NBA: zostałem fanem Toronto Raptors | Ja Morant czy Klay Thompson, kto ma rację

20

Dzień dobry, dziś poniedziałek, więc zjawiam się na łamach GWBA. Zjawiam jak zjawa, jak we filmie o tym właśnie tytule, jak Leonardo DiCaprio walczę z niedźwiedziem. A Wy jak tam w pierwszym dniu tygodnia pracy? Każdy ma swojego „niedźwiedzia” co go przygniata albo wręcz chce rozerwać na strzępy, co nie? Życie bywa ciężkie, ale walczmy jak Leo!

Patronami dzisiejszego odcinka są Tomek Serafinowicz oraz Adrian B – dziękuję uprzejmie Panowie, zapraszam do lektury. Klasycznie zacznijmy od bieżącej tabeli NBA, w której to pozwoliłem sobie „na zielono” zaznaczyć zespoły, które zaskakują pozytywnie. 

Los Angeles Lakers z bilansem (12-4) świecą na zielono choć dziś w nocy nie popisali się w końcówce meczu z Utah. Wygrali psim swędem, w ostatnich trzech minutach jedenaście oczek prowadzenia zmitrężyli. Usprawiedliwienia można szukać w braku DeAndre Aytona pod obręczą, bądź co bądź facet to sprawny i zasięg ma potężny. Chłop w pierwszej kwarcie kontuzjował prawe kolano, które przyjęło zderzenie z rywalem. 

W rezultacie zespół JJ Redicka kończył zawody w Maxi Kleberem na placu, a Jazz trzykrotnie wjeżdżali w pole trzech sekund jak do siebie. Dwa bardzo kiepskie rzuty oddali Reaves (22 punkty 10 zbiórek 4 asysty) i James (17 punktów 6 zbiórek 8 asyst), Luka (33 punkty 11 zbiórek 8 asyst) stracił piłkę, chłopakom wyraźnie odcięło prąd. Szczęśliwie wybronili się w ostatniej akcji. Zobaczcie jeśli macie chęć: 

Tym niemniej, Lakers grają bardzo przyzwoity basket w tym sezonie, a oto parę wskaźników: 

  • bardzo dobre shot quality / wysoka skuteczność rzutów (51%) ax aequo pierwsze miejsce z Denver
  • to już walor posiadania w zespole Luki czy Jokera, którzy są po prostu genialnymi playmakerami
  • drugie miejsce w lidze pod względem wymuszanych rzutów wolnych, również „efekt Luki”
  • niezła defensywna zbiórka 
  • potrafią spowolnić co niektóre szalone, zazwyczaj młodzieżowe ekipy
  • sporo strat popełniają, ale także wymuszają
  • całkiem nieźle wracają do obrony

Nie jest to z całą pewnością roster na poziomie mistrzowskim, brakuje motoryki, zabraknie także kompetencji strzeleckich w playoffs, ale dopóki piłka w grze, cieszmy się, bo końcówka kariery LeBrona Jamesa przypada w zespole bijącym się o drugą rundę playoffs. 

Druga z ekip „na zielono” to jeśli spojrzycie w górę, Phoenix Suns. Kontuzjowana „druga opcja” Jalen Green, kontuzjowana „trzecia opcja” Grayson Allen, Devin Booker zazwyczaj podwajany wściekle, wycinany z gry, zagryzający zęby, ale pełniący wszystkie obowiązki fundamentu zespołu, biorący na siebie, co się da. 

Osiem wygranych w ostatnich dziewięciu meczach, w tym jedna, minimalna porażka z szalonymi ATL Hawks! Trója siedzi, piłki kradną, na własnej tablicy walczą, maksymalizują to, co mają. Bardzo eksponowaną postacią (z musu) jest w tym momencie Dillon Brooks, któremu w to graj! Oto parę ostatnich występów szalonego Kanadyjczyka: 

  • 32 punkty 12/18 z gry vs IND
  • 34 punkty 14/25 z gry vs ATL
  • 22 punkty 8/17 z gry vs MIN (0 tym meczu zaraz opowiem)
  • 25 punktów 10/24 z gry vs SAS 

Rywale każą mu rzucać, więc rzuca bez zastanawiania. Psychikę ma mocną, pewność siebie niezachwianą i czasem to wystarczy. Grunt to wierzyć w siebie i robić wiatr. Suns na pewno poszli w dobrym kierunku stawiając na graczy pokroju 3&D, a zatrudnili ich w ostatnim czasie całkiem sporo: Allen, Brooks, O’Neale, Dunn, Hayes-Davis. Za trójkę rzucać potrafią także gracze na piłce, Gillespie czy Goodwin, ale dopóki nie wróci Green, to wciąż jest tylko próbka, niepełny produkt. W każdym razie, gwiazdor Devin Booker jest w swym prime, a do współpracy dostał ludzi solidnych, którzy pasują do niego kompetencjami. 

Wspomniałem o piątkowym meczu z (faworyzowaną) Minnesotą. T-Wolves prowadzili ośmioma punktami na minutę do końca, a Devin Booker siedział wyautowany na ławce, z sześcioma faulami na koncie. Następnie: 

  • zezwolili na ofensywną zbiórkę, dobitkę spod kosza (-2)
  • Edwards leniwie podał z autu, po przechwycie zaraz dostali tróję w pysk (-5) 
  • Randle stracił piłkę próbując wjechać w rywala i wymusić faul 
  • poszła kontra i kolejne dwa punkty Suns (-7)
  • Randle znów podał do rywala, ale się uratował, bo sędziowie odgwizdali faul Brooksa
  • sfaulowany Edwards spudłował dwa rzuty wolne! (-9)
  • Collin Gillespie wjechał na trzeci metr i wbił dwa punkty po wybiciu z jednej nogi (-11)
  • Wolves nie mieli już dostępnej przerwy na żądanie, na budziku pozostało sześć sekund
  • podwojony Edwards podał do Randle’a ten niespiesznie doszedł na dziewiąty metr skąd rzucił przez ręce…

Teraz tak, pisałem parokrotnie, że Wolves są solidni, że mają dobrze obsadzone kluczowe role. Co nie zmienia faktu, że jako drużyna potencjalnie mistrzowska, to tu tegoż potencjału nie widać, bo go po prostu nie ma. Przeanalizowałem nieco dokładniej ich mecze i wyobraźcie sobie, że bilans (10-6) można rozbić na następujące elementy: 

  • 10-0 przeciwko drużynom poniżej 50% zwycięstw / tankowcom
  • 0-6 przeciwko drużynom powyżej 50% zwycięstw! 

Innymi słowy, nie jest to najmądrzej prowadzona drużyna, coraz bardziej bezzębny weteran Mike Conley nie zaprowadza już porządku na piłce, o której decydują dwa wariaty Edwards i Randle, a to po prostu nie są dwa najostrzejsze noże, jakie znajdziesz otwierając kuchenną szufladę. 

Na wschodniej zaś mapie pozwoliłem sobie zazielenić Miami Heat, którzy całkowicie przemodelowali sposób gry. Przede wszystkim, od lat dziewięćdziesiątych, żaden zespół NBA nie grał szybszych akcji. Tempo 106 posiadań w meczu to o dziesięć (!) więcej niż zespół Phoenix Suns pod wodzą Steve’a Nasha, o których mówiło się „Run and Gun” albo „5 seconds or less”. 

Oni po prostu lecą, po zbiórce, po przechwycie, po straconych punktach, bezlitośnie polują na łatwe punkty, błędy ustawienia czy słabe płuca oponentów. Ostatecznie ta żelazna dyscyplina i całe Heat Culture, któremu patronuje Pat Riley, na coś wymiernego się przekłada. Wielce niewygodni są do grania, zauważyłem już, że rywale dostając Miami w meczu dzień po dniu, najczęściej odpuszczają, albo „restują” czołowych graczy. 

Wrócił Bam Adebayo i trzyma szósty metr w obronie, jak zawsze. Strzałem w dziesiątkę okazało się sprowadzenie Normana Powella, bo to niewyczerpane źródło punktów, zwłaszcza gdy dostanie piłkę w ruchu i ma przestrzeń wokół siebie. Po mistrzowsku wymusza faule rzutowe (tej nocy trzy razy faulowany był za trójkę) skacze wysoko w górę, bardzo jest dynamiczny jako strzelec. Warto dodać, że Heat praktycznie nie grają pick and rolla, nikt też nie wystaje w okolicach linii rzutów wolnych o ile nie mierzą się z obroną strefową. 

Wszystko oparte na ruchu ciał, czytaniu gry, reagowaniu, indywidualnych przewagach. Na rozegraniu w tym tempie / stylu kwitnie dynamiczny Davion Mitchell, imponujące występy zalicza Kel’el Ware, bo albo trójka albo dobitka, albo zbiórki. Szóstym zawodnikiem jest świetny Jaime Jaquez, facet ma technikę do gry 1v1, ale gra w stylu wiecie kogo, Australijczyka Josha Giddeya. Koniec końców, w oparciu o szaloną motorykę, koszykarskie IQ oraz pieczę trenera Erika Spolestry, panowie zaliczają bilans 11-6, co mnie bardzo cieszy, bo przed sezonem postawiłem, że wygrają przynajmniej 38 meczów sezonu regularnego. 

Lada moment ma wrócić Tyler Herro, więc będzie kim pracować, oby tak dalej! 

Na koniec czwarta, zaznaczona na zielono ekipa, czyli Toronto Raptors. Kolejny raz chwalę zaangażowanie chłopaków, dużo bardziej niż w Nowym Orleanie podoba mi się Brandon Ingram, a każdy z czwórki super talentów (Ingram, Barrett, Barnes i Quickley) ma tu swoje poletko, swoje mocne strony demonstruje w zależności od matchupu. To jest wlaśnie fajne, u każdego rywala definiują słabość, w którą próbują bić ile się da. Słabe transition D? Scottie Barnes biega z piłką po zbiórce. Słaba obrona hand-offs, uruchamia się najszybszy Quickley. Brak rim-protection? Barrett jedzie na faul, bo penetrację ma najlepszą. Słaba obrona ISO i brak podwojeń? Błyszczeć zaczyna go-to-guy Brandon Ingram

Cała reszta to całkiem sprawny już switching D na górze i mocna praca na własnej desce. Wyniki nie dziwią, bilans 12-5 to lepiej niż ktokolwiek by pomyślał. Bardzo solidne wsparcie tu jest także: Poeltl na centrze wszystkich młodych środkowych zazwyczaj leje i przepycha. Shead na piłce mija i podaje. Dick robi zamieszanie poruszając bez piłki, Mamukelashvili ma swoje momenty, zwłaszcza gdy jakiegoś zawalidrogę trzeba wyciągnąć spod obręczy. Wszyscy bardzo sprawnie biegają, podoba mi się. Warto zauważyć: Raptors zdobywają najwięcej lidze punktów z kontrataku, a więc ma to wszystko sens, co widzę i opisuję. 

Other NBA news

-> 40-letni Chris Paul ogłosił, że po tym sezonie definitywnie kończy karierę zawodniczą. Teraz ilekroć pojawia się na parkiecie, witają go oklaski. To miłe. Na podsumowania przyjdzie oczywiście jeszcze czas, ale gdybyście nie wiedzieli albo nie pamiętali, mówimy o gościu, którego średnie kariery to: 16.9 punktów 9.2 asyst 4.4 zbiórek 2.0 przechwytów oraz 37% zza łuku na dystansie dwudziestu jeden sezonów NBA. 

-> RJ Barrett doznał kontuzji kolana. Dziś w nocy niefortunnie spadł na parkiet po wsadzie piłki do kosza. Mówi się o skręconym kolanie, mam nadzieję, że to tylko chwilowa niedogodność. Swój pierwszy mecz w tym sezonie dziś w nocy opuści także Kevin Durant, którego zatrzymują sprawy rodzinne. Aaron Gordon z Denver, z kolei ma naciągnięte ścięgno udowe i wypada na co najmniej cztery tygodnie. 

-> Detroit Pistons rządzą (14-2) we wschodniej konferencji. Mają niebagatelną przewagę fizyczną (Duren, Stewart, Cunningham) oraz fajnie rozłożone akcenty. Tutaj przykład ich współpracy, efektowny zwłaszcza z tej perspektywy / kamery, zobaczcie: 

Na koniec jeszcze o niedawnej „kłótni” Ja Moranta i Klaya Thompsona, który został przez rywala nazwany „menelem / śmieciem” [bum]. W każdym razie kimś, kto zespół swój osłabia, a rywale na niego polują. Nieeleganckie bez względu na ostatecznie przyjętą definicję. Odpowiedź weterana parkietów: 

Żadnej głębi ani inteligenckiego rysu. Co mu ślina na język przyniesie to klepie, tak od dłuższego czasu. To zabawne, że najwięcej gada, gdy siedzi na ławce. To w sumie największe osiągnięcie jego dotychczasowej kariery, klepać jęzorem [Klay]

Panowie nie lubią się wyraźnie, a prawda jak zawsze, leży po środku. Jeden i drugi ma nieco racji, nie uważacie? Z jednej strony paluch przy twarzy, zwłaszcza tak „udekorowanego” rywala nie przystoi liderowi zespołu. Z drugiej strony to rywalizacja, a Ja Morant jest po prostu sobą, troglodytą, po którym nie powinno się spodziewać niczego ponad małpie wyskoki. Z jeszcze innej strony, z całym szacunkiem do przeszłych osiągnięć Klaya, widząc go „pojedynkach biegowych” z młodzieżą NBA, bardzo źle się to czasem ogląda, a ego strzelca wciąż pozostaje spore, Klay wciąż chce grać w pierwszej piątce i oddawać najważniejsze rzuty, jak w tym meczu… co myślicie?  

No dobrze, miłego wieczoru życzę wszystkim Państwu. Wrzucę może kolejny kawałek mojej książki „I Love This Game II” próbując namówić Was na świąteczny zakup, a co mi tam: 

Którego z obecnych szkoleniowców NBA cenię najbardziej

Przy założeniu, że Gregg Popovich zakończył już karierę szkoleniowca, a zespołem San Antonio Spurs zawiaduje w roli doradczej, z tylnego rzędu, aktualnie wyróżniłbym trzy trenerskie nazwiska.

Steve Kerr (59 lat) – inteligentny facet, choć jak dla mnie nieco pozbawiony charyzmy. Wkurza mnie u niego zaangażowanie polityczne, ale jako syn zamordowanego amerykańskiego aktywisty, profesora uniwersytetu w Libanie, od polityki w swoim życiu nie ucieknie. Kerr ma wielkie szczęście, że trafił mu się w zespole taki geniusz jak Stephen Curry, który samą swą obecnością, talentem strzeleckim i pracowitością wymusza na współpracownikach wielki poziom zaangażowania. Co mam na myśli?

Wyobraź sobie, że przychodzisz na trening i wydaje cię się, że jesteś przygotowany. Wtem odpala się Curry maszyna, podaje piłki i rozpoczyna rajd. Slalomem biega w kółko, szuka miejsca do oddania rzutu, trafia kolejne trójki, a ty nie jesteś w stanie nadążyć. Palą cię płuca, myślisz i reagujesz za wolno, co decyzja to kiepska. Błyskawicznie zdajesz sobie sprawę, że to nie szkółka niedzielna koszykówki, ale najlepsza liga na świecie i jeśli masz być partnerem dla tego genialnego faceta, pora brać się za siebie. Ostatecznie albo ambicjonalnie podchodzisz do pracy albo wypadasz. Trener nie musi wiele mówić, zawodnicy sami to czują.

Kerr jako zawodnik współpracował między innymi z Michaelem Jordanem, Philem Jacksonem, Greggiem Popovichem czy Timem Duncanem, więc perspektywę ma na pewno szeroką i do dziś potrafi zaskoczyć taktycznie. Ma też myślę skuteczne, relacyjne podejście do graczy stąd między innymi jego wcześniejszy angaż przy Team USA. Wie jak podejść nawet skomplikowane albo skrajnie emocjonalne jednostki jak na przykład Kevin Durant, czy Draymond Green, i to się ceni. Jako czterokrotny mistrz trenerski NBA z pewnością zasłużył na wyróżnienie.

CZYTAJ DALEJ NA: 
sklep.gwiazdybasketu.pl/

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki, rzeczywiście Raptors to (na razie) zaskoczenie sezonu, widać jak wiele zależy od dopasowania, czasem klocki które gdzie indziej nie pasowały składają się zaskakująco w całość. Transformacja Suns także zdumiewająca.

    (11)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    A co myślisz o San Antonio, ich pomyśle na drużynę i aspiracjach mistrzowskich w kolejnych sezonach?
    Ja tam raczej wbrew większości opinii uważam że San Antonio już przespało pierwszy moment na naprawdę zbudowanie mocnej ekipy.
    Po 1 co oni zrobili z trojką Sochan, Vassel, Johnson to jak po prostu dramat. Jeszcze 3 sezony temu Johnson był uważany za naprawdę dobrego gracza z potencjalem a teraz jest po prostu nijaki, moim zdaniem zanotował regres w każdym aspekcie.
    Vassel to samo, 2 sezony temu uchodził na naprawdę dobrego scorera z potencjałem na ponad 20 punktów w meczu, teraz jest graczem który jest niesamowicie przeciętny, sam nic nie potrafi wykreować a przypomnę że ma kontrakt na 30 baniek na sezon.
    I na koniec nasza wisienka na torcie czyli Sochan, gość po pierwszym sezonie wykazywał duży potencjał rozwoju a oni przez ostatnie 2 lata po prostu cofnęli go w rozwoju w każdym aspekcie xd oglądałem sporo meczy San Antonio w tamtym sezonie i w tym i Jeremy wygląda tam naprawdę słabo. Pierwsze i najważniejsze on poprostu zatracił pewność siebie, gra niesamowicie na alibi, rzut za 3 wciąż średni, gra tyłem do kosza nie istnieje, atak obręczy po minięciu obroncy to samo, w pierwszym sezonie potrafił zagrywać kreatywne podania do ścinających pod kosz kolegów teraz prawie tego nie robi, decyzyjność na słabym poziomie (wczoraj w 4 kwarcie w meczu z Phoenix rozprowadzał kontrę 3 na 2 i zrobił to porostu jak ja amator na piątkowej gierce czyli fatalnie xd), jedyny plus to walka o zbiórki ofensywne i niezła obrona ale cała reszta leży.
    San Antonio poprstu ich wszystkich zamroziło i teraz jakby nawet chcieli ich wymienić to nikt nic ciekawego za żadnego z nich nie da bo ich wartość jest teraz po prostu zerowa albo minimalna.
    Kolejna sprawa to transfer Foxa i danie mu Maxa, przecież Fox to prawie identyczny gracz jak Castle i nie dość że będzie blokował młodego to jeszcze gdyby chcieli go wymienić to ciężko będzie znaleźć kogoś co weźmie na siebie ten kontakt i jeszcze da coś niezłego w zamian xd.
    Następna moim zdaniem nielogiczna decyzja to wzięcie w drafcie Harpera przy posiadaniu już Castle i Foxa, jak on ma tam się pokazywać jak zostanie po prostu rezerwowym, biorąc pod uwagę że mają duże braki na skrzydłach a do wzięcia był Edgcombe czy Knueppel.
    Wanbanyama mimo że wciąż jest młody to można powiedzieć że już może walczyć o mistrzostwo i San Antonio powinno to wykorzystać tym bardziej że są jeszcze elastyczni finasnowo, juz po tym sezonie trzeba będzie podejmować decyzje co z niektórymi graczami i czy proponować im nowe kontrakty a za 2 lata Wanbanyama, Castle, Fox będą mieć już duże kontrakty, coś trzeba będzie zrobić z Vasselem, Sochanem, Johnsonem, Harperem a to wszystko zdecydowanie utrudni budowanie zwycięskiego składu bo finansowo bedzie to ciężko spiąć.

    (26)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Zaiste niepodobna zrozumieć czym kierowało się ministerstwo edukacji narodowej nieumieszczając tego tytułu w kanonie lektur szkolnych.Żywię nadzieję że to tylko niefortunne niedopatrzenie.
    Niechaj Basia Nowacka nie pozbawia dziatwy naszej dostępu do twórczości najwybitniejszego wieszcza XXI wieku.
    Wszak wszystka nasza nadzieja w twórczości mistrza Bartłomieja.

    (-5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Wchodzę tu regularnie i sprawdzam i nie wiem dlaczego tak mało o – póki co – o rewelacji tego sezonu, czyli o Pistons. Więcej, więcej, więcej prosimy (w imieniu zajadłych fanów Pistons, którzy w większości są już nimi od wieków – tak coś mi się zdaje (że w Polsce Tłoki bardzo twardy mają elektorat)).

    (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Wrócił, gra, dwa mecze za nim. Zabrał 30 minut innym zawodnikom, zrobiła się dziura w obronie, ale jest, gra nasz król.

      (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      ludzie przestańcie bezsensownie minusować, odpowiedzcie jak człek pyta…. z ciekawości takich „gorących kartofli” kukułczych jaj, niechcianych kontraktów ($, brak zdrowia, nastawienie – jeden lub kilka wątków) jest kilka, i kwestia komu się przydadzą i czy Joel, Ja, PGeorge, AD… itd. Osobno ciekawe czemu Kuminga i GSW mają dziwny układ, ani nikogo nie wzięli za niego, jeśli toksyczny to nie odpuścili a dali umowę tracąc miejsce, a jednocześnie nie wymaksowali mu statystyk przez te dwa miesiące, żeby z wartością jak najszybciej puścić jako prospekt – czy ktoś coś?

      (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Klay wpisuje się wręcz w stereotyp dawnej gwiazdy, która nie godzi się mentalnie z upływem czasu. Ale to jest zrozumiałe. Taki mindset i konstrukcja psychczna zaprowadziły go na szczyt. Dziwne żeby nagle mu się to przełączyło. Każdy kto kiedyś grał w coś na poważnie był w tym dobry i dostal Peselem między oczy to zrozumie. Tylko nieliczni potrafią to przejść beż strat. Ale to właśnie robiło z nich gwiazdy i odróżniało od reszty młodych zdolnych.

    (11)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Warto też wspomnieć o wkładzie nowego szkoleniowca Darko Rajakovica do sukcesów Raptors. Jak nie jak poukładał coś sensownego z tej „bandy atletów”. Tam musi być ładny porządek w szatni, nawet Ingram bardziej się stara.

    (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu