Like father like son: Dzień Ojca w lidze NBA

9

Kobe Bryantowi urodziła się czwarta córeczka. Plotka głosi, że Black Mamba wciąż czeka na dziedzica, ale czy naprawdę warto? Relacje ojców z synami przypominają papier ścierny trący o chropowate drewno, są konieczne dla jego odpowiedniego wykończenia, ale do łatwych i przyjemnych należą rzadko. Kto jest tatą, ten wie jaka to ciężka robota, a kto nie, niech spróbuje spojrzeć na swojego rodzica z innej perspektywy. Wszystkim ojcom życzę wiele cierpliwości i dedykuję reklamę znanych płatków śniadaniowych z końcowym elementem koszykarskim. Tymczasem przyjrzyjmy się słynnym ojcom w świecie NBA.

Yannick Noah – Joakim Noah

Słynny francuski tenisista, na emeryturze muzyk reggae. Wygrał dwadzieścia trzy turnieje solowe i szesnaście w deblu. Joakim wspominał, że gdy w młodości spacerował wraz z tatą po ulicach Paryża czuł się jakby chodził u boku samego Michela Jordana. Światła fleszy, prośby o autografy, no i kobiety. Po rozstaniu rodziców Joakim zamieszkał w Nowym Jorku z mamą, nie tracąc jednak regularnego kontaktu z ojcem. Dziś możemy oglądać ich wspólnie w jednym z teledysków Yannicka.

Mój tata nigdy nie dbał, jaki sport będę uprawiał, a szczerze mówiąc w tenisa grałem naprawdę słabo. Zależało mu bym robił to, co lubię i dawał z siebie 150% [Joakim]

Tymczasem Yannick zapytany przez dziennikarkę podczas meczu Chicago vs Miami, co z siebie widzi w grze syna, odpowiedział:

Jest pełen życia, to wolny duch, ale i ciężko pracuje. Bardzo skupiony…

Nie zdołała dokończyć, bo podekscytowany krzyczał i głośno dopingował Jo kryjącego LeBrona, zbierającego piłkę w ataku i wymuszającego faul.

Marselles Brown – Jaylen Brown

Tata Marcelles, More Than a Conqueror, Brown, to ponad 210 centymetrowy, masywny facet, o aparycji, powiedzmy, dość groźnej. Na pewno nie chciałbym mu podpaść, szczególnie gdyby chodziło o jego synów. Jeśli dodać do tego 52 walki na zawodowych ringach w wadze ciężkiej, w tym trzydzieści trzy wygrane, dwadzieścia pięć przez nokaut, to już wiecie kto wyróżniał się na placu zabaw wśród grupki rodziców. W 2015 roku, mając bagatela, czterdzieści osiem lat, wrócił na ring, by bić się o pas organizacji WBU.

Moją główną motywacją do powrotu z emerytury, było pokazanie synom, żeby nigdy się nie poddawali w realizacji swoich marzeń. Jestem z nich niezwykle dumny. Jaylen jest świetnym atletą, ale to także mądry chłopak, myśli nawet o aplikowaniu na Harvard. Jedyną radą, jaką mogę mu udzielić przed rozpoczęciem profesjonalnej kariery, jest bycie gotowym na przebudzenie. Zobaczy jak bardzo paskudną instytucją jest przemysł rozrywkowy. Chcę żeby pozostał na obranym kursie i nie dał się rozpraszać ludziom skupionym wokół sportu. Wtedy wszystko będzie ok.

Ostatecznie Jaylen postawił na Berkeley, gdzie wyróżniał się zarówno na polu naukowym jak i na boisku. Więcej pisał o nim w swoim artykule BLC:

/Jaylen Brown: prymus nie pęka/

Barry Larkin – Shane Larkin

Nieco zapomniany, były gracz Celtów, przypomniał o sobie niedawno w wielkim stylu reprezentując Anadolu Efes i zostając MVP ligi tureckiej. W decydującym starciu przeciwko Fenerbahce rzucił 38 punktów, wcześniej w Eurolidze Barcelonie zaaplikował 37 oczek, 5 zbiórek i 2 asysty, więc nie był to jednorazowy wyskok.

Barry Larkin na sukcesy syna wciąż może patrzeć nieco z góry, w baseballowej lidze MLB spędził dziewiętnaście sezonów, będąc prawdziwą gwiazdą: 12 raz w All Star, 3 razy Golden Glove, 1 raz MVP, zwycięstwo w World Series 1990 roku, srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich. Wszystkie te tytuły sprawiły, że od 2012 roku zasiada w Baseball Hall of Fame. Pomimo sukcesów ojca, Shane szczególną więź zbudował z wujkiem, byłym koszykarzem na uczelni Xavier, który pomagał chłopakowi w początkach kariery w NBA.

Najważniejszą rzeczą, którą mi przekazał, to pozostać pokornym, ale dążyć do wielkości. Zaszczepił we mnie chęci do ciężkiej pracy, będę to kontynuował i zobaczymy jaki będzie ostateczny efekt [Shane Larkin o ojcu]

LaVar Ball – Lonzo Ball

Ojciec instytucja, sztukmistrz z Lublina, król Midas, czy wariat? LaVar rzuca słowa na wiatr i zbiera burzę, zbiera też dolary. Wywozi synów na Litwę, gada o pokonaniu Jordana jeden na jeden, byle było głośno, było radośnie, by dziennikarze przetańczyli wokół brandu BBB całą noc (piosenka dudni w głowie po ostatnim weselu, Parze Młodej jeszcze raz gratuluję).

Tylko, że ja tego nie kupuję. Na miejscu Lonzo płakałbym w poduszkę, chłopak z nakazu ligi zakrył tatuaże firmy tatusia i rusza na nowe otwarcie w świecie Pelikanów. Życzę mu spokoju, to wciąż może być dobry zawodnik.

Michael Conley – Michael Conley Jr.

Conley Junior w zespole Utah to transfer idealny, który napędzi band jazzmanów do jeszcze większych improwizacji. Czas na wygrywanie. Michael Alexander Conley Senior już tego doświadczył, będąc jednym z najlepszych skoczków w historii lekkiej atletyki. Na uczelni, zanim zaczął pokonywać płotki, grał również jako rozgrywający w kosza, więc z synem w swoim czasie mógłby rywalizować. W trójskoku nie było mu równych: został mistrzem (1992) i wicemistrzem olimpijskim (1984), triumfował w Mistrzostwach Świata.

Dorastanie z ojcem, który jest olimpijczykiem, to naprawdę wyjątkowe doświadczenie. Kiedy byłem mały, wiedziałem, że tata jest dobry w sporcie, a on wtedy był dosłownie najlepszy na świecie. Od taty nauczyłem się chęci wygrywania, rywalizacji [Mike Conley Jr]

Moja żona jest niesamowita, kiedy ja trenowałem, ona wzięła odpowiedzialność za dzieci i dom. Nigdy nie byłem osobą robiącą lunch, moją częścią roboty było jego zjedzenie [tata Conley]

Rick Barry – Jon, Brent, Drew Barry

Tata Barry i jego geny zapewniły NBA aż trzech zawodników. Lista ojców i synów grających na parkietach najlepszej ligi świata jest jednak zdecydowanie dłuższa, wszyscy znają rodziców Klaya Thompsona i Stephena Curry. Mniej osób wie, że w takiej samej sytuacji znajduje się Jae Crowder, Al Horford, Jalen Rose czy Jabari Parker.

Synowie zastępujący ojców w NBA wcale nie są tak niepospolici, wystarczy spojrzeć na listę dostępną na Wikipedii. Tatusiowie zapewne pomogli w treningach oraz, co ważniejsze, w odnalezieniu się w świecie biznesów ligi. Mimo to, żaden nie dostał się za swojego syna do drużyny, jak czasem śmią twierdzić ludzie małostkowi. Tymczasem czekamy na Bronny’ego Jamesa, być może zagra w NBA w tym samym czasie co ojciec – to byłoby nie lada osiągnięcie.

Doc Rivers – Austin Rivers

Czasem rodzice są zbyt zaangażowani w “karierę” swoich dzieci. Stoją przy liniach bocznych, krzyczą na sędziów i przeciwników. Mój ojciec znalazł odpowiedni balans, pomiędzy daniem mi niezależności, a odpowiednim wsparciem [Austin Rivers]

Budzisz się rano, słoneczne LA roztacza się przed oknami Twojego apartamentu. Idziesz zaraz do pracy swoich marzeń, osiągnąłeś sukces i znalazłeś się w wąskiej, wybitnie dobrej grupie graczy, którzy dostają swoją szansę na większe minuty w NBA. Pakujesz sprzęt do torby, wrzucasz do bagażnika swojego nieprzyzwoicie drogiego samochodu, przekręcasz kluczyk i wzdychasz ciężko.

Twój tata jest większościowym właścicielem firmy, w której Cię zatrudnił. Koledzy z biura patrzą krzywo na każdy sukces jaki osiągasz, cieszą się za plecami z porażek. Ojciec, niczym Don Corleone traktuje Cię znacznie bardziej surowo niż resztę i wymaga więcej. Tego nikt już jednak nie widzi. Atmosfera w zespole psuje się, sam dokładasz do tego masę niezdrowych emocji. W końcu ojciec zwalnia Cię. Oddychasz z ulgą czy bierzesz to za personalną zniewagę?

Wiem, że Austin trafi do dobrego zespołu, o to nie muszę się martwić. To o tyle trudne, że nie istnieje żadna instrukcja dla GM-a dotycząca transferowania własnego syna. On bardzo dojrzał od czasu dołączenia do NBA, a tego właśnie oczekuję od swoich zawodników [Doc po transferze Austina]

Na koniec

Wszystkim ojcom, spóźnione, acz szczerze życzenia – znajdźcie chwilę odpoczynku! Wielu zawodników, szczególnie wywodzących się z trudnych dzielnic, nigdy nie zaznało ojcowskiego autorytetu, nigdy tata nie przytulał ich do snu, nigdy nie zrugał za niewyrzucone śmieci. A wszystko to, jest niezwykle potrzebne. Codziennie wykonujecie lepszą robotę niż transfery Masai Ujiri. Raz jeszcze, czapki z głów.

[Grzesiek S]


Od admina, skoro już się spotkaliśmy w temacie ojciec z synem, zobaczcie jak się zabawiają chłopaki Shaqa: 16-letni Shakir (rocznik 2003) oraz 19-letni (rocznik 2000) Shareef.

Czekamy także na Bronny’ego Jamesa (rocznik 2004) który coraz bardziej zaczyna przypominać swojego ojca:

Dobrego dnia ferajna.

Ostatnie Wpisy

9 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Wczesną jesienią urodzi mi się syn, muszę powiedzieć, że spojrzałem na ten artykuł zupełnie innym okiem niż byłbym spojrzał jeszcze kilka miesięcy temu 🙂 Pozdrawiam autora i redakcję 🙂

    (12)
  2. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe G8
    PATRON
    Odpowiedz

    warto wspomnieć o Joe i Kobe Bryancie.

    a przy okazji rodzinki Bryant. W sieci znalazłem ostatnio genetyczną krzyżówkę idealnego koszykarza.

    Gianna Bryant (2006) & Bronny James (2004) oboje umiłowani w koszykówce z genami wielkich zawodników. Dziadek Kobe i Lebron. Wyobrażacie to sobie???

    (37)
    • Array ( )

      Miałem o tym pisać. JellyBean zaszczepił synowi koszykówkę, ale to pobyt czarnego chłopca we Włoszech uczynił zeń Black Mambę. Warto poświęcić tematowi kilka słów.
      A propo krzyżówek, kiedyś mi się obiło o ucho (prawda czy nie, nieważne, pomysł ciekawy) że jakiś miliarder zaproponował kupę kasy Lebronowi i Serenie Williams za spłodzenie potomka. Wyobrażacie sobie?

      (5)
    • Array ( )

      @up
      O ile się nie mylę to tak chyba powstał Yao Ming tylko nie z pobudek finansowych ale ideologiczno-przymusowych
      W Chinach selekcjonowali sportowców i “namawiali” ich żeby się rozmnażali między sobą – i tak tata i mama Yao byli bardzo wysokimi ludźmi uprawiającymi koszykówkę
      Jest gdzieś o tym filmik youtube

      (6)

Gwiazdy Basketu