NBA: pan koszykarz Franz Wagner | Dennis Rodman z Charlotte Hornets

25

Sponsorami dzisiejszego odcinka są P Kaleta, B Tesiorowski oraz Ktojak Niemy – pozdrawiam serdecznie! B

Szybko, szybko chciałoby się powiedzieć, bo zaraz do hotelu przyjadą chłopaki i rozpoczniemy GWBA Camp, jerseye mamy tym razem biało-czerwone, tak w nawiązaniu do wczorajszego spotkania Kosz Kadry z Estonią, o którym nie będę może pisał, w myśl zasady: tylko dobra energia. Udział w Eurobaskecie jako gospodarz imprezy mamy zagwarantowany i zobaczymy jak się reprezentacja sprawdzi w pełnym rynsztunku, a nie jakieś okna ligowe na dzikusa. Możemy się tak umówić? Fajnie. Tylko cztery mecze grało nocne NBA, więc powinienem zdążyć. 

Pistons 121 Hornets 123

Miles Bridges narzekał na opuchnięte kolano, więc mu dali odpocząć. Jego miejsce w pierwszej piątce Szerszeni zajął znany już co niektórym Moussa Diabate i powiem Wam szczerze, że nie pierwszy raz się przekonuję: takiego ciągu do walki o zbiórki nie ma w lidze nikt. Gość jest nowożytnym Dennisem Rodmanem, w pojedynkę wypisał z gry znacznie przecież potężniejszych centrów Pistons: Jalena Durena jak i wchodzącego na zakładkę Isaiah Stewarta.

Diabate to 206 cm wzrostu ważące poniżej setki. Urodzony w Paryżu dokąd wyemigrowali jego rodzice pochodzący z Republiki Mali i Gwinei. Szybko wyłapany w szkole na wuefie, w kosza gra od dwunastego roku życia, w Stanach zaaklimatyzowany bardzo szybko, bo od liceum siedział już na Florydzie pod czujnym okiem trenerów, prowadzony jak inwestycja. Jako młodzieżowiec wystąpił w tak prestiżowych imprezach jak McDonals All-American czy Jordan Brand Classic Wybrany dwa lata temu w drugiej rundzie draftu, ale Clippers nie znaleźli dla niego miejsca. Długi czas biegał po parkietach G-League, dziś wykorzystuje szanse w Charlotte Hornets, w obliczu kontuzji m.in. Marka Williamsa czy Nicka Richardsa. Nie ma wiele do stracenia, ani też zaoferowania na parkiecie NBA, trener powiedział, że będzie go rozliczał ze zbiórek, więc zbiera i to jak!

Kiedy ostatnio widziałeś by ktoś kombajniście Durenowi (115 kg sprawnego, żylastego cielska) skakał po głowie i zza pleców piłki wyciągał? No właśnie! Diabate nie oddał w tym meczu żadnego rzutu (jakieś pseudo dobitki mu zaliczyli) jednak 16 zbiórek i 3 przechwyty świecą dumnie przy jego nazwisku, z tego siedem zbiórek na atakowanej połowie. Jestem fanem choć pewnie zaraz chłopak nam zniknie z radarów. 

Mając tego rodzaju wsparcie koledzy Brandon Miller i LaMelo Ball, odpowiednio w pierwszej i drugiej części meczu, mogli skupić się na tym, co potrafią najlepiej i lubią najbardziej, czyli rzutach do kosza. Wyszło zacnie (nie cierpię tego słowa): 38 punktów 15/26 z gry Millera oraz 35 punktów przy 12/27 z gry Balla. 

Cade niewyraźny, ogrom przestrzelonych prób w promieniu półtora metra od obręczy, Ivey i Beasley na wstępie szybko wyłapali faule przez co nie mogli znaleźć rytmu, a zacieśniany wściekle środek po prostu nie istniał. Detroit potencjał miało znacznie większy, ale nie potrafiło tego udowodnić. Końcówka w ich wykonaniu ambitna, ścięli kilka posiadań, wybronili co było trzeba, ale w dogrywce to Charlotte znów było pewniejsze. Miller załadował dwie tróje i dobitkę pomiędzy czym zdominował doliczony czas gry. 

Generalnie zauważyłem, że Charles Lee świetnie sobie radzi przeciwko wielkim centrom, których potrafi eliminować. Jeśli chcesz wygrywać z Charlotte, to twój center musi umieć rzucać. Inaczej trafiasz na ścianę pod koszem, zupełnie jak dzisiaj goście z Motor City. 

Raptors 105 Wolves 110 

Toronto otrzymało z powrotem Scottiego Barnesa, który w śmiesznych goglach, z krwawo czerwonym okiem zagrał po swojemu, jako hybryda PG/PF. Raptors u siebie sto procent mobilizacji. Aktywni, prący do przodu po zbiórce, ufający jeden drugiemu, bardzo ruchliwi i waleczni. Wolves większy potencjał, wyróżniający się talent, ale kurde bele. Julius Randle i Anthony Edwards w ogóle nie podają Gobertowi. Nie wiem jak Francuz to robi, ja bym przydzwonił w łeb. Skali indywidualizmu, kancerogenności tych dwóch ja nie jestem w stanie opisać. Jak sobie wkręcą, że idą na obręcz, to idą w trzech obrońców.

Rudy potrafi zająć pozycję na dwudziestu centymetrach od obręczy z graczem o głowę niższym na plecach, krzyczy i macha rękami, ale piłki nie dostanie. Co najwyżej jakieś bullet-passy, z metra, których nie łapie i wcale się nie dziwię, bo to są podania tzw. gdy nie wiadomo co zrobić z piłką i trzeba się ratować. Łącznie pięć oddanych prób Francuza, z czego dwie chyba po dobitce. Zobaczcie na to, nerwy mu siadły i wcale się nie dziwię:

Spowolnienie, indywidualizm, brak synergii, toksyna wręcz. Minnesota jest skazana na niepowodzenie, przy całym talencie świata, jaki panowie zdają się posiadać. Czy tego rodzaju basket tłumaczy albo usprawiedliwia absencja Mike’a Conleya, być może? Tyle, że Mike jest na wylocie, on zaraz skończy karierę, to nie jest postać, która winna określać tożsamość tejże ekipy.

Wolves na ich tle zagrali jak zespół, gdzie jeden pracował na drugiego. Niesamowity na otwartej przestrzeni RJ Barrett (31 punktów 10/14 z gry) bardzo pożyteczny i wszechstronny Barnes, dobra dyspozycja z ławki Bouchera, który jak rzuca to piłka się nie kręci. Jak on to robi, nie wiem, ważne że wpada. 

Jazz 118 Spurs 126

Tak w nawiązaniu do weteranów, starej gwardii generałów parkietu: Chris Paul autorem 13 punktów i 10 asyst. Jazz długo byli znacząco z przodu, ale nie utrzymali się w siodle, a gdy gra się wyrównała pod koniec, różnicę zrobiła egzekucja CP3. Jazz to samo co w Minnesocie, zindywidualizowani, każdy niemal gra pod siebie, a Sexton i George na obwodzie (Clarksona nie było tym razem) nawet na siebie nie patrzą. Collins wiadomo, że fajne dunki sadzi i atletycznie zbiera (jak mu piłka podejdzie), Markkanen potrafi seryjnie trójki wbijać (jak ma miejsce) ale w zderzeniu z oporem i niekorzystną sytuacją, panowie kapitulują.

Nie ma tu lidera, Keyonte George ma ciąg na kosz, szybkość i smykałkę do rzutów, ale to nowe pokolenie, nie broni, miękki jest. Na kontakcie nic nie zagra. Siódme poty na parkiecie wylał dziś weteran Harrison Barnes (25 punktów 10 zbiórek) cały mecz konsekwentnie pracował Stephon Castle (18 punktów 6 asyst) i udało się. Jazz potrzebują sprawdzonej ręki, tam naprawdę jest tarcie między zawodnikami, aż nazbyt widoczne dla mnie. 

Magic 119 Lakers 118 

Trzeci wyjazdowy mecz w czwartą noc dla Orlando! Franz Wagner wczoraj z Clippers podwajany bezlitośnie, zmuszany do roli obserwatora, nieco sfrustrowany tym, że rywale nie dają mu pograć. No to dziś sobie odbił: 37 punktów 6 zbiórek 11 asyst 4 przechwyty 13/26 z gry. W pojedynkę stanowił atak Magików, wszystko się wokół niego kręciło, a najlepsze zachował na koniec, czyli trójkę z odejścia, która przeszyła siatkę na 2 sekundy przed końcem sforując gości na prowadzenie. Co za mecz! LBJ to już podpytywał, kiedy się Niemcowi kontakt kończy, haha. Szkoda, że ten dopiero podpisał przedłużenie, maksymalnej wysokości. Pan koszykarz!

Dla fanów nieśmiertelnego LeBrona Jamesa przywołuję linijkę statystyczną (31 punktów 10 zbiórek 7 asyst) i wklejam poniższe zagranie. Tego rodzaju atletyczne popisy na tak późnym etapie kariery to naprawdę jest rzecz niezwykła, o której opowiada się młodszym pokoleniom, więc śledźcie proszę. Docenicie gdy Jamesa w lidze zabraknie, bo pod wieloma względami to wzór niedościgły:

To pierwsza porażka Lakers we własnej hali. Zgubiła ich niedokładność na linii rzutów wolnych, w ostatniej minucie AD i LBJ zmarnowali cztery próby! Ciekaw jestem czy rookie Dalton Knecht utrzyma się w piątce po powrocie do składu Rui Hachimury (podkręcona kostka) widać że chcą go pompować chłopaki, ale wszystko to kosztem defensywy. Knecht, Reaves, LeBron, wcześniej D’Lo – bywa leniwie w obronie LAL stąd nie ma mowy o odcinaniu kogokolwiek, na wzór… raz jeszcze: Clippers i jego kurateli Wagnera. 

Dobra lecę, bo dzwonią po mnie, trzymajcie się! Miłego dnia wszystkim B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Lakers Magic piękny mecz! Przyjemnie ogląda się taką ułożoną i zbilansowaną koszykówkę z obu stron. Lakers na własne życzenie przegrali, w 4 kwarcie dwa osobiste spudłował nawet Austin Reaves choć Wagner super talent. Nie było obrońcy na niego. Za mali albo za duzi (Davis) albo za wolni (Lebron). Podobał mi się Cam Reddish za to Knechta wolalbym z ławki (30 minut) jak wroci Rui bo tam nie ma kto zdobywać punktów. D’lo dramat! Dwa niedoloty za trzy… W zeszłym sezonie odpalił na przełomie roku przed trade deadline. Jak odpali w tym sezonie taką skuteczność, a Lakers wymienią Vincenta na centra lub skrzydlowego 3&D to ekipa będzie względnie kompletna i gotowa powalczyć na zachodzie. Trzymamy kciuki. Za to Magic to kandydat do finałów konferencji. Dziś bez lidera i dwójki starterów. Dobre czasy nadchodzą dla Orlando! W końcu. Dla roczników takich jak ja co wychowali się na Shaqu i Pennym, ten zespół zawsze będzie bliski sercu.

    (30)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Tak trochę nie a’propos.
    Bracia Wagnerowie niosą wspólnie na plecach dwie drużyny, a jedyne wspólne osiągnięcie braci Ponitków, to bójka na meczu, aż ich Ruscy musieli rozdzielać.

    Po tej Estonii, to już naprawdę zapakować działaczami i trenerami autobus i wysłać na pół roku do Reichu, niech podejrzaną tam jak się produkuje koszykarzy.

    (16)
    • Array ( [0] => administrator )
      Odpowiedz

      Jadłem śniadanie w hotelu we Włocławku z władzami pzkosz stolik obok i to jest inny świat. Tam o koszykówce nie ma mowy.

      (21)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Działacz musi mieć warunki fizyczne, żeby być działaczem. Przede wszystkim wątroba musi być bardzo silna. Jak masz słabą wątrobę to kariera szybko się kończy.

        (16)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Bo na koszykówce świat się nie kończy 😂
        A tak na poważnie, to widzę Raptors w Play In. Chyba że przez kontuzje nastąpi odwrót na lepszą pozycję przed draftem.

        Edwards nic nie broni. Nic

        (1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    LeBron to fizyczny wybryk natury. Ale czy jest to coś co powinniśmy doceniać w koszykówce?
    Jest wielu lepszych podających od LeBrona. Obecnie np Jokic, Doncić, wcześniej np CP3 to mózgi, które dyrygują całymi zespołami i przy których każdy wygląda lepiej.
    Jest wielu lepszych shooterow od LeBrona. Curry, Harden, Durant, Booker mają naturalną płynność ruchów i smykałkę do rzutów.
    Pod koszem jest wielu silniejszych graczy jak Davis, Embiid, Jokic czy Gobert albo Adebayo, którzy są TOP defensorami pod obręczą.
    Obrońców na piłce też jest wielu lepszych, tu LeBron mógłby być lepszy gdyby nie odpuszczał.

    Nie ma za to nikogo kto dorównywał by LeBronowi warunkami fizycznymi, no może oprócz Giannisa, który też jest wybrykiem natury, jednak ostatnio trochę bardzo łamliwym. Na to więc wychodzi, że w sumie tylko w byciu zdrowym LeBron jest najlepszy. Ma szczęście, że omijają go wszystkie poważne kontuzje.
    LBJ w niczym nie jest wybitny, najlepszy, za to we wszystkim jest bardzo dobry. Czy to jest to za co mamy doceniać LeBrona? Było też kilku wybitnych graczy all around przed LeBronem, taki Magic, Bird czy Pippen również potrafili zrobić wszystko na boisku bardzo dobrze i byli jednymi z najlepszych na swoich pozycjach. Ja nie widzę w LeBronie, poza niespotykanym zdrowiem, nic czego bym już w NBA nie widział. Nie wiem czemu zachwycać się akurat LeBronem, a nie kimś innym. A nie, są jeszcze statystyki. Tylko te z kolei przełożone na ilość rozegranych spotkań też już nie robią takiego wrażenia. Ja nie rozumiem tego hypu na LeBrona. Ja chyba w ogóle nie rozumiem jakiegokolwiek hypu. Hype jest też wokół Doncicia, że jest niewiadomo jak wybitny, a gość przecież jeszcze nic w lidze nie wygrał. Shai, to samo. Na kogo jeszcze tam GWBA ma hype i mocno promuje kogoś na niewiadomo jak wybitnego?

    W drugą stronę nie rozumiem też negatywnego hypu np na Kawhi, George’a czy kilku innych graczy. Kawhi w prime był lepszy od LeBrona w prime, a mimo to w ogóle się go nie docenia, a LeBrona idealizuje, tylko dlatego, że Kawhi nie ma zdrowia? Czy gdyby LeBron nie miał zdrowia w ogóle byśmy o nim rozmawiali? Pewnie wcale bo nie było by o czym. Nie rozumiem i nigdy chyba nie zrozumiem takiej budowanej narracji wokół LeBrona.

    Dzięki za tekst. Pozdrawiam.

    (22)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Czy Ty wogole widziałeś jak grał młody Lebron?
      Z jaką prędkością się poruszał/biegal?
      W pojedynkę pokonał GSW. Ja takiej dominacji nie widziałem od czasów MJ. W ogromnej ilości meczów w każdej akcji mogłeś być prawie pewny że Lebron zdobędzie punkty. Do tego siła, przegląd parkietu i IQ. Ja uważam że „ogólnie” jako koszykarz jest na wyższym poziomie niż Doncic, Joker, Durant czy Curry. Lebron nie ma słabych punktów.

      (-2)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Kawhi w prime był lepszy od Lebrona? W którym przypadku? Śmiem wątpić.
      George’a czemu się nie lubi? To Pan już nie pamięta Playoff P? Nie pamięta Pan, jak George co chwilę drużyny zmieniał?
      Lebron IQ koszykarskie ma szczytowe w branży, to jest poziom CP3.
      Davis i Embiid są po prostu więksi od Lebrona, więc logiczne, że są silniejsi. Z Gobertem i Adebayo, to proszę nie przesadzać.
      Przypominam tylko, że Lebron za czasów Miami był szczytem obrońcy z pozycji skrzydła oraz został jawnie okradziony z nagrody DPOY.
      Z tymi wybitnymi graczami All-around to nie do końca. Magic nie rzucał, obrońcą był słabszym, mniej atletycznym. Magic mało atletyczny moim zdaniem gorszy obrońca. Pippen to człowiek który nie widział za dużo wokół siebie. Obrońca fantastyczny (jeden z najlepszych w historii moim skromnym zdaniem)
      Z wyrazami Szacunku,
      Boi

      (-3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Spoko post. I fajnie że masz swoje zdanie, swój punkt widzenia.
      Ja akurat widze to trochę inaczej. Trochę nawiąże do boksu. Vitalij Klitschko przegrał kiedys(dawno temu) bardzo bliska walkę przez tko z Lennoxem Lewis. Przez tko ponieważ że pomimo że prowadził jego oko nie nadawało się by można było dalej boksować. Później wiele razy mówił że gdyby nie te oko wygrałby. A mnie się wydaje że u sportowca zdrowie, niepodatność na kontuzje to też jest skill tak samo jak rzut za 3.
      Trochę też sam sobie zaprzeczyłeś. Bo Lbj nie jest już tak lotny na nogach jak dawniej. Wysokie IQ koszykarskie, pewność siebie, i umiejętności pozwalają mu być wciąż na topie. Mówimy tu o 40 letnim chłopie. Nie lubisz hype a to co piszesz. To trochę hejt
      Pozdro

      (-1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    A Edwards jeszcze z pretensjami do Drewnianego zamiast do Juliusza, co za talent przywódczy XD, a tak pieknie sie zapowiadał ten projekt…

    (9)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Orlando brakuje scorera z trójką żeby być kontenderem.
    Zach LaVine pasowałby idealnie.W elitarnym defensywnie systemie jego mankamenty mogłyby zostać ukryte.Mając obok Banchero i Wagnera nie musiałby robić za pierwszą opcję.Nikt go nie chce,ale dla Magic to brakujące ogniwo,jak Aaron Gordon w Denver.

    (18)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Pozwolę sobie zacytować:
    Zgubiła ich niedokładność na linii rzutów wolnych, w ostatniej minucie AD i LBJ zmarnowali cztery próby!

    Docenicie gdy Jamesa w lidze zabraknie, bo pod wieloma względami to wzór niedościgły:

    przywołuję linijkę statystyczną (31 punktów 10 zbiórek 7 asyst)

    Po czym podsumuję to tak. Na co te linijki indywidualne skoro mecz przegrany bo w końcówce zabrakło zimnej krwi i wyrachowania?
    Czy zawodnik nieprzeciętny? Oczywiście. Czy umiejętności i warunki wybitne? Oczywiście.
    Szkoda tylko, że charakteru brak. Różnica pomiędzy inną legendą jest taka, że tamtego się bali bo w zasadzie każdy wiedział z czym się musi mierzyć jeśli zadrze nosa i skaleczy gościa. Tutaj? Taaa… No ale linijka się zgadza i wygląda ładnie niczym nowe włosy króla. I z własnym synem nawet zagrał. No niespotykane…
    Osobiście doceniam wkład ale czekam kiedy właśnie go zabraknie bo średnio trawię te dąsy, flopy, narcyzm itd itp.

    (24)
    • Array ( )
      trapped ina acorner 23 listopada, 2024 at 20:54
      Odpowiedz

      Podpieranie się statystykami podczas wartościowania jakiegoś gracza obecnie jest nieco kulawe. Dzisiejsza koszykówka w wykonaniu NBA i odejście od jej (koszykówki) fundamentalnych zasad pozwala bardzo łatwo te staty pompować. Obecnie połowa ligi byłaby w stanie klepnąć 50pkt w meczy gdyby było trzeba. I nie – nie chodzi o ten mityczny „talent” tylko o notorycznie puszczane kroki, noszenie piłek, markowana obrona, gwizdanie faulu przy byle kontakcie, niegwizdanie fauli ofensywnych zawodnika z piłką, masowe rozdawnictwo akcji „and 1” przy byle kontakcie z obrońcą itp, itd, etc.

      (10)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Co to za wysyp Januszy basketu dziś?
    A tak, ból wiadomej części ciała że ich GOAT z lat dzieciństwa, wydawało się niedościgniony wzór, właśnie został z rzucony na miejsce nr. 2
    Fakty są jakie są, Lebron karierą już dawno przebił Jordana. Lebron każdą ekipę w której grał ciągnął za uszy do finałów. Gdzie był MJ bez super składu? Widzieliśmy w WIZARDS.
    Pogodzicie się stare głowy z faktami – MJ to był wybitny scorer i świetny obrońca. Lebron to najlepsze all around ever.

    (-9)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ale to sprawnie ująłęś i zdiagnozowałeś. No normalnie wielki jesteś. I jaki bystry.
      Tyle, że… No nie.
      totalnie wisi mi kalafiorem spuścizna MJ’a a przywołałem to tylko i wyłącznie jako prosty przykład. Za trudny jednak jak się okazało. Jego dokonania obronią się same, a jeśli nie to. No cóż. Życie i piękno sportu. Z dziką przyjemnością oglądam kolejne młode pokolenia, których skille są wręcz nie z tej ziemi i z przyjemnością będę oglądał kogoś kto bez najmniejszych wątpliwości zakończy dyskusję na temat tego kto jest goat.
      Tematu w jakim stanie były chociażby kolana Jordana na etapie Wizards nie zaczynam bo skoro przywołujesz to jako przykład tzn, że jesteś totalnym ignorantem. Lub najzwyczajniej zapomniałeś odrobić lekcje i jeszcze paru rzezczy nie wiesz. Gdybyś jednak chciał się douczyć to polecam wywiady z innymi zawodnikami z okresu Wizards.
      Ponieważ jednak mam wrażenie, iż mamy do czynienia z niezłym fanboyem zakończe tak.
      Ile razy w finałach? I ile z tych finałów wygranych?
      Pozdro600
      Ale tak. Pan LeBron jest królem. I gołtem. I cała jego mafia też. Spoczko. Przyznane publicznie także nie ma co się napinać bo jeszcze coś pęknie

      (3)

Komentuj

Gwiazdy Basketu