NBA playoffs: Knicks odrabiają 20 punktów straty | Nikola Jokic jest prawdziwym MVP

43

Się porobiło, co? Nie przedłużam, tylko od razu przechodzę do rzeczy, bo NBA playoffs nigdy nie były bardziej zaskakujące. Patronami dzisiejszego odcinka są Zapadka 303, Riven oraz Przemek Stępski, ja nazywam się Bartek Gajewski, maksymalna moc, jaką może wygenerować koń to około 24 koni mechanicznych, a to są GWBA, czyli gwiazdy basketu. Zapraszam do lektury.

Nuggets 121 Thunder 119 [1-0]

Konie… wielkim miłośnikiem koni jest Nikola Jokic, który lubi je tak bardzo, być może dlatego, że sam jest koniem. Dużym, silnym, godnym zaufania koniem, którego siła pociągowa wywleka Denver Nuggets z dowolnego bagna. Jego zaangażowanie przy tym to rzecz piękna. Bierze na siebie działkę motywacyjną, szkoleniową, niweluje stres, ściąga odpowiedzialność i napięcia. Bierze kamień na plecy i mówi: chodźcie za mną! 

Obrazek Wam naszkicuję, kontekst sytuacyjny, bo czasem się dużo i szybko dzieje, można nie ogarnąć. Frajersko przegrane spotkanie po stronie OKC. Panie trenerze, taktyczne rozwiązania są do przemyślenia: 

  • Thunder prowadzą trzema punktami, na budziku zostało 11 sekund
  • nie ma opcji na przegraną
  • wznawiający grę spod kosza Nuggets mogą ewentualnie zremisować
  • nie mają już dostępnych przerw na żądanie
  • ba, Nikola Jokic został zmieniony ze względów defensywnych
  • aby mógł z powrotem wejść na parkiet musieliby grę przerwać stratą albo faulem
  • Thunder to statystycznie rzecz biorąc najlepsza obrona NBA
  • banda absolutnych gryzipiórów

Co robi trener Mark Daigneault? Każe swoim faulować, grę przerywać. I to nie po upływie paru sekund, zanim Denver opuści własną połowę albo chociaż podejmie ku temu próbę, wysiłek. Faulują od razu, aby Denver mogli dwa wolne wkleić, czasu cennego nie stracić i wpuścić Jokera z powrotem na boisko. WTF? 

To się nie kalkuluje w żadną możliwą stronę, o co tutaj chodzi? Aaron Gordon trafia dwa wolne. Gra jest oczywiście ponownie przez Denver przerwana i w odpowiedzi Chet Homgren… nie trafia żadnej z dwóch prób. Nuggets mają cholerne 9 sekund na ostatnią akcję, przechodzą z obrony do ataku, panika w szeregach OKC, piłkę dostaje niepilnowany Gordon, leci trója i jest po zawodach. 

Thunder na własne życzenie przegrywają mecz, który mieli pod kontrolą od pierwszej kwarty, prowadzili piętnastoma bodaj i cały czas jechali z przodu, z zapasem mocy, robili swoje, jak zwykle. Kolejne spostrzeżenia, jakie można poczynić są następujące: 

  • Jalen Williams wciąż wygląda jak przemoczony papieros w meczach o stawkę z groźnym rywalem
  • Chet Holmgren za miękki fizycznie, ponownie nie udźwignął presji (Gordon robi z niego parówki)

A zatem najbliższe, najbardziej utalentowane otoczenie PODWAJANEGO Shai Gilgeousa-Alexandra nie dało rady (10/31 z gry obu panów). Najpewniejszymi kompanami SGA byli w tym meczu absolutnie gracze zadaniowi Alex Caruso oraz Luguentz Dort, twarde, gruboskórne łobuzy zaprawione w bojach. 

Idąc dalej tym tropem, jeżeli blokada psychiczna nie puści J-Duba, jeśli Holmgren zamierza przystawać na 11 prób rzutowych, to faworytem od teraz i do końca serii muszą być Nuggets. Zespół, który wygrał 72 z 86 rozegranych meczów w tym sezonie (mowa o Thunder) a zarazem najbardziej zawzięty defensywnie twór tejże ligi: 

  • nie potrafi zebrać piłki (Denver wygrało tablice 63-43!!!) 
  • pozwala sobie wkleić ponad 120 punktów
  • Nuggets to numer jeden NBA w punktach z kontry, na co Thunder grają pięciosekundowe akcje!!! 
  • chcieli rywali zmęczyć, ale sami siebie wykończyli 

Trzeba uczciwie dodać, że Denver pomogli nieco arbitrzy, bo gdy zaczęła się szarża, pięć czy sześć akcji z rzędu gwizdane było przewinienie Thunder (z tego połowa dyskusyjna) a obrona musiała się cofnąć i straciła na intensywności. W relacji do fizyczności, jakiej niekiedy poddawany był SGA przez m.in. Cristiana Brauna, trochę to niekonsekwentne, ale to wyłącznie element gry, przeszkoda, wokół której trzeba umieć pływać. 

  • Nikola Jokic, nie wiem czy umie pływać, domyślam się, że tak: 42 punkty 22 zbiórki 6 asyst 2 bloki 15/29 z gry
  • mało tego, Joker 18 punktów zdobył w czwartej części, w czwartej kwarcie!
  • a ta tu trója to już w ogóle zimna rzecz: 

  • Cristian Braun 11 punktów 13 zbiórek (!) plus tytaniczna praca wokół i na SGA w obronie
  • Aaron Gordon 22 punkty 14 zbiórek 3/6 zza łuku plus game-winner
  • Jamal Murray 21 punktów 6 zbiórek 6 asyst 
  • Russell Westbrook 18 punktów 7/13 z gry i owacje na stojąco z trybun w Oklahomie 

OKC pamięta swą gwiazdę. Był jaki był, czy może raczej: jest jaki jest, ale Russ zawsze dawał z siebie 100% i to się szanuje nawet po latach, nawet w obozie przeciwnym. Zobaczcie, jaki ogień, poziom decybeli przekracza zdrowe normy, zaraz im inspektorat BHP salę zamknie, mecze odwoła!

Denver właśnie otworzyło oczy światu. Jak to leciało? Don’t ever underestimate the heart of a (former) champion!

Knicks 108 Celtics 105 [1-0]

Powiedzmy sobie uczciwie, Celtics przez cały sezon „ośmieszali” Nowojorczyków. Od pierwszego meczu sezonu, kolejki otwarcia, gdzie po I kwarcie wygrywali dwudziestoma, po jeden z ostatnich meczów rundy zasadniczej, gdzie bez wyraźnego ciśnienia odrobili kilkanaście oczek straty by wygrać po dogrywce.

Domyślam się, że Knicks nie zapracowali na należny szacunek w oczach bostońskich, tak na trybunach jak i na parkiecie. Nie widziałem wielkiej mobilizacji czy sportowej złości. W porównaniu do Orlando, obrona Knicks pełna jest dziur, elementów do łatwego wykorzystania, wyeksploatowania. To miał być spacerek. 

Zwłaszcza, że Jayson Tatum trafiał od wejścia, a panowie Karl Anthony Towns i Jalen Brunson w pierwszej połowie bujali się z trzema przewinieniami. KAT’a zdjęto, bo ryzyko zbyt wielkie z jego cielskiem, Brunson grał pomimo ryzyka, z czego zresztą umiejętnie korzystali zieloni. 

35:20 w drugiej kwarcie, prowadzenie dwudziestopunktowe mistrzów i ziewający Bartek z Polski. Nie jestem fanem basketu, który serwują obie strony, ale przemyślenia tego typu zostawiam dla siebie. Obiektywnie patrząc, dopóki nie wkradło się lekceważenie, Boston był zespołem o klasę lepszym. Do tego stopnia lepszym, że nikt nawet nie zauważył nieobecności Kristapsa Porzingisa (zero punktów, trzynaście minut na placu, rzekomo znów chory). 

Idąc jednak dalej, Łotysza zabrakło zdecydowanie! Jego umiejętności przeniesienia piłki w środek, zagrania tyłem do kosza, rozrzucenia piłki nie tylko na łuk, ale i wzdłuż linii końcowej. 

Co takiego, poza ogólnym poziomem energii zmieniło się w drugiej połowie? Tom Thibodeau udręczony i zirytowany wszechobecnością Bostonu w polu trzech sekund (Boston po samej tylko pierwszej kwarcie miał na koncie 20 zbiórek i 10 punktów z ponowienia akcji) kazał swoim rozbić obóz w środku, chodzić pod zasłonami, ramionami się zasłaniać, odpychać co się da, jak najdalej. Boston z pocałowaniem rąsi przystał na takie warunki i…

Trzecia kwarta: mistrzowie oddali dwadzieścia rzutów do kosza, z tego dziewiętnaście stanowiły rzuty trzypunktowe (95%) rzutów wolnych nie było. To jest mili Państwo anomalia na skalę światową, w całej historii NBA playoffs, a śledzę tę ligę maniakalnie od 1993 roku, czegoś takiego nie było. Pomyślałbyś, że to jaki sabotaż. Ile można siekać trójek z odejścia i innych prób przez ręce, co? No sami powiedzcie…

Czwarta kwarta: taka sama lipa podlana sokiem z frustracji, dziwnie pojętej upartości i coraz większej niemocy. Dwadzieścia jeden rzutów do kosza, z czego piętnaście zza łuku. Łączna skuteczność 4/21 z gry! 

Knicks na dystansie dwóch kwart odrobili wszelkie straty, doprowadzili do dogrywki, w której wygrali. Tam już była walka o obręcz, ale fizyczność Knicks dała znać o sobie. Swój bohaterski taniec tańczył Mikal Bridges, autor 2 przechwytów, 1 bloku i trójki w dogrywce. Ofensywnie powrót NYK zawdzięczają postaci OG Anunoby (29 punktów 6/11 zza łuku) oraz niezmordowanego Jalena Brunsona (29 punktów 5/9 zza łuku). Ich ofensywa dała ekipie nowojorskiej życie. 

Z drugiej strony. Boston zaliczył jedną z najzimniejszych nocy w historii linii rzutów za trzy punkty (15/60) czyli 45 prób przestrzelonych, przegrał zaledwie trzema oczkami. Tam wciąż drzemie wielka noc, którą należałoby uwolnić. 

Dlaczego przestali szukać w ataku Brunsona, dlaczego Tatum (leniuch jeden) nie grał pod kosz gdy jego zasłony przejmował wysoki, dajmy na to Mitchell Robinson? Od paru gier powtarzam, „leniwym” nazywam Jaysona, pamiętacie. Jego mowa ciała mi się nie podoba od zawsze. Linijka statystyczna: 23 punkty 16 zbiórek i 6 asyst budzi respekt, ale mentalnie to nie jest Larry Bird, to nie jest psychol, jakim byli Kobe czy Michael.

Nie wiem, nie chcę przyrównywać, obrażać jednego z największych obecnie talentów NBA, ale niech on się wreszcie przebudzi. Może właśnie z powodu braku „killer instinct” zdarzało mu się grzać ławę w ramach Team USA, co? Może nie tylko ja i Ty widzimy to jego dziwaczne, energooszczędne podejście? Gra przychodzi mu zbyt łatwo. Gra się łatwo dopóki przeciwnik pozwala, więc zobaczmy co nam dalej zaserwuje on i koledzy. 

Nie mogę oglądać layupów, które oddawane są na łuk, z powodu czego… z obawy przed ewentualnym wejściem w kontakt? 

Knicks drugą połowę otworzyli kilkoma szczęśliwymi, nadprogramowymi trafieniami, mieli furę szczęścia tu i tam, ale Boston sam im to umożliwił! Przypomnieli mi się Houston Rockets, którzy prowadzili piętnastoma w siódmym meczu finałów konferencji mając naprzeciw wielkich Golden State Warriors z Durantem na pokładzie. Pamiętacie? Rockets spudłowali wtedy 27 trójek z rzędu (!!) z plus piętnastu zrobiło się minus dziesięć, a reszta jest historią. James Harden i Chris Paul mieli pierścień mistrzowski na wyciągnięcie małego palca, ale nie było im pisane. Warriors w finale 4-0 zbili Cavs i było po herbacie. 

Może inaczej, dostaliśmy powrót do starych przyzwyczajeń, do tego mięknącego Bostonu sprzed ery Holidaya i Porzingisa. Tutaj są odporni psychicznie ludzie, ale Jrue (16 punktów 6 zbiórek) i Al Horford (7 punktów 7 zbiórek) to naprawdę są już wiekowe egzemplarze, które meczu nie pociągną, mogą co najwyżej stworzyć ku zwycięstwu odpowiednie warunki czy też pewien zwycięski akcent przyłożyć, bitą śmietanę, wisienkę na torcie. 

Other NBA news

76-letni Gregg Popovich po raz pierwszy od sześciu miesięcy pojawił się publicznie. W asyście byłych podopiecznych Tima Duncana i Manu Ginobili oznajmił, że definitywnie kończy z trenerką. Nie da rady dłużej. Udar, który przeszedł pół roku temu pozbawił go wielu funkcji motorycznych. Porusza się niedołężnie, mówi wolno, wymaga asysty przy pokonywaniu schodów, wstawaniu itd. Na szczęście percepcja, intelekt, poczucie humoru pozostało. Posłuchajcie. 

Już nie jestem trenerem, jestem „El Jefe”

Manu i Timmy pozostają ze mną, nadzorują moją rehabilitację. Są ze mną, twierdzą że mnie kochają, chcą mnie złapać gdybym miał upaść i tym podobne rzeczy. Ja to nazywam zemstą. Dają terapeutom wciąż nowe pomysły na ćwiczenia, którym ci mnie poddają. I kogo wy chcecie oszukać, co? Zwłaszcza ty Timmy!

Popovich pozostaje więc w roli szefa kadr San Antonio. Jego umiejętność ewaluacji potencjału ludzkiego, charakterów i kompetencji mentalnych, pozostają nieocenione. Jak dobry jest w tej roli niech zaświadczą ludzie stojący obok niego po ponad ćwierćwieczu! Oby jak najdłużej Pop! I love it! Dobrego dnia! B

1 komentarz

    • Array ( )
      Odpowiedz

      Dokladnie. OKC to Team na sezon regularny, kiedy gra sie miękko. Do tego liga idzie po rozum do głowy i gra staje się coraz twardsza w obronie a w związku z tym taki Chet czy Wemby, o ile nie przypakują jak Giannis, to zostaną zniszczeni pod koszem. Pieszczenie rzutami wolnymi takich Hardenow i Shai’ow też wyhamowało. Denver in 6.

      (3)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Aż łezka w oku się kręci na widok, jak w San Antonio szanuje się Popa. Nie widziałem drugiej takiej relacji w NBA, jak to co Manu i Tim robią dla Popa, to wykracza poza koszykówkę.

    (93)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Samozaoranie OKC, ale raczej przechylą tą serię na swoją korzyść. A Boston? „Dej, mam chore ego” Zblazowani, zgubiło ich poczucie wyższości. Knicks ta wygraną dostali paliwo rakietowe do ich mentalu. Będą z jeszcze większą zawziętością gryźć tą zieloną koniczynę…. Mecze w MSG to będzie ogień!

    (28)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    A mi się wydaję,że w OKC problemem są rzuty za 3 SGA. Widać, że cholernie dużo nad tym pracuje,ale to nigdy nie będzie elitarny strzelec dystansowy. A już któryś raz widzę,że przez jego niecelne próby cały zespół traci swój rytm. Przecież tam jest komu rzucać z dystansu,SGA powinien skupić się na atakowaniu obręczy,półdyszce,wymuszaniu osobistych i odgrywaniach przy podwojeniach.A trójki palić jak ma czystą pozycję. Ciekaw jestem jak to będzie wyglądało w kolejnych meczach i czy będą jakieś wnioski wyciągnięte,Denver jest spokojnie do ogrania.J-Dub za to jest nonszalancki,czasem nie dociąga rzutów, dla niego bym widział uproszczenie gry, szukanie tych najprostszych rozwiązań, szanowanie piłki. A jak mu żre to jest niesamowitą dwójką z wielkim potencjałem i myślę,że jeszcze w tych PO pokaże trochę swoich możliwości.

    (13)
  4. Array ( )
    MazowszankaPruszków 6 maja, 2025 at 14:31
    Odpowiedz

    Mega męczący do oglądania mecz BOS-NYK. Mordujący się 1×1 Brunson, strzelnica na pałę Bostonu. 100 % racji Bartka co do Tatuma. W kolejnych chyba od razu przewijam do 4Q. Kolejny ból to jeśli nie dadzą Jokerowi MVP. Pozdro

    (14)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Bardziej męczący był KAT klapkami na oczach, forsujący izolacje. Zszedł po 4. faulu i wreszcie Brunson z Anunobym ruszyli. Od zejścia KAT-a właśnie zaczęło się odrabianie strat.
      I żenująca taktyka Bostonu, czyli hack a Robinson. To się na nich zemści.

      (8)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Denver z fatalnym MPJ, nie wiele lepszym Murrayem i po 7.meczowym thrillerze z LAC. Może być grubo i kolejne zaskoczenie…:D

    (16)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Martwi mnie to, że Denver są po długiej pierwszej rundzie i może im braknąć pary na młodych z OKC. Martwi mnie to, ale mało, bo tylko troszkę bardziej kibicuję Denver ze względu na Russa. Ale jeśli to będzie długa i emocjonująca seria to dla OKC dobrze – muszą okrzepnąć i budować jakoś legacy. To dużo lepsze niż być takim bezjajewiem jak Boston.
    Podsumowując – liczę, że w tej parze wygra koszykówka i będziemy mieć sporo pozytywnych wrażeń.

    Jeśli zaś chodzi o NYK to pięknie! Może i psim swędem, może i przypadkowo, ale niech wreszcie poczują krew i niech szarpią to truchło! Może w końcu KAT dorośnie, zmężnieje, zacznie wzorować się na wielkich walczakach typu Laimbeer 😉
    Liczę, że NYK to wezmą a jeśli jednak nie będzie im dane to niech ta seria trwa 7 meczów i niech wyczerpie zapas pieluch w ekipie Bostonu.

    (23)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Żaden ze mnie analityk, ale stawiam, że Denver już żadnego meczu w tej serii nie wygra. I tak samo Nowy Jork. Chcę się mylić i mieć game7 w każdej serii, ale spójrzmy prawdzie w oczy, i jedni i drudzy zostali dziś nieco zlekceważeni.

    Natomiast na miejscu Cavs miałbym niemałe obawy, w Pacers drzemie spory potencjał, nie da się im narzucić tempa, są młodzi i szybcy, generalnie przerąbane. Stawiam, że ich Cavs jednak ogarną ale w sześciu lub siedmiu meczach.

    No i najciekawsza, moim zdaniem, para drugiej rundy- GSW i Minnesota. Serce mówi Warriors, rozum każe ostudzić oczekiwania. Go Dubs!

    (8)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Możliwe że masz rację, że nie ugrają już nic. Ale.nie wierzę , żeby ktokolwiek zlekceważył drużynę z najlepszym koszykarzem świata w składzie.

      (1)
    • Array ( )
      Stacey Augmon 7 maja, 2025 at 00:08
      Odpowiedz

      Chyba oszalałeś, jeżeli myślisz, że drużyna, której póki co największym osiągnięciem jest wyjazd w drugiej rundzie zlekceważyła niedawnego mistrza grającego praktycznie w tym samym składzie

      (0)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    60 trójek Bostonu… Boże, jakie to jest obrzydliwe.

    Pop wielki szacunek, super trener, człowiek z poczuciem humoru, legenda!

    (27)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      raczej słabe, że 15 trafionych a nadal 60 razy próbwali, gdyby było 55/60 to raczej napisana historia

      (0)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Troszkę taki pstryczek w nos od Jokera dla SGA w temacie MVP. Rzekłbym w iście jordanowski stylu. You think you good enough? You think you are wort the mvp award? Ok. Its fine. I’ma show you that you are not lmao

    Ech… W ogóle ten Jokic jakiś dziwny jest. Ciągnie zespół do zwycięstwa, wspiera, ratuje, nie unika najtrudniejszych rzutów, w momentach największego obciążenia zachowuje spokój i opanowanie, dźwiga na własnych barkach gdy trzeba, w zasadzie czyni lepszymi wszystkich z własnej drużyny i słabszymi wszystkich z drużyny przeciwnej. A! No i jeszcze nie floppuje i nie loaduje… Kurczaki. Takie całkowite przeciwieństwo LeBaleriny jakby. I może właśnie dzięki temu z taką wielką przyjemnością się go ogląda i tyle osób mu kibicuje?

    Nieee!!! Niemożliwe…

    (22)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Ok. Skoro tak uważasz.
        Moim zdaniem nie. Jeżeli już to są to sporadyczne przypadki. Choć wcale nie wykluczam, iż mogę się mylić. Jednakże przykładając równą miarę względem przywołanego powyżej GFOAt’a i zachowując go jako skalę porównawczą to… No wydaje mi się, że zważywszy na reakcje Brona, po których pada niczym bollywódzki aktor nawet bez kontaktu (żadnego, nawet najmniejszego kontaktu) i porównując to do ilości akcji, w których Joker mógłby „zagrać” faul jednak jedyna poprawka, na którą jestem w stanie przystać, to: w ogólnej zasadzie nie flopuje 🙂

        (13)
        • Array ( )
          MazowszankaPruszków 7 maja, 2025 at 12:50

          Oczywiście że nie można porównywać do Lebrona ale było już kilka akcji w tych play offs gdzie Joker bardzo nienaturalnie odbijał się od 2 razy lżejszego 😉

          (1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Boston jest taką super drużyną, że musi uciekać się do hack a Robinson, żeby tylko zyskać kolejne posiadanie zakończone rzutem za 3. Rozumiem, że są playoffy i cel uświęca środki, ale wieszanie się na Robinsonie (Holiday) albo obejmowanie w pół (Pritchard) w okolicach linii środkowej świadczy tylko o zerowym pomyśle na grę Bostonu.
    Szkoda, że Robinson tak topornie te wolne rzuca, ale mam nadzieję, że na swój sposób im się odgryzie.
    Go NYK!

    (11)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Ahh najlepszy moment sezonu na GWBA, znowu wczytał się PlayOff Bartek Mode, dziękuję Ci za te relacje! Mimo całej antypatii do ekipy z Bostonu, tu trzeba sobie powiedzieć, że ta seria jest ich. Ciekawi mnie następna kolejka, bo przy założeniu zwycięstwa GSW (co jest bardzo możliwe!) będziemy mieli sytuacje w której każdy mecz otwarcia wygra drużyna niżej notowana, czy to nie jest przypadkiem bezprecedensowe zjawisko w historii ligi?

    (11)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Sam lubię takie smaczki , że ktoś komuś pokazuje w play-off kto jest MVP. Ale jednak… MVP sezonu regularnego. Wiec cokolwiek się wydarzy w PO , nie ma już znaczenia…

    (3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      i głosowanie zamknięte itd, ale zawsze każdemu się kojarzy co widzi się tu i teraz czy maks kilka tygodni temu a nie przez 8miesięcy…. stąd lepiej (wg mnie) byłoby rozdać te nagrody zaraz przed PO (może być online gala, tydzień przerwy albo ogłosić i tyle)… bo wiele razy było już gwiazda mvp regularnego odpada w 1szej i niesmak pozostaje… bo się kojarzy grę bieżącą…

      (7)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        No w sumie tez sporo prawdy. Najbardziej pamiętny przypadek to chyba jak Olajuwon wyjaśnił MVP Robinsona.

        (5)
        • Array ( )

          plus tak trochę głupio dostać nagrodę, jeśli np. właśnie dostałeś sweepa i nienajlepsze humory, takie słodko gorzkie dla zawodnika czy trenera (np. dostaje nagrodę za najlepszego kołcza,…a w I r… sweep ), dla fanów niezrozumiałe. Jeśli Silver lubi gale, sponsorów i eventy, niech zrobi w las vegas galę jak oskary przed PO i tyle…

          (3)
  13. Array ( )
    Prawda ekranu 6 maja, 2025 at 19:19
    Odpowiedz

    Tym razem nie o meczach, lecz z zagadką:
    – Jaki jest najlepszy admin redaktor?
    – Najlepszy redaktor-admin to redaktor-admin wypoczęty!

    Jak mawia Stef: keep on shooting!

    (4)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak zabiorą Jokicowi MVP to będzie jak poprzednio i wygra znów mistrzostwo. Przez ostatnie 4 lata albo to albo to 🙂

    (1)
  15. Array ( )
    Stacey Augmon 6 maja, 2025 at 21:07
    Odpowiedz

    ci co typują jeszcze w tym momencie 4:1 dla OKC to srogą odklejkę mają, będzie obsranko gaci jak zawsze w dziejach tej przeklętej jak Clippers organizacji, kiedy trzeba będzie się spiąć to każdy za wyjątkiem Shaia tam wejdzie na poziom niżej niż będzie trzeba, Joker będzie łoił w tej serii 40/20/15, oni kompletnie nie mają odpowiedzi na niego i na walkę na tablicach, Nuggets in 6 easy, a jak jeszcze im wyrwą GAME 2 to w ogóle będzie bardzo zabawnie

    (-1)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      4-1 nierealne raczej, mówię: Denver Nuggets na ten moment mogą być faworytem serii
      J-Dub nie przełamał jeszcze pewnej bariery mentalnej w playoffs, a bez niego w OKC nie ma sukcesów

      (1)
  16. Array ( )
    Stacey Augmon 6 maja, 2025 at 21:15
    Odpowiedz

    weź mnie admin nie wk**iaj nawet z przypominaniem tego meczu Rockets – Warriors, bo w 7 lat po nim cały czas mam ochotę na rozwalenie łba d’Antoniemu za pałowanie tych trójek, a całemu zespołowi za odebranie CP3 szans na mistrza, przedziwaczny mecz, w którym po osiągnięciu kilkunastu punktów przewagi wystarczyło grać swoje, zamiast panikować jak porypany i ciągle walić te tróje kiedy nikomu one nie siedziały

    (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Oj pamiętam ten mecz jako kibic Houston. Z drugiej strony nie trafiali z naprawdę czystych pozycji. Dlatego warto jest mieć kilka schematów, nawet najprostszy: do wysokiego na post-up, czego wtedy nie mieli. A grali lepiej.

      (0)
  17. Array ( )
    Odpowiedz

    Inaczej postrzegam te mecze.
    Celtics powinni wygrać. Tu zgoda. Ale skoro lubisz zaglądać ludziom w oczy, to widziałeś, jaka była różnica. Tatum przez pierwsze 3,5 minuty ceglił a w spojrzeniu niepewność. Przecież to mistrzowie, kurka wodna. Ok, potem na chwilę odpalił, ale nie był w stanie wziąć meczu „na siebie”. To samo Brown. Nie widziałem zlekceważenia. Tam była obawa – może przed własną formą, nie ważne.

    Natomiast ktokolwiek widział choć jeden mecz Knicks, ten wie, że oni nie spuszczają głów. Przecież i tak przy dużym minusie na tablicy Thibodeau nikogo nie zdejmie. W tym wariactwie jest logika, hehe.
    No więc cisną, ile się da. To jak w walce na pieści. Gość dostaje raz na czysto, drugi raz, i nie klęka, tylko widzisz u niego większy wkurz.
    Czy Boston przejdzie? Oj tak. Niestety dla mnie. Ze dwa mecze zamiotą 30 punktami różnicy, jak w RS.
    Ale jak im psycha nie wejdzie na poziom z zeszłorocznych finałów, to w MSG będą mieli baaaardzo ciężko:) 4:2 dla Celtics.
    OKC też mieli wygrane spotkanie. Taka końcówka nie zdarzy im się kilka razy z rzędu. Ok, Jokic kozak, Murray dźwiga, Gordon zapomniał o kontuzji. Są żądni sukcesu. A OKC to przypadek Cavs, może i Celtics, gdzie zbudowali wokół siebie ogromne oczekiwania. I tu wychodzi psychika. Zobaczymy jak sobie poradzą. Na drugim biegunie są Pacers, GSW, Minnesota, którzy naprawdę nic nie muszą. Każdy wygrany mecz tylko przedłuża sen o finałach. Nie wiem, co musieliby mieć w głowie gracze z Indiany, zakładając że ograją zarówno Cavs, jak i Celtics.
    Wilki zostały spisane na straty. Pisano jak bardzo Randle nie pasuje, Gobert powinien zmienić pracę na magazyniera, a Edwards to bardziej wannabe niż Pan Koszykarz.
    W Warriors nie wierzyłem od zeszłego lata. Te historie, że Steph pogadał z właścicielem, a ten mu dał zielone światło na kontynuowanie projektu, Kerr przestał ogarniać, a Green swoje walory mógłby już uwypuklić w KSW, nie miały żadnego znaczenia. Po przyjściu Butlera, człowieka, który wydawał mi się wypalony, wszyscy zyskali. Oj, w przeciwieństwie do Indiany i Minnesoty, w San Francisco mówią o finale na pewno. Bo ze swoim doświadczeniem stać ich na to. I tu widzę podobieństwo do Nuggets. Nic nie muszą, ale wiedzą, po co tu są, i jak to się robi.
    Dlatego w sumie kibicuję wszystkim (dopóki nie staną na drodze NYK:) bo ten sezon jest świetny!!!
    Ktokolwiek znajdzie się w finale, na to zasłuży

    (5)
  18. Array ( )
    Odpowiedz

    Odnośnie Tatuma – była taka sytuacja, bodajże w połowie drugiej kwarty, kiedy Pritchard w okolocach połowy objął Robinsona idącego do ataku (hack a Mitchell Robinson), a ten niewiele sobie z tego robiąc poszedł dalej przechodząc koło skaczącego w miejscu Tatuma i krzyczącego do sędziów, że był faul Pritcharda. W tym czasie Brunson minął rywala i wjechał pod kosz. Niestety, sędziowie nie zaliczyli punktòw, bo jeden zauważył drącego się Jaysona i spóźniony odgwizdał faul. Chodzi o to, że Tatum zamiast pokryć idącego do ataku Robinsona, albo pomóc przy Brunsonie, skakał sobie na środku bez sensu. To nie jest lider z prawdziwego zdarzenia ani mental zwycięzcy. MJ, czy Kobe w tej akcji skupili by się na robocie, nie sędziach. Liderzy dają innym przykład. GO KNICKS!

    (6)
  19. Array ( )
    Odpowiedz

    Ekstra artykuł. Bardzo trafne uwagi na temat przegranej okc. W stosunku do Tatuma mam takie same odczucia.

    (0)
  20. Array ( )
    Odpowiedz

    Kocham komentarze wielkich znawców pod artykułami…. Boston zje Knicks, nic nie ugrają… OKC takie miękkie nie do grania w playoffs, bez szans.. a teraz NYK-BOS 2-0 a Denver przegrywa 40-stoma

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu