NBA: Tomas Satoransky i jego czeskie nauki

28

Piwko, knedle, zmarlizny, amerykanske brambory, smazeny syr. Jak oni śmiesznie gadają! Kreciki – Ahoj! Dostępu do morza brak, nad nasze muszą jeździć. Czeski film – nikt nic nie wie. Wiesz, że w Pradze mają pomnik, na którym dwóch kolesi sika wodą do sadzawki o konturach w kształcie mapy Czech? Kafka, o tym mówili na polskim. Krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie, czescy metale, pepiki. Zawsze się poddają, gdzie im tam do walki. Jeszcze ta Praga, Flixbusem się dojedzie, można zobaczyć.

Przygraniczne zawody biegowe a Tomas Satoransky i jego charakter

Powyżej prezentuję tylko fragment krzywdzącej litanii Polaków o Czechach, których albo traktujemy jako niepoważnych, albo z góry. A najlepiej oba naraz. Mieszkając tuż przy granicy polubiłem i ten kraj i jego mieszkańców. Znajomy opowiadał jak pojechał na zawody biegowe do pobliskiego miasteczka naszych południowych sąsiadów. Podczas gdy u nas na zawodach wszyscy ustawiają parametry GPS w super nowoczesnych zegarkach oraz poprawiają pasek z żelami energetycznymi coby im na trasie 10 km energii nie zabrakło (!) Czesi leniwie zdejmowali wełniane swetry i drapali się po plecach. Tempo biegu było ponoć bardzo dobre, dla zwycięzców przewidziano po kracie piwa, a gdy okazało się, że organizator zapomniał zapewnić zmotoryzowanego powrotu z mety na start, przy wygranych zaroiło się od życzliwych osób, chcących ponieść pitne trofeum. Wyżłopano je więc zgodnie, do punktu początkowego wracając z pustymi skrzynkami.

Przepraszam za te przydługie anegdoty, ale taki właśnie jest Tomas Satoransky, nasz dzisiejszy bohater. Statystyki niewiele dlań znaczą, podobnie jak występy w pierwszej piątce czy gratyfikacje finansowe. Z lekkim zażenowaniem przypatrywał się “stajni Augiasza” panującej w szatni Wizards. Samemu zapewniał to, co umie najlepiej – nienaganne prowadzenie gry i asysty produkujące proste punkty. Z dziennikarzami umawiał się na wywiady na piwo, czy do escape roomów, kumple z szatni (w tym Marcin Gortat) określali go mianem “glue guy” i tylko Bradley Beal oponował twierdząc, że Satoransky pod nieobecność Walla jest numerem jeden Waszyngtonu! Wielu nie dziwi też fakt, że będąc w pełni ukształtowanym koszykarzem, objął pozycję wyjściowego rozgrywającego Chicago przed zapomnianym Krisem Dunnem i jeszcze nie do końca nieobjawionym Coby Whitem. Proponuję: sprawdźmy jaka wyglądała jego droga, od dzieciaka zakochanego w Chicago Bulls, do startera tej drużyny.

Przedszkole i siatkówka

Pani Satoransky pracowała w przedszkolu. Do pracy chadzała z torebką, w której znajdowały się m.in. bibuła, kolorowanki i inne niezbędne gadżety dla szalejącej dzieciarni. Lubiła swoją robotę, ale potem musiała odreagować. Najbardziej lubiła siatkówkę.

Dzieci były grzeczne, ale jej własny syn, Tomas… on zawsze musiał wygrywać. Z precyzją chirurga wyjmował bierki, niczym wielki analityk zapamiętywał kafelki memory, z zaciekłością Picassa babrał się w plastelinie by zwyciężyć w konkursie. Wygrać, wygrać, wygrać, ale i na szczęście pomagać, pomagać, pomagać – tak to było z chłopcem zakochanym w Bulls i Jordanie, który od drugiej klasy podstawówki postanowił iść w ślady swojego idola i wykorzystując swój talent już jako piętnastolatek grał w lidze czeskiej!

Cała rodzina Satoransky odznacza się wysokim wzrostem i umiłowaniem do gier związanych z użyciem piłki, szczególnie familia Tomasa upodobała sobie wspomnianą siatkówkę, na szczęście naszego bohatera zachwyciła motoryka Jordana i w tę stronę skierował swoje marzenia, które najpierw zaprowadziły go do niewielkiej hali USK Praha, następnie wykonały już milowy krok w stronę pięciu lat w barwach Sevilli w ACB, by zakończyć swą drogę na szczycie europejskiego basketu – w Barcelonie. Po drodze był jeszcze draft NBA 2012 roku. Wydarzenie, które zmieniło w Tomasie postrzeganie ukochanego sportu i siebie jako koszykarza.

Draft obejrzał w towarzystwie przyjaciół przed telewizorem w Czechach, świętowali aż do czasy gdy o piątej rano zadzwonił agent zawodnika i trzeba było ze skupieniem i profesjonalizmem odpowiadać na pytania. Ponoć na rozmowach w klubach pytano go także czy nie jest uzależniony od alkoholu: jako Czech, kategorycznie zaprzeczałem – mówił ze śmiechem w późniejszych wywiadach.

Czym różni się czeska liga od NBA?

Takie pytanie zadali Tomasowi dziennikarze magazynu Forbes, a ja mogę sobie tylko wyobrazić jego minę. Wybrnął dyplomatycznie:

Nie wiem nawet gdzie zacząć… w Czechach grałem już jako piętnastolatek, może to wystarczy za odpowiedź. Najpierw zakładałem, że zakończę karierę w Czechach, dziś już nie umiem sobie tego wyobrazić [TS]

Pięć przykazań zdziwionego Czecha

Zawodnicy, którzy część kariery spędzili w Europie i przenieśli swoje talenty za ocean, w wywiadach często uciekają się do frazesów w stylu: gra jest szybsza, bardziej fizyczna, więcej akcji indywidualnych… Satoransky dodaje sporo ciekawych spostrzeżeń.

1. Nieważne kim byłeś wcześniej, teraz jesteś rookie

Satoransky przyjechał do Waszyngtonu mając świeżo w pamięci znakomite występy w Barcelonie, status “gwiazdy” i czując się w pełni fizycznych mocy by nadal rozwijać swoją grę. Zdawał sobie też sprawę, że ma już 25 lat, a nie 19 i czasu nie ma zbyt wiele. W klubie ze stolicy USA od razu rzucono mu pod nogi torby weteranów i traktowano jak debiutanta.

Było ciężko, to fakt, ale każdy Europejczyk musi przez to przejść. Amerykanie nie przejmują się zbytnio Twoimi wcześniejszymi sukcesami, startujesz praktycznie od zera. Gortat zawsze mi powtarzał – naucz się cierpliwości.

2. Liczą się zarobki, statystyki, występy w pierwszej piątce…

Przyzwyczajony do rotowania wyjściowym składem przez europejskich trenerów w zależności od ustawienia przeciwników, Satoransky przeżył w NBA niemały szok. W Wizards sztywno trzymano się hierarchii wyznaczanej przez gwiazdorski status podstawowych zawodników. Pech chciał, że na jego pozycji występował J-Wall: konfliktowy maruda, zapewniający jednak widowisko i sprzedaż koszulek.

Dodatkowo każdy szarpał się z tobą pod koszem o prostą zbiórkę, liczył w szatni asysty i sprawdzał ze skupieniem swoje zdobycze punktowe. W końcu Wall wypadł z urazem, a Wizards wygrali trzy mecze z rzędu pod wodzą Satoransky’ego, który jest naturalną jedynką nastawioną przede wszystkim na podanie i obronę na piłce. Jedną z gier podsumował wówczas na twitterze Gortat, pamiętacie?

“Świetne ZESPOŁOWE zwycięstwo” – podkreślając słowo drużynowe, co Wall skomentował usuniętym wkrótce wpisem LOL. Panowie dalej wymieniali “uprzejmości” za pomocą wywiadów, a Satoransky zadomowił się w pierwszej piątce.

3. NBA to biznes

Niby wszyscy to wiemy obserwując kolejne reklamy w przerwach, patrząc na ceny karnetów czy burzę jaka przetoczyła się w mediach po powiedzeniu prawdy o Chinach. Ale mądrego zawsze miło posłuchać:

NBA to wielki przemysł biznesowy, który czasem przykrywa sam sport. Statystyki są dla Amerykanów wszystkim, są przez nie opętani. Wiele rzeczy zależy od pieniędzy, na przykład kto i ile gra. Gracz posiadający dobry wizerunek w oczach fanów, na pewno znajdzie dla siebie minuty, choćby jego forma pozostawiała do życzenia (…) Umowy telewizyjne to potężne kwoty, przez to rosną wciąż i wciąż kontrakty, a że wszyscy je znają, w drużynie mogą powstać pewne nieporozumienia [TS]

4. NBA – dla Idiotów

Tomas przyjechał do NBA już jako ukształtowany zawodnik, ale i człowiek, żonaty biznesmen, który za zarobione trzy miliony i odpowiednie inwestycje ma zamiar żyć do końca swych dni i jeszcze zostawić kilka nieruchomości rodzinie. Jako rookie musiał jednak nie tylko nosić torby, ale i wziąć udział w kursie dla pierwszoroczniaków wraz z grupą amerykańskich nastolatków. Posłuchajcie:

Nie można być głupkiem i zacząć szastać pieniędzmi. Kiedy w Ameryce, ktoś dorobi się majątku, pojawia się wokół niego mnóstwo osób chcących uszczknąć choć część dla siebie. NBA stara się to wytłumaczyć młodszym graczom, dlatego organizuje się Rookie Transition Program. Bywało zabawnie, tłumaczono na przykład, że nie warto bić swoich żon, bo zawodnicy często wpadają w problemy z przemocą domową!

Takich rad nie potrzebowałem, ale o finansach słuchałem uważnie. 18 000 dolarów NBA zabiera z naszej wypłaty na fundusz “emerytalny” dodając od siebie 21 000, wszystkie te pieniądze możesz odebrać dopiero po pięćdziesiątce. Zgodnie ze statystykami bankrutuje aż 65% byłych graczy, przyzwyczajonych do kontynuowania wystawnego trybu życia [TS]

5. NBA – dla kibiców

Zawsze staram się zachęcić Was do wizyty na polskich halach, żeby poczuć atmosferę koszykarskiego widowiska. Satoransky wspomina wyjazdy euroligowe do Turcji czy Grecji jako piekło na ziemi zgotowane rywalom przez miejscowych fanów. A NBA? Liga jest stworzona pod kibiców: atrakcje w przerwach, sztuczki, akrobacje, afirmacja ataku i marginalizacja obrony przez nowe przepisy. Atmosfery wojny na trybunach nie doświadczysz, ale za to na parkiecie:

Występujesz przeciwko najlepszym na świecie, więc rywalizacja jest tu zdecydowanie na lepszym poziomie [TS]

Nemo sapiens nisi patiens

Gortatowska cierpliwość opłaciła się Satoransky’emu. W trzy lata zarobi 30 milionów, to już znacznie większy zadatek, za który planował ułożyć sobie życie. 8.9 punktów 5.5 asyst 1.3 przechwytów – może tegoroczne statystyki nie powalają z nóg, ale jak tłumaczył: koszykówka nie polega na liczeniu cyferek i wyrywaniu sobie zbiórek. Czech zapewnia Bulls przede wszystkim spokój, klasyczne umiejętności rozgrywającego, przyjazną atmosferę w szatni i wartościowe nauki dla afro rookie. Póki co każdy lubi grać z Satoranskym, a po meczu, jak mówi Gortat: i drinka nie odmówi, hehe.

Miłego dnia GWBA Familia, więcej luzu, czeskiego humoru i poczytajcie do poduszki Hrabala.

