fbpx

O tym jak Paul Pierce z Dirkiem Nowitzkim nie zagrał

15

Paul Pierce jest swój chłop. Ostatnio zwolnili go z roboty w ESPN, to mówił tak:

Miałem ich dość tak czy siak. To nie był dobry fit. Jest wiele rzeczy, o których nie wolno ci mówić no i musisz nawijać o LeBronie cały czas.

Eufemizując powiem tak: z powodu telewizyjnej działalności Pierce’a jego przydomek “The Truth” stracił nieco ciężaru gatunkowego. Może chwilowa “cisza w eterze” dobrze zrobi zawodnikowi, wziąwszy pod uwagę jego rychłe włączenie w poczet członków Hall of Fame i całą powagę tego przedsięwzięcia. Wszak własna tabliczka w Springfield to niebywały splendor…

To koniec książki o karierze. To ostatni rozdział. [Pierce]

Kariery niektórych sportowców porównać można do karier aktorów, którzy na zawsze pozostali niewolnikami jednej roli. Macaulay Culkin grał w różnych filmach, ale zawsze będzie Kevinem. Elijah Wood zawsze będzie Frodo. Paul Pierce, gdzie by nie grał, zawsze będzie Celtem.

Ten dziesięciokrotny All-Star i MVP Finałów 2008 w Bostonie spędził 15 sezonów. Od czasów Larry’ego Birda, który skończył karierę w 1992, nie było w Celtics nikogo, kto bardziej jednoznacznie kojarzyłby się z tą drużyną niż Pierce. A gdyby to się nie wydarzyło?

Swego czasu opisywałem na łamach GWBA historię niedoszłego transferu Michaela Jordana do Clippers.

Dlaczego MJ nie zagrał dla Clippers?

W tekście pada zdanie:

Być może Jordan, zamiast zdobycia sześciu tytułów, stałby się Tracym McGradym swojej ery…

Jeden z czytelników (pozdro blejk!) skwitował to słowami “jak sobie uzmysłowiłem co przeczytałem, to aż się przestraszyłem”. Fakt, to byłby koszmar. Możemy jednak odetchnąć z ulgą, nic takiego się nie stało. Ominęła nas katastrofa w wymiarze globalnym. Jordan w Bulls zrewolucjonizował nie tylko koszykówkę. On zmienił też popkulturę. Tego żaden zawodnik nie jest w stanie już powtórzyć, nawet jeśli przyznalibyśmy, że wolimy jego grę od MJ’a.

Pierce nie może się równać z His Airness pod względem doniosłości swoich dokonań. Wiemy o tym. Niemniej, w mikroskali, dla kibiców Celtics, jego brak na części z kart historii tej drużyny byłby również sporym zawodem. A kilka razy było do tego bardzo blisko. Kapitan Koniczyna miał okazję powspominać nieco stare czasy za sprawą wywiadu udzielonego biblii wśród gazet sportowych, magazynowi Sports Illustrated.

#We go way back…

Pierce spędził w Bostonie lata 1998-2013. Podczas pierwszych ośmiu lat w klubie grał pod gwizdkiem trzech różnych trenerów w osobach Ricka Pitino, Jima O’Briena i Johna Carrolla, póki Danny Ainge nie powierzył sterów Docowi Riversowi.

Zbudowanie relacji z Riversem zajęło kilka sezonów. Głównym motywem było zniecierpliwienie Pierce’a, który chciał walczyć o pierścienie, tak jak równi mu wówczas przodownicy ligi. Bostońska rzeczywistość była jednak taka, że w początkach kariery Riversa w klubie, szczytem marzeń był awans do playoffs.

Wcześniej, w sezonie 2001/2002, Celtowie dotarli do Finału Konferencji dzięki wysiłkom duetu Walker-Pierce, by tam ulec ekipie z New Jersey. W kolejnych sezonach tego rezultatu już nie dawało się powtórzyć. W latach 2005-2007 kibice Bostonu kończyli oglądanie na rundzie zasadniczej. Napięcie na linii Paul Pierce – kierownictwo klubu było wówczas bardzo duże. Po sezonach, w których Boston wygrał 33 i 24 mecze, Pierce obwieścił, że chce zmienić klub.

#Missing piece

Danny’emu Aingowi powiedział, że jest ugadany z Portland Trail Blazers, ale podobno nigdy nie chciał tam grać. Tamtą ekipę z Zachem Randolphem, Raefem LaFrenzem i młodzieniaszkami Royem i Aldridgem nazwał “dysfunkcyjną”. Uderzył jednak w owym czasie do Marca Cubana, ekscentrycznego właściciela Mavs:

Jestem brakującym elementem w Twojej układance.

Rzucił kiedy przecięli się pewnego razu w Las Vegas. Swojemu agentowi, Jeffowi Schwartzowi, polecił pracować nad przenosinami do Mavericks. Ówcześni Mavs byli wykończeni psychicznie. Jeszcze nie przeboleli przegranych finałów 2006, a tu w 2007, kiedy byli najlepszą drużyną ligi, mordę obili im We Believe Warriors. W pierwszej rundzie! Dirk chciał wyć, za każdym razem, kiedy patrzył na swoją statuetkę 2007 NBA MVP. Sprowadzenie Pierce’a byłoby środkowym palcem pokazanym całej lidze.

Byłem w moim prime i wydawało mi się, że wszyscy dookoła mnie awansują do playoffs. To deprymujące. Naprawdę myślałem, że opuszczę klub. Że to już mój koniec w Bostonie.

Lepszym szachistą okazał się jednak Danny Ainge, który znów myślał o kilka ruchów przed wszystkimi. Dosłownie na dniach po rozmowie Pierce’a z Cubanem domknął transfery z Minnesotą i Seattle, sprowadzając do Bostonu Allena i Garnetta.

Na drugim brzegu tego jeziora wspomnień stoi Marc Cuban, który potwierdził opowieść Pierce’a:

Jeszcze lepiej! Umowa była dogadana. Trójstronny transfer był dogadany. Każda drużyna zgodziła się na swoją część umowy. Kiedy przyszła pora na dobijający targu telefon, trzecia ekipa wycofała się z negocjacji. Nie wiedzieli, że pick pierwszej rundy miał trafić do Bostonu. Zdecydowali nie handlować w ogóle.

Jest jeszcze jedna interesująca część tej historii. O ile faktycznie Pierce mógł rozmawiać z Cubanem w 2007 roku w Vegas, to pierwsze zdanie wpisu Cubana oznacza mniej więcej, że POTEM było jeszcze lepiej. Jak sam wyjaśnił w komentarzach, opisywana przez niego sytuacja miała miejsce po tytule w 2008 roku. Celem sztabu Dallas było przygotowanie składu z Nowitzkim, Kiddem i Piercem. Chcielibyście to zobaczyć?

Ceremonia włączenia nowych członków do Hall-of-Fame już w sobotę, 11 września.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

15 comments

    • Array ( )
      Detonator Efektów 11 września, 2021 at 07:35

      Pierce-Nowitzki to tak nudny duet, prawie tak samo jak Popowicz i jego ostrygi

      (0)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Nigdy nie byłem fanem jego gry, nic nie odbierając mu z jego klasy sportowej, przy KB, Carterze czy T-Macu grał zwyczajnie nie efektownie.
    Za to doceniam za szczerość – dobrze podsumował otoczkę TV dzisiejszej NBA. Trzeba kadzić, nie można za bardzo mieć swojego zdania i trzeba zapewne gadać o tych, co ciągną tę ligę medialnie. Takie to mamy czasy i takie “dziennikarstwo”.

    (21)
    • Array ( )

      W ruchach był protoplastą Doncicia. Zawsze się zastanawiałem jak można wyglądać jednocześnie tak ociężale i grać tak dobrze. Uwielbiałem efektowną grę Cartera, ale Pierce był od niego co najmniej o klasę lepszy.

      (11)
    • Array ( )

      Jasne, probowalby zwyciężyć za wszelka cene. Wy fani jordana i sam jordan chyba też nie rozumiecie że bez jerrego krause nie byloby tych chicago bulls. Phill Jackson samemu też by tego nie ogarnal bo jak wiemy menedzerem jest slabym, trenerem wybitnym. Wiec jakby jordan trafil do clippers albo innej minnesoty to pewnie bylby kims w stylu allena iversona albo mcgrady’iego. On byl tylko zawodnikiem, nie organizacją która dba o to zeby dobrac najlepszych najbardziej kompatybilnych ze soba graczy

      (-2)
    • Array ( )

      To prawda, ale już PP, czy Nowitzki nie byli by tymi samymi zawodnikami. Obaj byli słabi fizycznie i trafili w tedy do najsłabszych drużyn. Dla mnie w tedy w tamtych draftach oba zespoły byli czymś na wzór Minnesoty, albo gorzej bo nie mieli nawet potencjału. Istnieje duże prawdopodobieństwo, ze gdyby trafili np do takich Lakers byli by średniakami, bo nie dano by im minut z racji braków dynamizmu, szybkości. Moim zdaniem rzeczywiście niedoceniamy czynnika wpływu różnych drużyn na kształt rozwoju danego zawodnika.

      (4)
    • Array ( )

      Truth hurts

      Masz rację. W czasach Jordana to nie gracze wybierali sobie koleżków do zespołu tylko grali i nie wpierdalał się w robotę ani trenerom ani generalnym managerom. Byli po prostu koszykarzami.

      Dziś są same primabalerity, które z tym nie będą grali, Ci są za słabi i w mediach mówią że potrzebują lepszych kolegów, albo szantażują kluby w których grają nie przedłużaniem kontraktu albo odejściem z zespołu. Absurd.

      Zdecydowanie wolę Tracy’ego, Iversona czy kogokolwiek kto nie wygrał pierścienia ale był zawodnikiem, niż te obecne pizdy które aby cokolwiek wygrać to muszą się zgadać i tworzyć ekipy.

      Jordan w Clippers bez żadnego mistrzostwa wciąż byłby Jordanem i jednym z najlepszych graczy w historii. Nie to co LeBrony, Durant, Irving, Harden i inne obecne nahypowane atrapy.

      (3)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeden z TOP 3 moich ulubionych zawodników. Ruszał się jakby w zwolnionym tempie, niby ociężale. Za każdym razem jak szedł na wsad byłem pewien że nie doleci 🙂

    Ale jednak kawał gracza. Szkoda że nie było mu dane zakończyć w Bostonie.

    (16)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    On się człapał anie biegał. Trochę jakja po kilku miesiącach naderwania lewego więzadła w kolanie. To jest tylko dowód że koszykówka nie bazuje wyłącznie na szybkości a szczególnie na technice i wykorzystywaniu swojego maksymalnego potencjału. Dirk,Tim, Luka, Steve to zawodnicy grający przede wszystkim głową.

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu