Finały PLK oczami koszykarskiego neofity

9
foto główne: Andrzej Romański plk.pl / Piotr Kieplin kkwloclawek.pl

We wtorki i czwartki przypadły kolejne spotkania finałów Polskiej Ligi Koszykówki, a tak się składa, że wtedy też mamy zarezerwowanego Orlika, a po meczu zaplanowany relaks pod parasolami uznanych piwnych marek, więc ostatnie zmagania Anwilu z Polskim Cukrem Toruń śledziłem jedynie do połowy i oglądając skróty. Po rzucie na zwycięstwo Aarona Cela, wyrównującym stan serii w stosunku 2:2, obiecałem sobie, że choćby się waliło i paliło siądę przed ekranem i spokojnie obejrzę cały mecz numer 5. Oczywiście zapomniawszy sprawdzić program TV zarezerwowałem także bilety do teatru na… 9 czerwca, dokładnie w godzinach meczu. Na szczęście wszystko udało się polubownie rozwiązać, a ja zapraszam Was na kolejną relację z cyklu – neofita z zapałem ogląda polską koszykówkę.

Powidoki

Najpopularniejszym przykładem obrazującym zjawisko powidoku, jest spojrzenie w słońce i jego ślad, który widzimy nawet kilka sekund po odwróceniu wzroku. Swoje powidoki związane z NBA ma kilku graczy uczestniczących w tegorocznych finałach Polskiej Ligi Koszykówki i im poświęcony jest ten artykuł. Niektóre powidoki o NBA utrzymują się pod powiekami zawodników już kilkanaście lat, niektóre są niedawne, świeże.

Szymon Szewczyk – piątka z Jordanem

Przetrzebiony kontuzjami skład Anwilu dysponuje obecnie jednym nominalnym centrem, a jest nim 36-letni Szymon Szewczyk. Koszykarz ze Szczecina ma na to jedną odpowiedź: Wiek to tylko liczba.

Draft 2003 roku, z jedynką LeBron, z trójką Carmelo, z piątką Wade, z trzydziestką Lampe, trzydziestką dwójką Luke Walton, a trzy numery po nim Szymon Szewczyk. Za plecami nasz rodak zostawił zawodników, którzy w NBA mieli całkiem udaną karierę, karierę na poziomie występów w All Star Game i Finałów – Zazę Pachulię (#42) Mo Williamsa (#47) czy Kyle’a Korvera (#51). “Szewcu” jednak ze swoimi tribalami na ramieniu, nigdy na parkiecie NBA nie wystąpił.

Pojawił się za to w Summer League gdzie pozostawił po sobie niebagatelne wrażenie, między innymi: 31 punktów i 16 zbiórek przeciwko młodzieżówce 76ers –? ten mecz Szewczyk do dziś uznaje za najlepszy w swojej karierze. Nasz późniejszy kadrowicz spotkał także podczas treningów w Chicago samego Michaela Jordana, zbił z nim piątkę i wsiadł do samochodu, w połowie drogi na kolejny mecz przypominając sobie, że nawet nie poprosił swojego idola o autograf czy zdjęcie. Równo dziesięć lat temu dziennikarz PZKosz zadał Szewczykowi takie pytanie:

– Załóżmy, że mamy 2020 rok, gdzie i jak się wtedy widzisz?

Jestem na zebraniu rodzicielskim, u mojej córki w szkole.

Nie wiem jak to będzie za rok, ale w 2019 Szewzczyk imponuje swoją postawą na boisku w finałach najlepszej polskiej ligi. Gdy trzeba, zastawi kosz, powalczy w obronie, rzuci trójkę czy zaliczy potężny wsad nad rywalem.

Może kariery za oceanem nie było mu dane zrobić, zabrakło pomocy agentów i szczęścia, ale zwiedził szereg silnych, europejskich klubów i do dziś widać, że gra po prostu sprawia mu przyjemność. Najlepsze życzenia gry do pięćdziesiątki i sukcesów w komentowaniu spotkań NBA!

Aleksander Czyż – I have a dream

Czyż to nie przyszły mistrz? – trąbił na swoich łamach Super Express gdy osiemnastolatek, zwany wówczas zdrobniale Olkiem, trafił pod skrzydła Mike Krzyzewskiego w Duke. Wiele wówczas mówiło się o ewentualnym angażu Czyża do drużyny z NBA i nie były to bezpodstawne gdybania.

Patrzę na to wyzwanie pozytywnie, bo chcę trafić do NBA. Trenerzy mówią mi, że jestem świetnie przygotowany fizycznie, mam szansę spełnić swoje marzenia…

W poszukiwaniu większej ilości minut z Duke trafił do Nevady, ale do dziś na YouTube można znaleźć filmik jak pakuje piłkę po podaniu od Setha Curry, podaniu wykonanym… głową.

Ćwierćfinały i półfinały tegorocznych playoffs, 29-letni już Aleksander przesiedział na ławce rezerwowych. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż Czyż wraca po dwóch latach rozbratu z czynną koszykówką, spowodowanego poważną kontuzją, którą rehabilitował zarówno u fachowców w Stanach, jak i w Gdyni. Minuty otrzymał dopiero po tym jak urazu nabawił się Michał Ignerski, i choć rzuty wolne wykonuje w stylu Shaqtin’ a Fool, to na boisko wnosi sporo energii, pozytywnej energii.

Kariera we Włoszech to oczywiście nie poziom wymarzonego NBA, ale trzymam kciuki za realizację planu na przyszłość Czyża, to jest pracy koszykarskiej z młodzieżą. I dużo zdrowia.

Michał Ignerski – telefon za 10 dolarów i Allen Iverson

Pozostałe mecze finału Ignerski zmuszony jest obejrzeć z ławki rezerwowych, ale i tak po trzech latach braku jakichkolwiek aktywności koszykarskich z wyłączeniem gierek z kumplami z Żernik Wrocławskich, Iggy nieźle namieszał w PLK. Ignerski w przeciwieństwie do Czyża i Szewczyka nigdy nie marzył o grze w NBA, za ocean poleciał po naukę i profesjonalny trening. Ponad grę w Stanach przedkładał występy w solidnych klubach Starego Kontynentu, co udało mu się spełnić na dalszym etapie kariery.

Stany nie rozkochały mnie w sobie i z chyba z wzajemnością. Możliwe, że był to brak wiary w siebie w tamtym momencie. Wówczas dobrze radziłem sobie w reprezentacji, rywalizowałem w moim roczniku m.in. z Juanem Carlosem Navarro, Pau Gasolem, Andriejem Kirilenko i wieloma innymi. Wszyscy dostali szansę gry dla swoich krajów, byli w najlepszych zespołach, inwestowano w nich i wypływali na szerokie wody ze swoich państw. Ja nie miałem takiej opcji. Mną zainteresował się Pruszków, który rok później upadł…

Ignerski wspomina, że skuszony przez skautów, którzy wypatrzyli go na Nike Euro Camp poleciał wprost do prywatnej szkółki, gdzieś pośrodku pól Oklahomy, i z marnym angielskim i połączeniami telefonicznymi do domu kosztującymi majątek próbował ułożyć sobie życie w USA. Ponoć po tych doświadczeniach treningi z Urlepem okazały się przyjemnością.

No comparison

W zasadzie nie da się porównać treningów w zespole uniwersyteckim z zajęciami w klubach polskich. Dzieli je przepaść. Treningi mojej drużyny prowadziło pięciu trenerów, asystenci, którzy podają piłkę i opiekują się sprzętem, lekarz, dwóch masażystów. W sumie ekipa szkoleniowa liczyła… 13 osób. Zajęcia trwały trzy godziny, co dwie minuty zmieniane są ćwiczenia i nikt się nie obijał. Tam wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że tylko ciężką pracą można dojść do sukcesów [Ignerski w 2002 roku]

Michał zwiedził w sumie piętnaście klubów, miał okazję występować u boku wielu dobrych zawodników, w tym w Turcji z Allenem Iversonem, będącym u schyłku swojej kariery. Zabawne, że Ignerski miał okazję zagrać z jednym ze swoich idoli, w swojej prywatnej wielkiej trójce umieszcza jeszcze Jordana i Hakeema.

Gdy dowiedziałem się, że Besiktas zakontraktował Iversona, nie mogłem w to uwierzyć. I nie wierzyłem dopóki go nie zobaczyłem w szatni. Nawet przez chwilę myślałem, że to jakiś sobowtór (śmiech). A później był trening i funkcjonował z nami jak każdy inny zawodnik. Niesamowitą frajdą było dzielić z nim szatnię. Był bardzo fajnym człowiekiem, wyluzowanym, towarzyskim. Nie czuł się komfortowo, nie mógł nawet wyjść samotnie, bo zaraz otaczał go tłum.

Myślę, że akurat Ignerski to osoba spełniona zarówno na polu koszykarskim, jak i osobistym. Nie ujmując nic Twardym Piernikom, głównie z jego powodu życzę mistrzostwa Anwilowi, gdyż brakuje go w dorobku Ignerskiego.

Przemysław Karnowski – Z Gonzagi do Torunia

Era sukcesów:

Nagroda imienia Kareema Abdul Jabbara dla najlepszego środkowego NCAA. Karnowski Burger w Spoken. Materiały o ciężkiej walce o powrót do zdrowia emitowane w amerykańskiej telewizji. Maski ze swoją podobizną na twarzach tysięcy kibiców March Madness. Statystyki w barwach Gonzaga Buldgos: 12.2 punktów i 5.8 zbiórki. Rola lidera. Spekulacje o wyborze w drafcie.

Chcę się bić o NBA [Karnowski rok 2017]

Czas obecny:

Rozczarowujący sezon w Hiszpanii połączony z dalszymi problemami zdrowotnymi. Kontrakt z Polskim Cukrem Toruń…

Nie traktuję tego jako krok w tył. Tak potoczyły się moje losy. Podniosłem się po ciężkiej kontuzji pleców, miałem dobry sezon, później złapałem kontuzję w połowie rozgrywek w Hiszpanii, a gdy się wyleczyłem, nie dostawałem wielu szans. Dlatego postanowiłem wrócić. Mam nadzieję, że w Toruniu popracuję nad formą. Niestety urazy mnie nie omijają, ale mam nadzieję, że w nowym roku będzie coraz lepiej.

Podoba mi się realistyczne podejście do koszykówki jakie prezentuje Karnowski, wielu ciężko byłoby odnaleźć się w polskich realiach po ogromnym szumie medialnym jaki panował wokół jego osoby po występach w Final Four. Zrzucił kilka kilogramów, zagrał w kilku spotkaniach, w jedenaście minut rzucając średnio 6 punktów. Ostatni post jaki wrzucił na facebooka pochodzi z 24 maja: “Operacja kontuzjowanego Achillesa udana. Rehabilitację zaczynam od wtorku”. Plus zdjęcie na szpitalnym łóżku z podniesionym kciukiem.

Podobnie jak wszystkim poprzednikom, życzę zdrowia i wiele motywacji.

Mecz

Teatr zamieniłem na przeciętny mecz. Pojawiam się i znikam, taka rola Magika – ten wers pasuje do liderów obu zespołów, którzy jeden mecz grają cudownie, by w kolejnym całkowicie przejść obok widowiska (lub zmagać się z urazem). Dużo szarpaniny, strat, dziwacznych wybić z autu i faulów ofensywnych. Mnóstwo zbiórek na atakowanej tablicy zebrali gracze Twardych Pierników i tym według mnie wygrali piąte spotkanie. Na pewno nie była to reklama godna tych ofensywnych przecież, finałów PLK.

Bogusław Linda skomentował swego czasu film Andrzeja Wajdy, Powidoki, tymi słowy:

Muszę jeździć za niego, po całym je%anym świecie i świecić ryjem we wszystkich miejscach.

Szewczyk, Czyż, Ignerski czy Karnowski – żaden nie ma się czego wstydzić, za nikogo z tego towarzystwa ryjem świecić nie trzeba. Zdrowie, szansa, chęci – kombinacja tych trzech zmiennych sprawiła, że nie mogliśmy oglądać ich nigdy na parkietach NBA. Ale, Panowie i Panie – możemy śledzić ich losy w rodzimej koszykówce, i róbmy to – bo warto. Kolejne spotkanie finałowe, w którym Anwil będzie próbował przedłużyć swoje szanse na obronę tytułu odbędzie się w środę we Włocławku o godzinie 17:30. Zapraszam i polecam.

[Grzesiek]

Ostatnie Wpisy

9 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    xd troche zapomniales o najwazniejszym fragmencie cytatu lindy, generalnie wstawianie czegos takiego tutaj jest mocno niesmaczne

    (0)

Gwiazdy Basketu