fbpx

Retro NBA: piękna historia “We Believe” Golden State Warriors

18

https://i.makeagif.com/media/3-28-2015/4gAL_H.gif

Słowo “believe” odgrywa dosyć istotną rolę w około-koszykarskiej, nazwijmy to, mitologii. “I believe I can fly” śpiewał R. Kelly w swoim szlagierze, który nieodłącznie kojarzy się nam wszystkim z osobą Michaela Jordana za sprawą filmu Space Jam. Do tego, żeby uwierzyć w siebie “Just believe in yourself”, przekonywał nas wszystkich młodziutki Kobe Bryant. Robił to w czasach swojej pierwszej kampanii reklamowej dla Adidasa. Jej częścią była ta oto pełna straszydeł reklama słynnych, kultowych już, Crazy 8:

Believeland

Gdy syn marnotrawny LeBron powrócił z Miami do Cleveland, by dać miastu obiecany wcześniej mistrzowski tytuł, Cleveland w stanie Ohio określano jako “Believeland” i gorąco namawiano by w chłopaków po prostu uwierzyć.

Niektórzy chyba mieli z tym problem nawet wtedy, gdy było już po wszystkim, hehe:

Tak się jakoś złożyło, że wspomniałem do tej pory MJ’a, Kobe i LeBrona, w potocznym rozumieniu trzech najznamienitszych koszykarzy w dziejach i zarazem reprezentantów 3 największych graczy na rynku, tak istotnego dla koszykarskiej subkultury, sportowego obuwia: Nike, Air Jordan i Adidasa. Nie znaczy to jednak wcale, że monopol na wiarę mają tylko największe tuzy koszykarskiego uniwersum.

Z tymi, którzy uwierzyć nie chcieli, z “non-believers” rozprawił się swego czasu Rudy Tomjanovich w swoim legendarnym już przemówieniu po zdobyciu drugiego mistrzowskiego tytułu przez Houston Rockets:

We had nonbelievers all along the way, and I have one thing to say to those nonbelievers: don’t ever underestimate the heart of the champion!

Co w wolnym tłumaczeniu znaczy:

Spotykaliśmy po drodze wielu niedowiarków i mam im wszystkim coś do powiedzenia: nigdy nie lekceważ serca mistrza!

Przywołując jednak przykład Houston Rockets, w dalszym ciągu poruszamy się na poziomie mistrzowskim, a bohaterami tego artykułu chciałbym uczynić ekipę, która do mistrzostwa miała bardzo daleko, a mimo to stała się inspiracją dla wielu i to na długie lata.

Moi Warriors pokonaliby dzisiejszych, gwarantuję ci to. Nie odbieram niczego tym chłopakom, są świetni, ale tamten zespół miał więcej serca! [Stephen Jackson, wypowiedź z lutego 2016 roku]

#We believe

Sezon 2006/2007 nie zaczął się dla ekipy Warriors szczególnie pomyślnie. Zespół od lat nie był w stanie przekroczyć bariery 35 zwycięstw, a ostatnie playoffs rozgrywali w roku 1994, gdy po boisku biegał jeszcze Chris Mullin, w 2006 pełniący już funkcję generalnego menedżera. Początkowy rozwój wydarzeń w trakcie tamtej kampanii nie dawał wielkich nadziei na poprawę tej sytuacji.

Do czasu. Dnia 18 stycznia 2007 do klubu sprowadzeni zostali Stephen Jackson i Al Harrington, dzięki wymianie z Indianą Pacers. Zespół miał w tamtym czasie bilans 19-20. Jeśli oczekujecie w tym momencie zmiany jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, to muszę Was rozczarować. Piętnaście kolejek od transferu drużyna wciąż była pod kreską (26-28), zajmując dwunaste miejsce w Konferencji Zachodniej. Powiecie że tylko dwa mecze od .500, więc nie tak źle, jakieś szanse są. Niestety w tamtym okresie przydarzyło się Wojownikom tournee wyjazdowe i 6 porażek z rzędu, z czego ostatnia z Waszyngtonem. Był czwarty marca.

#Lot do Detroit

Drużyna znajdowała się właśnie w podróży do Detroit, nie działo się nic nadzwyczajnego. Większość zawodników drzemała z słuchawkami na uszach, siedziała z nosami w telefonach lub zabijała czas rozmową. Jason Richardson wertował gazetę. Zatrzymał się na kolumnie sportowej.

Przeglądaliśmy klasyfikację i zaczęliśmy zastanawiać się, co musielibyśmy zrobić, żeby awansować do playoffs. Zostało 21 spotkań. To wtedy, na pokładzie samolotu, podjęliśmy zobowiązanie, że wszyscy zrobimy wszystko, żeby tego dokonać. [Jason Richardson]

Tak narodziła się mantra “We believe”.

#16 z 21

Jak powiedzieli, tak zrobili. Szesnaście tryumfów w ostatnich 21 meczach pozwoliło im na osiągnięcie bilansu 42-40 i zajęcie ostatniego premiowanego awansem do playoffs miejsca w konferencji. Jako ósmy seed stanęli na przedzie mocarnych Dallas Mavericks, drużyny, która w sezonie zasadniczym odniosła 67 zwycięstw przy 15 porażkach.

Pomimo bohaterskiego zrywu w końcówce fazy zasadniczej, Warriors, niemal przez wszystkich ligowych analityków, skazywani byli na porażkę. Stało się jednak inaczej.

Zawodnicy Dona Nelsona grali wówczas prawdziwy small ball. Z tempem 99.97 posiadania na mecz byli na pierwszym miejscu w NBA. Mieli multum strzelców i dziewiąty atak ligi 106.2 punktów na każde sto posiadań. Walczyli kolektywnie na tablicach i twardo bronili. Wypisz wymaluj nowoczesna koszykówka.

Potrzebowali jednak kogoś, kto wziąłby na siebie rolę lidera, zawodnika, który pociągnie spotkanie kiedy wszystko co postanowiono przed meczem zacznie zawodzić. Tego zadania podjął się Baron Davis, trzeci numer draftu 1999, wcześniej zawodnik Hornets i dwukrotny All-Star.

#Playoffs

Wygraną Warriors w meczu numer jeden uznano za wypadek przy pracy. Kiedy powinęła im się noga w meczu numer dwa myślano, że wszystko wraca do normy, niemniej zwycięstwa w spotkaniach trzy i cztery ustawiły serię. Mavs uciekli jeszcze spod topora w piątym meczu, ale spotkanie numer sześć rozstrzygnęło serię na korzyść Kalifornijczyków.

Na ich sukces złożyła się dobra postawa strzelecka trójki Davis (średnia 25 punktów) Jackson (22.8) i Richardson (19.5). Do tego oddelegowanie do pilnowania Nowitzkiego Matta Barnesa i Mickaela Pietrusa poskutkowało obniżeniem skuteczności dystansowej Niemca do 21% (o 20 punktów procentowych niżej niż notował w sezonie zasadniczym). A nie zapominajmy że Dirk był wówczas świeżo po wybraniu go MVP! Tu wypada zatrzymać się na chwilę.

Mecz numer sześć odbywał się w Oakland. Siódmy, gdyby do niego doszło, miałby miejsce w Dallas. Ceremonia wręczenia nagrody MVP odbywała się zwyczajowo przed własnymi kibicami, na koniec lub po pierwszej rundzie. Niestety, w tym wypadku nastąpił mały blamaż. Z konieczności musiano zorganizować wręczenie w czasie konferencji prasowej, bo Mavericks nie dotrwali do momentu, w którym dałoby się to zrobić zgodnie z obyczajem.

Nie dawajcie mi tego proszę

Chciałem stamtąd wyjść. Nic mi nie powiedziano wcześniej. Dowiedziałem się może trzy dni przed konferencją. Wszystko było takie świeże, było mi wstyd, przede wszystkim wstyd. Wygraliśmy prawie 70 meczów i odpadliśmy w pierwszej rundzie. Po kilku dosłownie dniach. Myślałem tylko “nie dawajcie mi tego, proszę…” [Dirk Nowitzki]

W Oakland zaś zapanowało szaleństwo a slogan “We Believe!” tłum skandował niezliczoną ilość razy. Z murów Oracle Arena zwisały ogromne banery właśnie z takim napisem. Na moment uwierzono, że zespół, po którym nie spodziewano się absolutnie niczego wyjątkowego, stać na wszystko. Wszak przed Warriors jedynie Denver w 1994 roku i Knicks w 1999 roku zdołały wyeliminować lidera w pierwszej rundzie.

#Koniec pieśni

Rozentuzjazmowani Warriors z impetem weszli w drugą rundę, ale tam warunki nie do przejścia postawili im Utah Jazz, solidna ekipa pod wodzą Jerry’ego Sloana. Andrei Kirilenko, Deron Williams i Carlos Boozer okazali się zbyt mocni. Jedynie zwycięstwo w meczu numer trzy pozwoliło im uniknąć sweepa.

Była to jednak porażka, której fani nie mieli im za złe. Atmosferę sportowego święta i wygraną nad Mavs zapamiętano w OIakland na długo…

#Ciekawostki

-> Walka o awans do playoffs toczyła się do ostatniego meczu. Do awansu potrzebna była porażka Clippers lub zwycięstwo nad Portland. Finalnie oba warunki zostały spełnione i świętowanie pierwszego od 13 lat awansu do playoffs rozpoczęło się już w szatni Oregonu…

-> Końcówka na poziomie 16-5 była najlepszą w tamtym sezonie w lidze. Podczas sprintu do playoffs Warriors ośmiokrotnie pokonali drużyny z ósemki, w tym dwukrotnie Dallas Mavericks.

-> Monta Ellis zdobył w tamtym sezonie nagrodę MIP, a jego poprawa zdobyczy punktowej o 9.7 punktów w stosunku do poprzedniego sezonu (z 6.8 na 16.5) to rekord w historii laureatów tej nagrody.

-> W tamtym sezonie Matt Barnes ostatecznie wybrał basket. Do tego momentu nie wykluczał możliwość gry zawodowej w football.

-> Zawodnikiem ówczesnych Warriors był Sarunas Jasikevicius.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

18 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Najwiekszy obecnie cudotworca parkietowy, niejaki Stefan C tez mocno wierzy i w siebie i w Tego, ktorego slowa swego czasu wypisywal sobie na butach, w tlumaczeniu ‘Wszystko moge w tym, ktory mnie umacnia’ Flp 4,13

    (9)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Admin, pytanie

    Jesli liga rozszerzy się o 2 zespoly (podobno jakies podchody pod hale w Las Vegas juz są) to czy bedzie mial miejsce Expansion Draft ?
    Na jakiej zasadzie te 2 nowe teamy beda kompletować roster ? Pozdrawiam cieplutko

    (10)
    • Array ( )

      Mysle ze nie w tym sezonie, niby jeszcze miesiąc ponad do rozpoczęcia ale myślę ze gdyby miały dołączyć dwa nowe zespoły to nba by najpierw jakas kampanie promocyjna zrobiła a potem expansion draft. Ale będzie ciekawie jak taki draft się odbędzie. Ilu graczy kluby mogą uczynić nietykalnymi przy okazji draftu? Nie pamietam ale chyba jakoś mało (5?). Jeśli 5 to co np. w sytuacji gdy nowy klub wezmie sobie pozostałych zawodników z jednej drużyny np LAKERS i zostanie im wtedy tylko pięciu? Btw klub w las vegas to chyba fatalny pomysł jeśli chodzi o rozwój młodych graczy, wszędzie pokusy żeby wydać pieniądze i robic cos innego niz trenowanie koszykówki, a starsi raczej by nie chcieli grac w takim rozrywkowym mieście

      (-2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Jestem na wakacjach w Chorwacji w na wyspie Ciovo koło Trogiru. Wynajmuję chatę z balkonem z widokiem na morze. Dwa dni temu mieliśmy w planach pojechać do Splitu pochodzić po starówce oraz porcie, ale było tak gorąco, że odpuściliśmy. Poszliśmy popływać w morzu a po powrocie jak zwykle popołudniem piłem sobie kawę na tym balkonie i ogłądałem sobie ten ładny widok jak, przy okazji oglądając podchodzące do lądowania samoloty ( lotnisko w Splicie znajduje się dokładnie za wyspą po drugiej stronie nad samym morzem więc widok jest bardzo dobry). W pewnym momencie widzę mały prywatny odrzutowiec, więc mówię do żonki, że pewnie jakiś bamber przyleciał sobie do Splitu pobawić się hehe. Dziś rano czytam wiadomości…do Splitu przyleciał Michael Jordan swoim prywatnym odrzutowcem i z lotniska udał się do portu na wynajęty luksusowy jacht…Zgacha. A mogłem być na tej starówce 🤣 ale przynajmniej prawdopodobnie byłem świadkiem jego przylotu hehehe😁

    (12)
    • Array ( )

      Sprawdź sobie na stronie Marine Traffic jacht “O PARI”, to będziesz wiedział gdzie właśnie buja się MJ. Z tego co widzę, jest właśnie zacumowany w okolicy miasta Hvar. A jeszcze miesiąc temu dokładnie tam byłem i podziwiałem te wielkie jachty. Gdyby się okazało, że wtedy w rejonie jest MJ, to chyba bym wpław popłynął zobaczyć jak imprezuje 😀

      (9)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Stephenie Jacksonie, nie daliście rady wygrać z Boozerem i Kirilenkom, a chciałbyś wygrać z Currym, Durantem, Thimpsonem itd?. Stephhenie Jacksonie GSW z czasów świetności nie musiało nosić hasła Belive, oni byli pewni, ze pozamiatają każdego i wszędzie. Pamietam jak Lebron z płaczem w oczach spojrzał na JRSmitha gdy ten zawalił końcówkę w pierwszym meczu finału, bo wiedział, ze to jedyna szansa na sukces. Pamietam jak Durant wbijał trójki z zimna krwią i gasił Clevland jak peta. Nie byłem fanem tej drużyny, ale wg mnie to był najlepszy Team, gotowy wygrać z Bulls Jordana. Wiem, wiem Jordan wygrał 6 razy itp GOAT i wogole, ale moim zdaniem zdrowy sklad z GSW z Durantem był nie do pokonania w serii. Także Panie Jackson serca mogliście mieć więcej niż Kobe, Garnett, Jordan i Bird razem wzięci, ale skilla mieliście tyle ile mieliście i na tym zakończmy.

    (26)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    6 mecz wałkowałem na okrągło z VHS z francuskiego c+. Pamiętam tą atmosferę na trybunach,kibice Lakers(Snoop,Whalberg)w koszulkach “We believe”-istnamagia chwili.Koncercik grał Stephen Jackson,miał chyba 7/7 za 3 już w III kwarcie.

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu