Stephen Curry zasługuje na większy szacunek | New Orleans Pelicans wbijają na mapę NBA

13

Witam serdecznie i bez marnowania czasu pomiędzy lepieniem uszek na barszcz, zapraszam na przegląd wydarzeń z najlepszej koszykarskiej ligi świata. Ja nazywam się Bartek Gajewski, prowadzę tę stronę nieprzerwanie od 2011 roku, a to są GWBA, czyli gwiazdybasketu. Ho, ho, ho, fajnie że wpadłeś:

Hornets 132 Cavs 139

Mówiłem, że nie ma się co spodziewać defensywy przed świętami. Obie strony walą do kosza ponad 50% zza łuku, w sumie wpada 45/86 trójek (!!!) Cavaliers bez Evana Mobleya zespołem są równie partyzanckim, co Charlotte czy Atlanta ze swymi liderami bez obrony. W zasadzie do tej samej kategorii co LaMelo (23 punkty 9 asyst) i Trae możemy dołączyć Dariusa Garlanda (27 punktów 10 asyst), czyli trzej All-Stars with no „D”.

Pozytywne zaskoczenie sprawił DeAndre Hunter, który cały grudzień bumelował, a tutaj proszę: 27 punktów przy 9/13 z gry z ławki. Odważnie napiszę, że Charlotte pozbawiło się szans na zwycięstwo w momencie, gdy ogłoszono, że na pozycji centra startuje Mason Plumlee, którego skillset w tej erze NBA stanowi relikt.

Pacers 95 Celtics 102

Wierzcie lub nie, Indiana prowadziła dwudziestoma punktami. Boston fundamenty ma jednak solidniejsze i gdy niemoc odpuściła, przywrócili hierarchię na parkiecie TD Garden. Pacers mają w tym sezonie ogromny problem nie tyle z pozycją centra (Myles Turner od października reprezentuje barwy Milwaukee) czy nieobecnością lidera Tyrese’a Haliburtona. Tutaj brakuje przede wszystkim kompetencji strzeleckich. Rzucają zza łuku najmarniej w lidze, ich atak stoi. Andrew Nembhard wziął na siebie obowiązki playmakera, więc nie ma kogo sadzać jako stopera na piłce, zwłaszcza że nieobecny jest także Sheppard.

Słowem, pan trener Rick Carlisle nie ma z czego rzeźbić, a zespół ma regularnie problemy by zdobyć sto punktów. No cóż, wyprawę do NBA Finals okupili ogromnym kosztem. Liderem miejscowych klasycznie Jaylen Brown (31 punktów 9 zbiórek 2 asysty) wspierany wydatnie przez Derricka White’a (19/5/4).  

Mavs 113 Pelicans 119

Anthony Davis w pojedynczym kryciu robił co mógł (35 punktów 17 zbiórek) ale Mavericks nie oparli się voo-doo, jakie ostatnio ma miejsce w Nowym Orleanie. Twarzą pozytywnych zmian jest podkoszowy rookie Derrick Queen (19 punktów 10 zbiórek 6 asyst), a dotychczasowy faworyt publiczności Zion Williamson (24 punkty 9 zbiórek) wychodzi z ławki, stanowiąc błyskawiczny zastrzyk ofensywy, czyli dokładnie to, czego powinien dostarczać „sixthman”.

Dodajmy delikatną zmianę stylu Treya Murphy’ego, który dłuższy czas temu został przez szkoleniowca poproszony o większe zaangażowanie w kreowanie podaniami kolegów, nie tylko szukanie wzrokiem obręczy. Coś pięknego, miejscowa publika momentalnie wyczuła jakościowe zmiany w klubie i dopinguje swoich. Nie znajdziecie już pustych krzeseł w Smoothie King Center, let’s go!

Jeśli dobrze liczę to piąte (!) z rzędu zwycięstwo Nowego Orleanu, a na wznoszącej fali entuzjazmu rosną apetyty miejscowych fanów. Nikt już nie pamięta, że kadrowcy oddali niechroniony pick draftu 2026 roku za Queena, nad którym wszyscy wokół pieją z zachwytu. Chłopak jest wyjątkowy, skoordynowany, nie kłania się żadnemu rywalowi, kozłuje od kosza do kosza, potrafi pięknie podawać i nie sposób go zaszufladkować. Hype jak w pierwszym sezonie Ziona i super, niech to trwa! 

Jazz 112 Nuggets 135

Sfrustrowany niedawną porażką z Houston, a w zasadzie własną niemocą strzelecką, Nikola Jokic prędko upewnił się, że z jego celownikiem wszystko jest w porządku. Wszedł na plac w pełni skoncentrowany, już na samym starcie spotkania celnie przymierzył zza łuku i po zaledwie paru minutach okazało się, że Denver prowadzi 19:0. Orali jak pług zagon. Rzadko co prawda zdarza się, aby przewagę wypracowaną w pierwszych minutach udało się w NBA utrzymać, ale w tym konkretnym przypadku Nuggets mieli pełną kontrolę nad wydarzeniami.

Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 40:15 i gospodarzom pozostawało nie odpuszczać w wysiłkach do końca meczu. Jokic zakończył zawody z dorobkiem 14 punktów 13 zbiórek i 13 asyst. W sumie oddał siedem rzutów do kosza, więcej nie musiał. 

Grizzlies 103 Thunder 119

Niepojęte, że mistrzowie występując bez środkowych Hartensteina, Holgrena, Jaylina Williamsa, a także Alexa Caruso i Aarona Wigginsa wciąż byli piętnastopunktowym faworytem bukmacherów i jak widzicie, szacunki sprawdziły się niemal co do joty. W ekipie Memphis również mały szpital, na parkiecie rządził więc small-ball z mięsistym dodatkiem Jarena Jacksona oraz świetnego ostatnio Jocka Landale’a wchodzącego z ławki. 

Najciekawszą akcję meczu przeprowadził MVP, czyli Shai Gilgeous-Alexander (31 punktów 10 zbiórek 8 asyst 4 przechwyty), który niczym wytrawny narciarz, mieszkaniec gór, na zatłoczonym stoku, nie znajdując innej drogi, wypiął w powietrzu narty, poluzował kask, wpiął z powrotem, przeskoczył wystający z ziemi korzeń i szusował dalej. Taka metaforka, znajdziecie lepszą dla tej akcji? Duży ma chłopak luz na bani, koszykówka przychodzi mu łatwo, nie uważacie?

Jednocześnie budzi się drugi muszkieter, pan koszykarz Jalen Williams (24 punkty 6 zbiórek 10/20 z gry) którego powrót do formy zwiastuje kłopoty dla reszty stawki, ostatnio go nie było, borykał się z kontuzją, w wakacje przeszedł operację nadgarstka ręki rzucającej, więc pewne spowolnienie jest zrozumiałe. Z tego jednak co widzę, na playoffs będzie w gazie. 

Lu Dorta wczoraj skrytykowałem za brak skuteczności, to mi dziś odpowiedział: 13 punktów 3 przechwyty 3 bloki 3/6 zza łuku i dziękuję bardzo, takiego miśka chce oglądać jak najczęściej. Nie mam generalnie problemu z tym, aby Thunder nakreślili w tym sezonie historię NBA, by powtórzyli sukces z ostatnich NBA Finals, po drodze demonstrując reszcie pionów kadrowych jak się powinno tworzyć zespoły. Koniec z gwiazdorami bez obrony, bo „pustych kalorii” w pewnym wieku już nie tyle nie wypada, co nie wolno jeść. 

Magic 97 Warriors 120 

Daleko od domu Magicy polegli po całości. No nie podoba mi się „chemia” między Paolo Banchero (21 punktów 12 zbiórek 7 asyst) a resztą, a raczej jej brak. Warriors wymusili więcej łatwych punktów (21:9 w zdobyczach po stracie) oraz kontrolowali pole trzech sekund. Odrabiają straty, znów weszli na 50% bilans (15-15) i przed własną publicznością zademonstrowali, że wciąż się liczą, nawet na tle mocnego rywala. 

Steph, Jimmy zagrali na swoim poziomie, dobrze dysponowani strzelecko byli Moody oraz Post, ale największe zaskoczenie sprawił Podziemski, który nie kombinował, ale twardo jechał kozłem w pole trzech sekund. W efekcie zobaczyliśmy rekord kariery, wskaźnik plus/minus wynoszący +36 u Brandina. Jego zdobycze to 16 punktów 5 asyst i 4 zbiórki w niewiele ponad dwie kwarty. Najlepszy występ od dawna, chcemy tego więcej.

Jednocześnie trwają tarcia w obozie Wojowników, oto poniżej utarczka Draymonda Greena z trenerem Stevem Kerrem, po której zawodnik został odesłany do szatni (to jeszcze przed przerwą) a w drugiej połowie na placu spędził niecałe cztery minuty. Kerr mi się podoba, pisałem w książce, ale miał wielkie szczęście, że przypadł mu do prowadzenia Stephen Curry (26 punktów 10/23 z gry), bez tej postaci nie byłoby mistrzowskiego rozdziału w Golden State, a i Draymond Green byłby co najwyżej Tonym Allenem, którego mało kto pamięta, zgadza się? 

Ile znaczy Draymond bez Stepha? Szczerze mówiąc sam chciałbym się przekonać. W zespole u boku najwyższej klasy playmakera, w takim Denver czy Lakers, znalazłby się bez problemu. Wysłany na peryferia, byłby czynnikiem negatywnym. To nie jest mentor, a jego styl nie koresponduje z młodymi zawodnikami. Zadajmy sobie pytanie, ile równie błyskotliwych występów zaliczał dotąd Podziemski z dominującym piłkę Drayem na parkiecie? Któregoś dnia przywołam statystyki, zobaczycie. 

O co poszło tym razem z trenerem? Nikt dokładnie nie wie, więc nie zamierzam się zagłębiać. Jednocześnie chciałbym, aby sędziowie Stephena Curry’ego zaczęli traktować poważnie, czyli zgodnie ze statusem. Widząc jak rywale dosłownie robią mu krzywdę, metaforyczny nóż się w kieszeni otwiera. Parę dni temu Amen Thompson na chama wjechał w Stepha z bara, teraz Desmond Bane zagrał „niewiniątko”. Zbity kloc, którego ktoś powinien w końcu nadziać na męską zasłonę. Bierz te swoje „L” i spierdzielaj na Florydę: 

Oby zespół Golden State na tym sukcesie popłynął, niech się dobra forma rozleje na czas poświąteczny, noworoczny i dalej. Wszyscy chcemy oglądać mocnych Warriors, bo to brand koszykówki, który należy doceniać. Zniuansowany, zaawansowany taktycznie, z domieszką geniuszu numeru trzydzieści.

Na koniec jeszcze mecz najpóźniejszy, jeden z tych które ogląda się najciężej, mimo chęci, oczy lecą albo człowiek już dawno odpłynął. 

Pistons 110 Blazers 102

Trudno wygrywać w innej strefie czasowej, z zespołem równie atletycznym co Portland, na dodatek w sytuacji, gdy sędziowie zwariowali. Deni Avdija pakuje się z piłką pod kosz, pudłuje, Pistons już zebrali, lecieć będą, ale Deni krzyczy na sędzinę, a ta po sekundzie gwiżdże, dmie w gwizdek, jest faul! Dość powiedzieć, że Cade Cunningham (14 punktów 6 zbiórek 9 asyst) utrzymał się na placu zaledwie 26 minut, a arbitrzy robili wszystko by fizyczną obronę Detroit osłabić, mecz przyspieszyć, uczynić bardziej ofensywnym. Udało się połowicznie, Blazers doszli, odrobili straty i na cztery minuty przed końcem mieliśmy remis. 

Pistons w czwartej kwarcie byli w stanie zdobyć zaledwie piętnaście punktów, zwycięstwo zawdzięczają swej drugiej opcji, Tobiasowi Harrisowi, który wziął na siebie najważniejsze akcje. Fajnie, że o sobie przypomniał, bo ostatnio było o nim cicho. Bądź co bądź, z tego co pamiętam to tzw. contract year Tobiasa i obawiam się, że ostatni w klubie z Detroit. Nie byłem fanem jego zatrudnienia, ale metamorfoza, którą przeszedł ten klub po zwolnieniu nieszczęsnego Monty Williamsa, wszelkie niedopasowania uczyniła znośnymi, wręcz dodała Pistons charakteru. 

Tak więc szacun, wygrywają mecze bardzo niewygodne, bilans 23-6 to piękna historia, a w mieście wszyscy wierzą, że NIKT ze wschodniej konferencji nie pokona Pistons w nadchodzących playoffs. Od siebie powiem, że ich seria z New York Knicks to byłby powrót do lat dziewięćdziesiątych, awantura, łokcie, bijatyka. Oba zespoły dominują fizycznością (Jalen Duren 26 punktów 10 zbiórek) i szczerze mówiąc nie wiem kto mocniejszy. Nie mogę się doczekać analiz, ale te dopiero za parę miesięcy. Na razie trzeba, aby drugi skład wrócił do pełnej dyspozycji. Mam na myśli w szczególności Carisa Leverta i Jadena Iveya, ci dwaj zdefiniują prawdziwą moc Pistons w playoffs 2026. 

