fbpx

John Wall – wciąż tu jestem!

15

Witam serdecznie, nazywam się BLC i zapraszam na swój mini felieton, którego głównym bohaterem będzie nowy rozgrywający Los Angeles Clippers, 32-letni John Wall.

Powiedzenie, że pieniądze szczęścia nie dają, w przypadku tegoż koszykarza sprawdziło się w stu procentach. Po tym, jak podpisał swój super-max kontract z zespołem Washington Wizards nie tylko nie wspiął się jeszcze wyżej w hierarchii koszykarskiego panteonu, ale wręcz przeciwnie – spadł na sam dół.

W lecie 2017 roku, gdy podpisywał umowę, był w rozkwicie swych możliwości fizycznych. Miał za sobą najlepszy sezon w karierze uwieńczony statystykami na poziomie 23/11/4 i czwartym z rzędu powołaniem do All-Star Game. Kontrakt wchodzący na lata 2019-2023 (finalnie doszło do wykupu ostatniego roku) opiewał na bajeczną kwotę 170 milionów dolarów! Niestety, zawodnik, z którym tę umowę zawierano i zawodnik któremu przyszło ją realizować to były jakby dwie inne osoby. Ze względu na to, jak potoczyły się sprawy, zaczęto pytać nawet czy to nie najgorszy kontrakt w historii.

The Great Wall – no more

Walla już dawno przestano wtedy nazywać “The Great Wall”, teraz mówiono raczej “Johnie Wallet”. Oprócz kontuzji, przez której komplikacje wisiało nad nim widmo amputacji stopy, przeżył także śmierć matki, przez co popadł w depresję.

Ostatnio jednak karta zaczęła mu znów iść, zbliżający się sezon w LA Clippers ma szansę być tym, w którym odbuduje swoją pozycję w lidze. W jakiej roli go zobaczymy? Każda będzie lepsza niż ta, w której występował dotychczas, czyli zakopanego na ławce obciążenia dla budżetu.

W drużynie gra dwóch innych etatowych rekonwalescentów, cała trójka ma wiele do udowodnienia niedowiarkom. Kawhi Leonard i Paul George póki co milczą jednak o ostatnich miesiącach swego życia i kariery. Weźmy to za dobrą monetę. Wszak “champions are made when nobody’s watching.” John Wall natomiast zdecydował się podzielić swoją historią na łamach portalu Players’ Tribune należącego do Dereka Jetera. Oto fragmenty tej publikacji.

#Byłem bliski odebrania sobie życia

Ciężko powiedzieć światu coś takiego. Ale jeśli można coś o mnie powiedzieć, to to że zawsze byłem szczery. Nie będę owijał w bawełnę, dwa lata temu byłem w naprawdę mrocznym miejscu. Nie widziałem dla siebie ratunku. Wiem, że ludziom będzie ciężko w to uwierzyć, już widzę te komentarze, które dostanę: “jak możesz mieć depresję z całą tą kasą? Człowieku, ty jesteś John Wall!” […]

Wiem dokładnie kim jestem i co sobą reprezentuję. […] Nie boję się powiedzieć Wam, że byłem w miejscu tak mrocznym, że samobójstwo wydawało się jedyną opcją. W sumie nie powinniśmy tak mówić, prawda? To jakby tabu, zwłaszcza tam, skąd pochodzę. No cóż, ja o tym opowiem.

#Ze szczytu na sam dół

Wszystko potoczyło się bardzo szybko. W ciągu trzech lat przeszedłem od bycia na szczycie świata do utraty wszystkiego, na czym mi kiedykolwiek zależało. W 2017 wskakuję na stolik komentatorski po tym jak doprowadziłem do game 7 z Bostonem. Jestem królem miasta, podpisuję super-max contract, myślę, że jestem Czarodziejem na całe życie. Rok później zerwałem Achillesa i straciłem jedyną świątynię, jaką kiedykolwiek znałem. Grę w koszykówkę. W wyniku kontuzji doszło do tak paskudnego zakażenia, że nieomal amputowali mi stopę. Rok później straciłem najbliższą mi osobę. Moją mamę, zmarła na raka piersi.

Nie przesadzam, kiedy mówię o niej “najlepsza przyjaciółka”. Kiedy dorastałem miałem dwie ksywki. Pierwsza to Crazy J, bo byłem szalony,[…] a druga “Momma’s Boy”, już wiecie czemu.

Mój ojciec przebywał w więzieniu, odkąd skończyłem rok. Gdy miałem 9 lat zmarł na raka wątroby. Wypuścili go, żeby mógł się pożegnać. Wciąż mam go przed oczyma w koszulce Randy’ego Mossa w ostatni dzień jaki razem spędziliśmy. […]

Mój starszy brat też siedział, więc mama była całym światem. Harowała na 3 roboty, żeby zapłacić za światło, które czasem gasło, bo potrzebowaliśmy tej kasy na rozgrywki AAU. […]

Matka

Więź Johna z matką nie osłabła również gdy dostał się do NBA. To razem z Frances wybrał się do obiektów Białego Domu na zaproszenie prezydenta Obamy. Ponoć skradła tam show, a John robił tylko za fotografa.

Potem zachorowała. […] Pewnego dnia siedzieliśmy razem i powiedziała mi “miałam dobre życie, ale jestem już zmęczona walką. Chce już zaznać spokoju.” Kilka tygodni później graliśmy w Charlotte. Wciąż się kurowałem, próbowałem wrócić na boisko. Wnet po wylądowaniu dostałem telefon. “Stary, twoja mama zmarła. Maszyna ją podtrzymuje, musisz przyjechać.”

Gdy dotarliśmy do hotelu coś we mnie pękło. Zdemolowałem cały pokój w Ritz Carlton. Telewizor, lustro, wszystko. Wtedy zbliżyłem się z Bradleyem. Wiedział, że nie ma nawet żadnych słów na to, więc po prostu przyszedł i posiedział ze mną. Był przy mnie w najgorszym momencie w życiu. […]

Po czterech dniach mama zmarła. […] Przez całe życie dzwoniłem do niej po 6 razy dziennie, więc kiedy zmarła, wciąż dzwoniłem, żeby tylko posłuchać automatycznej sekretarki. Mówiłem do niej, chociaż jej już nie było. Wtedy zaczęły nawiedzać mnie czarne myśli.

Nie ma najbliższej mi osoby. Nie mogę grać w grę, którą kocham. Wszyscy wokół tylko wyciągają ręce. Nikt nie dzwoni żeby po prostu zapytać co u mnie słychać. Zawsze jest jakiś haczyk. Kto będzie mym wsparciem? Jaki jest sens tu trwać?

#Pieniądze i sława g%%no znaczą, jeśli nie masz spokoju ducha

W tym wszystkim zaczęły się plotki transferowe. Organizacja, której tyle poświęciłem przez 10 lat, zdecydowała się mnie pozbyć. Byłem zdruzgotany. To wtedy zacząłem debatować, czy to wszystko ma sens. Niemal co wieczór. Z zewnątrz nie poznałbyś, że coś jest nie tak. Niczego nie mówiłem w kręgu zaufanych osób. Starałem się zamaskować ból. Wokół mnie było wielu ludzi, kiedy imprezowaliśmy mogłem na chwilę zapomnieć. Ale gdy robi się późno i wszyscy idą do domu, a twoja głowa uderza w poduszkę już nie ma maski, już nie ma udawania.

Pewnej nocy, kiedy już zostałem sam, z całą dziką gonitwą myśli, byłem tak blisko jak tylko można do podjęcia niefortunnej decyzji o opuszczeniu tego świata. Tylko łaska boska i miłość do moich synów mnie przed tym uchroniła i sprawiła, że jestem tu by o tym opowiedzieć. […]

#Potrzebuję pomocy!

Punktem zwrotnym był moment, w którym zawodnikowi przyśniła się matka i nakazała “wziąć się w garść”. To wtedy zaczął szukać pomocy.

To było jak znak od Boga. Zajęło mi chwilę, ale w końcu zdecydowałem się zwrócić do bliskiej mi osoby. “Hej! Potrzebuję, ku*wa pomocy!” Te słowa zmieniły moje życie. Wówczas zacząłem pracę z terapeutą i wszystko powoli zaczęło się jakoś układać. […]

Pracujemy razem po dziś dzień i wciąż, krok po kroku, rozpakowuję wiele bagaży emocjonalnych, nagromadzonych latami przeżyć. Nie mogę przestać bo nigdy nie wiesz, kiedy depresja wróci. Ale teraz? Czuję się najlepiej od lat. Jakbym znów oddychał świeżym powietrzem. Zaznałem pokoju. Znów wstaję rano, zarabiam na życie koszykówką i jestem ojcem dla mych synów, a także niosę pamięć o Frances Ann Pulley. […] Wciąż tu jestem.

#Bonus

John Wall wciąż nazywa to tematem tabu, ale faktem jest, że o depresji w świecie sportu mówi się coraz więcej i coraz głośniej. Na naszych łamach publikowaliśmy już wiele wpisów dotyczących takich zawodników jak Kevin Love, Michael Ray Richardson, Pau Gasol, Delonte West, Len Bias, Leon Smith, Robert Swift, Dennis Rodman czy Lamar Odom.

Ostatnie tabu, czyli o depresji w NBA i nie tylko

To może spotkać każdego. Rozejrzyj się wokół, pytaj bliskich czy wszystko OK. Sam/a też nie bój się prosić o pomoc!

[BLC]

Jak zwykle przy okazji takich wpisów jak ten, zachęcam do lektury oryginału na The Players Tribune.

Ostatnie Wpisy

15 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Kiedyś miałem go za bufona. Teraz mu kibicuję i nie po przeczytaniu tego artykułu, tylko już od jakiegoś czasu. Chłop od dwóch lat jest zdrowy, chce grać, ale mu nie pozwalali. Mimo tego nie robił dram, pokornie czekał aż w końcu sprawy będą po jego myśli. Życzę mu zdrowia i mam nadzieję, że porządnie ten okres przepracował i wydaje mi się, że może być bardzo ważnym ogniwem w LAC.

    (10)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Hmmm. Ciężko mi uwierzyć w te rewelacje. Wall podpisując kontrakt cos tam komentował, że te 170 baniek to on już zarobił. Że mu się należą, tak jak nagrody od Beatki “nie mam własnego zdania i wyglądam jak chłop” Szydło. Był egoistą na i poza boiskiem. Wytransferował Marcina, który wiadomo, był drewnem, ale tworzył fajną atmosferę wokół siebie. Wspierał Johnego, mimo że zorientował się, że Wall to jeździec bez głowy, egoista i jest słabszy od Beala. Dla mnie Wall to syn marnotrawny, któremu trzeba założyć niezbyt długi łańcuch. Już się produkował, że jest trzecią opcją w zespole. Jeszcze bedzie chciał, żeby mu Terrence Mann nosił ręcznik. Jego rolą powinno być wchodzenie z ławki i robienie wiatru. Nie można mu pozwolić na podejmowanie kluczowych decyzji w meczu, bo to jest klon Westbrooka. Swoim wybujałym ego i cegłami pod koniec czwartej kwarty jest gotów przegrywać mecze, żeby tylko pokazać, że to on jest alfa i od niego wszystko zależy.

    (16)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie kwestionuję tutaj prawdziwości w/w historii, ale come on! to jest Ameryka – historyjka została nielicho podrasowana przez profesjonalistów, żeby było dramatyczniej. Myślę, że spokojnie należy to pomnożyć razy 0,7. Może być nawet 0,7l.
    Swoją drogą to smutne, że tacy ludzie, milionerzy, gwiazdy – nie mają wokół siebie nikogo, hmmm… prawdziwego. Najczęściej zostaje im mama jako jedyna bezinteresowna – ale i nie jest to regułą, prawda Jimmy? Prawda Luka?
    Może jeszcze ci synowie, póki są młodzi mogli być autentyczni o ile ich matka (matki?) nie zepsuła ich swoim podejściem i wartościami, którym hołduje (he he he). No ale właśnie… żony/konkubiny – przecież w tej kwestii dobór jest fatalny. Jeśli za młodu nie znajdą sobie fajnej dziewczyny to potem trafiają w większości na silikony, pustaki, atencjuszki, szlaufy lecące na kasę i sławę. Wiadomo, że im wyżej jesteś tym bardziej specyficzne osoby się wokół ciebie kręcą więc “łowisko masz ograniczone” – i trudno o prawdziwych przyjaciół i autentycznych kandydatek na żonę. A nawet jeśli taką trafią, to nie ma gwarancji, że facetowi nie odwali i takiej babeczki nie puści kantem. Prawda panie Michale Jordan? Prawda panie Melchiorze Gibson?

    Podsumowując: artykuł dość przyjemny do czytania. Po tytule myślałem, że kolejne pompowanie balonika a tu po prostu tragiczna historia tęsknoty za miłością. Ociepla wizerunek Janka Murka, ale ważne by te plusy nie przysłoniły nam minusów.

    (26)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Po ostatnim cytacie aż dostałem ciarek. Piękne świadectwo. Dzisiejsza powierzchowność i moda na bycie twardzielem lub luzakiem zbiera ogromne żniwo. W wielu środowiskach bycie wrażliwym jest wyśmiewane i odbierane za słabość. Właśnie przez takie podejście, wiele ludzkich dusz oddycha brudnym powietrzem… “Jakbym znów oddychał świeżym powietrzem (…)”

    (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu