Victor Wembanyama przejmuje kontrolę, mistrzowie NBA pokonani!

Dzień dobry wieczór, bo kto to wie, w jakich okolicznościach zastanie Was ów tekst oraz kiedy go właściwie skończę. Poprzedniej nocy oglądałem mecz, który poziomem emocjonalno-taktycznego skomplikowania i dramaturgii przerósł chyba moje zdolności narracyjne. Mam wrażenie, że na naszych oczach dokonuje się kolejna zmiana warty w NBA, więc może po prostu napiszę z serca.
Nie chcę, aby San Antonio zdobyło mistrzowski tytuł już w tym sezonie. Uważam, że to dla nich za wcześnie, że byłoby ze szkodą dla… dziedzictwa kulturowego NBA? Jak wdarcie się komuś na posesję i namalowanie penisa na drzwiach wejściowych albo jak szarża rugby w salonie klubu dla dżentelmenów.
Victor Wembanyama jest wybrykiem natury i serio zaczynam myśleć, że to inny gatunek, fauna wyższego rzędu. Przypomina postacie z tego filmu Avatar, z którymi zwykli homo sapiens, nawet o niezwyklej tężyźnie fizycznej i wytrzymałości zwyczajnie nie mają szans się mierzyć. To walka skazana na porażkę.
Pamiętacie Shaqa w 1992 roku? Co ja gadam, pewnie, że pamiętacie! Od początku mówiło się, że to destrukcyjna siła, której nie da się powstrzymać, a jednak O’Neal potrzebował aż ośmiu lat by sięgnąć po swój pierwszy tytuł mistrzowski. W tym czasie jego fizjonomia drastycznie się zmieniła. Z młodego cielaka, przeobraził się we 140 kilogramowe monstrum, które koordynacją i refleksem w dalszym ciągu górowało nad większością ówczesnych centrów i skrzydłowych.

W swym prime, Shaq generował podkoszową przewagę, o której do dziś krążą legendy. Wchodził w pole trzech sekund, chwytał jednorącz piłkę, po czym wsadzał ją do kosza wraz z uwieszonym na plecach rywalem. Większość schodziła mu z drogi, bo któż narażałby zdrowie by kopać się z koniem.
Tyle, że nawet Shaquille O’Neal miał swe słabości, nie trafiał rzutów wolnych, ciężko mu było zmieniać kierunki w obronie / bronić wysokiego pick and rolla, nie stanowił zagrożenia jako strzelec za trzy, przeciętnie podawał, bywał nazbyt emocjonalny, leniwy albo rozkojarzony. To był dominator stricte pola trzech sekund, być może największy w dziejach NBA, a zarazem bohater mojego czy Twojego dzieciństwa.
Tymczasem 22-letni Victor Wembanyama to dominator w KAŻDEJ strefie parkietu. Wybitnie sprawny obrońca, który zasięgiem ramion, szybkością i instynktem wprawia w zakłopotanie nawet największe gwiazdy. Wczorajszy zakład na Cheta Holmgrena (poniżej 15.5 punktów) wszedł z łatwością. Chet zdobył osiem punktów pomimo rozegranych aż 41 minut! Wokół obręczy wyglądał jak… Rudy Gobert: deliryczny, niepewny, trzęsący się. Wemby wszedł mu do głowy tak bardzo, że ciężko go będzie stamtąd wyprowadzić, to zadanie dla najlepszych psychologów sportu i sztabu trenerskiego, aby Holmgrena trzymać z dala od giganta z Francji. Ten się z niego śmieje, on Cheta nie traktuje jak równego sobie rywala!
I tu dochodzimy do kolejnego aspektu jeśli chodzi o Victora. Przecież to jest psychopata! Te same pasywno-agresywne zachowania i reakcje co u Michaela Jordana czy prime Hakeema Olajuwona. Obejrzał jak SGA odbiera drugą z rzędu statuetkę Most Valuable Player, po czym uznał, że musi wyjaśnić ludziom, kto jest kim w tej lidze. Patrzyłem i widziałem jak Shai pudłuje rzuty, które zwyczajowo trafia w półśnie. Widząc stojącego półtora metra przed nim Wembanyamę, ręka mu zadrżała i to parę razy. Wemby zbierał i znów się śmiał.
Oczywiście, że OKC to wybitnie sprawny zespół i mimo dominacji tegoż kosmity w polu trzech sekund, wciąż mieli widoki na zwycięstwo. Mark Daingeault ze współpracownikami rysowali układy synchroniczne, obliczone na to by Wembanyamę utrzymać możliwie jak najdalej od piłki, a jeśli zechciałby udzielać pomocy musiałoby się to odbyć na zasadzie one-pass-away. Nie będę może wchodził w szczegóły, bo jeszcze przyjdzie na to pora, ale zobaczcie przykładowo ten stały fragment, którym Thunder doprowadzili do dogrywki.
To się nazywa potocznie „Iverson cut”, bo tak najczęściej po piłkę, do rzutu wychodził legendarny Allen Iverson. Dwóch podkoszowych (najczęściej PF i C) stawia zasłony na przedłużeniu linii rzutów, a desygnowany strzelec biegnie w poprzek na wolne skrzydło, gubiąc po drodze obrońcę, który go ściga. Zobaczcie, gdzie jest Wemby. Tym razem nie był w stanie udzielić pomocy, musiałby uprzednio zostawić wolnego Holmgrena na trójce, ale pozostawiona trójka oznaczała ryzyko przegranej, bo różnica wynosiła dwa punkty.
A więc mieliśmy dogrywkę. Thunder lepiej znosili trudy meczu, grali szerszą rotacją, na dystansie ostatnich siedmiu minut regulaminowego czasu gry odrobili siedem punktów. Wydawało się, że już ogarnęli, złamali niedoświadczone San Antonio. Ci nie mogli skorzystać z usług kontuzjowanego De’Aarona Foxa, który zwyczajowo zawiaduje piłką w końcówkach, a to oznaczało, że pierwsza piątka zespołu na poziomie finału konferencji liczyła sobie: 20 (Harper), 21 (Castle), 22 (Wemby), 24 (Champagnie) i 25 (Vassell) lat! To najmłodszy wyjściowy lineup w historii finałów konferencji. Młodziej grać się po prostu nie da na tym etapie rozgrywek.
No i co? To była ostatnia minuta pierwszej dogrywki, około trzydziestu sekund pozostawało do końca, gdy Wembanyama trafił z dziesiątego metra na remis. A więc, tróje też siepie ten cholerny gigant!
Thunder nie potrafili należycie uruchomić w tym meczu swego najgroźniejszego człowieka, SGA. Czemu? Ja Wam powiem czemu! Spurs rozstawili przeciwko obrońcom tytułu coś, co należałoby nazwać hybrydową strefą. Wemby nominalnie krył najsłabszego shootera (padło na Alexa Caruso) w praktyce nawigując do piłki i udzielając pomocy gdziekolwiek ta wędrowała. To całkowicie wybiło z rytmu Shaia, którego krycie gracze Spurs przejmowali w przypadku firmowej zasłony pomiędzy dwoma niskimi graczami OKC, każdorazowo mając za plecami wsparcie giganta.
Piłka szła więc w jedyne sensowne miejsce, do Alexa Caruso stojącego samemu na łuku. Ten stanął na wysokości zadania: 31 punktów 8/14 za trzy, ale cóż z tego skoro ofensywna maszyna Thunder mogła pracować niemal wyłącznie w jednym trybie. Cały czas pchać piłkę na obwód, na otwarte pole. Shai wiadomo, że próbował przedzierać się przez zasieki, wyprzedzał pomoc za plecami, ale to wszystko była szarpanina, a nie naturalny flow gry. Dość powiedzieć, że w pewnym momencie spotkania SGA zaliczał 3/13 z gry, a do przerwy uskładał CZTERY punkty!
Thunder odpowiadali więc akcjami trójkowymi na szczycie parkietu, już Wam oszczędzę szczegółów taktyki, a samego Shaia widzieliśmy raczej w roli właśnie Allena Iversona, biegusiem po zasłonach na pozycję do rzutu, otrzymane podanie i błyskawiczna decyzja.
Wembanyama, gdy mu się znudziło stać w pomocy, szedł na szczyt parkietu, bronić pierwszej linii. Rozumiecie to?! Największy gość, szedł z otwartą przyłbicą bronić izolacje naprzeciw największej ofensywnej gwiazdy NBA! Pomoc zostawała przy swych zawodnikach, w przypadku zasłony (pick and rolla) następowało przejęcie, a Wemby cofał się o krok i zmieniał z powrotem w strażnika obręczy. Jeśli nie było zasłony, Shai musiał go próbować przerzucić.
Tak oto otrzymaliśmy końcowe stadium ewolucji Wembanyamy jako obrońcy. Oficjalnie kryje pięć pozycji i nic z tym nie zrobisz. Gość ma instynkty i refleks, a do tego pokrywa taki obszar, że ogranie go kosztuje nie tylko energię, ale przede wszystkim nerwy. Ile on wczoraj bloków sprzedał? Oficjalnie trzy, ale dziesięć razy tyle rzutów OKC „wykrzywił” albo im zapobiegł.
Nie mówiłem o statystykach, no właśnie: 41 punktów 24 zbiórki 3 asyst 3 bloki. Zastanawialiśmy się czy Mark Daigneault pójdzie w dwóch centrów, czy obniży skład. Powiem tylko tyle, pierwsze siedem punktów dla Thunder zdobył rezerwowy Caruso, który po dwóch minutach zmienił Isaiah Hartensteina. Trzeba było zrobić miejsce na operacje dryblerom, bo inaczej Thunder kompletnie nie wiedzieli jak Spurs zaatakować.
Ofensywnie? Wemby’ego kryli naprzemiennie J-Dub, Dort i Caruso z Holmgrenem za plecami. Tyle, że znów, tak samo jak w serii z Portland i kryjącym go Jrue Holidayem, Victor rolował poniżej linii rzutów wolnych, wszelkie podania łapał na poziomie, do którego Caruso nie był (i nadal nie jest) w stanie w ogóle doskoczyć, a parę razy nawet nie łapał, tylko w jednym tempie wkładał piłkę do obręczy. Pomoc nie miała żadnych szans nadejść. Gdy zdążali, oznaczało to, że ktoś wzdłuż linii końcowej był wolny. Wystarczyło patrzeć.
Nie da się w ten sposób (niskim graczem) przez cały mecz kryć Wembanyamy. Fajnie wyglądał blok Cheta, gdy Francuz próbował wykończyć rywali w finałowej akcji czwartej kwarty. Udało im się, opóźnili chwyt, skorzystali z nieuwagi, wiedzieli, że nie ma czasu by próbował rzucać na drugie tempo. Raz jeden się obronili, w większości pozostałych przypadków pozostawali jednak bezradni z Caruso czy Williamsem przyklejonym do Wemby’ego.
Spurs 122 Thunder 115 [2OT]
Dodajmy też postać Dylana Harpera. Jak mówię, nie chcę aby Spurs wygrywali puchar w tym roku! Ten dwudziestoletni rookie, syn mistrza NBA Rona Harpera, wygląda na parkiecie jak Cade Cunningham, od którego za dwa sezony będzie lepszy, o ile nie za rok. Kombinacja fizyczności, techniki oraz agresywnego w penetrację stylu, to idealna receptura na zdobywanie punktów w playoffs. Co powiecie na 24 punkty 11 zbiórek 6 asyst 7 przechwytów i tylko jedną stratę? Szok i niedowierzanie!
Macie rację, nie wolno w żadnym wypadku puszczać nigdzie / transferować Harpera ani Castle’a (17 punktów 6 zbiórek 11 asyst) bo to może być tercet, który za kilka lat przyćmi dorobek Tony’ego Parkera, Manu Ginobili i Tima Duncana! To przypomina grę na kodach, nawet jeśli dwaj panowie obwodowi popełniali błędy, tracili piłkę, pudłowali za trzy (2/13 trójek do spółki) czy nie zastawiali tablicy w paru sytuacjach, to jednak ich presja na obręcz oraz czysto fizyczny talent, pokrywały wszystko. Castle popełnił furę strat, ale czy widzieliście jak przepiękne i dojrzałe podania w poprzek kilka razy posłał rozładowując jednym manewrem całą presję obrony Thunder? Niesamowici są wszyscy trzej, a to przecież dopiero początek ich drogi zawodowej.

Isaiah Hartenstein? Jak mówię, rozegrał przeciwko Wemby’emu wyłącznie pierwsze dwie minuty, w których Francuz siedział w bliskim promieniu obręczy, zamykając wszystko, co się do obręczy zbliżało. Od tamtego momentu I-Hart wchodził na plac wyłącznie wtedy, gdy na parkiecie przebywał zmiennik Luke Kornet. Ciekaw jestem co dalej. Czy nie można Hartensteina posłać do zasłony nawet na dziewiąty metr, a następnie próbować spychać z drogi Victora? Wiem, że nie udało się Portland ani Minnesocie, ale myślałem, że chociaż spróbują.
Z pewnością Spurs są przygotowani i czytają podwojenia zza pleców Cheta, piłka idzie na otwarte pole, do rogu parkietu albo wzdłuż linii końcowej. Tak się nie da ich zatrzymać. Hartenstein musi grać, tak uważam.
Jak wyglądał Jalen Williams w pierwszym meczu po kontuzji? Świetnie, robił za zapasowego kreatora gry w obliczu podwojeń i odcinania Shaia. J-Dub wypadł całkiem efektywnie: 26 punktów 7 zbiórek 3 asysty. Jego również próbowali stawiać na Wemby’ego, ale on także tracił pole pod koszem i nijak doskoczyć do wyciągniętych ramion nie był w stanie.
Katami mistrzów byli także gracze zadaniowi San Antonio. Trzej panowie: Champagnie, Johnson i Vassell trafili po trzy tróje każdy, a każda bolesna i wywołująca jęk zawodu trybun w naładowanym Paycom Center (mecz oglądało „na żywo” przeszło 18 tysięcy kibiców).
I po tym wszystkim, jeszcze raz: Thunder wciąż mieli realną szansę na zwycięstwo! Popełnili wiele błędów, fatalnie rozgrywali kontrataki, Shai za mocno próbował się przełamywać w paru sytuacjach. Grając niskim ustawieniem przegrali zbiórkę 40-61! Mimo to, może za wyjątkiem Cheta Holmgrena w ataku, nie wyglądali wcale na zrezygnowanych.
Powtarzam po raz trzeci, nie chcę aby San Antonio wygrało puchar w tym roku. Przecież ten cholerny Wembanyama dopiero nabiera mięśni, pancerza. Widzieliście jak rozbudowana staje się jego szyja, jak mała robi się jego głowa w relacji do reszty ciała?! Wyobrażacie sobie „skończony” produkt w tej materii?!

Już za chwilę zaczniemy się ocierać o kategorię G.O.A.T. w wydaniu tego chłopaka. Jest wybrykiem natury w lidze pełnej wybryków natury i ja się tego boję. Ja się z tym nie potrafię utożsamić i czuje się dziwnie patrząc jak blokuje rzuty na oślep. Jeśli tylko zachowa zdrowie, Wemby zostanie mistrzem NBA, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, ale oby jeszcze nie teraz. Jeszcze nie. Tak będzie zdrowiej dla nas wszystkich, kibiców koszykówki, nie uważacie?
Patronami tegoż, nocnego odcinka zostali: MKałużniak, Paweł Bobyk, CWCienista, Mateusz Kruk oraz Alan W – moje uszanowanie! B










Obejrzany mecz od deski do deski i mam wnioski (jako gość, który oglądał 2 spotkania w tym roku) też luźne myśli o 2:30 🙂
– przed wszystkim, po co oni tyle za trzy pałują? Wiem, że procenty itd., ale w pierwszej połowie to wyglądało jak na orliku (25% skuteczności) wiele razy zamiast pograć szukać gościa, albo pod kosz, to ładowanie trójki z obroną w 10 sekundzie akcji. Pod koniec meczu lepiej trafiali
– dużo szukania gwizdków po stronie OKC (w 1 kwarcie tam były ze 3 akcje pod rząd w takim stylu
– SGA przereklamowany (to MVP wręczanie przed meczem może rozproszyć, symbolicznie dzisiaj dodało Wembiemu mocy) 4pkt do przerwy… ale nie musi on być na poziomie 25-30pkt, by wygrali serię
– Williams nie wyglądał, jakby miał przerwę
– Castle mimo tragedii na piłce (jak to napędzało atak OKC) na plus
– Harper to rookie z 5-letnim stażem 🙂
– Wemby GIGANTYCZNA prezencja (była tabela 16-50 z gry Thunder gry był na parkiecie… i 10-16 gdy zszedł), tak ma grać, ale wystarczy parę gwizdków w game2 i będzie remis, tam były też momenty zawahania, jakiś flagrant mógł pójść raz
– Thunder zapaść za trzy (bez Caruso w pierwszej połowie 1-16), a i tak Spurs nie odjechali im. Prezencja VW robi swoje, nierzadko mając pozycję dość blisko kosza, wycofywali podaniami na obwód. W drugiej połowie poprawa ogromna
– Spurs nie mogą napędzać ataków Thunder, bo ci walczą o każdą piłkę i to ich napędza
– Caruso szef i tyle
– niestety obawiam się gwizdków w game2, bo z 0-2 nawet mistrzom będzie niezwykle trudno wyjść
– to jest poziom finałów!
– nie zdobędą mistrzostwa Spurs w tym roku, Oklahoma ma zapas mimo wszystko siedem gier niech będzie
Boże jak można w 2026 roku pisać takie brednie o „przereklamowany Shaiu”…
Rzucają loba w okolice obręczy – Wemby ogarnie.
Całkiem jak nasza kadra w kopaną – laga na Robercika – o on tam ogarnie.
Fajnie, że Wemby ma charakter walczaka. I zależy mu na wygrywaniu.
Ile jest tych gwiazd w NBA, którym czasem się chce.
Cytując klasyka tj. MVP musimy zobaczyć z jakiej gliny jesteśmy ulepieni.
Bardzo ciekawe to już jutro.
Wemby nie pozwoli sobie na nie zdobycie mistrzostwa w tym roku.On ma psyche Jordana.Jak nie w tym roku to kiedy?Mistrzowie wykorzystują takie okazje stawiam zdecydowanie na Spurs.
To prawda, podoba mi sie jego zaangażowanie, urzekł mnie w ALL stars gdzie jako jeden z niewielu grał na maksa.
Moim zdaniem musi sie spieszyć, bo intensywność gry przypomina mi Rose’a. Przy jego warunkach ryzyko poważnej kontuzji jest duze. Porzingis w pierwszych sezonach tez szalał pod koszem i dzisiaj ma ogromne problemy.
Embiid nadal czeka?
Brać co daje los, a potem będzie się Wemby zastanawiał, czy chce walczyć o kolejnego misia.
Zwłaszcza, że ma zdiagnozowaną zakrzepicę.
Kompletnie tego nie kupuje admin, jakie dziedzictwo kulturowe zagrożone co ty pieprzysz? Jeśli jest w stanie juz zdobyć to mistrzostwo to niech zdobędzie i tyle po co dorabiać jakąś pokrętna do tego filozofię że za wcześnie jeszcze nie teraz. Kim ty jesteś żeby mu mówić kiedy ma mistrzostwo zdobyć? A jak nie teraz to kiedy? Za 5 lat? A dlaczego nie za 8 lat albo za 4 lata? Bez sensu
Niezły z ciebie cham. Wystarczyło napisać że nie rozumiesz, a teraz to wygląda tak, że pieprzył twoj tata twoją mamę i to tak, że wyszło coś małego ciasnego i pozbawionego wyobraźni. Mam prośbę, nie zaśmiecaj tej przestrzeni bo kim ty jesteś żeby mówić innym co mają czuć myśleć i pisać.? Ode mnie masz minusa .
Maciek wyluzuj. Ty też teraz chamsko poleciałeś…. Bueeeee. Wstyd..
Nie do końca rozumiem o co Ci chodzi? Nie rozumiesz opinii autora (wnioskuję po ilości znaków zapytania w komentarzu), ale ją krytykujesz? Bez sensu. Jeśli nie zgadzasz się z opinią, przedstaw swoją ( oprócz „nie kupuję”, Twoje retoryczne pytania to nie jest opinia). Albo napisz Swój autorki artykuł i sprawdź ile osób go przeczyta, ile osób się z nim zgodzi lub nie zgodzi, a ile osób go tylko obśmieje. Peace.
Ja myślę, że nigdy nie jest za wcześnie na tytuł i Spurs powinni walczyć o tytuł. Inną sprawą jest, czy kibicuję Spurs, żeby go zdobyli teraz – nie kibicuję.
Hahahah zlot klakierow rozpoczęty xDXD
A gdzie tu jest „klakierowanie”?
Używając słów staraj się znać/rozumieć ich znaczenie: Klakier – Słowo to oznacza osobę, która przesadnie i nieszczerze przytakuje komuś lub chwali kogoś, aby zyskać osobiste korzyści. Historycznie termin ten odnosił się do ludzi wynajmowanych do oklaskiwania aktorów w teatrze.
Ani nie przytakuję autorowi czy go chwalę, ani nie robię tego przesadnie, ani nie czerpię korzyści, ani historycznie nie byłem wynajmowany do „pracowania” w teatrze.
Ja nie zgodziłem się z autorem artykułu, mam swoją opinię. Ale nie zgodziłem się też z Twoim brakiem opinii.
I co tu uważasz za klakierstwo?
Jeszcze pogryźcie tego Drupiego 😂 Ja tam rozumiem opinie Admina, ale uważam, że najlepiej dla dziedzictwa kulturowego NBA, będzie gdy po prostu wygra najlepszy. Co przyniesie przyszłość ? Nie wiadomo… Jakaś (odpukać) kontuzja czy jakiekolwiek inne nieprzewidziane wydarzenia i może się okazać, że już nigdy nie będzie takiej szansy. Dość niedawno Boston też miał być dynastią na lata, a jak się skończyło wszyscy wiemy…
Zależy jak ze zdrowiem będzie u niego w przyszłości. Kontuzje nie jednego nowego gołta sprowadziły jedynie do gdybań co by było gdyby…
A ja bym chciał żeby wszyscy zdrowi byli. W ostatnich latach praktycznie co roku któraś seria finałów konferencji czy finałów jest wypaczana przez kontuzje kluczowych graczy. Niech wygra najlepsza drużyna po równym boju. Najlepiej 2 dogrywce game 7 co by emocje były jak się patrzy.
Ma chłop psychikę, ma w huj chęci, niech zgarnie misia. Łatwo nie będzie. Jeszcze długa droga. Świetnie patrzeć na młodych, którzy się tak angażują, tak walczą, taką mają pewność siebie. Piękne. Niech płynie!
Cieszę się, że się rozumiemy z Harperem i Castlem panie Admin 🙂
Mam nadzieję, ze Wemby nie przejdzie drogi Duranta, bo zdecydowanie ma takie zadatki.
Absolutnie nie ma. KD w wakacje jara trawę z Drejkiem, a Wemby robi trening z mnichami shao-lin. KD bardzo szybko wszedł w celebrycki świat, etap z plecaczkiem na konfie był bardzo krótki. Niestety mówiąc brutalnie, KD to przykład rozpieszczonego przez matkę dziecka. Wemby został inaczej wychowany.
Durant to cwiercinteligent, ktory sie nie myje. Poczytaj wypowiedzi Wembiego i polacz to z jego boiskowym zachowaniem, to jest inna liga.
Słuszne spostrzeżenie Admin, o ile teraz wszyscy jaramy się kosmitą, to za parę lat „neutralnym” kibicom zbrzydnie dominacja San Antonio.
Komu zbrzydnie temu zbrzydnie. Różnica miedzy dominującymi OKC a SAS jest taka że Ci pierwsi zniechecili juz do siebie spora część kibiców przez styl gry SGA nastawiony na łapanie fauli i flopowanie w co trzeciej akcji. Oczywiście doceniam jego kunszt koszykarski ale momentami ciezko to tolerować, cos jak Harden za swojego prime w Rockets. Niby MVP ale wszyscy widzieli w jakis stylu naginal przepisy na swoja korzyść. Wemby za to nie idzie w ta stronę i ludzie doceniaja go za szczere zaangażowanie i gra fair play, moze poza kontrowersyjnym czapowaniem piłek opadających, ale nie robi tez tego w tak ostentacyjny sposob co wspomniany SGA. Za dominacji GSW tez wszyscy byli zmęczeni ze ciągle wygrywają, ale taki to juz urok ze wolimy kibicować tym słabszym i lubimy jak sa zaskoczenia, zamiast pewnego mistrzostwa co rok. Chociaż czy wygrana jest zawsze pewna? Lebron moze miec inne zdanie jak wrócili z 3-1 w pamiętnych finałach. Pozdrawiam 😉
Admin, jutro to będzie futro i będziesz stary z całymi tego konsekwencjami.
Nie zapominaj…
Te futro pochodzi z wczesnych lat 60. z przedszkola czasów Gomułki.
I do tej pory nie wyliniało.
Leki wzięte?
Jak laikowi opisać Wemby`ego? Weź topowego koszykarza, bez słabych stron i wydłuż go o 20 cm. Jakby w grze komputerowej zrobic sobie dla jaj super gracza, ale ze wzrostem 224 cm.
Shaq czekał na tytuł, Mike miał swoich nemesis w postaci Bostonu i Pistons. Czyzby Victor JUŻ TERAZ miał pokonac swoich nemesis, zanim jeszcze sie nimi stali 😀 ?
BTW koles robi statystyki jak Wilt w 60-tych, gdzie za bardzo nie miał konkurencji.
I czy kiedy teraz dostał DPOY, to przez następną dekadę albo lepiej bedzie rok w rok to powtarzał? Plus większość MVP przez ten okres?
Ja chcę, żeby juz teraz Spurs wygrali mistrza, bo nie lubie Shaia za bardzo, poza tym finały Spurs-Knicks. Klasyka i od tego sie tez zaczeli sie tamci San Antonio. Na razie wygląda na to, że najciekawszą kwestią będzie jak powstrzymac albo chociaz ograniczyc Victora.
Pamiętam Jordana itd, ale NBA zajarałem się przez Shaqa. On był takim komiksowym superbohaterem, teraz to jest Wemby. Przyszłość ligi jest ekscytująca i zarazem przerażająca.
„Wembiego łatwo będzie można zatrzymać w PO”. Chyba skubany czyta GWBA. Motywacji mu nie brakuje.
jeśli Magic Johnson został MVP finałów będąc rookie to mistrzostwo dla Wemby’ego w 3 roku chyba ligi nie wywróci 😉
Jeden z najlepszych twoich tekstów Bartek 👏🏻 leci kawa. Pozdrowienia z Poznania
Bartku , bardzo ładna narracja. Łatwo jest napisać po meczu , co zrobili dobrze wygrani a co zrobili źle przegrani. Natomiast o meczu gdzie o wygranej mógł zadecydować jeden rzut , właśnie tak trzeba pisać , jakby to była relacja na żywo. Naprawdę wysoki poziom. Pzdr
Cześć wszystkim..mam pytanie ,gdzie w necie mogę zobaczyć wcf na nielegalu? Znalazłem się w kiepskiej sytuacjii finansowej i nie mogę dobie pozwolic teraz na lig passy czy inne takie. Tvp sport trzymało poziom przez sezon zasadniczy ale w play off zapodali kupę, nie mówiąc o finałach konferencji,bo transmitoja tylko wschód.Czyli finał klasy B,porównując do uczty ba zachodzie .jakieś pomysły?
NBA bites- to wklep i kliknij w pierwszy link z brzegu. Trzeba przebrnąć przez reklamy, ale spokojnie, meczyki działają.
Ja zaś jestem za tym, żeby w sporcie wygrywał najlepszy. Pieprzyć narracje, „legacy”, mitologię dla fanów i całe to dorabianie ideologii do plakatu – to zajęcie dla gryzipiórków, nie dla prawdziwych miłośników sportu. Jeżeli Spurs zdobędą mistrzostwo w tym sezonie (z dużym naciskiem na „jeżeli”, definitywnie nie skreślam OKC na tym wczesnym etapie) zasłużenie, tj. bez wywracających stolik kontuzji/wykluczeń/decyzji sędziowskich, to właśnie będzie dla NBA zdrowe. Analogicznie, jeśli jednak OKC obronią tytuł w podobnie niepodważalny sposób, też należy im przyklasnąć. Kogo obchodzi, czy dany zawodnik jest już w swoim prime, czy jeszcze nie? I kto właściwie miałby wyznaczać tak niewymierne kryteria? Nadto, przypomnę o jeszcze bardzo niedawnej i realnej groźbie, że Wemby nie będzie w stanie w ogóle uprawiać wyczynowego sportu wskutek problemów z krzepliwością krwi. Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym on odpada w tych playoffach, a w następnym sezonie choroba nawraca, tym razem eliminując go na dobre. Czy nadal sądziłbyś, że to dziejowa sprawiedliwość?
Przed serią postawiłem 4:1 dla Spurs,ale 4:0 też mnie nie zdziwi.Wemby powinien być MVP,a Dylan Harper najlepszy debiutant i to z dużą przewagą nad resztą,to jest generacyjny talent.Pamiętając finał NBA Cup to jedynie Knicks mogą powalczyć ze Spurs według mnie.
Myślę, że szefo strony patrzy trochę na to wszystko przez purporowe Lakersowe okulary. Francuz wchodzi z buta i niszczy cały ustanowiony porządek rzeczy. I dobrze. Jesteśmy świadkami narodzin legendy.
Ja się nie zgadzam, że będzie zdrowiej. Wręcz odwrotnie. Zdrowiej będzie, gdy Spurs sięgną po tytuł w tym roku i zdetronizują mistrzów. Ciągle pisze peany na stronie odnośnie Wembanyamy, więc tym razem odpuszczę Wam litanię dlaczego ten chłopak jest taki cudowny i potrzebny w dzisiejszym świecie, nie tylko w NBA, jako absolutna gwiazda sportowa.
Powiem po prostu, że wolę żeby zwyciężył gościu, który mówi że jak gra w all-star game to robi to po to by wygrać, niż typek, który mówi otwarcie, żeby mu zabulić to się będzie bardziej starał.
Najbardziej wymownym momentem dla mnie w tych PO jest powrót po meczu gdzie uderzył łokciem Reida. Kiedy POP przyjechał od razu na lotnisko, by „pogadać” z sympatycznym tytanem z Francji. Zrobiono fajne foto z tej sytuacji. No i stoi sobie tak podpierając się laską siwy dziadziunio, przy swojej furze, a wielki Wemby posłusznie słucha go z ręką za plecami, w pozie takiego uczniaka. Wymowne zdjęcie.
W każdym razie Spurs to najlepsza i najzdrowsza organizacja sportowa w NBA, takie drużyny jak oni, Pacers, Knicks, Detroit, Heat przywracają mi fun i wiarę w w tą ligę.
Doceńmy Ostrogi za to jak szkolą i tworzą sobie graczy. Taki Vassell np. bez niego nie byłoby zwycięstwa w G1. Z gościa, którego robiono „gorszą” wersję Castle’a, jest teraz przerabiany na rasową 3&D. Champagnie, Johnsonn, Bryant… rozpływam się nad tą ekipą. Szkoda tylko, że nas Sochan wolał bardziej pogwiazdorzyć niż cisnąć rozwój jak reszta ekipy, (kontuzje niestety nie pomogły, wiem). Chciałoby się, żeby też był częścią tej ekipy. Pozdro!
Dzięki za tekst, tradycyjnie rzeczowy i wartościowy.
Logikę poczekania na mistrzostwo przez Wembego rozumiem, bo to takie pedagogicznie zdrowe.
Szybkie dorobkiewiczostwo, że tak to ujmę, baaardzo często wykrzywia moralnie….
Ale obecnie wszystkim i wszędzie rozwija się w głowie, nieproporcjonalnie szybko, ośrodek nagrody, i pełną satysfakcję większość chce mieć tu i teraz.
Co do samego Wembego to jednak przychylam się do tego by carpe diem swojej szansy, że względu na to, że kariery w sporcie zawodowym to krucha sprawa…
Przypomina mi się taka postać jak Ralph Sampson. Też 224 cm. Wszystko rozwijało się jak u Wembego.
….a potem „siadły” kolana…..
Wembemu życzę kariery Kareema, czy Billa Russella.
To teraz czekamy na Finały SAS vs NYK i Jeremy zgarnia mistrza nieważne kto wygra 😀
Najgorsze jest to że oglądamy już finały czy przejdzie Okc czy Sas to ani Cavs ani Knicks nie mają z nimi żadnych szans . A czy to za wcześnie dla Spurs ? Bzdury! Jeśli zdobędą tytuł to będzie oznaczać tylko tyle że są już gotowi żeby przejąć ligę. I nie chodzi tutaj tylko o Wembiego , Harper to jest kolejny killer o żelaznej psychice który w ogóle nie gra jak rookie.
Ale pieprzycie o tym słabym wschodzie.. Jak rok temu, a Pacers mało mistrza nie zdobyli. Wcale nie uważam, by Knicks byli bez szans z SAS (BO To dla mnie oczywiste, że ci pokonają OKC)
Spokojna głowa, Knicks’i i tak zgarniają mistrza w tym roku.
tu mogą mieć szanse, jeśli ogarną 4-0 a spurs i okc będą mieć sporo dogrywek i 7 spotkań = wymęczą się… knicks nie zardzewieją a podleczą się, wtedy w serii 6-7 spotkań (gdyby mieli formę, gdyby itd) mieliby cień szansy… w końcu to oni wygrali ten mini turniej i z kim?
Guzik wygrają, bo Brunson nie będzie sobie wchodził pod kosz jak w masło. Wemby zostanie na środku i nikt się nie zbliży na 3m od kosza. A na obwodzie młode koty Castle, Harper, Vassel nie dadzą porzucać za 3. Może OG zrobi trochę zamieszania, bo SAS nie mają za bardzo obrony na czwórkę.
Jeszcze napiszę, że mam jakieś takie przeczucie, że ten rekord Jordana fazy Play offs- 63 punkty z 86 roku z Celtics może zostać pobity. Oczami wyobraźni po prostu widzę, że Wembanyama to robi na Holmgrenie. To już będzie ostateczny cios dla wszystkich konserwatystów i tych starych, przedpotopowych teorii o „zbieraniu frycowego”.
Obejrzałem chyba tylko dwa mecze SAS w tym sezonie, ale z tą psychopatia Wembiego to chyba nie do końca. On chce wygrywać, ale nie kojarzę go z okrucieństwa i niszczenia przeciwników jako celu.
I oni chyba mogą już to wygrać. Ale mój umysł nie ogarnia jak on może tak grać i się nieskontuziowac w ciągu 4 lat pracy zawodowej. Taki Holmgrem złapał kontuzje w preseasson i nie grał rok. Porzingis co roku coś. Antek też na starość sportowa. A ten mnich amator nic… Jak to Admin pisał: Pan Koszykarz.
Super artykuł! Nie mogłem się już doczekać Twojej analizy. Oglądałem z wypiekami na twarzy wczoraj ten mecz na raty z odtworzenia i przez te dogrywki zeszło mi chyba z pół dnia, czym mocno testowałem cierpliwość żony i dzieci, zagarniając dostęp do TV z Netflixem 😉 Dzięki temu chociaż synkowie mi zaczeli towarzyszyć wypytując o szczegóły..
Z tym malowaniem penisa na drzwiach dżentelmeńskiego klubu to fajnie pocisnąłeś, ale rozumiem intencję – nikt nie lubi, jak mu dzieciak wchodzi do piaskownicy i od razu zabiera najlepsze zabawki. Tylko że Wemby to nie jest zwykły dzieciak, to raczej komornik, który przyszedł po swoje i nie zamierza pytać o wiek czy „dziedzictwo kulturowe”. Ja tam trzymam kciuki za Spurs i mam nadzieję, że zamkną tę serię bez oglądania się na podręczniki savoir-vivre’u. Tak na bezczela! Trochę chyba nawet w stylu OKC? Może dlatego tak psychicznie ich to uwiera? Mają dłuższą ławkę, ale chyba czują podskórnie, że ktoś ich pokonuje ich własną bronią: napastliwością i młodzieńczą pewnością siebie?
Jedyny minus ogląda się z polskiej perspektywy. W duchu tego, co napisał @pozdro600 – aż serce boli, że Jeremy, zamiast cementować ten mistrzowski lineup z Harperem i Castlem, utknął na bocznym torze. Podczas gdy Vassell i Johnson zrobili ze swoich ról profesurę, u Sochana rozwój na dobre wyhamował. Zamiast biegać w kluczowych minutach Finałów Konferencji, częściej biega po mediach społecznościowych czy prowokuje szczeniacko jak w meczu z Philly. Wielka szkoda, bo kibicowanie tym Spurs smakowałoby dzisiaj podwójnie…
A co do tego, że dla San Antonio jest „za wcześnie”? Przypominam, że Tim Duncan zdobył swój pierwszy pierścień w drugim roku w lidze.
Zresztą, wyobraźcie sobie ten idealny finał: Spurs kontra Knicks. Nawet jeśli Jeremy spędzi go na ławce przez kontuzje i brak formy, to i tak jako pierwszy Polak w historii założy mistrzowski pierścień, prawda? 😉
Bartek, Twoje komentarze odnośnie SAS w tym roku w pełni odzwierciedlają fenomen ten ekipy / oczywiście przede wszystkim Wembyego – od pewnego „za młodzi są, nie ma szans”, przez „są za mało doświadczeni, nie widzę ich wśród głównych kandydatów”, aż po obecne „nie chce żeby zdobyli tytuł w tym roku”..! 🙂 ciekawe czy za 3 – 4 mecze pozostanie już tylko „proszę, nieeeee!!!!” 😉
Jak dla mnie niech wygra lepszy, jak właśnie oglądam coś mega wielkiego, historycznego, to zacieram ręce i się cieszę, a nie narzekam! 🙂 a wielkie będą obie opcje – i jak SAS wygra i jak przegra (wtedy pokłony przez OKC), także banan na twarzy i oglądamy od deski do deski!!! 🙂
Wemby to Wilt 2.0
Ten jego rzut z 10. metra na remis w dogrywce to byl pokaz jaj z żelaza.
Szkoda mi Holmgrena. On jest psychicznie totalnie stłamszony, Wemby ma w jego glowie apartament krolewski z 12 sypialniami, bezczynszowy. Widzę tu zasługę spotkania z KG zeszlego lata, bo wczesniej Vic był taką mendą xd
„Dlaczego Spurs mają przegrać? Bo tak!”- Admin
Ile to razy marudziłeś na drużyny bez planu, bez pomysłu, bez obrony, bez schematów, bez ułożonej odpowiednio szatni, bez umiejętności reagowania, bez charakteru, bez mądrości boiskowej … etc. że tak się nie da nic wygrać. A jak się trafi młoda ogarnięta ekipa grająca z zaangażowaniem to nie bo nie. Bo oni swoje jeszcze wygrają, a jak kontuzje się trafią to co oddasz im te pierścienie mistrzowskie które mogliby teraz wygrać? Walczą o swoje tu i teraz bo nie wiadomo ile szans będą mieli. Drugiej szansy może nie być, a Victor już z zakrzepicą walczył, masz pewność że sytuacja się nie pogorszy kiedyś. Ile jeszcze będzie miał okazji na miśka? To co mają się podłożyć OKC które też jest dosyć młode i jeszcze swoimi pickami draftu się jeszcze wzmocnią? Jakoś nie widziałem żeby oni Ci tak przeszkadzali że mają szansę na bycie jeszcze lepszym zespołem i swoje jeszcze wygrają. Starają się być jak najlepsi i o to w sporcie chodzi.
Dochodzimy do momentu kluczowego mojej wypowiedzi jako kibica SAS od 15 lat. San Antonio się nie lubi bo jest nudne i mądrze zespołowo grające, a zwraca się najwięcej uwagi na tych co robią wokół siebie indywidualnie zamieszanie, niekoniecznie dobrymi cechami i czynami. Trzeba się po prostu jak facet przyznać że nie lubisz tej drużyna a kibicujesz innej, chcesz żeby inna wygrała i ja to potrafię uszanować że ma się swoje sympatie bądź antypatie, a nie robisz durną ideologię próbując się okrężnie tłumaczyć.
Wkurza mnie to, bo co to jest w ogóle za tekst chcę żebyście przegrali, bo jeszcze swoje wygracie jak będziecie lepsi?
Chcesz powiedzieć komuś żeby przegrał bo jeszcze swoje wygra jak będzie lepszy, to idź powiedz swojemu dziecku jak będzie mu bardzo zależało na jakiś zawodach, żeby przegrał bo za dwa lata może sobie wygrać i zobacz jak zareaguje. Tu przypomnę słowa śp. Kobe na pytanie po wygraniu 5 mistrzostwa, co dla Ciebie oznacza indywidualnie te mistrzostwo: „Got one more than Shaq” Jestem przekonany że chciałby kiedyś też powiedzieć „Got one more than Mike”, ale aż tyle nie wygrał, mimo że nie odpuszczał.
dobra, już dajcie temu adminowi trochę żyć, tak o se napisał
jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, w którez za 5 lat dopakowany Wemby wali te swoje alleye nonstop i ludzie już nie mogą na to patrzeć bo nuda ;p
Chcemy czy nie…
Ale….
Jesteśmy świadkami narodzin gwiazdy…
Największej gwiazdy NBA jej dziejach…
Caruso – chamski typek, który fauluje. Gnojek, któremu się wydaje, że może bezkarnie faulować zawodników Spurs. Życzę mu niedoczekania 5 meczu.
Ja się Admin zgadzam, go OKC! Na Spurs przyjdzie czas. Finalnie nich wygra lepszy.