Typy NBA

Dziś w nocy gra dosłownie każdy zespół ligi, no za wyjątkiem dwóch. Obejrzymy czternaście meczów, przedłużoną przerwę otrzymali Celtics oraz Warriors, którym już teraz życzymy Wesołych Świąt! Oto co typuję:

Trae Young powyżej 11.5 zbiórek + asyst
[BETTERS kurs 1.93]

Joel Embiid powyżej 22.5 punktów
[BETTERS kurs 1.84]

Dlaczego tak? Otóż uważam, że mecz Atlanty z Chicago będzie całkowicie pozbawiony obrony. BETTERS przewiduje, że oba zespoły zdobędą w sumie aż 253 punkty, a w zespole Hawks nie zobaczymy najlepszego obrońcy Dysona Danielsa. Dla Trae’a Younga to trzeci występ po przerwie wywołanej kontuzją, jego czas gry rośnie, organizm reaguje prawidłowo i: 20 -> 26 -> 32 minuty szacują projekcje. 

W zeszłym sezonie jego zdobycze wyniosły średnio 14.6 zbiórek + asyst. Poziom dwunastu przekraczał w 56 z 78 gier, a jeśli wykluczyć rywali, którzy zwyczajowo tracą / pozwalają na najmniej asyst, będzie to 43/53 oraz średnia 15.6 zbiórek + asyst. 

Bulls myślą o przerwie, są w trzeciej dziesiątce traconych asyst, zbiórek oraz grają drugie najszybsze tempo w lidze. Zeszły sezon przyniósł 19, 14, 15 zbiórek + asyst Trae’a przy 28, 29 i 25 szansach zbiórkowych i potencjalnych asystach. W tym sezonie Trae zaliczał już 20 oraz 10 zbiórek + asyst, na odpowiednio 36 i 16 szansach. To ostatnie to parę dni temu, z ograniczonymi minutami. Brak Danielsa mu sprzyja, bo ten także występuje w ataku w roli facilitatora. Zeszły sezon bez Dysona to 19, 17, 16 i 12 zbiórek + asyst przy ogromnej liczbie „szans” (35, 32, 27, 28).  

Jeśli zaś chodzi o Embiida, otóż ekipa Brooklynu nie ma na niego obrońcy, a wszelki przejaw presji / agresji defensywnej Kameruńczyk przekuć powinien na swoją korzyść. Większość z tego, co musicie wiedzieć o obronie Nets to Karl Anthony Towns zdobywający przeciwko nim niedawno 28 i 37 punktów. Zagrożenie rzutem, przewaga fizyczna, umiejętność i chęć gry na faul. Nie oglądaliśmy wiele Embiida w tym sezonie, ale gdy się spiął, wciąż jest dominującą siłą NBA. Powodzenia!

Patronem odcinka jest właśnie BETTERS, nasz partner, bez którego ciężko byłoby spiąć projekt o nazwie GWBA, dlatego jeśli lubisz zabawę w typowanie i chciałbyś w przerwie świątecznej dodać emocji oglądając przy okazji mecz NBA, poniżej link, pod którym możesz założyć sobie bukmacherskie konto: 

https://www.betters.pl/GWBA

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    warto coś wspomnieć o rookie z Bostonu – Hugo Gonzalez podczas jego występów Boston:
    – 22.12 (+21) win
    – 20.12 (+37) win
    – 19.12 (+19) win
    – 15.12 (+9)

    (8)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Tony Allen przypadkiem nie doczekał się jako pierwszy zastrzeżonego numeru w Mephis? Wybitny obrońca.
    Wesołych Świąt!

    (9)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Wesołych Świąt całej Gwba familia… niech magia świąt nie przesłoni wam tego co najważniejsze… dzięki Bartku za pisanie. Wspierajmy autora (a czas obecny do tego właśnie najlepszy), bo drugiego takiego nie znajdziemy… pod choinkę kładę donejcik

    (2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Co się z tymi Thunder zaczęło dziać? W ostatnich szesciu meczach przegrali cztery razy i z rekordu już nici. 3 razy przerżnąć z San Antionio? Nosz k###a mać! Admin jaka diagnoza?

    (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    W kontaktowych sportach zespołowych albo sam oddajesz po chwili takiemu Desmondowi, albo twój boiskowy bodyguard to robi. Stefan jest zbyt elegancki i honorowy, żeby się bił (chociaż przez ostatnie lata zbudował sobie buły na wcześniejszych ramionkach-chudzinkach).
    Ale Dray powinien tam Desmondowi stołeczek skonstruować, jeżeli się nadal szanuje i jest konsekwentny jako boiskowy chuligan i zawadiaka. Jimmy bowiem tylko lubi się powydzierać, że niby po meczu idziemy na solo na zaplecze, pilnie przy tym łypiąc, czy koledzy z drużyny dobrze go trzymają, żeby się nie wyrwał do bitki na boisku.
    Kiedyś w swoich czasach GSW wynajmowało topową obstawę z mafii gruzińskiej (wybitny fachowiec od przeprostów kolan), ale oni już nie są w swoich czasach.

    (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu