fbpx

Czy można do NBA trafić przez przypadek?

16

Jimmy Dolan zapowiadał się na całkiem niezłego koszykarza. Było to dobrych kilkanaście lat temu, gdy jeszcze miał kozioł ostry jak brzytwa i przegląd pola godny najlepszych generałów parkietu.  Wszyscy byli zdania, że przejdzie kiedyś na zawodowstwo. Niestety, jego kolana miały inne plany. Tak to już w życiu bywa. Dolan nigdy nie powąchał gry na profesjonalnym szczeblu, ani zarobków koszykarzy NBA. Nie żyje jak gwiazda. Nie stał się legendą. Zamiast tego jest zwykłym asystentem trenera w licealnej drużynie koszykówki.

Gorąco wierzy, że odkrycie gracza obdarzonego wielkim talentem, i wcielenie go we własne szeregi, da mu upragniony awans na stanowisko głównego szkoleniowca. Ogląda kilometry taśm, chodzi na setki meczów i nic, wszystko to jak krew w piach. Pewnego razu, w zasadzie zupełnie przypadkiem, dostrzega na jednej z kaset Saleha, chłopaka mającego “full package”, jak by to powiedziała błyskotliwa Joanna Krupa.

Jest jednak pewien szkopuł, utalentowany zawodnik mieszka na całkowitym zadupiu. I nie mam tu wcale na myśli Detroit czy Baltimore. Chłopak żyje w szałasie, w murzyńskiej wiosce zagubionej gdzieś pośrodku afrykańskiej sawanny. Jimmy Dolan musi więc zdecydować, czy dla Saleha gotów jest rzucić wszystko w cholerę i wyjechać na Czarny Ląd?

/Król-Kosza-prawdziwe-losy-filmowego-bohatera/

Brzmi jak scenariusz filmu o baskecie? Bo nim jest! Starsi z Was z pewnością znają Króla Kosza, bo już nie raz można było zobaczyć go w naszej TV. Nie pisałbym Wam jednak o tej historii, gdyby nie to, że takie rzeczy naprawdę się zdarzają! Oto kilku zawodników NBA odkrytych zupełnie przypadkiem. Takich, którzy w życiu nie przypuszczali, że ich przyszłość związana będzie z basketem.

#Walter Tavares

Republika Zielonego Przylądka to położony u zachodnich wybrzeży Afryki archipelag w skład którego wchodzi 26 wysp i wysepek. Państewko jest byłą portugalską kolonią o populacji zbliżonej do Szczecina (liczebnie, nie etnicznie, choć dawno nie byłem w zachodniopomorskiem, więc głowy nie dam). To właśnie tam mieszkał sobie spokojnie Walter Tavares, mierzący 221 cm olbrzym o ksywce “Edy”. Mając 17 lat pracował jako ekspedient w spożywczaku własnej matki. Wszystko zmieniło się w 2009, gdy pewien niemiecki turysta, zafascynowany jego posturą, szepnął to i owo swym kolegom w hiszpańskiej Gran Canaria. Ekipa z klubu przyjechała obejrzeć Tavaresa (prawie jak w Królu Kosza!), który do ich przyjazdu nie miał w rękach piłki do koszykówki! Okazał się jednak dość pojętny i w 2015 zadebiutował w NBA. Ostatnio oglądaliśmy go w barwach Cavs. Mimo iż w Dużej Lidze rozegrał łącznie zaledwie 13 spotkań, zarobił ponad 2 miliony dolarów. Nieźle, jak na dryblasa ze spożywczaka.

#Mark Eaton

Jego 5.6 bloku na mecz (a grał we wszystkich spotkaniach tamtego sezonu!) do dziś jest niepobitym rekordem. Ten 224-centymetrowy kolos odkryty został… w warsztacie samochodowym. Po skończeniu liceum (w którym nie grał w koszykówkę) trzy lata grzebał przy furach, zanim odkrył go Tom Lubin, asystent trenera w Cypress Junior College. To on namówił Eatona do spróbowania sił w uniwersyteckim baskecie. Już w drugim roku gry Eaton był liderem drużyny i poprowadził ją do tytułu stanowego. W NBA wystąpił w All-Star Game, co więcej, pięciokrotnie powoływany był do All-Defensive (trzykrotnie First i dwukrotnie Second). Aż trudno uwierzyć, że jego pierwszą sportową miłością nie była koszykówka a… waterpolo.

#Steve Francis

Nieodżałowany talent. Jeśli po przeczytaniu o Tavaresie i Eatonie pomyśleliście sobie, że takie rzeczy przydarzają się tylko wysokim “łamagom”, to nic bardziej mylnego! “Stevie Franchise” jak go pieszczotliwie nazywano, mierzył ledwie 190 cm. Jego talent ujawnił się bardzo późno, bo w wieku 19 lat. Wcześniej grał co prawda w licealny basket, ale co to było za granie! W sezonie 1991-1992 nie łapał się do drużyny (stopnie), rok później był trzecim point guardem ekipy i grzał ławę. Następne trzy sezony opuścił, kolejno przez śmierć matki, kontuzję kostki i rezygnację ze szkoły. Grać na poważnie zaczął dopiero w teksańskim San Jacinto, bo stwierdził, że matka chciałaby, żeby skończył szkołę. “Zdyscyplinowany Iverson”, tak wtedy o nim mówiono. Drogę do NBA otworzyła mu gra na Maryland.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

16 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Although an Ohio native, Knorek’s birthplace is listed in official NBA records as Warsaw, Poland. This is the result of a joke between Knorek and Paul Taylor as Knorek signed his contract with the Knicks. “When I signed my contract my friend had me put down Warsaw because he thought it was better,” he later explained.[1] Knorek did speak Polish,[2] and teammate Nat Militzok recalled that Knorek once pretended to be an ambassador from Poland while staying at a hotel on a road trip.[3]

    (5)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Dj Mbenga cały czas ćwiczy sztuki walki i jest naprawdę w tym niezły.Hakeem ma 213cm a nie 208.Gortatowi się opłacało.Lubię oglądać jak z nim jadą,jak przewraca się na parkiet i najlepsze jak się dał złapać Alicji po przebiegach

    (-35)
    • Array ( )

      No fakt mój błąd And.ps budum psszz przygłup bo nie lubię gortata???a ty wszystkich uwielbiasz????przygłupem to jesteś bo nie pozwalasz mieć komuś własnego zdania debilu

      (-17)
    • Array ( )

      Bo lubisz cudze niepowodzenia i obrazasz kobiety, o ktorych gowno wiesz. Debila sobie zrob i wychowaj dziecko.

      (3)
    • Array ( )

      zdjęcie Noela?
      chyba przypadkiem zamiast EMBIIDA wrzuciłeś NOELA bo się palec “omsknął” z J na N

      (7)
    • Array ( )

      Sorry czasami w iFrutach cieżko na tej klawiaturze gdy ma się duże kciuki, ale gdy oglądam mecze i nie mam okularów to za ch… Nie mogę ich odroznic ?

      (-2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Powinni do listy dodać jeszcze Łukasza Koszarka – od dekady jedynego rozgrywającego narodowej reprezentacji liczącego 40 milionów ludzi kraju, wziętego chyba też z jakiegoś warsztatu…

    (36)

Komentuj

Gwiazdy Basketu