fbpx

Sixers wyglądają jak contender, przepiękna koszykówka Golden State Warriors!

25

WTMW.

Raptors 97 Sixers 112 [0-2]

Gra jeszcze nieskończona, ale oceniając po dwóch odbytych grach Sixers wyglądają jak zespół o klasę lepszy. Warunki fizyczne deprymują Raptors. Podniosła się intensywność, rotują do piłki, ba! WRACAJĄ DO OBRONY z czym bywało kiepsko w sezonie zasadniczym. Zabezpieczyli własną tablicę i generalnie kreują znacznie lepsze pozycje rzutowe.

Poza tym: Tobias Harris znacznie szybciej podejmuje decyzje i gry nie zwalnia, a Danny Green od około dwóch tygodni złapał formę i wygląda jak brakujące ogniwo czy też brakujący element mistrzowskiej układanki. Co za tym idzie, Sixers znaleźli piątego startera i to naprawdę zacnego kalibru i doświadczonego. Popatrzcie jak się ruszają:

Zbyt miękka gra panie sędzio!

Można też z innej mańki. Sędziowie po raz drugi odebrali Toronto tożsamość defensywną i chęć do gry. W pierwszej kwarcie Joel Embiid dwanaście razy stawał na linii rzutów wolnych (!) pchając się cielskiem w ludzi. James Harden choć umówmy się stracił dynamikę i minięcie, wciąż jest super inteligentnym i efektywnym graczem, potrafiącym wymusić faul. Co za tym idzie, Pascal Siakam, OG Anunoby czy rozgrywający swój “flu game” Gary Trent Junior prędko mieli na koncie 2-3 faule i musieli się cofnąć o krok w obronie.

Raptors trzymali się w grze za sprawą celnego oka za trzy. Świetnie zaczął Fred VanVleet (20 punktów 7 asyst) który jednak jest po kontuzji, praktycznie nie schodzi z parkietu i nie pierwszy już raz brakuje mu zdrowia w drugiej połowie.

Na pewno dymany okrutnie jest Georges Niang, który na silnym skrzydle nie miał żadnych szans zatrzymać Siakama. Goście łowili gościa przy każdej akcji dwójkowej. Wszystko to jednak ograniczona siła ognia. Bez przewagi w obronie, łatwych punktów i zbiórek Toronto nie jest w stanie wojować z Sixers.

MAXey

W drugiej kwarcie (gdy Embiid zasiadł na ławce) kolejny fragment gry udał się gospodarzom. Toronto zamierzało szarże przypuścić, ale miejscowi zatrzymali ich w blokach. Drive and kick Harden przyniósł kolejne celne trójki Greena i Harrisa. Miejsce na rozpęd otrzymał także torpeda Maxey, na samym początku nieobecny oto nadszedł jego moment. Psychicznie dobił rywali, trzon Raptors był coraz bardziej zmęczony kiedy ten podkręcił tempo gry.

Raptors cały czas szukali pick and rolla 1/4 lub 1/3. Izolowali Siakama naprzemiennie z OG Anunobym, szukali mismatchów, ale było to jak bicie głową w mur. Biegać nie było z czego, bo Sixers przez większość pierwszej połowy operowali na 55-60 procentowej skuteczności z gry.

Jak nie trafienie albo zbiórka w ataku to faul. Zbyt miękka gra panie sędzio! W końcu nadeszła kapitulacja, zryw w czwartej kwarcie był pozorowany i nikt się na niego nabrać nie dał. Raptors wydali się totalnie zniechęceni, psychika siadła, Sixers w pewnym momencie odjechali aż na 29 punktów. Dojechany Siakam przestał trafiać, tak samo FVV. OG ciągnąć próbował, ale żaden tam z niego Jordan. 2-0! Jeśli sędziowie choć w pierwszej kwarcie nie połkną gwizdków w Toronto, będzie po serii.


Jazz 104 Mavs 110 [1-1]

Najsłabsza para jak dotąd. Wiadomo, że Mavericks będą o klasę lepszym zespołem z dostępnym Luką Doncicem, ale póki co jest blado. Gospodarze stanęli na rzęsach by serię doprowadzić do remisu. Jazz wyglądają dramatycznie, moim zdaniem są o krok od rozpadu, a w zasadzie jestem tego prawie pewien.

Donovan Mitchell wygląda jakby sobie jaja robił. Defensywnie to jest taki gamoń / sabotażysta. W myśl zasady: pieniądze zarabiam na atakowanej połowie / płacą mi za zdobywanie punktów. Nie będę się starał, żeby Rudy Gobert spijał śmietankę jaki to on jest super defensor i jeszcze bardziej się kokosił w szatni. Niech go transferują!

Tak więc w skrócie: każda próba zdobycia punktów przez Dallas to atak na Mitchella. Jeśli Rudy nie pomoże – jest floater/ layup. Jak pomoże kończy się otwartym rzutem za trzy. A jeśli chcielibyśmy przypisać opisane sytuacje do konkretnych osób to będzie tak: Jalen Brunson 41 punktów 8 zbiórek 5 asyst. Maxi Kleber 25 punktów 8/11 zza łuku!

Small & fast ball

Jason Kidd prędko też wykoncypował, że środkowy Dwight Powell na niewiele mu się zda w ataku, a co ekstra wybroni Rudy’ego to nie warte jest świeczki. Zamiast tego rozszerzył parkiet Kleberem i okazał się to strzał w dychę. Mavs trafiło łącznie 22/47 zza łuku (!!) zaprezentowali kosmiczną efektywność w tym zakresie i skradli mecz.

Co najwyżej Spencer Dinwiddie nas zawiódł. Rzutowo wygląda źle, a jego zdolność wymuszania fauli w warunkach playoffs nie jest już… hmm… tak widoczna i efektywna. Kiepski mecz po stronie 196-centymetrowego playmakera. Na tle leworęcznego Brunsona wyglądał dziś jak LiAngelo przy LaMelo. Jedynym gościem, który w minimalnym stopniu potrafił tamować rozpalonego Brunsona był dziś Danuel House, niestety Royce O’Neale jako stoper nie wnosi na parkiet nic specjalnego.

Mitchell? 34 punkty na 30 rzutach, w sumie trzynaście trafień. Kiepskie decyzje z piłką, jak mówię: bardzo słaby jako pierwszy obrońca (point-of attack) jako obrońca bez piłki dno i wodorosty.

Dallas grają naprawdę blisko stu procent aktualnych możliwości. Dwadzieścia procent ataków to tranzycja. Słusznie biegają i naciskają tempo ilekroć się da, bo w ataku pozycyjnym bez Luki nie nastarczą. A wszystko to poparte wytężoną pracą i rotacjami defensywnymi. Komunikacja i porozumienie są tu naprawdę na niezłym poziomie. Brawo coach Kidd!


Nuggets 106 Warriors 126 [0-2]

Dubs umyślili sobie wpuszczać Stephena Curry z ławki. Jakiż to jest boost, nie mylić z bust. Chodzi mi o zastrzyk energii, rozrzedzenie obrony i rozciągnięcie parkietu. Poprzednim razem było to samo choć dopiero w drugiej połowie. Co się dziwić, Steph nie grał od miesiąca, zanim złapał rytm przestrzelił pierwszych (bodaj) sześć rzutów. Tym razem jego pozytywny wpływ na grę był widoczny od razu. Grając połowę pierwszej, potem drugiej kwarty był najlepszym strzelcem do przerwy. A po przerwie nabił rywalom jeszcze więcej: 34 punkty 4 asysty 12/17 z gry! Rezerwowy Roku hehe. Draymond Green mu słał piłki w miejsca, w które Steph miał dopiero dotrzeć, znają się na pamięć. Gdy zbyt mocno na nim siedzieli, parę razy wjechał na kosz i tak w koło Macieju (pozdrawiam!)

Joker od pierwszych minut napadał obręcz, Bogu ducha winny Kevon Looney miał dwa przewinienia po dwóch minutach meczu. W sumie zagrał minut jedenaście. Co z tego, że Denver zdominowało zbiórkę (aż siedemnaście razy ponawiali akcje) energicznie fajnie zaczęli, z kopyta, w kulminacyjnym momencie prowadzili chyba jedenastoma punktami, ale co… siła ogniowa Golden State zrobiła swoje.

Steve Kerr postawił na Draymonda, Bjelicę i Portera w roli wysokich. Ograli rywali dynamiką ataku, niskim składem, spacingiem, synchronizacją ruchu ciał i piłki. Wyciągali Jokica do pick and rolli ile się dało. Męczyli go i prowokowali. Serb (26 punktów 11 zbiórek 4 asysty 5 fauli) wkrótce był rozwścieczony, nie potrafił trzymać nerwów na wodzy i było to widać. Chodziło przede wszystkim o niekonsekwencję gwizdków delikatnie jednak faworyzujących gospodarzy. Wiadomo, sędzia zawsze będzie “dawał fory” drużynie szybszej, bardziej energicznej, grającej składnie i na kosz. Jokić pożegnał się z parkietem w połowie czwartej kwarty. Draymond pomachał mu na do widzenia.

Too much to handle

Warriors to dla zwalistego Jokera najgorszy z możliwych matchup. Nie jest w stanie kontrolować tempa gry. Curry, Poole, Thompson – wredne dziady nie przestają biegać, są szybcy i rozstrzelani. We trzech oddali 52 rzuty trafiając 31 z nich! To będzie 59.6% skuteczności najcięższych strzelb rywala, a gdy weźmiesz pod uwagę, że prawie połowa trafień pochodzi zza łuku, operują de facto na 75% skuteczności! Są tak ruchliwi i bezczelnie konsekwentni, że prędzej czy później obrona popełnia błąd.

Dotąd brakowało trochę zbilansowania między starterami a ławką, teraz ze Stephem w roli “szóstego” zachowują intensywność na całym dystansie. Denver bez Murraya, Portera Juniora, z brakiem techniki i rzutu Gordona, słoniowatym Cousinsem, mało bystrym koszykarsko Bartonem i dwoma starszymi panami Green na silnym skrzydle to sobie mogą nagwizdać jak na razie. Na tle rywali są “grzeczni” “szablonowi” “ustępujący”. Dubs dyktują warunki, ich poziom zgrania to coś bardzo przyjemnego w odbiorze i obiecującego. 44:30 w trzeciej kwarcie zrobiło największą różnicę, z tego 9/13 z gry trójki Splash Brothers.

Dobrego dnia wszystkim! B

Ostatnie Wpisy

25 comments

    • Array ( )

      Zobaczymy jak sobie poradzą z Miami, bo Raptors to trochę kazus zeszłorocznych NYK – zajechali do PO na intensywności a potem kiedy każdy wrzucił “szósty bieg” oni grają dalej tak samo, bo już intensywniej nie potrafią.
      Zarówno Embiid jak i Harden muszą jeszcze udowodnić że potrafią wygrać mecz nie tylko kiedy seria jest z górki, ale również wtedy kiedy będzie na styku.
      No i nie zapominajmy kto siedzi za sterami 76ers, przy Doctorku żadna przewaga nie jest pewna 😉

      (51)
    • Array ( )

      Spokojnie Fan 😀
      Zawsze mnie bawią takie podniecenia po jednym, dwóch meczach, tak jak wyżej kolega pisze, poczekajmy do konkretniejszego rywala, bo wiadomo że w PO, to potrzeba oprócz opór dobrego defence, również gościa, albo najlepiej kilku którzy w ataku wezmą na siebie kiedy nie idzie. A Toronto na tą chwilę nie ma żadnego all stara, takiego mieli gdy był Kawhi. Póki co Sixers spoko, ale nie widzę ich pokonujących mocne ekipy jak Boston, Milwaukee czy Miami.

      (18)
    • Array ( )

      Nie podpalaj się po 2 meczach i to jeszcze z Toronto.
      76ers to zespół 2 rundy max, no chyba, że dostaną jakichś zupełnie nieporadnych to psim swędem są w stanie prześlizgać się wyżej. Pamiętaj też jaki tuz tam kołczuje. Jak to pisał Dante: Lasciate ogni speranza!

      (3)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Ależ dziś szybko relacja – dzięki!

    Suns i GSW wyglądają absolutnie play-offowo. Ciężko o inny finał na zachodzie.
    Dallas (o ile przejdą Jazz) będą mieli Lukę po kontuzji, co ma wielki wpływ, niestety, na formę, więc dużo nie namieszają. Utah to zespół trzymający się na trytytkach i pęknie – prędzej, czy później.
    Fascynująco wygląda rywalizacja Memphis i Minnesoty – każdy wynik możliwy, choć prędzej Miśki widzę dalej.
    Ciekawe – czy byliby w stanie powalczyć z GSW czy Suns…

    Zaskoczyli mnie za to 76ers – liczyłem, że Toronto coś wyrwie. Jeszcze trochę więcej chemii w zespole i kto wie, jak daleko zajdą. Zwłaszcza w sytuacji, gdy aż 6 zespołów ma niemal identyczne szanse.

    (5)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Odpowiedz

    Jak ja sie ciesze, ze dane mi jest ogladac od dobrych kilku lat basket GSW. Toc to lezka w oku sie kreci jak oni finezyjnie graja, a Pool ladnie wszedl na najwyzszy poziom w tym roku. To co wyciska Kerr z zawodnikow mozna porownac do warsztatu Jurgena Kloppa z pilki noznej. Final konferencji Suns-GSW to moze byc prawdziwa wojna i uczta dla naszych oczu 🙂 Wiem wybiegam w przyszlosc, ale oby tak bylo!

    (54)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo podoba mi się GSW, największa gwiazda wychodzi z ławki, i nie ma żadnych dramatów, min itp
    Być może jest to najlepsza drużyna w historii, wiadomo można by się sprzeczać że gdzie tam bo Bulls 96, ale w Bulls byl Jordan a w GSW nie ma żadnej az tak dominującej postaci, to jest po prostu prawdziwy kolektyw od zawodników bo cały sztab szkoleniowy, niesamowita organizacja. Jestem FAnem mimo iż leja moich ulubionych Nuggets

    (35)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Sędziowanie w tej serii przypomina lata, w której ruchome zasłony były na porządku dziennym i puszczane zawodnikom GSW… Draymond Green musi być najlepszym obrońcą skoro tylu przewinień mu nie zaliczają… Szkoda Jokera. Let’s go Nuggets

    (-1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Uwielbiam współczesna koszykówkę! Grizzlies są lepsi bez Moranta i GSW z Stephen z ławki. Tempo, tempo, tempo i skuteczność rzutowa. Wygrywa lepszy zespół, a nie lepsze nazwiska. One-of-Mvps tego sezonu jest właśnie Steph. Jego wkład w grę całego zespołu jest przeogromny. Wyobraźcie sobie żeby zżymał się na kolegów, że mu zbiórkę wybrali, jak to robił RW? Albo warczał na młodych, że się nie cofają, żeby on mógł odsapnac jak równie dużo biegający LBJ?
    Szkoda Raptors, kto by się spodziewał, że u Roca będzie chleb. Druga runda maks? Oby;)

    (5)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Spokojnie spokojnie z tymi 76ers. Pojada do Toronto, tam gwizdki juz beda inne a Raptors beda jeszcze bardziej podgryzac i sie zrobi seria.

    Poza tym 76ers nie beda w stanie utrzymac takiej intensywnosci w obronie, w koncu Embiid i Harden spuchna i sie skonczy, jak nie na Toronto to na Miami.

    (15)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Życzę z całego serca aby Miśka zdobyli Szóstki albo Nets. Ten brak obiektywizmu w stosunku do tych drużyn tak bardzo razi w oczy. Choćby ten fragment ” kolejny fragment gry udał się gospodarzom” – można odnieść wrażenie że Sixers do tej pory wygrywają dzięki szczęściu i pomocy sędziom. Przydałoby się więcej profesjonalizmu. udanego dnia wszystkim.

    (-28)
    • Array ( )

      A wiesz, że w zasadzie nie ma czegoś takiego jak obiektywizm? Bo nawet jak ktoś próbuje obie strony zrozumieć, to mimo wszystko, nawet nie mówiąc o tym otwarcie, ma jakąś opinie na ten temat i to już może być nieobiektywne, a subiektywne.
      To tak w ramach tego, że nie było dziś GWBA bawi i uczy 😀

      (12)
    • Array ( )

      @Grocco
      Nie no, można by napisać obiektywną relację tego meczu, co więcej! nawet fragment tutejszej relacji jest obiektywny, konkretnie ten:

      “Raptors 97 Sixers 112 [0-2]”
      😉

      Potem (całe szczęście!) mamy subiektywną ocenę jednego z lepszych znawców NBA jakiego dane jest mi czytać.

      (10)
    • Array ( )

      @Fen
      No dobra, podane suchych statystyk to obiektywizm w sumie, ale nie po to tu jesteśmy przecież 🙂

      (0)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Utah Admin ma racje,ze to w koncu peknie,co sezon to samo,sklad podobny,oczekiwania,ale niestety PO ich brutalnie weryfikuje i nic nie zdobeda tym skladem.
    Szkoda,ze Jokic poki co nie ma zadnego wsparcia,River boi sie rzucac,woli podawac,Gordon dramat.
    Pierwszy mecz 8pkt
    Drugi 7 pkt.
    Nie wiem czy na nim tak siedli,czy po prostu PlaoffP Mu sie wlaczylo.
    Ale boost po stronie GSW jest i to widoczny,jak cisna.

    (2)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Żal było patrzeć na Denver. Zostali ośmieszeni. Myślę że może być nawet 4-0. Nie wiem czy po takiej kompromitacji sie podniosą. Przecież to była zabawa, trening. Piłka w rękach GS krążyła jak zaczarowana. Nie ma obecnie drugiej takiej drużyny która gra z finezją a zarazem odnosi sukcesy. Na pewno mają spore szanse na przynajmniej finał konferencji.

    (12)
    • Array ( )

      Warriors wyglądają kozacko, ale to był tylko jeden mecz, parę lat temu Cavs po kompromitacji z nimi w G2 też mieli się już nie podnieść…

      (1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Sędziowie do bani, za dużo gwiżdżą. Jakieś beznadziejne muśnięcia itp. Np w meczu Boston Nets odgwizdano w pierwszej kwarcie chyba 18 fauli. No, nie dało się tego oglądać po prostu. Takie Toronto nie ma szans, gdy pozbawią ich możliwości twardej gry w obronie. Niech sędziowie połkną te gwizdki i pozwolą aktorom pierwszoplanowym zrobić swoje!

    (12)
  11. Array ( )
    nick pielęgniarka 19 kwietnia, 2022 at 17:20
    Odpowiedz

    Donovan Mitchell będzie idealnie pasował do Knicks. Z taką grą i zaangażowaniem w obronie będą grać co roku w play inach, a później dostaną w pierwszej rundzie w czapę. Taka powtórka z rozrywki kiedy grał tam Carmelo.

    (6)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Pchanie zjebanych gwiazdek głęboko w playoffs napewno bardziej się opłaca niż walecznych raptors bez przesadnie wielkich nazwisk to jest słabe ta liga naprawdę do pewnego stopnia jest ustawiona i niech nikt nie xxx że to teorie spiskowe tak poprostu jest i tyle tak wielki hajs brak przypadku

    (-2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu