NBA: triple-double Russella Westbrooka | Dylan Harper przyszła gwiazda San Antonio Spurs

27

Witam wszystkich bardzo serdecznie, a ponieważ lubię pisać (do Was), korzystając z rozluźnionego kalendarza NBA wczoraj, zamierzam właśnie to uczynić. Back to back wpis na GWBA! Zupełnie jak w 2016 roku. No i właśnie, tak swoją drogą, które to będą Twoje święta Bożego Narodzenia spędzone razem z portalem? U mnie to już piętnasta Wigilia w gronie sympatyków koszykówki.

Nadal nie wiem, dokąd mnie ta droga zaprowadzi, ale schodzić z niej nie zamierzam, dopóki będę w stanie. Patronów odcinka tym razem nie ma, ale dobrze dobrze, kupcie bliskim coś miłego pod choinkę, wiem jak jest. Może być książka, haha. Zobaczcie jaką przyjemną fotkę otrzymałem od jednego z Czytelników, coś pięknego! Ludzie na poziomie (a kto inny czyta książki!?) oddają 5-7 godzin życia, aby zapoznać się z tym, czym chciałem się z nimi podzielić. Jak się nad tym mocniej zastanowić, jest przyjemniej na serduchu. Dzielmy się, dzielmy energią zanim ta w nas zgaśnie. Pamiętacie co mówił Dennis Rodman? 

Gdybym mógł, wziąłbym tych wszystkich młodych koszykarzy: z liceów, z uczelni, z NBA i tak dalej. Wytargałbym ich za koszulki, tak jak kiedyś zrobił to ze mną Isiah Thomas. Walnąłbym ich pięścią w pierś i powiedział: „Poczujcie to! Powąchajcie to! Spróbujcie tego! Cieszcie się każdym kęsem! Bo to kur$%two trwa tyle, co mgnienie oka, jeb%ne mgnienie oka [Dennis Rodman]

Do końca tygodnia ustanowiłem promocję na ILTG2, a zestawów dwóch części zostało w magazynie już tylko kilkanaście sztuk, no cóż – dziękuję! B

https://sklep.gwiazdybasketu.pl/

Noc przyniosła trzy mecze, a w nich:

Kings 105 Pacers 116

Z jednej strony mamy Russella Westbrooka, który na „minimalnym kontrakcie” zalicza kolejne, w swej karierze, triple-double: 24 punkty 12 zbiórek 14 asyst 2 przechwyty 10/16 z gry. Z drugiej tenże sam Russ wprowadza na parkiecie znany tylko sobie „porządek”. Cudzysłowu używam celowo, żeby nie powiedzieć złośliwie. Królowie grają bez Dennisa Schrodera, a kolega Keegan Murray jest wyraźnie nie swój, media donoszą, że ma uszkodzony mięsień trapezowy po prawej stronie, a przy usztywnionych plecach, wiadomo, nie ma skuteczności.

Tak też się dzieje, dostajemy ledwie osiem punktów młodego lidera Sacramento. To na pewno nie jest elitarny gracz izolacyjny, ma za słaby kozioł i chyba brak mu charakteru. Keegan to przyjazny, spokojny facet, w żadnym razie killer. Jego trzeba wyprowadzić na pozycję, wykreować mu akcję, pozwolić minąć spóźnionego obrońcę, ale Indiana kryje pojedynczo albo strefą, więc trzeba „samemu” w ataku pozycyjnym. 

Zach LaVine oraz DeMar DeRozan (jeśli nadążą za akcją i jesteśmy wszyscy na atakowanej połowie) coraz częściej stoją w rogach parkietu, tym bardziej gdy piłką zawiaduje, i czterdzieści minut na parkiecie spędza, Russ. O tym właśnie próbuję powiedzieć, pod batutą Westbrooka wszystko staje się „przyspieszone”, chaotyczne, zabałaganione. Podania są niedokładne, pojawiają się straty, których Kings popełnią w tym meczu aż dziewiętnaście.

Russ rozpędza się do setki w półtorej sekundy, ale ktoś mu staje na drodze, więc rzuca pocisk/ podanie do boku, gdzie „przysypia” Derozan. Szybka piłka trafia gdzieś pod lewy łokieć, więc ten ledwo ją łapie. Zanim skontroluje chwyt, obrona jest na powrót w szyku i tak to wygląda. Teraz jest zmiana, DD rozpoczyna taniec na półdystansie, który Indiana kryje cienko, a Westbrook i reszta stoją po drugiej stronie. 

Innymi słowy: niekompatybilne części, a na przyuczeniu w środku jeszcze francuski amator serów, środkowy Maxime Raynaud (piąta dziesiątka ostatniego draftu NBA). Fajny chłopak, wszechstronny skill-set, ale dużo jeszcze wody w Sacramento River upłynie, nim stanie się zauważalną w lidze postacią, o ile.

Indiana gra swoje, Andrew Nembhard rozdaje podania, pracuje kozłem jak Hali, skuteczną pierwszą połowę zalicza Ben Mathurin, w drugiej uruchamia się, zaznacza mocniej Pascal Siakam. Wszyscy trzej zaliczą w tym meczu przeszło dwadzieścia punktów. Jay Huff na centrze również jest ciekawą opcją, wysoki facet rzuca zza łuku, masowo blokuje rzuty, bardzo lubi po pump fake’u zaatakować środek, myśli, potrafi podać. Gdyby miał jeszcze bardziej miękkie, chwytne dłonie do podań, byłoby idealnie. 

Indiana w dalszym ciągu cierpi na deficyt talentu, kontuzje w kadrze, m.in. Haliburton, Toppin, Nesmith, cieniem samego siebie po przerwie jest TJ McConnell, ale przebija momentami mistrzowski sznyt, opanowanie, doświadczenie. Struktura gry jest na miejscu, największy problem w tym sezonie stanowi ofensywa, a dokładniej skuteczność rzutów. Widać też, że bardzo chcą zaadresować słabości środka, ograniczyć straty w polu trzech sekund, co bywa trudne w sytuacji, gdy akcent defensywny od paru sezonów trener Rick Carlisle kładzie na rzuty trzypunktowe rywala. Długo by pisać, a to przecież tylko nic nie znaczący, poniedziałkowy mecz, prawda?

Zawody zamyka seria bodaj 20:4 gospodarzy. Mamy drybling w miejscu Sacramento, rzuty przez ręce, w końcówce kolejne zbiórki ofensywne łapie rookie Indiany nazwiskiem Ethan Thompson, podczas gdy weterani Kings stoją i patrzą. Zach i DeMar obok siebie wyglądają jak tłuste koty. Ich energia wczoraj była adekwatna do pozycji Sacramento w tabeli i na tym poprzestańmy. Ten zespół jest tak cudaczny, że nawet nadgryziona kontuzjami Indiana wygląda przy nich kompetentnie.

Suns 108 Wolves 105

Niesamowicie waleczni są w tym sezonie Słońca Arizony. Bez dwójki „gwiazd” Devina Bookera i Jalena Greena, grupa zadaniowa pod wezwaniem trenera Jordana Otta, wygrywa po raz czternasty w tym sezonie. Wiecie, że oni zaliczają więcej przechwytów niż OKC Thunder?! Presja defensywna to ich konik. Są też mocni na ofensywnej tablicy za sprawą m.in. Marka Williamsa, ale nie tylko. 

Na parkiecie dominują waleczność, energia, napastliwość. Nie grają szybko, nie szarżują, ale są sprawni, silni. W tym miejscu muszę pochwalić Dillona Brooksa, który wydaje się odmienił w Arizonie kulturę pracy. Jest twardo, chamsko, fizycznie, bitewnie. Brooks jest powszechnie chwalony przez trenerów, ale także rywali. Dotąd słynął z „wyskoków”, dziś ze średnimi 22.1 punktów oraz 1.9 przechwytów bliżej mu do określenia „All-Star”. Oczywiście żadnego powołania do Meczu Gwiazd nie będzie, facet oddaje najwięcej rzutów w zespole, talentem wiele mu brakuje do największych kotów NBA, ale w obecnych warunkach jest dokładnie tym, kogo potrzeba PHX. Gościem, który się nie boi, który weźmie na siebie rzuty, przebije się barkiem, zastopuje szarżę przeciwnika, doskoczy rozochoconemu rywalowi do twarzy, sprowokuje. Z kimś takim łatwiej się leci, zaświadczą ci, którzy grali w zorganizowany basket.  

Wczoraj miał nie wystąpić, ponoć Achilles mu doskwiera, ale grał, zabrakło skuteczności (18 punktów 7/20 z gry), ale rywala przełamali. Rudy Gobert na początku trzeciej kwarty wyrzucony z parkietu za cios przedramieniem w żebra znajdującego się w powietrzu Williamsa. Naz Reid, Donte DiVincenzo, Jaden McDaniels, Mike Conley łącznie 4/31 z gry. Brak dyspozycji łamane na ręka na twarzy rzucającego. 

Tutaj chodzi przede wszystkim o jakość egzekucji, Suns każdorazowo doskakiwali do strzelca, zmuszali atak do ekstra wysiłku, oglądania wokół, ale mimo wszystko, jakieś niedokładnie były te handoffy i wyjścia po zasłonach. Wolves zwyczajnie dali się przyspieszyć rywalom! Reid gdy mu nie siedzą rzuty, trzeba prędko usuwać z placu. Conley jest już za stary. Mecz kończyły popisy Anthony’ego Edwardsa i Juliusa Randle. 

Trzy minuty do końca. Randle oddał tak leniwą i głupią trójkę, że szkoda słów. Sporo czasu do końca akcji, bez jakiegokolwiek manewru, sprzed twarzy równie zaskoczonego co wszyscy, rywala. W kolejnej akcji zza łuku z kozła postanowił rzucać 48-letni Mike Conley. Nie wiem co myśleli, wyglądało to jak brak pomysłu taktycznego, wolny styl w końcówce, o co można mieć pretensje do trenera. Wolę już forsowanie, trzydzieści rzutów Edwardsa niż takie byle co. Suns wygrali opanowaniem, punktami po stratach i nieco wyższą skutecznością, szacunek!

Spurs 135 Pelicans 132

Siedem przegranych spotkań San Antonio (16-7), z czego pięć razy zespół nie potrafił utrzymać istotnego, zauważalnego prowadzenia w drugiej połowie:

  • -10 w czwartej kwarcie vs LAL
  • -15 w trzeciej kwarcie vs GSW
  • -13 w trzeciej kwarcie vs PHX
  • -17 w czwartej kwarcie vs MIN
  • -25 w trzeciej kwarcie vs CLE

Okej, nie przegrywali z ogórkami, ale pewien trend jest u Spurs zauważalny. Dziś niewiele brakowało, aby nastąpiła powtórka z rozrywki. Pelicans szarżowali, wygrywając trzecią odsłonę różnicą 23 punktów! Jest za miękko, problemów nastręcza obrona strefowa, bo chyba zbyt mocno polegają na przewagach, jakie generuje De’Aaron Fox. No i właśnie, wrócił Stephon Castle, ale chyba na siłę próbują z niego robić rozgrywającego, przez co cierpi rytm Foxa, który lubi na początku spotkania pojeździć z piłką, porzucać, zobaczyć jak reaguje obrona. Uważam też, że Devina Vassella stać na więcej indywidualnie, nie tylko latanie po zasłonach. Jego rola w ataku mnie zastanawia, nie pierwszy już raz. 

Dylan Harper (22 punkty 6 asyst 10/16 z gry) gość nie potrzebuje setów, on bierze piłkę i z nią wchodzi pod kosz. Ten jego ostatni layup na przełamanie wyniku, rewelacja. Sami powiedzcie, nie przypomina wam Cade’a Cunninghama? Kogo akurat ma przed sobą to przepchnie albo minie. Bez piłki za to nieco przygasa, element do pracy. 

Jeremy Sochan rozegrał łącznie cztery minuty, wyglądał niepewnie, konsensusem wśród fanów San Antonio jest utrata sprawności po kontuzjach. Transfer poza San Antonio niestety jest coraz bardziej prawdopodobny. Niestety? A może stety! Po raz kolejny, obrona strefowa u rywali premiuje Harrisona Barnesa, świetnie dysponowanego Juliana Champagnie oraz Keldona Johnsona na pozycjach skrzydłowego. Pozostałe także są mocno obsadzone, a na minuty cały czas czeka prospekt / rookie Carter Bryant.

Pelicans przegrali, ale i tak się cieszą, wygrywanie meczów to nie dla nich, przebudować trzeba, ale jaki kozak ten młody byczek, center Derrick Queen: 33 punkty 11/15 z gry 10 zbiórek 10 asyst 4 bloki. Aż Wam wkleję, żebyście zobaczyli. Przypominam, że Pels oddali za niego swój wybór tegorocznego draftu (Asa Newell) a także NIECHRONIONY pick przyszłorocznego draftu, co biorąc pod uwagę wyniki, zakończy się wyborem w pierwszej piątce. Czy było warto? Wy mi powiedzcie! Moim zdaniem Queen to przyszła gwiazda NBA.

Ma przegląd parkietu, względnie miękką kiść, wykończy akcję obydwiema rękami wokół obręczy, biega z piłką od kosza do kosza, potrafi przyłożyć masę. Najbardziej brakuje mu ogrania i nieco techniki. Przypomina mi Zacha Randolpha i Marca Gasola w jednym, haha. Mówię o siłowym stylu, a jednocześnie sprycie i podaniach. 

Sprawdzam też komentarze pod wczorajszym postem, a tam pytania, do których zadawania sam Was zachęcałem, więc teraz wypadałoby, abym odpowiedział. 

Jak się podobają New York Knicks pod Mikem Brownem? Czy istnieje zauważalna różnica w grze od czasów Thibbsa? 

  • tempo gry podobne
  • wciąż całkiem niezła kontrola piłki, niewiele strat
  • w dalszym ciągu wyróżniają się fizycznością
  • są agresywni na atakowanej tablicy
  • to generuje dodatkowe rzuty z gry, punkty drugiej szansy
  • opanowana własna deska oraz wynikająca z tego kontrola tempa gry
  • DUŻO więcej niż za Thibbsa rzutów trzypunktowych: 34 -> 41 prób w meczu

Szczerze? Jestem w szoku jak niewiele różnic jest w zespole nowojorskim względem minionego sezonu, ale umówmy się, że Mike Brown to trener korporacyjny, on ma robić tak, żeby w szatni był spokój, kluczowe postaci zadowolone, wliczając gwiazdy, kluczowych graczy zadaniowych jak i szefów projektu. Mistrzowskiego potencjału tutaj nie ma. Towns niegrywalny przeciwko najlepszym, ofensywa zdominowana przez Jalena Brunsona, który mając cały talent świata wokół siebie, nadal oddaje przeszło dwadzieścia rzutów w każdym meczu, a pod presją stawki/ wyniku, będzie tego jeszcze więcej. Pozdrawiam Bartek Gajewski

 

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie mam pojęcia kiedy zacząłem czytać GWBA, spokojnie 10 lat temu, jeśli mnie pamięć nie myli. Pzdr Bart, piszpan dalej:) pzdr dla społeczności!:)

    (11)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Dylan Harper w pierwszych kozlach na polowie rywala wyglada jakby nie wiedzial co ma zrobic po czym pierwszy koziol i pierwszy krok przy przeciwniku daja mu ogromna przewage 😉 Powodzonka 19-letni chlopaku i oby tak dalej. Do poprawy rzut poldystansowy i dystansowy, bo samym wchodzeniem (w oby dlugiej karierze) pewnej bariery/poziomu nie przeskoczy.
    Wielu juz bylo tego typu graczy, ktorzy raz na jakis czas blysnelo +20 pkt wjezdzaniem pod kosz, ale nie majac rzutu stawali sie rezerwowymi lub przepadali w dluzszej perspektywie.
    Derric Queen oddaje bardzo trudne rzuty w ktorych trzeba miec mnostwo szczescia
    Niech sie mlodzi rozwijaja. Staja nowymi gwiazdami i ulubiencami

    (12)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Oglądałem oba mecze Minessoty z Phoenix i jeszcze jeden wygrany mecz Minessoty i krótko mówiąc Timberwolves mają bardzo duże ograniczenia przez co w Play Off będą mieć ogromne problemy z każdą obecną tam drużyną.
    Wielu mówi że problemem Minessoty jest poprostu brak rozgrywającego ale moim zdaniem problem jest mimo wszystko trochę większy.
    Minessota nie ma zawodników którzy potrafią zagrać 1 na 1 i nie mówię tu o grze typowo do kosza ale o kimś kto minięciem rywala wprowadzi chaos w drużynie rywala co sprawi że gra w ataku przyspieszy (jedynym takim graczem u nich jest Edwards)
    Phoenix grało bez Bookera i Greena czyli graczy którzy potrafią 1 na 1 minąć każdego a mimo to tacy gracze jak Gillespie, Allen czy nawet Goodwin potrafią zagrać szybką akcję i poprowadzić grę.
    Minnesota ma świetnych zawodników ale tylko w swojej zawężonej roli.
    Gobert ogólnie gra swoje, trzyma obronę, kończy łatwe akcje i ciężko mu coś zarzucić (no oprócz tego brzydkiego faulu na Williamsie)
    Randle podobnie, gra to co potrafi czyli okazjonalna 3, dobra siłowa gra na post up, dobre umiejętności podań ale wszystko to jest w wolnym tempie nie ma tam elementu zaskoczenia i to nie jest wina Randla bo on zawsze tak grał.
    Kolejny to McDanyels, dobra obrona, zostaw go na 3 to trafi, jak obrócą się spóźni to zaatakuje obręcz i niby wszystko spoko ale to kolejny zawodnik co sam nic nie wykreuje.
    Di Vincenzo to typowy gracz łapać i rzucać (podobny do Royca O’Neale w tym względzie) jak złapie rytm to potrafi trafiać seriami ale to wszytko po podaniach kolegów a nie po swoich akcjach bo tego po prostu nie potrafi.
    Naz Reid ogólnie to też fajny gracz ale on nic oprócz rzucania 3 nie potrafi, sam nic nie zagra, na zbiórce przeciętny, gra tyłem do kosza biorąc pod uwagę jego warunki fizyczne w ogóle nie istnieje.
    Dodaj do tego zardzewiałego Conleya i młodych graczy którzy nie mają żadnej regularności i mamy to co mamy.
    Edwards gra świetną koszykówkę, potrafi zdobywać punkty na różne sposoby ale jak nie ma go na parkiecie to gra stoi (zresztą nawet z nim na parkiecie gra stoi bo reszta xd stoi xd i tylko czeka na piłkę)
    Podsumowując, moim zdaniem Minessota powinna spróbować wymienić się nie tyle po jednego dobrego zawodnika tylko raczej po 2/3 zawodników którzy dadzą tej drużynie trochę szybkości i kreatywności i którzy chociaż raz na jakiś czas zagrają 1 na 1 z obroncą.
    Mimo wszytko Reid czy Di Vincenzo mają chyba w lidze jakąś wartość, do tego młody nie wykorzystywany przez nich Dillingham i może coś dało by się z tym składem jeszcze zrobić.

    (9)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Mnie osobiście też ten Harper nie przekonuje póki co… styl gry tragiczny (praktycznie same wejścia pod kosz), ale może się rozwinie…

    Szczerze, to on żadną gwiazdą NBA na pewno nie będzie.

    (-4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    typy, pomysły, gdzie Jeremiasza ulokować (żeby było dla niego korzystnie, pod względem minut, składu – potencjału np. zasłony, dobrzy podający, nauka od kogoś, wpasowanie, trener, 1sza piątką bądź 6stka, pewny 2gi garnitur, na koniec kontrakt długość i wysokość) ??

    (8)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeremy da sobie radę. Niech odchodzi z Spurs jak najszybciej i trafi pod skrzydła trenera i systemu który bedzie chciał korzystać z jego umiejętności?
    Ciekawe czy pasowałby do Denver?

    (2)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Pasować by pasował. Problem jednak w tym, że w Denver jest gracz o dość podobnym profilu, czyli Peyton Watson, więc Nuggets raczej nie będą bardzo zainteresowani.

      (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Czytam GWBA praktycznie od początku istnienia. Idealnie trafiłeś wtedy w gusta 15 latka u którego nagle zrodziła się wielka pasja do koszykówki. W tamtym czasie, było to moje jedyne źródło wiedzy o koszykówce, bo rodzice niechętnie patrzyli na moje próby oglądania meczów w środku nocy 🙂 Odświeżałem stronę kilka razy dziennie w poszukiwaniu nowych treści, bo zawsze można było liczyć nie tylko na relacje z parkietu, ale również jakaś ciekawą historię (pozdro BLC) czy nawet ranking filmów o koszykówce XD Obecnie choć koszykówka nie jest tak ważna dla mnie jak kiedyś, codziennie w przerwie od pracy wchodzę i czytam twoją relację. Interesuje mnie zazwyczaj sam tekst, często nie oglądam nawet skrótów 🙂 Świąteczną relacje też przeczytam. Nie wiem którą to już wigilia z GWBA, ale na pewno nie ostatnia.

    Wesołych 🙂

    (12)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Zupełnie jakbym czytał o sobie, no wszystko się zgadza co do słowa. Wiek możliwe że również jeśli masz 28 lat. Ale myślę że jest nas wielu, podobnie wychowanych na GWBA. Niech to się kręci nawet jakby relacje miały być co trzy kolejki zbiorcze takie. W sumie nawet to mi pasuje, taka pigułka najwazniejszych wydarzeń z kilku dni bez wchodzenia szczegółowo w jakiś mecz typu Utah-Wizards hehe.
      Pozdrawiam i wesołych świąt dla wszystkich!

      (3)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Również jakbym czytał o sobie z tym że ja zacząłem jakoś w 2012 chyba niedługo po finałach heat vs okc bo koledzy już coś ogarniali a ja tak niezbyt i wtedy znalazłem GWBA albo GWBA znalazł mnie. Chłonąłem każdy artykuł, to była i jest moja encyklopedia o historii nba i tym co w niej aktualnie.

      (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu