NBA: Clippers czarnym koniem sezonu | piąta rocznica odejścia Kobe Bryanta

14

Dobry wieczór, Patronami dzisiejszego odcinka zostali… nieistotne. Jest dobrze, naprawdę. 

Wczoraj obchodziliśmy piątą (ależ ten czas leci!) rocznicę odejścia Kobe Bryanta. Zawodnika, który w swej bogatej karierze zawodowego koszykarza NBA notował średnie: 25.0 punktów 5.2 zbiórek 4.7 asyst oraz 1.4 przechwytów. 

Gracz był to o wybitnej charyzmie, bezkompromisowy i wyznaczający standardy w zakresie pracy nad sobą. Do legendy przeszły jego katorżnicze treningi, pięć wywalczonych tytułów mistrzowskich w barwach Los Angeles Lakers, dwa złote medale olimpijskie w ramach seniorskiej reprezentacji USA oraz występ zakończony zdobyciem 81 punktów, który do dziś stanowi nowożytny, można powiedzieć rekord NBA. 

O tym kim był dla mnie osobiście pisałem w książce „I love this game” która wyszła niedługo po tragicznej śmierci koszykarza, na wiosnę 2020 roku. Nietuzinkowa była to postać, pełna skrajności i polaryzujących cech charakteru. Wiele mu wybaczyliśmy, bo wiele też nam dał od siebie. Spoczywaj w pokoju Kobe!

Co się dzieje w NBA? Obecnej NBA kolega Bryant by już trochę chyba nie ogarnął, bo gdy się żegnał z ligą dziewięć lat temu, średnia oddawanych przez zespoły rzutów trzypunktowych wynosiła 24.1 podczas gdy dziś wynosi 37.5 i to przy poprawie skuteczności 35.4 -> 36%

Dzisiejszy Kobe, czy też Kobe wychowywany w dzisiejszych czasach musiałby przeformułować nieco swój warsztat pracy, co bez wątpienia by mu się udało, ale czy byłby równie dominujący? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam, a przy okazji, jeśli macie ochotę, podzielcie się swoim spojrzeniem na Black Mambę. Światło dzienne, za sprawą dokumentu telewizji CNN, zatytułowanego „Making of a Legend” ujrzą zaraz nowe materiały, między innymi wywiad z ofiarą gwałtu, którego w 2003 roku miał dopuścić się Bryant na 19-letniej podówczas pracownicy hotelu. 

Gdybyśmy równie bezkompromisowo podchodzili do ocen ludzi, jak w swej pracy robił to Kobe, zapewne on także zostałby skazany na ostracyzm. Jak więc oceniacie historię Kobe Bryanta? Podzielcie się, jestem ciekaw!

Tabela 

Za nami 55% procent rundy zasadniczej NBA sezonu 2024/2025. Na prowadzeniu w konferencjach pozostają OKC Thunder oraz Cleveland Cavaliers, a jak wygląda reszta stawki? Zobaczmy: 

Thunder najmocniej powinni obawiać się w szczególności Denver Nuggets, Los Angeles Clippers i Dallas Mavericks, choć wszystkie są na innym poziomie, nazwijmy to, przygotowań do playoffs, jeśli tak można określić rundę zasadniczą. Mavs wymieniam głównie z uwagi na pewnego rodzaju przewagę psychologiczną nad OKC. 

Z dziesięciu ostatnio rozegranych meczów pomiędzy zespołami, Thunder wygrali ledwie trzy, a kombinowana obrona strefowa spod znaku Jasona Kidda, zwana potocznie „box+1” nie leży ekipie Shai G. Alexandra

Oczywiście pozostaje pytanie jak wyglądać będą w podstawowym składzie, z dostępnymi obydwoma środkowymi. Weźmy zawody z dzisiejszej nocy, w których OKC pokonali Portland w jedynym meczu kolejki. Nie było łatwo, bo Blazers siedzą w środku i bez spacingu na pozycji pięć, dominacji nie było, była niewygoda i przymus ciężkiej pracy. 

Nieprawdopodobne rzeczy wyprawia SGA, który regularnie widząc przy sobie dwóch obrońców, w zderzeniu z obroną zamykającą pole trzech sekund nadal potrafi przedostawać się pod obręcz. Jego trafienia, jego efektywność strzelecka to tzw. czynnik uspokajający, stabilizujący drużynę. Podobne walory co Nikola Jokić, absolutnie najbardziej dominujący zawodnik tego sezonu. Pomiędzy tymi dwoma rozegra się walka o statuetkę MVP, żaden inny nie ma podjazdu, wrzucanie na siłę trzeciego byłoby jak próba włożenia palców pomiędzy futrynę a zamykające się drzwi. 

Kogo Wy macie? Doskonale wiadomo, że Joker na szersze plecy, dominuje w każdym elemencie rzemiosła, ale jednak zespół skupiony wokół SGA, równie mocno naznaczony przecież kontuzjami, osiąga znacząco lepsze wyniki. Do tego dochodzi czynnik tzw. eksploatacyjny. Ile razy statuetka może wędrować do jednego zawodnika. Serb ma już na koncie trzy tytuły MVP, podczas gdy jego trzy lata młodszy rywal ani jednego. Komu Wy więc przyznalibyście tę prestiżową nagrodę? 

No dobrze, mamy więc OKC, Denver, Dallas oraz Los Angeles Clippers, do których parę tygodni temu powrócił wielce wyczekiwany Kawhi Leonard. LAC mają nie tylko najfajniejszą i najnowocześniejszą halę, ale zespół, który potencjalnie przysporzy problemów każdemu w serii playoffs. Ostatnie osiem gier to sześć wysokich wygranych, a ich znakiem rozpoznawczym jest nic innego jak świetna obrona (drugi defensywny rating NBA) oraz defensywna zbiórka, która pozwala im w dużej mierze kontrolować tempo prowadzenia meczów.

James Harden, Ivica Zubac, Norman Powell, Derrick Jones Junior, do których dołącza aktualnie Load Professor, to naprawdę jest piątka na miarę wysokich lotów w maju, a nawet czerwcu, zobaczycie. Zespół opuścili bumelanci, są walory mistrzowskie, fajny podział ról i rodzący się z tego entuzjazm. Ostatni mecz to pewna wygrana nad Bucks:

Wiem, że bardzo byście chcieli, abym do stawki liczącej się dołożył Los Angeles Lakers, ale po prostu nie mam takiego przekonania. Z całą pewnością nowy rozkwit widzimy u Austina Reavesa, którego trenerzy namaścili prowadzącym grę. LeBron James siłą rzeczy wybiera terminy, w których jest wyjątkowo aktywny, Anthony Davis również się pod to podpina. Jest równiej niż było, bilans 25-18 godny jest uznania, ale nie dla nich walka o tytuł. Zbyt mało wszechstronności oraz atletyzmu, kluczowe elementy układu bardzo wysłużone.

No ale dobrze, nie skreślajmy nikogo. Przed nami, już całkiem niedługo coroczne okienko transferowe, a tam jak zwykle, sporo spodziewanych wymian. Niepokoją mnie doniesienia o chęci transferu Daniela Gafforda poza Dallas na rzecz defensywnego skrzydła, obrońcy głównie na pozycje 1-3. Jeśli to nastąpi, obawiam się, że Dallas strzelą sobie w duży palec. 

Co na wschodniej mapie NBA? Obrońcy tytułu grają w kratkę, zwycięstwa przeplatają porażkami. Trener Joe Mazzulla otwarcie mówi o potrzebie odnalezienie „killer instinct” ale do tego potrzeba psychopatów, a tu przecież Jayson Tatum stał się glową rodziny i na codzień zajmuje się młodym synem, Jaylen Brown przeszedł na Islam i poszedł w stronę duchowego oświecenia, Al Horford i Jrue Holiday nadgryzieni zębem czasu, powszechnie szanowani w społeczeństwie, im nie wypada burczeć na boisku i mowy nienawiści siać. Porzingis to gość, którego pobili we własnym mieście, więc kto tam ma ów instynkt zabójcy zaprezentować? No właśnie.

Tym bardziej, że Derrick White obniżył ostatnio loty, bo ileż można grać na 100% na piłce i jeszcze ponad 40% robić zza łuku. Payton Pritchard to samo, miał wybitne momenty w pierwszej części sezonu, ale obecnie rywale nauczyli się przeciwko niemu grać. Mimo wszystko, chodzi o zmęczenie materiału. Jeśli utrzymają zdrowie, będą faworytem do NBA Finals. 

Cleveland zresztą to samo, boryka się ostatnio z urazami i zmiennością kadry. Nowością u nich jest obrona strefowa, którą straszą zwłaszcza jeśli rywal nie dysponuje mocną prezencją podkoszową. Cavs to zespół o wysokiej podłodze, to znaczy żeby ich ograć cztery razy, trzeba będzie nie lada wysiłku i bezbłędnej egzekucji, czego zresztą mogą dokonać może 2-3 drużyny. 

Knicks wciąż nie widzieliśmy w pełnym składzie, więc się wstrzymajmy z ocenami. Na wysokie obroty wchodzi/ wszedł Jaylen Brunson. Nierówny bywa Mikal Bridges, ale gdy temu siedzi, rywale niewiele mają do powiedzenia. Karl Anthony Towns na pewno do końca sezonu grał będzie z urazem kciuka, który zapewne, bo raporty medyczne nie wyciekną raczej, po sezonie będzie wymagał interwencji chirurga. Pozostaje pytanie o jakość występów i skuteczność. Mowa jest o przemieszczeniu kości, więc… 

Dołóżmy do tego Milwaukee, bo Giannis + Dame otoczeni strzelcami, to jak widzicie kanwa, na której Doc Rivers wymalował nam na przestrzeni ostatniego miesiąca piękny obrazek. Ciekawe czy tutaj także zobaczymy transfer? Nie podoba mi się Khris Middleton odesłany na ławkę, zdegradowany do roli gracza zadaniowego, bez sensu to wygląda na razie. To znaczy, szkoda marnowanych kompetencji zawodnika. 

Widzieliście drugi mecz NBA Paris Game? Jak przypuszczałem, Pacers więcej fizyczności pokazali wokół Victora Wembanyamy, do którego wychodzili jeszcze na własnej połowie. Nacisnęli, skontrolowali dryblasa, ten po pierwszej połowie oddychał rękawami, aby ostatecznie stać w rogu. Czy nie odnieśliście wrażenia, że gra toczyła się wokół WV? Jeśli tak, to macie rację, hehe. Inna sprawa, że po pięciu dniach aktywności, bycia rozchwytywanym w Paryżu, chłopak był zmęczony na maksa.

Pacers fajni, na przestrzeni ostatniego miesiąca stanowią top pięć jeśli chodzi o defensywę, a pierwsze spotkanie w Paryżu to było… nieporozumienie. Może tak zostało to rozpisane? Mieli dać się Wemby’emu pokazać? Nie wiem, miałem wrażenie, że oglądam All-Star Game w wydaniu klubowym. To jest paromiliardowy biznes, więc pewnie coś w tym jest. 

Moja kobieta ma dziś urodziny, muszę kończyć, ale czytamy się jutro, obiecuję! Bartek

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja z grupy mistrzoskiej wyrzuciłbym Denver. Brak głębi składu. Ciekawe jak pokaże się Dallas i Clippers w play-offach.
    Tytuł Mvp dałbym Jokicowi, ale za sukces drużyny należy się SGP. Myślę że powinno się bardziej określić co definiuje Mvp czy bardziej gracz,czy miejsce w tabeli. Przydałoby się by zasady były przejrzyste 😁.
    Lakersi stali się drugimi Clippersami, druga runda max.
    W zdrowiu wydaje się że tytuł znów dla Bostonu. Nie widzę drużyny która pokona ich 4 razy.

    (-6)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Panowie SGA i Jokic to „szczytowa” topka obecnej NBA. MVP? Można podzielić tytuł?! A tak bez żartów tak jak Bartek napisał: ile razy jeden zawodnik może wygrywać MVP . Coś mi się wydaje że liga pójdzie właśnie tym śladem(podobna sytuacja co z LBJ w prime) i nagroda najbardziej wartościowego gracza trafi finalnie do SGA, mimo że Joker pokazuje naprawdę niesamowicie inteligentną koszykówkę. Liga potrzebuje świeżej krwi. Nowego „namarszczonego” hehe. A i na koniec zapomniał bym. Go Lakers szkoda marnować FRP, ale ja serio wierzę, że w pełnym składzie i z solidnym centrem Jeziorowcy z dziadkiem, białym koleżka i człowiekiem brwią są w stanie powalczyć o Laury. Pozdro Bartek dzięki za materiał. Do jutra!

    (1)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ile? Tyle ile razy jest najbardziej wartościowym zawodnikiem. Proste. Dlaczego miałby nie dostać? Bo ktoś był słabszy? Może parytety jeszcze wprowadźmy żeby nie było wykluczenia z powodu tego, że ktoś jest słabszy? Zresztą w ogóle sama nagroda już dyskryminuje więc może w ogóle z niej zrezygnujmy bo wyklucza pozostałych? lol
      SGA jest spoko. Naprawdę spoko. Jednak tego co gra teraz Joker nie gra nikt także moim zdaniem jak najbardziej MVP dla Jokera być powinno.
      Na temat wiary się nie wypowiadam. Pozwolę sobie jedynie zaznaczyć, iż bez względu na wiarę warto pamiętać o tym aby nie przesłoniła zdrowego myślenia jednocześnie nie mylić własnych marzeń czy potrzeb z wiarą gdyż jedno z drugim często nie tylko nie idą w parze ale wręcz są na biegunach od siebie

      (3)
  3. Array ( )
    MalySzaryCzlowiek 27 stycznia, 2025 at 22:41
    Odpowiedz

    Pamiętam śmierć KB24 jakby to było wczoraj. Byłem kilka dni po ślubie na pierwszym małżeńskim wyjeździe. Żona kładła się spać a ja ostatni raz rzuciłem okiem na telefon, gdzie zaczęły spływać artykuły o tej tragedii. Szkoda że facet po całym życiu wyrzeczeń, nie nacieszył się stabilnym życiem z rodziną. Zostawil po sobie bardzo dużo.

    (6)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Radzio Hyży, który różne historyjki do mikrofonu C+ opowiada, ostatnio rzekł, że on wie z własnego doświadczenia, że zespoły mające rozmaite problemy w trakcie sezonu zasadniczego, kiedy to w końcu ustąpi i wdrapią się jakoś do play-offs, to wtedy dochodzi do konsolidacji drużyny i nowego otwarcia. No i on tą tezą ucelował… w Philadelphię 🙂 Ostatnie dwa mecze wygrane, w tym z Cleveland. Różnimy się z Radziem tylko w jednym: on to widzi przy powrocie Embiida, ja tego nie widzę przy powrocie Embiida.

    (6)
  5. Array ( )
    Warszawski Scyzoryk 28 stycznia, 2025 at 00:24
    Odpowiedz

    O, teraz już Load Professor 😉 Lepiej późno niż wcale docenić motywację zawodnika grającego pomimo przeciwności zdrowia. Wielu na jego miejscu dawno by zrezygnowało

    (5)
  6. Array ( )
    Load Magister Kotula 28 stycznia, 2025 at 00:31
    Odpowiedz

    To skandal że najlepszym koszykarzem jest wybierany heteronormatywny biały europejczyk z proputinowskiej Serbii.Nie zasłużył sobie.Zaco.Pytam ZA CO?Nie jest gejem ani choćby transwestytą.Nie ma kolorowych włosów,ani dredów.Nawet tatułażów nie ma .
    ZA CO. FOR ŁAT?Nawet nie wiemy czy segreguje śmieci.
    Regularnie ośmiesza uciskaną mniejszość afroamerykańską. Blak Lif Mata,ale nie dla Niego jak widać.
    Czas powstrzymać haniebną nietolerancję.No pasaran!

    Wasza ministra bezmagistra od równouprawnienia.
    Najt-Najt

    (27)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Generalnie dobrze mówisz, bo przecież nie od dziś wiadomo, że względy ideologiczne mają bardzo często niewspółmierne znaczenie w stosunku do dokonań sportowych. Tylko, że zobacz jak wielkie korporacje jak na komendę się zmieniły jak chorągiewki na wietrze po zaprzysiężeniu Trumpa.
      Kierunek zmian oczywiście dobry, ale przecież nie możemy się dać nabrać, że oni się naprawdę nawrócili. Ja osobiście bym wolał, żeby zdechli finansowo a nie kamuflowali się w formach przetrwalnikowych jak jakieś jaja tasiemca.
      No i jeszcze jest Europa a właściwie Mumia Europejska, która zdaje się chce dalej iść w zaparte w te wszystkie swoje chore projekty, mimo, że ten drugi Donald też obecnie udaje, że się nawrócił i srogo krytykuje Niemców za politykę imigrancką. Cyrk na kółkach na miarę naszych czasów.

      (4)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    OKC bez SGA to nadal super zespół, a Nugets bez Jokera mogliby już tankować – taki wpływ ma na zespół Jokić, plus jego statystyki i sposób gry.
    MVP dla Jokera, ale domyślam się, że liga chce nowości 😀

    (3)

Komentuj

Gwiazdy Basketu