Dziki Warszawa: jestem fanem!

foto tytułowe: /instagram.com/dzikiwarszawa/
Dziki Warszawa robią hałas! Ryją żołędzie, sr%ją w lesie, latają po parkiecie z radością, energią i pomysłem. Nie mam pojęcia kto stworzył oraz odpowiada za ten projekt, ale chętnie się dowiem, chętniem poznam tych ludzi. Nie znam też dokładnej drogi, jaką przebyli aby awansować do ekstraklasy, nie jestem w stanie należycie śledzić PLK, ale patrzę na to po swojemu i widzę powiew świeżości w polskim baskecie.
Runda zasadnicza PLK przyniosła bilans (18-12), co przełożyło się na piąte miejsce w tabeli. Lepiej niż Gdynia, Zielona Góra czy Włocławek. Przed Dzikami uplasowali się wyłącznie: Legia, King, Śląsk i Trefl, a więc same uznane marki z odpowiednim budżetem i tradycjami.
To nie wszystko, zespół warszawski brał udział w rozgrywkach ENBL, czyli European North Basketball League, gdzie osiągnął bilans (10-3) i zwyciężył w playoffs! Puchar może i niszowy, obejmował raptem osiem ekip z północnej Europy, ale kto kiedykolwiek grał w basket, ten wie, że wszelkie sukcesy na arenie międzynarodowej powinny być traktowane ze szczególnym szacunkiem.
No dobrze, ale dlaczego o tym piszę i dlaczego teraz? Żeby w pełni zrozumieć fenomen, jaki stanowią Dziki Warszawa, trzeba się im przyjrzeć z bliska. Poniższe statystyki odnoszą się do tegorocznej rundy zasadniczej PLK:
- największa liczba oddawanych rzutów za trzy
- największa liczba trafionych rzutów za trzy
- drugie miejsce pod względem liczby wymuszonych rzutów wolnych
- najwięcej zbiórek w ataku
- najwięcej wymuszonych fauli rywala
- najwyższe tempo gry
Sześciu z dwunastu graczy stanowi import zagraniczny. Pięciu graczy ma istotnie ciemniejszy odcień skóry, ale wbrew temu, co zwyczajowo obserwuje się w PLK, nie widać tutaj grup, „gangów”, ani też sztucznych hierarchii. Trener ma ledwie 33 lata, pochodzi z Włoch, gdzie przez dekadę był asystentem w zespole z Triestu. Pracował także przy kadrach młodzieżowych Italii, tak czytam na stronie Dzików. Patrzę natomiast na żywo z trybun i widzę młodego chłopaka, który entuzjastycznie dopinguje graczy, skacze w górę i piątki przybija. Nie tworzy bezsensownego dystansu.
Wiecie kogo stać by nie tworzyć barier wokół siebie i otaczać nimbem nieomylności? Trenera, który jest pewien swych kompetencji i nie musi ich udowadniać. Trenera, którego gracz pyta o rozwiązanie i dostaje odpowiedź albo zastanawiają się wspólnie. Piękny obrazek, takie coś kupuję, takie coś sam chciałbym tworzyć i tworzę na GWBA Campach.
Wczoraj byliśmy z chłopakami na hali Stulecia w Sopocie, patrzyliśmy jak w pierwszym meczu serii Dziki rozjeżdżają (107:92) Trefl. Stąd wszystkie moje obserwacje i mądrości.

Specjalnie przyszedłem wcześniej, aby przekonać się czy to prawda. Patrzyłem na gości z boku, podczas rozgrzewki czy „wygłupów” za linią boczną. Oni faktycznie wyglądają jak multikulturowa rodzina. Wyglądają jak bracia. Takiej chemii nie widziałem dawno w profesjonalnym baskecie. Widać, że przy rekrutacji postawiono nie tylko na odpowiednie kompetencje sportowe, ale i charakter. Serio, zebrano tutaj grupę nieprzypadkową, a ponieważ nie mam pojęcia czyja to zasługa, wymienię nazwiska tych, którzy są oficjalnie do zespołu warszawskiego przypisani:
Marco Legovich – główny trener
Piotr Pamuła – asystent trenera
Michał Słysz – skaut
Krzysztof Szablowski – były trener
Michał Szolc – prezes klubu
Zakładam, że największą robotę w zakresie doboru ludzi mają trzej pierwsi Panowie, szacunek!
Roster obejmuje przede wszystkim graczy bardzo sprawnych i wszechstronnych. Za wyjątkiem dwójki podkoszowych, którzy również wyróżniają się mobilnością, każdy w zespole razi rzutem zza łuku. Absolutnym priorytetem jest umiejętność gry na wysokim tempie, ruchliwość oraz SPACING.
Nie powiedziałbym, że wiele się w ekipie Dzików dzieje na poziomie taktycznym, klasyczne rozwiązania, stagger screeny, pick and roll czy gra przez środek, ale dzięki przestrzeniom, które jeden drugiemu generuje, łatwiej jest eksponować talent ruchowy oraz talent do gry jeden na jeden zatrudnionych jednostek.
Landrius Horton, czyli 28-letni combo-guard, został przecież mianowany MVP sezonu. W trzydziestu meczach zdobywał średnio 19.2 punktów, co oznaczało koronę króla strzelców. Jego zmiennik Tahlik Chavez, czyli 25-letni guard, szczuplutki bardzo acz żylasty i nieustraszony, był drugi w zespole, ze średnią 12.5 punktów. Obaj panowie zajęli odpowiednio pierwsze i drugie miejsce w PLK pod względem trafień zza łuku, których zaliczyli 84 i 81. Przy czym warto zauważyć efektywność tychże rzutów: 37.3 oraz 42.2%!
Wczoraj było to samo, Sopocianie próbowali kryć wysokiego pick and rolla ze środkowym na wysokości zasłony, co dla Dzików oznaczało treningowe rzuty. Cały zespół osiągnął 18/30 zza łuku! Okej, rozumiem braki kadrowe w ekipie Trefla, ale widząc 213-centymetrowego Szymona Zapałę wychodzącego na obwód, „zapałałem” się za głowę. Liczba i skala błędów, jaka została przez Sopot popełniona w obronie, zarówno pod względem decyzyjności, co ustawienia, nie licuje z profesjonalnym basketem. Nie podobało mi się, chociaż paru miśków w Sopocie zatrudniają rzeczywiście mocnych.
Kolejna rzecz, Sopocianie nie potrafili dograć piłki w środek, wymuszać fauli, wykorzystać przewagi gabarytów. Zostali zmuszeni do obniżenia składu, a gdy tak się stało, wszelkie ewentualne przewagi Trefla dosłownie rozpłynęły się. Mecz rozgrywał się pod dyktando Warszawy, która narzuciła gospodarzom swój styl i tylko czekaliśmy na szarżę, którą przypuszczą.
Co ciekawe, MVP Hortonowi nie poszło zupełnie. W całym meczu zaliczył 1/12 z gry, ale nie miało to większego znaczenia, bo w jego miejsce wszedł Chavez i rąbał tróję za tróją wyczekując na centra Sopotu, który pokazywał się po zasłonie, a następnie dreptał z powrotem pod dziurę. Nie trzeba było wiele myśleć, można to było sobie w głowie zwizualizować. Dajcie tym facetom przestrzeń do rzutu, a zapalą bez zawahania. No i macie: Chavez zerejestrował 22 punkty i 4 asysty przy 5/8 zza łuku.
Trefl umyślił sobie (jak zwykle) naciskać na całym parkiecie. Może gdyby dostępna była pełna rotacja, ale grając w siedmiu czy ośmiu przeciwko zespołowi dysponującemu przewagą szybkości? To było marnotrawstwo energii. W końcówce meczu płuca paliły, zabrakło energii by gonić wynik. Przy czym Dziki wczale nie są tuzami obrony, świadomie odbierają rywalom trójkę, są szybcy na nogach, eliminują podanie w środek, ale można z nimi jechać kozłem, bo straż obręczy mają jedynie umowną.
Owszem, środkowy Łukasz Frąckiewicz fajnie biega, stawia sprytne (ruchome) zasłony, przytrzymuje, w czym przypomniał mi Draymonda Greena. Jednak ani on, ani Odinakachim Oguama, nie są rasowymi bangerami. Świetnie się ruszają, pokazują do podania, podsłaniają kolegów, biegają na obręcz, ale jako zespół Dziki są raczej skromnie uposażeni jeśli chodzi o warunki fizyczne.
Bardzo fajne warunki, bball IQ oraz kompetencje strzeleckie mają za to łącznicy pierwszej i drugiej linii, skrzydłowi Bennett Vander Plas, Grzegorz Kamiński (21 punktów 3/3 zza łuku) czy Rivaldo Soares (12 punktów 6 zbiórek). Świetna grupa. No i na koniec jeszcze point-guard Darnell Edge (23 punkty 5/5 zza łuku 6 asyst) sterujący tempem meczu, także siejący tróje, jeśli przeciwnik kombinuje. Wiele mógłbym sprawdzić w necie, podzwonić po ludziach i się dowiedzieć, ale zostawiam sobie odkrywanie Dzików dla siebie i pomału.
Tak się powinno budować zespoły, tak się powinno grać w basket w 2026 roku. Na tle Warszawy koledzy z Sopotu grali basket zaciężny, siermiężny, boleśnie spowolniały, ustawiany, jak ich uczono, jak grało się przed dwudziestu laty. Tu nie ma świeżości. Jeśli w sztabie Trefla nie wykombinują sposobu, ażeby centra pozostawić bliżej obręczy w obronie, ta seria może się skończyć prędzej niż się rozpoczęła.
- 19:6 w punktach po stracie piłki dla Dzików
- 25:10 w punktach z kontry
- 52:32 w punktach z ławki
Na sam koniec chciałbym pochwalić klub z Warszawy za marketing. Za merch widoczny na ulicach, za materiały w sieci, za kreatywność, entuzjazm i profesjonalne, nowoczesne podejście. Dobra robota Dziki! Patronami odcinka są: Wojtek 0391, Daro oraz Kuchar, dziękuję serdecznie i do przeczytania jutro. Bartek Gajewski










WK Dzik powinien jeszcze ich sponsorować
Może tak jest?
Czesc Admin,
Moze tą drogą dostanę odpowiedź na pytanie, kiedy mozna spodziewac sie realizacji zamowienia z GWBAstore”?
A my śledzimy ten projekt niemal od początku i wiemy, że stoją za nim głównie prezes Michał Szolc i… Rafał Juć (skaut Denver Nuggets).
Jest to zdecydowanie nowa jakość w PLK, ale przede wszystkim jakość organizacyjna, za którą podąża (musi!) jakość sportowa. Warto obejrzeć wywiad „„Dziki” przepis na budowę klubu sportowego – Michał Szolc UNCENSORED” na YT – wiele wyjaśnia.
Dziki miały nawet kiedyś drużynę 3×3, ale to już (mamy nadzieję chwilowo) nieaktualne – i to też należy szanować – mają swoje priorytety i się na nich koncentrują.
P.S. Merch mają super, podczas ostatniej sposobności na meczu w Warszawie zakupiona kozacka bluza!
coś w tym jest, że młody trener, pewny swych kompetencji, umiejętnie dobrani ludzie i to się fajnie ogląda, widać, że tu przede wszystkim inteligencja rządzi w klubie, tak powinno być
Barteczku posiwiałeś!
Liczę na pociągnięcie tematu… jest co ciągnąć i będzie o czym pisać… Dziki Prezes nasz wielbiony Michał Szolc (ojciec) chce robić hAmerykańską koszykówkę i wychodzi mu to całkiem sprawnie…
Są ciekawe wywiady na YT z prezesem, są dzikie podcasty na spoty i yt… można się na prawdę mocno wkręcić w tą watahę.
Były trener Szablowski w wywiadzie z ubiegłego roku powiedział
„Wiem, że teraz wszyscy mówią o szybkim bieganiu, rzucaniu i widowiskowych akcjach. Może by dorzucić do tego jeszcze tańczenie, żeby było bardziej widowiskowo, a mecze przypominały show? Uważam, że takie myślenie jest bardzo krótkowzroczne. Mecze trzeba wygrywać, a nie tylko dbać o ładną koszykówkę.”
Jak widać Lego robi coś pod prąd i to fantastycznie działa!
Chłopaki czasami zatańczą i zrobią show i za to ich kochamy!
Liczę że niebawem DZIKI będą stałym tagiem po prawej stronie 😀
„Pomału”.
Tak, dziękuję
Ciekawy artykuł
Tytułem uzupelnienia, pucharn ENBL rośnie z kazdym rokiem, dużo wyzszy poziom np. w tym roku niż rok temu, gdy Dziki skończyły na 3 miejscu. W tym roku w połfinale 2x wygrały z Iraklisem Saloniki, w tym w Grecji, to już całkiem niezłe osiągnięcie, a w finale byli wyżej również niż gospodarz, zespół z bundesligi.
Świetny text! Szacun.
No właśnie podglądałem grę Dzików ostatnio i, szczerze mówiąc, zachęca mnie ona do częstszego zerkania na polskie parkiety. Fajny tekst, dzięki!
Gralem w kosza kilka razy z Michalem Szolcem, załozycielem Dzikow. Podszedl do tego mocno starupowo biznesowo i wspolczesnie. I sa efekty 🙂