Gorące wnioski przed meczem finałowym NBA Cup

20

Patronami dzisiejszego odcinka są Piotr Sablik oraz Own, dziękuję uprzejmie, herbatkę wypiłem elegancko za Wasze zdrowie chłopaki! B

Co się aktualnie wydarza w NBA? Można powiedzieć, że oczy koszykarskiego świata zwrócone są na Las Vegas, gdzie dziś (jutro) o 2:30 w nocy zmierzą się partyzanci Doca Riversa, czyli Milwaukee Bucks wraz z wojowniczymi kotami z Oklahoma City. Pięciopunktowym faworytem bukmacherów są ci drudzy, ale ponieważ to tylko jeden mecz, wszystko może się zdarzyć. 

Pytanie brzmi, jaki wpływ na postawę Milwaukee będzie miała presja na piłkę, którą z pewnością zaproponują Thunder. W pierwszych piątkach zobaczymy:

Damian Lillard – rozstrzelany gwiazdor Bucks, który niedługo może mieć kłopoty, już ma kłopoty, bowiem Thunder doskonale kryją akcje pick and roll, a ich uwagę od zawsze i na zawsze przykuwa gość z piłką. Dame tak się składa, że aż 40% swoich zdobyczy w tym sezonie osiąga poprzez PNR, zaś kolejne 21% pochodzi z akcji izolacyjnych oraz tranzycji, gdzie obrona OKC także dominuje. To będzie więc bardzo trudny mecz dla rozgrywającego Milwaukee.

Nie ma znaczenia kto będzie siedział mu na biodrze, kto przejmował, na zasłonie z wysokim zobaczy na chwilę wielkie cielsko środkowego Hartensteina, a zaraz potem wracającego obrońcę, całą noc będzie miał rękę na twarzy. Problem polega na tym, że tutaj nie będzie na kogo polować w ataku, bo OKC nie wystawia na parkiet słabych obrońców, Każdy jeden zakapior, z nieprzeciętnie długim rozstawem osi albo bardzo waleczny i przewidujący, jak Alex Caruso. 

No i uwaga, bo tutaj trzeba będzie wyczuć moment, wykorzystać nieuwagę rywala, tu i tam wyszarpać faul, ale głównie skupić się na nie hamowaniu gry i podaniach. Trzeba będzie przełknąć gorzką pigułę, zejść do rogu, zrobić miejsce kolegom. Powalczyć na innych polach i płaszczyznach. Momenty przyjdą, ale trzeba cierpliwie czekać, Lillard nie może forsować.

Warto się przyjrzeć, bo ten występ może określić jego przynależność do najlepszych, ustawić w bieżącej hierarchii ligi. Na miejscu trenera Riversa umieściłbym Dame’a w roli „dwójki” szukającej rzutu na zasłonach bez piłki, ale tego chyba jeszcze nie przećwiczyli. Akcje catch and shoot, czy wszelkiego rodzaju spot up, stanowią zaledwie 9% zdobyczy punktowych Lillarda w tym sezonie. 

Z oczywistych powodów jego zdobycze punktowe winny wypaść dziś poniżej średniej (25.7) więc jeśli jesteście odważni, stawiajcie. Wiedzcie jednak, że linie punktowe gwiazd to najlepiej przebadane / przeanalizowane rynki i z reguły nie opłaca się ich grać. 

Andre Jackson – starter wyłącznie z nazwy, teoretycznie najlepszy, a przynajmniej najbardziej sprawny obrońca Bucks na piłce, którego motoryka pozwala zespołowi wywrzeć niekiedy presję na rywalach, ale tym razem to nie zadziała. Shai się co najwyżej uśmiechnie na jego widok. Jackson jest niedoświadczony, a przede wszystkim ma ograniczoną mocą rażenia. Zagra 14-18 minut jeśli mnie pytacie, bo dla Thunder będzie pierwszym gościem, od którego będą szły podwojenia i wie to każdy członek sztabu szkoleniowego po obu stronach barykady. 

Taurean Prince – tutaj także minuty ograniczone, bo owszem może dać jakość w roli strzelca, ale jednak rasowym snajperem nie jest, a ideą Riversa jest aby otoczyć Giannisa maksymalnie dostępną kompetencją strzelecką. Walor kolegi Prince’a leży w ogólnie pojętej wszechstronności, ale podejrzewam, że gros jego minut przejmą ponownie bardziej rozstrzelani, albo może naturalniej rzucający AJ Green i Gary Trent Junior. Żaden z nich nie zrobi różnicy w obronie, oni mają stanowić o spacingu. 

Giannis Antetokounmpo – tytan, cholerny pancerfaust, który gotów jest wygrać ten mecz w pojedynkę. Jeszcze się taki nie urodził, który by go w pojedynczym kryciu zatrzymał, a ponieważ Thunder rzucą na niego dwóch, zdecyduje trzeźwość umysłu Giannisa. Czy się przebić na siłę, czy podać, czy i kiedy rzucać z półdystansu (ostatnio nieźle mu idzie). Będą momenty brzydkie, ataki bez jednego nawet podania na połowie rywala, ale to właśnie decyzyjność Giannisa powie nam czy Milwaukee zostaną w grze do końca czy zostaną z tyłu. Wiele się mówi o przewagach szybkościowych OKC, jak się Greek Freak zezłości, to Wam pokaże przewagi szybkościowe…

Brook Lopez – facet, który miał się już dawno skończyć, ale tymczasem on wciąż się zaznacza. W półfinale pucharu przeciwko Atlancie, jeśli zauważyliście, albo pamiętacie, ilekroć pojawiała się trudna chwila, ten z uśmiechem na ustach dostarczał. Tutaj blok, tam trójka, kiedy indziej twarde przebicie na kosz, gdzie warunkami fizycznymi jest dla Thunder jak ojciec dzieciom. Obawiam się, że gra będzie dla Lopeza nieco zbyt prędka dlatego sporo zależy od skuteczności oraz umiejętności kontroli tempa przez Milwaukee.

Czysto teoretycznie powinni wygrać zbiórkę, mają komu wrzucić piłkę w środek, mają przestrzeń. Jeśli się nie dadzą zanadto przyspieszyć, Brook znów może nam błysnąć. Gdy dostanie odrzut na obwód, nic mu nie zrobisz. Jak w tempo złapie i jednym kozłem wejdzie w pole trzech sekund możesz co najwyżej faulować. Jeśli zaś będzie musiał gonić Giannisa, bo temu puszczą styki i zacznie dymić czapka, wtedy pozamiatane. 

Z drugiej strony wystąpią:

Shai Gilgeous Alexander – nic mu nie zrobią, Trae Young zdobył ponad trzydzieści oczek od wejścia wymuszając faule wedle uznania i docierając w dowolną przestrzeń parkietu. Ten gość i tak zdobędzie swoje. Propozycją ekipy Milwaukee będzie zapewne pozwolić mu grać ograniczając przy tym synergię, wkład pozostałych. Thunder już to jednak wszystko przerabiali. SGA musi trzymać deskę, bo z tym może być ciężko, zbierać i pchać grę do przodu. 

Cason Wallace – wyborny obrońca na piłce, biegacz, a zarazem niedoceniany strzelec. Mnie najbardziej podobają się jego ścięcia, wzdłuż linii końcowej i ogólny poziom energii. 

Lu Dort – nabity jak lufa ruskiego czołgu, a przy tym bardzo sprawny obrońca, o skrętnych biodrach i wyczuciu. Będzie siedział blisko Giannisa, wchodził mu pod nogi, kwestią najważniejszą będzie komunikacja z kolegami, ale to już opanowali.

Jalen Williams – przyszły gracz All-Star, mam nadzieję już od najbliższej edycji, drugie płuco zespołu obok SGA. Gra efektywnie jeden na jeden, fajną chemię złapał po zasłonie z Hartensteinem i kwitnie również jako podający / facilitator. Zwróćcie uwagę jak potrafi udzielać pomocy w obronie. Atletycznie top, kradnie piłki jak młody cygan, walczy na tablicach, gra na czterech pozycjach. 

Isaiah Hartenstein – wielki facet, którego potrzebowali w klubie. Ambitnie bije się na deskach, lubi grę na kontakcie, masowanie, tarcie i trykanie. Jego największym walorem jest to, co robi po zasłonie. Decyzyjność z piłką na tzw. short rollu, przegląd pola, podania. Gra jak George Mikan, pierwszy prawdziwy „obrotowy” w dziejach koszykówki. Kiedy trzeba siedzi na małym, drobi na nogach, energetyczny gość. 

Rotację zespołów wychodząc z ławki rezerwowych dopełnią:

Bobby Portis – trener mocno na niego liczy, przyjdą momenty że trzeba będzie wziąć rzut na siebie, zagrać siłowo. Wątpię by mu Thunder dali się rozwinąć tyłem do kosza, ale fakt, że nikt jego gry post up nie ustoi. Ponownie, kluczem będzie egzekucja, tempo, poddanie się presji lub trzymanie się swoich założeń. Może być tak, że Portis nam na parkiecie zniknie, oby nie. 

Khris Middleton – dwa tygodnie temu dopiero wrócił na parkiety po, jak to się ładnie określa, bilateralnej operacji stawu skokowego. Po naszemu, obie kostki mu czyścili z odłamków. Brakuje mu zdrowia, to wpływa na dokładność, technikę i decyzje. Świetnie się rozumieją z Giannisem, Krzysiek jak nikt potrafi wyprowadzić kolegę na pozycję, a na jego pull up (rzut po koźle) z półdystansu wciąż nie ma mocnych. Khris to jednak propozycja na dwadzieścia minut. Nie ustoi w obronie większości rywalom.

Gary Trent Jr – natural born shooter. Trochę gamoniowaty bywa, ale gdy mu się oko zapali i nadgarstek zapłonie, trafia seriami. Jakby dziwnie nie wyglądał i się nie zachowywał, każdy wie, że trzeba go kryć, nie wolno zostawiać samego na obwodzie. Mocne stosunkowo ciało, nie jest dobrym obrońcą, może nie tyle jeden na jednego, co bez piłki. Gubi się na zasłonach, nie stanowi jako obrońca z pomocy, więc trzeba jego bytność na parkiecie odpowiednio dozować.

AJ Green – niewysoki, ale zadziorny biały chłopak, który trójkę wyssał z piersi matki. Doc ukochał go jak syna, gra nim długie minuty ciągiem, bo jako catch and shooter, AJ czuję się jak ryba w wodzie. Każdą pozycję pali. Fajny chłopak, tylko jeszcze dla niego chyba za wcześnie. 

Zmiennikami w OKC będą: 

Alex Caruso – doskonale znany kibicom NBA. Topowy obrońca branży na pozycjach 1-3, jak się Wallace zmęczy, będzie ścigał Lillarda, którego miejcie w swych modlitwach przed spaniem. Genialnie nawiguje zasłony, nienaganny technicznie, mobilny, skoczny, nie zniechęci się i nie odpuści ani na moment. Normalnym stanem jest, że z głowy leci mu para. 

Isaiah Joe – początkowo miałem go za gracza pokroju Lou Williamsa, ale chyba udzieliły mu się zwyczaje panujące w OKC. On także rozwinął się jako obrońca, choć pewnie mu dodaję. Wiecie jak jest, gdy wszyscy zachrzaniają i przeciwnik się gubi, łatwiej wyglądać kompetentnie. Bardzo sprawne dłonie, pełen pakiet manewrów separujących, płynny rzut. 

Kenrich Williams – oszukany center, którego najmocniejszą stroną jest wszechstronność defensywna, nie weźmie na siebie najmocniejszego uderzenia rywala, ale wszelkiego rodzaju podwojenia i stopowanie akcji rywali to jego świat. No i trójka, ostatnie dziesięć meczów to dwanaście trafień na prawie pięćdziesięcio-procentowej skuteczności. Innymi słowy, nie rzuca, nie zaznacza się, chyba że ma przestrzeń. 

Aaron Wiggins – kolejny atleta o długich ramionach, rzucający zza łuku, kozłujący, bijący się o piłki. Na tle chłopaków prawie niewidoczny, pewnie nie rozpoznałbyś go na zdjęciu, ale bardzo pożyteczny. 


Jak więc do tego meczu podejść? Motorycznie zespół z Oklahomy zjada rywali odwłokiem. Liderują w lidze pod względem punktów zdobywanych po stratach rywala, a zarazem tracą ich najmniej w lidze po stratach własnych. Są super sprawni i co chwilę na parkiet wchodzą nowi, piłka jest po ich stronie. Jeśli zaproponują szybkie tempo od początku do końca i będą względnie skuteczni – wygrają. Jeśli napadną Bucks, a ci dadzą się przyspieszyć, ulegną presji – wygrają. Jeśli ekipa Doca Riversa nie będzie trafiać dalekich rzutów – wygrają. 

Z drugiej strony, przewagi fizyczne Bucks w linii podkoszowej są więcej niż zauważalne. To jest NBA, a nie liga podwórkowa, nie możemy zakładać, że jedni drugich zamrożą i sparaliżują. Lillard widział już w karierze wszystko, wliczając tandem młody Jrue Holiday i jeszcze młodszy Anthony Davis – seria playoffs z Pelicans, pamiętacie? Tylko wtedy nie miał Giannisa u boku. No i właśnie, gra dwójkowa z Antetokounmpo określi wiele.

To jest jeden mecz, trzeba walczyć do końca, nawet jeśli z początku nie idzie. Jak będą grać „swoje” gwizdki mogą pójść w ich stronę. Na pewno będą musieli przetrwać wczesny napór Thunder, spróbować wyautować Hartensteina. Jest sporo elementów, w których mogą, a nawet muszą szukać przewag. Przede wszystkim spokój. Dla kibica, zwłaszcza niedzielnego, to powinien być emocjonujący mecz, jak zawsze: niech wygra lepszy!

Kluczowa statystyka: 

  • Milwaukee są na 26. miejscu NBA pod względem punktów zdobywanych w polu trzech sekund
  • Oklahoma City traci najmniej punktów w polu trzech sekund w NBA
  • jeśli ekipie Doca nie siądzie trója, mecz może się skończyć po trzech kwartach, oby nie!

Na kogo stawiacie? W zeszłym roku przypominam, wygrały warunki fizyczne LeBrona i Davisa. Gwizdki powinny być twardsze niż zwykle, ale właściwie komu to sprzyja? Jak to się mówi: put your money, where your mouth is! b

1 komentarz

  1. Array ( )
    trapped in a corner 17 grudnia, 2024 at 22:16
    Odpowiedz

    Zawsze sympatyzuję z underdogami więc mam nadzieję, że tak tutaj nielubiani Rivers i Lillard powiozą OKC. Smacznej szklanki admin 😉

    (10)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Heh… obrotowy… łezka w oku się zakręciła. Milion lat temu w 92 albo i 93 na obozie koszykarskim w Świeradowie odwiedził nas kolega naszego trenera ŚP Henryk Wardach aby pokazać nam właśnie rolę obrotowego. U nas /roczniki 78-80 najwyższy wtedy gość miał 190 😀/ a tu gracz extraklasy 208 i ze 130 kg. Olbrzym.
    Przygoda na całe życie a i półhaczek się przydaje. Ech kiedyś Panie to byli czasy…
    Dzięki Panie Admin!

    (13)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    No dobry art. Ale mnie zastanawia inna rzecz. Jakby zapuscic bardzo długie włosy i grając w ofensywie by dotkneły gracza przeciwnika, to były ofensywny faul czy defensywny?

    (0)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Wygra ten komu lepiej siądą 3ki jak w 80% meczów obecnej NBA. Może być blisko remisu, albo +30 dla każdej ze stron. Mogą być wielkie come-backi jak w wielu ostatnich meczach lidze.

    (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Tak się skończyło jak pisałem. OKC zupełnie nie siedziała 3ka i przegrali. Mogą mieć lepszych graczy, lepszych obrońców, trenera i wysoko przegrać.

      Koszykówka od kilka lat to rzuty 50% rzuty za 3. Kto je wygra ten zwykle wygrywa, a reszta to mniejsze lub większe tło. Dlatego wywaliłem league-passa.

      (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    OKC ich wciągnie nosem. I nie chodzi tu o Doca Riversa ;).

    Pierwsze miejsce West kontra „średniak” z East. To musi być wygrana OKC. Ale to tylko jeden mecz, więc wszystko zdarzyć się może.

    Swoja drogą zastanawia mnie, że kilka „gwiazd” z konferencji Zachodniej nie zgada się i nie przeniesie na duży rynek wschodni. Tam jest sporo łatwiej o play offy. Na Wschodzie o play offy walczy Detroit, Nets… Brak pytań jaka ta konferencja słaba…

    (-3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Dobra, fajny epicko art, ale mamy XXI wiek. Należy się napisać, kto tam będzie dziubał trójkę w okolicach 40%, bo to przecież tyle w temacie taktyki. Odpowiem statystycznie z tego sezonu: Bucks 39%, z tego Lylard 37%, natomiast OKC 35%, z tego Shae 34%. Dziękuję, do widzenia.

    (6)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    hmmmm…. chyba stres zjadł OKC. Albo „poszaleli” w kasynach 😉
    Bo taka skuteczność to chyba pierwszy raz w tym sezonie….
    Bucks zadbali o zbiórkę, Gianis dał popis wszechstronności a reszta też dojechała, choć zabrakło Middeltona.
    Lubię NBA za zaskoczenia!

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu