodatek się usztywnili i w MSG moze byc równie. Przegrane dwie na własne życzenie. Ciekawe jak oni teraz ze sobą rozmawiają? Na dodatek nie ma samca wśród nich ktory by ich wział za łby i zrobił porządek. Takiego tam niet. Nie zasługuja na czempionat!
Jako fan Bostonu ze wszystkim się zgadzam, żałosne tyłka są te miniaturki, gdy Boston wygrywa wystawiacie zjecie łysego bez zęba a jak przegrywa to Tatuma niemowlaka. Byle kopać Boston ale już dawno wiadomo że administrator jest fanatykiem Lakers i robi wszystko byle opluć Boston, co jest strasznie dziecinne, bo jak się jest starszym to tego typu wojenki są po prostu żenujące. Ja lubię Boston i lubię Lakers, naprawdę to możliwe
Stary, przeczytaj czasem to, co napisałeś, popraw i dopiero wtedy wyślij.
Koleś ty jakiś odklejony jesteś. Autor super zrecenzował mecz. Ja nie przepadam za LA w szczególności za Lebronem ale szanuje co.kto.o nich napisze i jakoś zawsze obiektywnie Bartek to zbiera do kupy. Lubię Boston ale kolejny raz zabrakło im jaj ikry bo nie wiem jak to inaczej nazwać i jak można kolejny mecz przegrać w dokladnie ten sam sposób. A mówimy przecież o mistrzach NBA!!
Jak lubisz zarówno Celtics jak i Lakers to nie jesteś prawdziwym kibicem. To tak jak lubić zarówno Real, jak i Barcelonę. Legię i Widzew. Tak się nie da!
no właśnie jak jesteś widowiskiem zaciętej, fajnej gry to każde takie derby barca-real, celtics-lakers sa super rozrywką, niejakim świętem rywalizacji, są emocje… jak kibicujesz rozrywce, czy pojedynczym zawodników a nie jakimś klubom… w nba więcej osób kibicuje zawodnikom a nie klubom (kluby to firmy, to własność miliarderów, to zwykły biznes :P)
Czyli można po prostu pasjonować się sportem i podziwiać sportową rywalizację czy widowiskową grę jeśli nie jesteś „wyznawcą’, którejś ze stron? Ok. Może dla Cb tak. Moim zdaniem kompletna bzdura. Absolutnie nie musisz się przywiązywać do żadnej ze stron żeby doceniać grę i emocjonować się jej przebiegiem.
Zresztą przenosząc to być może akurat nie w pełni 1 do 1 na inną płaszczyznę. Gdy Polacy wreszcie przestali skakać sobie do oczu wyznając PiS lub PO tylko zwyczajnie zaczęli dbać o swój własny kraj, o to co im się w nim podoba lub nie, co dla niego będzie dobre, co przyniesie zyski, w jaki sposób powinien funkcjonować etc. to jak myślicie? Byłoby miejsce na wprowadzenie chociażby zielonego ładu? Czy wówczas również z chęcią stwierdzilibyście, że z przyjemnością będę płacił więcej za wszystko bo mam pewność, iż od tego planeta będzie czyściejsza. Że skoro już płonie, to pewnie zaraz zgaśnie jak tylko zapłacę za prąd 200% ceny. Prawda? I najbardziej byście się kłócili o to czy ktoś do kościoła sobie chodzi, czy też nie. Na pewno prawda? Przecież zależy nam na merytorycznych rozmowach i dlatego nawalanie się maczugami ma najwięcej wyświetleń… xd
Troszkę dystansu. Troszkę mniej emocji tam gdzie ich nie potrzeba. Troszkę więcej racjonalnego myślenia..
Niespełna 20 lat temu w odległej galaktyce, a może tu na ziemi…
Zarząd Bostonu: „Cześć Tom, co tam?”
Thibs: „To ja ustawiłem tą drużynę, wyślijcie tego figuranta Doca do Bucks albo innych Clippers i idziemy po 3-peat’a”
Zarząd Bostonu: „Przykro mi Tom, nie możemy tego zrobić. Doc to drugi po Magicu Johnsonie uśmiech w całej NBA.”.
Thibs: „… zemszczę się…”
😎
Pozdrawiam
Rewelka!
Wpadka może się zdarzyć raz, ale za drugim razem to już oznaka, że coś jest nie tak. Nawet jeśli przerąbali o włos to nie ma znaczenia, bo kluczowe jest to, jak fatalną postawę pokazali w 4. kwarcie. To było zaiste żenujące i Knicks zasłużenie wywożą z Bostonu 2 zwycięstwa. Bez jakiejś szczególnej niechęci do Celtics, bo to fajna, utalentowana ekipa, która pokazała naprawdę najwyższy poziom w zeszłym sezonie, ale teraz zasłużyli na to, by zakończyć swoją przygodę z playoffami.
Z drugiej strony mamy Thunders, którzy pokazali zupełnie inny mental po przegranym otwarciu serii – rzucili się na przeciwnika od pierwszej minuty i nie odpuścili im na moment. Tak się gra w PO! Oczywiście to jeszcze nie koniec, ale widać kto jest na fali, a kto w dołku. Na dziś obstawiałbym finał Zachodu OKC-MIN, a na wschodzie NYK-? (Cavs mimo wszystko mogą się podnieść, tym bardziej że naprawdę pokazali ducha walki w obu tych spotkaniach, choć przyznam że gra Indiany cholernie mi się podoba).
F%CK BOSTON! 😀
Je boston
Jeżeli KAT ma więcej jaj niż twój lider, to wiedz, że coś się dzieje, to wiedz, że szatan się tobą interesuje.
haha
F@CK BOSTON!
Czego się po nich spodziewać, jak tam nie ma lidera, mem ma samca alfa, nie ma mordercy jak MJ czy Kobe. Banda miękkiszonów, owszem, utalentowanych, ale ciągle miękkiszonów.
Choroba Porzingisa nazywa się obsrane gacie.
I jeszcze te spamowanie zza łuku, obrzydliwe!
Knicks bardzo ładnie, w MSG jak wygrają teraz jeden z dwóch meczów to będzie po serii. I bardzo, kuwa dobrze!
Dwa lata wcześniej było blisko blamażu z Heat. Doprowadzili do wyrównania przy stanie 0:3 (wiadomo Jimmy domknął temat w game 7).
Tylko że wtedy po parkiecie w trykocie koniczynek biegał Smart.
Brak sweepa będzie dużym zaskoczeniem.
I jeszcze jedno Mazzulla musi odejść.
No dramat… wypisz wymaluj
Orlando vs Houston
i cztery pudła Erica Snow w finale.
4 pudła Nicka Andersona stary 😁
Ech.. nie chce mi się ale muszę… utor jak zwykłe ma tendencje do dramatyzowania, jak w sezonie NY nie potrafił wygrać z BOS to pisał że absolutnie nie mają szans, teraz po dwóch przegranych Celtów piszę „f..” Boston.. czy pamiętacie serię z 2002 kiedy to Spurs prowadzili 2:0 z LA? W efekcie to Lakers cieszyli z Tree Peet. To są playoffs, to jest sport, ti nie ma i nie było nic pewnego. Panie Bartoszu, proszę nie ferować wyroków, śledzę tę ligę dłużej niż Pan i niejedną niespodziankę pamiętam. Zresztą, niedawno pisał żeby pamiętać o docenianiu serc mistrzów, prawda? A dziś? Proszę o więcej konsekwencji a mniej pisania pod nastoletnich internautów. Łukasz, od zawsze fan Spurs.
W Lakers 2002 był Shaq, Kobe, czy Robert „clutch” Horry. W Celtics nie ma nikogo podobnego.
A w Spurs najbardziej zwycięskie trio w historii ligi, kolego. Pamiętam że po dwóch meczach wieszczono sweep dla Spurs…
Pozdro dla fana Spurs od 1998 roku.
Jest 2:0 dla NYK jednak Boston gra słabo, nie odpalili wrotek. Myślę, że wrócą.do Bostonu przy 2-2. Nie ma co ich przeceniać. Talent mają.jednak nieco większy niż NYK. Co nie zmienia faktu, że dwa mecze przegrali na własne życzenie.
Ale w 2002 LA wygrało 4:1 z SAS więc o jakim 2:0 piszesz dla SAS? pierwszy meczy wygrali LA 86 do 80 ….
Z innej beczki…
Go Pacers!!!!
Cavs – Indy: To było wręcz impossible …. wygrać w takich okolicznościach 🤯🤩
Inna sprawa, że wg mnie Haliburton nie był faulowany przez Mitchella..
Co myślicie?
Smaczku dodaje jeszcze fakt, że Siakam w końcówce pudłował niemiłosiernie osobiste, a i tak wygrali…
Impossible !!!!
Niesamowity jest Brunson, jak on to robi, że przy tych warunkach fizycznych przejmuje końcówki i jest w nich taki pewny. Zimny sku…iel.
@Admin, zwracam honor, 40 letni lebron jest bardziej watrosciowy niż ten damski narząd rozkoszy między nogami który zwie się JT.
Brak jaj zawsze był problemem tej ekipy z Bostonu. Pamiętacie finał konferencji z Miami? Było podobnie, ale prawie wyrwali serię z 0:3. Chcę wierzyć, że jeszcze się pozbierają i wygrają serię.
Koniczynę to tylko owce, króliki, kozy, krowy, susłowy, konie, kapibary i inne takie zwierzaki. Dla człowieka i psa to jest nieoglądalne
Kompletnie nie rozumiem tego NY. Jako ich kibic miałem już nadzieję, że dostaną w papę od Detroit i nareszcie zmieni się trener. Wyglądali na miękiszonów bez charakteru w ataku (poza Brunsonem oczywiście) i nędzę z bidą w obronie. A tu proszę, taki odpał luźnych szelek, gryzienia parkietu i tupetu. Chyba coś muszę odszczekać, ale jeszcze nie wiem co. Boston niech odpadnie, skoro 100 trójek w dwa mecze odpalają. Nie da się patrzeć na taką koszykówkę.
To że jesteś kibicem Knicks.
Bo ta ekipa ma po prostu właściwy mental do walki o najwyższe cele. W sezonie zasadniczym różnie bywa – mogą być okresy spadku formy, nie da się utrzymać intensywności i motywacji na równym poziomie przez długie miesiące. Ale tu włącza się im po prostu właściwy tryb i nie ma zmiłuj. W sezonie mogą być spore kwasy w drużynie – a to Hart kłóci się przed kamerami z Thibsem, a to Bridges narzeka że zajechany, a to Towns, że za mało minut dostaje – to wszystko nie ma znaczenia kiedy przychodzi playoff. I ja to szanuję. Takiej drużynie chce się kibicować.
Być może Detroit było twardszym przeciwnikiem niż są Celtics…
Fortuna na pstrym koniu jeździ. Rok temu Celci w finale konferencji wyciągnęli dwa pierwsze, wydawałoby się przegrane spotkania z Pacers. W tym roku Knicks zrobili im to samo.
I tak będzie 4-2 dla celtics
denver, przecież oni osiągnęli co mieli – wyrwać jedno, pierwsze spotkanie i przewagę parkietu. Co się da więcej wzięliby, w Q1 wyszło, że nie, więc odpoczynek na dom… zniwelowali przewagę parkietu. Po tych roszadach z gm, trenerem i ploty o atmosferze, z właścicielem… to i tak sukces, gdzie są. Oby rywalizacja była ciekawa…
Bartku rozumiem złość i chęć dowalenia Bostonowi ale brakuje mi tu większego docenienia tego co odwala NYK. Przecież Bridges i OG to są harpagany jakich mało. Robinson gdyby nie te rzuty wolne to jest game changer momentami i do tego po prostu Jordan 2.0 czyli Brunson, który praktycznie nie zawodzi. Chłop chyba przed meczem śpi w chłodni bo jego nerwy są ze stali. Pozdrawiam
Admin w formie, dzięki 🙂
Nigdzie tego jeszcze nie pisałem, ale te faule na Robinsonie są żenujące. Tak im się to spodobało w pierwszym meczu, że powtórzyli, z wariacjami na temat, w drugim. Nie mogę znaleźć fragmentu, jak Jrue skakał na Robinsona, żeby sędziowie gwizdnęli. Podwórko. Jakby jeden szachista dmuchał w grzywkę drugiemu, żeby wygrać. Straciłem do Bostonu szacunek. BTW. intencjonalny faul bez piłki powinien dawać osobiste i piłkę z boku.
Kocham Knicks!! Uwielbiam tę walkę, poświęcenie, zajadłość, niezłomność… Brunson kozak. Przy tych parametrach każde, każde clutch jest jego. Jak?!
Thibodeau: you’ve got to keep fighting, keep going, talk to each other all the time. Może i gracze nie lubią się z trenerem, ale jednak nadają na tych samych falach.
Hart pracuś, OG pracuś, Bridges pracuś. Słabe z nich smerfy.
I muszę napisać o Robinsonie raz jeszcze. Tyle razy już go transferowałem. Tyle narzekałem. Zeszłe PO miał dobre, jak na takiego gościa. Ale tu, wskakuje półkę wyżej, jak wtedy Hartenstein. Napiszę przekornie, że jest kluczowy. Tyle razy, co wychodził do kogoś pokroju Tatuma i był bliski czystego wybicia, to nigdy bym się nie spodziewał. Umie wywrzeć presję. Czuje rytm drużyny, daje coś od siebie. Gdyby tylko miał lepszy zmysł pod koszem – do alleya i zbiórki.
O psychice Bostonu pisałem w zeszłym sezonie. Wtedy nagle coś im pykło w głowach i zdobyli pierścienie. Dlatego nigdy nie będę ferował wyniku serii, bo czasem jeden moment potrafi odwrócić kartę, zmieniając bieg wydarzeń.
Z NYK jestem już dumny i nie oczekuję nawet, że przejdą Celtów. Ok, nie wiem, co może powiedzieć trener po drugim meczu, który jest kalką pierwszego. Przecież nie powie tego samego, skoro nie zadziałało.
W MSG będzie im paradoksalnie łatwiej, ale jak zajrzy im widmo 0:3, to chyba każdemu sypie się psycha do reszty. Cały sezon na nic. A Paul Pierce będzie szedł boso 30km do studia. W szlafroku. Bo się założył, że nie przegrają drugiego spotkania.
Skoro już ubiłem śmietanę, to znów zaczepię:
A co powiecie na finał OKC-NYK? Intensywnie by było. Szybko, co daje przewagę Thunder, ale na mocnym kontakcie, co nie wiem, czy nie byłoby zaletą Knicks, patrząc na nich w tych PO.
Doszedłeś? Jak Knicks przestaną tak grać, też będziesz z nimi? Czy to chwilowy zryw podniecenia? Wykorzystaj to mądrze 😉
Smutne jest to jaki panuje hejt w internecie, oczekiwanie tylko na to, aby wyrzygać nienawiść do kogoś (czyt. zespołu).
Chodzi mi tutaj o Boston.
Tak owszem, dają dupy po całości. To nie jest ten zespół co w zeszłym roku.
Wine ponosi ten sam człowiek, który doprowadził ich do zeszłorocznego mistrzostwa.
To trener jest miękką fają, powinien wylecieć, niezależnie co się stanie. Płacić taki podatek i grać taką padakę?
Nie może to przejść.
Mówią o tym sami fani tego klubu, którzy widzą co się dzieje i mają dosyć.
Ale żeby aż tak źle życzyć i wyzywać? Ogarnijcie się. Seria się jeszcze nie skończyła. Może się obudzą teraz i do finału pokażą charakter?
Za dużo sezonowców, za dużo chorągiewek, stąd się to bierze. Doświadczony kibic tak się nie zachowuje.
Dramat.
Nie, wszyscy mają się kochać, o to Ci chodzi? Zaorać rywalizację, wbijanie szpilek rywalom, wywalić trashtalk, to wszystko do kosza. Make love!
Co za absurd.
Spokojnie dopóki piłka w grze lubię gdy admin jedzie po bostonie a później pięknie przeprasza że jednak to CELTICS także jesteśmy spokojny 4:2 albo 4:3 dla ķończynki.
Mam wrażenie, że zawodnicy Bostonu mają już dość tej debilnej taktyki i rzutów za 3, stąd taka gra między innymi.
Mazulla out.
Nie wiem co się z nimi stało, granie bez pomysłu, rzucanie rekordowo dużo trójek, nie da się oglądać.
Życzę im jak najlepiej.
Czytam że LBJ szuka usprawiedliwień po blamażu z wilkami…macie coś wspólnego 😀 teraz wymyslił że metch up mu nie grał z minny,wolałby Denver albo coś tam… o boshee z króla do błazna jeden krok 🙈Goat xd
Michael Porter Junior gra z kontuzją barku
Z pozdrowieniami dla wszystkich fanów NYK:
Defense wins championships!
🙂
Do tej pory dwa razy.
Nie jestem kibicem sezonowym. Ale dopiero od dwóch lat, dekadach posuchy, oglądam takich Knicks na jakich się wychowałem. Nie żadne pipki. Umówmy się – kiedy NYK mieli majstra? W 73? Ale wtedy oglądałem, bo Starks, Ewing, Oakley, Mason, Smith, Harper. Tak samo jak Bad Boys z Detroit – Laimbeer, Thomas, Rodman. Dlatego mnie podoba się walka. Póki Knicks walczą, wynik nie ma znaczenia, to jestem happy. Fajnie rosną Pistons i teraz – sporo walki i energii tam jest, więc mam nadzieję, że pójdą w stronę gryzienia parkietu i będę miał znów dwie ekipy na Wschodzie do oglądania meczów.
Już tylko 2:1 dla NYK niesamowite skupienie Ala Horforda nawet na grze bez piłki widać że czuję 2 pierścień. A Towns oddychał dziś rękawami niewiem kto ma lepszą kondycję on czy Doncić? Czekam na opis admina pewnie napisze że NYK odpuściło no tak wytł umaczy tradycyjnie. Kiedy GSW było broniącymi mistrzostwa i byli w podobnej sytuacjiii admin pisał że mistrza nie należy lekceważyć ale o Bostonie tak nie napisze bo go coś boli. Niezbyt często się tu wypowiadam ale od ostatniego czasu zaczynam lubieć tą Twoją Adminn pewnosc bo czuć że może być na odwrót z wynikiem do 4 zwycięstw. Oceniam Admin spostrzeżenia i obiekcje Twoje na 70% różnych meczów NBA i wolę jak probasket ale na 100 % nigdy nie będzie szans bo zawsze Cię ponosi pycha.