[Grzesiek]

Ostatnie Wpisy

28 comments

    • Array ( )

      Ciągle liczę, że nawet nie wejdą do playoffs jak im się jeden z liderów skontuzjuje:)

      (-4)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Ciekawe ile bronksów w tygodniu pije Tomek 😀

    Oczywiście żartuję. Warto dodać, że jak na białego rozgrywającego jest bardzo atletyczny, ma 201 centymetrów wzrostu i w koszykówce FIBA mało kto może mu dorównać pod względem atletyzmu.

    (25)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Zgadzam się, dla Amerykanów statystyki to rzecz najważniejsza. W każdych kometarzach kto lepszy posługują się statystykami. Często wydaje mi się, że nawet meczy nie oglądają nawet Ci tzw. eksperci np. z espn, tylko statystyki. Statystyki są zakłamane tak zawsze mnie uczono. Przykładem jest np. Jokic, którego statystyki nie są porywające ale to na nim oparta jest ofensywa nuggers, on rozbija całą defensywe rywala dobrymi podaniami, rotacjami czy pick and rollami/popami.

    (4)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    mam wielki szacunek do tego zawodnika zwłaszcza po fantastycznych mistrzostwach ale myślę że do końca sezonu straci swoją pozycję wyjściowego rozgrywającego na rzecz afro-rookie

    (0)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja uwielbiam Czechów, mieszkam w okolicach Cieszyna ich charakter ich jakość ich styl życia – kiedyś grałem w Czeskim Cieszynie w koszykówkę w ich 3 lidze (lata 90te XX wieku hehe) uwaga za skrzynkę mandarynek za mecz 😜 to były czasy

    (17)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Czesi są w ogóle bardziej wyluzowani i “zachodnioeuropejscy” od reszty Słowian. Zawsze zresztą chętnie poddawali się wpływom austriackim i szczerze mówiąc – uważają się trochę za lepszych i bardziej rozwiniętych od sąsiadów czy narodów bardziej na wschód.

    (9)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Lubie goscia, ale mysle, że troche brakuje mu jaj skoro nie potrafi sobie wywalczyć wiecej minut ze średniakami w Chicago. Liczyłem na dużo wiecej w jego wykonaniu w tym sezonie. Tylko raz sie zerwał ze smyczy, za bierny jest. Jak tak dalek bedzie, to stracie pozycje startera.

    (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Adminie może by tak coś o Cavs? Fajnie grają, dużo młodego talentu + Pan Miłość🙂 O Tristanie rzucającym trójki nie wspominając 😂miłej nocki!

    (1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Przykład ogarniętego zawodnika. Nie tylko na boisku. On po zakończeniu kariery z pewnością zostanie w 35%, które nie zbankrutują.

    Świetnie się czytało. Aż naszła mnie ochota, żeby znowu skoczyć na Czechy, zrobić mały szlak po browarach.

    (2)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Powitanie – Ahoj Czesi mają zarezerwowane wobec swoich sąsiadów, przyjaciół i bliskich. Nie jest używane wobec wszystkich, a tym bardziej obcych. Od taka ciekawostka.

    (8)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak zwykle świetny artykuł Panie Grzegorzu. Lekkość narracji i przytoczone anegdoty sprawiły że nie mogłem oderwać oczu od tekstu. Miło czytać teksty które stają się coraz lepsze – jestem fanem. Chapeau bas!

    (4)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie trzeba się porównywać do Czechów bo po co?? Są fajni, mają kapitalne poczucie humoru o czym świadczą ich szalone komedie i nie tylko oczywiście . My też nie mamy się czego wstydzić. Co do Sa To to gościa nie da się nie lubić jak by grał dla Nas to spokojnie na Olimpiadę jedziemy. Szkoda Chicago jednak bo strasznie miękka ekipa jest brak zabijaków , walczaków by wejść do play off.,a co dopiero coś tam ugrać.

    (0)

Gwiazdy Basketu