Team USA: amerykański kult zwycięstwa upokorzony, szykujcie się na rewanż!

34

Po zakończonych mistrzostwach świata Amerykanie wracają do domu zwyciężywszy w ostatnim spotkaniu. To w zasadzie wstęp, do którego przez lata mogliśmy się przyzwyczaić. Z niewielkimi wyjątkami, tego typu relację media serwowały nam po większości koszykarskich imprez w ostatnim trzydziestoleciu.

W tym roku jest podobnie, z tą tylko różnicą, że ten ostatni mecz był meczem nie o pierwsze, ale o siódme miejsce w świecie. To najgorszy rezultat w historii występów Team USA na imprezie spod znaku FIBA.

#Gorsi niż Dirty Dozen

Nawet niesławna “Parszywa Dwunastka” z FIBA World Cup 1998 roku zdołała uplasować się na miejscu trzecim (za Jugosławią i Rosją). Przypomnijmy, powołany wówczas mocarny skład, czyli: Tim Duncan, Tim Hardaway, Vin Baker, Gary Payton, Terrell Brandon, Kevin Garnett, Tom Gugliotta, Grant Hill, Allan Houston, Christian Laettner, Glen Rice i Chris Webber nie mógł pojechać z powodu lockoutu. Zastąpili ich zawodnicy uniwersyteccy, z CBA i grający profesjonalnie poza USA. Pamiętacie czy nie?

Podobnie jak w tym roku, najbardziej utytułowaną postacią Team USA 1998 był trener: Rudy Tomjanovich. Do jego dyspozycji pozostawali: Trajan Langdon, Michael Hawkins, Wendell Alexis, Brad Miller, Bill Edwards, Kiwane Garris, Ashraf Amaya, Jason Sasser, Jimmy Oliver, Jimmy King, Gerard King i David Wood.

Mecz z Polską musiał być dla zawodników USA bardziej ulgą niż triumfem. Po przełknięciu arcy gorzkiej pigułki, jaką była przegrana z Francją i odpadnięcie z walki o medale, reprezentanci Stanów Zjednoczonych rozgrywali swe kolejne spotkania z ciężarem ogromnej winy. Najchętniej zeszliby już z tej sceny i szybko wsiedli do samolotu, pocieszając się, że przynajmniej wywalczyli kwalifikację olimpijską. Niestety, nie ma tak łatwo. Po 10 punktowej przegranej z Francją dwa dni później nadszedł czas na upokarzającą porażkę z Serbią i rozgrywany w zasadzie “o honor” ostatni mecz z Polską.

W social media było używanie. Wszyscy mówią po angielsku i śledzą amerykańską koszykówkę, więc każdy umiał przyłożyć w komentarzach. Rykoszetem dostało się Bostonowi, bo to ta drużyna NBA miała w Team USA najliczniejszą reprezentację, ale dosłownie na nikim nie zostawiono suchej nitki. Komentarze w stylu “Walker, Mitchell, Barnes, Turner i Tatum po prostu znaczą w Chinach tyle co w NBA.” należały do tych najłagodniejszych.

#Głos rozsądku

W obronie reprezentacji pośrednio stanął Kobe, którego wypowiedź przytaczałem w ostatnim NPAW:

Świat nauczył się grać w kosza, czy nam się to podoba czy nie. To koniec dominacji, od teraz będziemy trochę wygrywać i trochę przegrywać. Nawet w Pekinie potrzebowaliśmy wiele szczęścia w końcówce, żeby pokonać mocnych Hiszpanów, a pamiętacie jaki mieliśmy skład? I nawet z tymi wszystkimi gwiazdami, potrzebowaliśmy tej serii w końcówce spotkania, żeby przechylić szalę na naszą stronę.

Tak było, jak mówi. Kto nie pamięta, niech sobie przypomni:

Bezpośrednio do zarzutów odniósł się trener kadry, czyli Gregg Popovich, który, jakkolwiek bóstwem trenerskim jest, to do prowadzenia reprezentacji szczęścia nie ma. Jako asystent w Atenach trafił brąz, a teraz gdy samodzielnie objął stery jest, można powiedzieć, jeszcze gorzej. Jego wypowiedź też zamieściliśmy w NPAW:

Niektórzy chcą szukać winnych, wytykać palcami. Że niby mamy się wstydzić, że nie wygraliśmy złota?! Takie myślenie to arogancja, to niedojrzałe i pokazuje, że ktokolwiek wyraża takie zdanie nie szanuje całej reszty koszykarskiego świata i tych chłopaków, którzy dali z siebie wszystko.

Te dwie przegrane, które ustawiły Team USA na kursie kolizyjnym z naszymi Orłami, ustaliły w ostatnich 60 międzynarodowych meczach Amerykanów bilans 58-2. To pokazuje skalę dominacji, do jakiej przywykliśmy. Amerykanie nas rozpieścili, a my teraz się obruszamy, bo zwyczajnie nie umiemy przegrywać. Z drugiej strony słychać zaś głosy, że zawód z powodu siódmego miejsca to nie jest brak szacunku, a jedynie wyraz troski. To nie jest wieszanie psów na drużynie, która przegrała dwa mecze z 60. To komentowanie poczynań ekipy, która potrzebowała niemal cudu, żeby wyjść obronną ręką z potyczki z Turkami. Ta sama ekipa zdobyła potem siedem punktów w pierwszej kwarcie meczu z Serbią. Dobrze przeczytaliście: siedem.

#Czekając na Tokio

Ostatecznym sprawdzianem dla ekipy Popovicha będą igrzyska olimpijski w Japonii. Już teraz mamy spore kontrowersje związane z ewentualnym składem. Jeszcze przed meczem z Polakami, reprezentacyjny manedżer Jerry Colangelo mówił:

Ta reprezentacja to tylko 4 z 35 zawodników, których zaprosiliśmy w pierwszej kolejności. Doskonale pamiętamy, z kim chcieliśmy iść w bój i kto nie odpowiedział na wezwanie Team USA. Jestem zwolennikiem tezy, że należy grać kartami, które otrzymało się w rozdaniu. Z początku wyglądało to fenomenalnie. Nikt nie przewidział fali rezygnacji, jaka miała potem miejsce. […] Jestem trochę zawiedziony tym, kto teraz ogłasza gotowość do gry w kadrze. Na tym etapie to w równym stopniu ci, z którymi chcemy i nie chcemy już mieć nić wspólnego.

Według najnowszych doniesień, potencjalny starting line-up w Tokio mógłby wyglądać następująco:

Chcę być częścią drużyny olimpijskiej i wielu czołowych graczy ma na to ochotę. Spodziewajcie się wielu gwiazd w składzie na Igrzyska [Draymond Green]

Mimo iż dopiero co dostali baty, Amerykanie znów stawiani są w roli żelaznego faworyta igrzysk, a to ze względu na ich postrzeganie sportowej rzeczywistości. Dla nas mistrzostwa świata to “święto”. Dla nich “świętem” są jedynie Igrzyska i swoje krajowe rozgrywki. Nie bez kozery piszą sobie “World Champion” na wszystkich ligowych trofeach, czy to w NBA, MLB, NFL czy NHL. Wyobrażacie sobie podobną bezczelność gdziekolwiek indziej? Żeby np. nagle Hiszpanie zaczęli nazywać Mistrzami Świata zwycięzców Primera División?! No przecież wszyscy by się w głowę pukali. No ale to jest USA, tego nie zrozumiesz. Kult zwycięstwa jest tam wszystkim. Przytoczona wyżej wypowiedź Draymonda bardzo kontrastuje z wcześniejszą CJ McColluma, który odrzucił nominację słowami:

Po co miałbym być częścią drużny, która może przegrać te finały? [CJ]

[Admin] cytat CJ-a fatalnie wyrwany z kontekstu. Przepraszam w imieniu swoim i BLC. Nie wiem co tu zaistniało.


No cóż, stare powiedzenie mówi, że sukces ma wielu ojców i z pewnością wielu topowych koszykarzy NBA będzie chciało dorzucić swoje trzy grosze do złotego medalu w Tokio. O wiele mniej jest tych, którzy mieli na tyle charakteru, by walczyć za niepewną sprawę na tegorocznym mundialu. Nim gigant ocknie się i powróci na koszykarski tron, my kibice możemy i powinniśmy oklaskiwać zwycięstwo Hiszpanów, waleczną postawę Argentyny, Francji i (szczególnie!) Polski. Bo takie mistrzostwa, z takim zakończeniem były po prostu światu potrzebne.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

34 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Nawet z tym prognozowanym składem ze zdjęcia będa się męczyć z reszta świata na IO. Prognozuję ze USA nie wygraja złota.

    (6)
    • Array ( )

      @Red
      Podaj mi repkę, która mogłaby się równać z takim s5 USA. Nie ma nikogo?

      Curry i Harden – jedni z najlepszych strzelców w historii
      George – czołowy two-way ligi
      Green – synonim gracza zespołowego, a do tego ogromny charakter i wysokie koszykarskie IQ
      Davis – możliwe, że najlepszy podkoszowy ligi

      Hiszpanie wykorzystali swoją złotą generację do maksimum i wątpię aby za rok wystawili równie mocny skład co dziś. Ich czas już się kończy i nie ma kto ich zastąpić.

      Francuzi zostaliby rozjechani przez taki skład team USA, bo to byliby gracze, którzy mają ogromne doświadczenie i stres związany z porażką nie będzie im zawracał głowy w meczu. Obecny team USA, to miał pełne gacie, bo KAŻDY miał świadomość, że oni MUSZĄ wygrać i koniec. Przeciwnik ma tylko pokazać, że tez umie grać w kosza i tyle. Wygrają, to będzie święto i kazdy będzie o tym pisał, a jak przegrają, to trudno i nic się nie stało. O porażce USA pisał cały świat, ba, o ledwo wymęczonym zwycięstwie wcześniej, to też już pisano wszedzie i posypała się krytyka.

      Oni głównie nie wytrzymali psychicznie. Spory udział w tym miał również słaby skład, który nie był zespołem, a indywidualnościami, ale u nich się to posypało już wcześniej, a 3/4 tych koszykarzy miało świadomość, że jest tam tylko dlatego, że 30 innych amerykanów zrezygnowało z kadry. Pojechali, bo nie było nikogo innego.

      (11)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    W punkt!
    Mam tylko nadzieję że rzeczywiście manadżment team USA będzie pamiętał kto olał MŚ, przy powołaniach na IO…

    (19)
    • Array ( )

      Jeżeli tak zrobią, to będzie to tylko i wyłącznie głupota.

      W zeszłym roku Hiszpańska kadra piłki nożnej zwolniła trenera, bo ten podpisał umowę z klubem i po zakończeniu MŚ miał pójść ich trenować, to federacja Hiszpańska się obraziła i go zwolnili na kilka dni przed turniejem. Zwolnili gościa, który nigdy z kadrą nie przegrał spotkania, a z Hiszpanii uczynił faworyta do zwycięstwa. Chyba nie trzeba mówić jak skończyli?

      Każdy wie dlaczego dani koszykarze nie pojechali i co z tego? MŚ nie są dla nich prestiżowe i wolą ten czas spędzić z rodziną albo trenować przygotowując się do sezonu. Ich wybór. Skoro chcą jechać w przyszłym roku na IO, które będzie oglądał cały świat i walczyć o złoto, to powinno się im to umożliwić, a nie obrażać się na nich, bo odmówili gry na mało znaczącym dla nich turnieju.

      Colangelo zostanie wywieziony na taczce przez kibiców jeżeli zamknie drzwi do kadry przed Currym, Hardenem itd.

      (5)
    • Array ( )

      Poza tym, jak ma się to odnosić do graczy USA, którzy wywalczyli awans na te MŚ? Żaden z nich przecież nie pojechał, ba, żaden nawet nie był brany pod uwagę.

      Skoro zaplecze NBA wywalczyło awans na MŚ, a gracze NBA pojechali na MŚ, to nie widzę nich dziwnego w tym aby gwiazdy NBA pojechały na IO.

      Gracze NBA pukali się w głowę słysząc, że mieliby grać w kwalifikacjach do MŚ i Colangelo nie robił problemu, ale jak gwiazdy nie chcą pojechać na MŚ, to już jest afera i obrażanie się..

      Można napisać, że kwalifikacje w większości w trakcie sezonu NBA, ale skoro woleli grać w lidze niż dla kraju, to jaka jest różnica między tym, a chęcią odpoczynku po sezonie niż graniem na MŚ?

      (-1)
    • Array ( )

      @Anonim
      Nie będzie już takiej dominacji jak Dream Team 1992. Świat poszedł do przodu i USA nie jest już teamem nie do pobicia. Na IO 2008 w Pekinie Amerykanie też mieli swój dream team: Kobe, Lebron, Wade, CP3, Kidd, Howard, itd. Oglądałem tamtą olimpiadę i przed rozgrywkami myślałem, że USA pójdzie jak po maśle, a męczyli się z Hiszpanami w finale strasznie.
      Amerykanie nie będą już wygrywać z najlepszymi drużynami turnieju 30-40 punktami, pojedyncze mecze w drabince i owszem ale jak przyjdzie grać o medale to już nie będzie spacerek.
      Poza tym NAZWISKA nie grają. Wygrywa zespołowość i lepsze zgranie.

      (1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    znajdź różnicę

    “I think other guys looked at it like: ‘Why would I go and potentially be the face of a losing roster?’ ”

    “Po co miałbym być częścią drużny, która może przegrać te finały? “

    (59)
    • Array ( )

      Dzięki Stary. Gdzieś już czytałem te słowa we właściwym przekładzie. Dlatego właśnie teraz zgłupiałem. Autor woli robić dym. I to kosztem sympatii do bardzo fajnego gościa – rzadkości w NBA. Słabe.

      (3)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    USA powinni delegować tą samą bandę na IO co była w Chinach. Jedynie wzmocnił bym pod koszem i niech walczą i pokażą na co ich stać.

    (3)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Z perspektywy widza te mistrzostwa oglądało się o wiele lepiej, niż 90% meczów w aktualnej NBA. Była obrona, była fizyczna gra, piłka pięknie krążyła, nie było pięciotaktów w co drugiej akcji oraz cyrku ala all star game. Ot normalna fajna koszykówka. I w sumie patrząc na kierunek, w którym podążyła NBA, to nie jestem zaskoczony, że USA przegrało. Nagle wszyscy zdziwieni, że nie ma gwizdka za każde muśnięcie gracza, że są kroki, linie i faule offensywne. Nawet Antek czyli niby gracz nie do zatrzymania został zatrzymany. Ot taka namiastka NBA z lat 90tych i szkoda, że w aktualnej NBA już tego nie zobaczymy.

    (62)
    • Array ( )

      Oprócz tych wszystkich aspektów, które wypisałeś. Nie było też 5 minut reklam na każde 2 min gry.

      (28)
    • Array ( )

      ciekawe jest to, że USA jak ma 12 topowych allstarów, wtedy wygrywa a jak 3-5 plus zadaniowców, to zaczynają się kłopoty. świat zaczyna mieć po 1-3 zawodników nba i już nie leszczy z ławki, lepiej zgranych z euroligii czy po prostu zespoły co potrafiły sie zgrać jak Polska… i jest ciekawie

      (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Amerykański kult zwyciestwa upokorzony.
    Na szczęscie polski kult porażki ostatnimi dniami triumfuje…
    Przepraszam, nie porażki tylko walki. Ch..j z jakościa, najwazniejsze, że była walka.
    Czekamy teraz na ruch świetnie promującego się prezesa PZKOSZ i zapełnienie hali dzieciakami.

    (-17)
    • Array ( )

      Nie mam. Poprostu nie cierpie kultu przeciętniactwa i farta, oraz czczenia szczęsliwych spoltów okoliczności jako sukcesów. Raz do roku to i kura pierdnie, a w sporcie ważna jest powtarzalność.
      Uwielbiam za to cięzką pracę, tę prace która w polsce jest na marnym poziomie, a kończy się zazwyczaj po pierwszych sukcesach.

      (-10)
    • Array ( )

      “polski kult porażki ostatnimi dniami triumfuje…
      Przepraszam, nie porażki tylko walki. Ch..j z jakościa, najwazniejsze, że była walka.”

      Rozumiesz, że polska koszykówka jest na przeciętnym poziomie i sam fakt ich awansu z grupy był sukcesem?
      Jak Gibraltar przegra mecz w piłkę 1:0 z jakąś Austrią i się tam będą cieszyć z walki, to też dla Ciebie będzie kultem porażki?

      Gdybyś zagrał 1v1 z Gortatem i zdobył przypadkowo jeden pkt, to też Twoje cieszenie się byłoby kultem porażki?

      (23)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja właśnie nie rozumiem, skąd ten hejt na team usa? Stawili się w większości zadaniowcy, albo małolaci, którzy nie mają jeszcze dobrego ogrania, a mimo to pojechali walczyć i reprezentować swój kraj. Śmiać się, że najslabsza drużyna od lat, a z drugiej strony hejtować, bo dopiero siódme miejsce? To czego oczekiwali ludzie po najsłabszym team usa od lat? Czy czyja to wina, że taki słaby wynik osiągnęli? Jak dla mnie szacun, że pokazali jaja, walczyli, nie stroszyli piór tylko podchodzili z szacunkiem do rywali. Zdecydowanie wolę taki zespół złożony z “nietopowych” zawodników, którym chce się grać i rywalizować, a nie gwiazdki, co jadą tylko po medal do kolekcji.

    (11)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Oglądałem jakiś czas temu highlightsy z mistrzostw świata 15′ i wyglądało to mniej więcej tak: trója, alle yup, trója, dunk, dunk, alley yup. W tym roku poza przechwytami i pakami na pusty kosz te chłopki nie zdominowały NIKOGO, Turcy o włos i by ich ogolili. TELL ME WHY?!

    (1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Green się ośmiesza ta chęcią gry na igrzyskach… Teraz powinni jemu i reszcie przy powołaniach palec pokazać przy ppwolaniach

    (4)
    • Array ( )

      Macie ochote to się cieszcie.
      Mi jest bardzo łatwo w życiu, ale nie lubię robić sukcesów z byle czego.
      Jasne zagrali powyżej swojego potencjału…Trudno….trzeba było 20 lat sumiennie pracowac, to potencjał byłby wyższy.

      (-3)
    • Array ( )

      “trzeba było 20 lat sumiennie pracowac, to potencjał byłby wyższy.”
      Widzę, że znowu się pochwaliłeś swoją głupotą. Brawo.
      Masz jeszcze jakieś życiowe mądrości?

      Wiesz w ogóle czym jest “potencjał”? Znasz to pojęcie?

      Gortat – przeciętniak w Polsce.
      Niemcy zauważyli u niego ten Twój “potencjał” i zrobili z niego gracza, którym zainteresowano się w NBA, a tamtejszy trenerzy zrobili z niego jednego z najlepszych polskich koszykarzy w historii.

      Polscy juniorzy powinni jak najszybciej wyjeżdżać do USA albo na zachód. Grać pewnie przez parę lat nie będą, ale nauczą się tam znacznie więcej niż w Polsce i będą mieli szansę grać na miarę swoich możliwości. W najgorszym wypadku, to skończą tam szkołę i będą mieli fajne, normalne życie, w którym nie będą musieli się martwić, że nie stać ich na nowy flagowy telefon bez brania kredytu.. Ty Panie “Ron Harper” wiesz na pewno więcej od nas na ten temat, bo zakładam że z takimi “mądrościami”, to pewnie latasz maksymalnie za 3000/msc.

      (2)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Nieważne kto pojedzie na IO i tak USA będzie musiało walczyć o złoto , w Europie gra się defense i twardy basket , a tymczasem w NBA się biega i beztrosko rzuca za trzy a czasami wjedzie się pod kosz robiąc “wzorowy amerykanski” trzytakt. Kobe ma rację że poziom koszykówki na świecie się wyrównał i może amerykańscy koszykarze mają więcej talentu ale niewielu z nich potrafi i lubi dziś grać twardy basket.

    (6)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Team USA dał ciała to bezdyskusyjne. Grali słabo, chwilami przeciętnie, w porywach dobrze. Ale… Myślę, że gdyby Amerykanie grali tym składem tak dlugo jak Hiszpanie czy Francuzi to walczyliby o złoto. Kwestia zgrania miała tu spore znaczenie.

    (4)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Porównanie NBA do primera division jest średnio trafione o tyle, że najlepsza drużyna primera division grając np. w premiership równie dobrze mogłaby skończyć na trzecim miejscu (i odwrotnie). To samo dotyczy bundesligi itd. W Europie są co najmniej trzy ligi, których najlepsze drużyny mogą ze sobą konkurować. Natomiast NBA tytułuje zwycięzców swoich rozgrywek mistrzami świata, bo na świecie nie ma ligi, w której grają drużyny, które w 7 meczowej serii mogą konkurować z mistrzami NBA. Co do samej kadry to jest mnóstwo gwiazd, które grały w kadrze podczas MŚ w 2014 (Irving, Davis, Harden, Curry, Drummond, Derozan) i oni na pewno mają otwartą drogę do kadry w Tokio. Jeśli nawet do tej szóstki Colangelo i spółka dorzuciliby 6 zawodników, którzy byli teraz w Chinach (Kemba, Mitchell, Tatum, Turner itd.) to Stany będą poza zasięgiem, a wypowiedź Kobiego trzeba chyba traktować jako poprawność polityczną wynikającą z roli ambasadora FIBA podczas minionych mistrzostw

    (-1)
    • Array ( )

      Amerykanie nie tytułują się “mistrzami świata” w hokeju czy soccerze, bo to nie są sporty, które stworzyli.

      Określenie “World Champion” pada wyłącznie przy NBA, NFL i MLB, bo koszykówka, football oraz baseball są sportami, które wymyślili i dali im początek. Chociażby dlatego są najbardziej popularne w USA gdzie na czwartym miejscu jest hokej, a na ostatnim piłka nożna.

      (3)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    z jednej strony ma to sens, z drugiej zaś zwycięzców premiership nikt nie nazywa klubowymi mistrzami świata pomimo tego, że to Anglikom przypisuje się wymyślenie piłki nożnej, a przynajmniej spisanie jej pierwszych zasad. To, że Amerykanie nazywają mistrzami świata zwycięzców w NBA czy MLB pewnie wynika też z amerykańskiej megalomanii i często słabej wiedzy na temat tego co dzieje się poza granicami USA

    (1)

Gwiazdy Basketu