NBA: Giannis Antetokounmpo ma dość sytuacji w Milwaukee, sam się zdiagnozował

17

Welcome home, all you basketball junkies! My name is Bartek Gajewski and this is GWBA, your daily piece of bball narratives. Patronami odcinka są H Delfino, a także Mr Woyteck, dziękuję, jedziemy. 

Martwi mnie postawa Denver Nuggets, drobny zakład złożyłem na początku sezonu, że zdobędą mistrzowski pierścień, ale do tego trzeba współpracy wszystkich elementów, wszystkich pionów, wszystkich sztabów, także tego medycznego. Nie może być tak, że kluczowa postać Aaron Gordon po raz kolejny ulega urazowi, któremu można było przeciwdziałać, któremu można było zapobiec.

Znacie Aarona, poznaliśmy go gdy miał szesnaście lat, już wtedy był byczkiem (zobaczcie na tę szczękę), który rówieśnikom po głowach skakał:

Wybrany przez Orlando z czwartym numerem draftu 2014 roku, przy okazji: gdzie wtedy byłeś? Magicy liczyli wtedy, nie po raz pierwszy zresztą (hello Paolo Banchero), że trafił im się „franchise player”. Przez sześć sezonów Gordona dokarmiali podaniami i nie tylko. Kulminacyjnym punktem kariery AG na Florydzie był czwarty sezon, w którym notował 17.6 punktów oraz 7.9 zbiórek. Co tu wiele gadać: samodzielne kreowanie akcji w wiodącej roli, szło mu jak po grudzie, a rzutu trzypunktowego dorobić się nie mógł. Brylował za to sprawnością, a raczej kombinacją sprawności i gabarytu, co nie uszło uwadze sztabowcom NBA, ani kibicom. Nawet tym niedzielnym: 

Transfer do Denver Nuggets w szóstym sezonie pracy był dla AG jak haust świeżego powietrza. Zdjęto z niego gwiazdorskie oczekiwania, zaproponowano pracę bliższą posiadanych kompetencji. Od momentu rozpoczęcia współpracy z parą Nikola Jokic & Jamal Murray, kolega Aaron już nie rzeźbi niczego na parkiecie, co najwyżej gra głęboki post up z niższymi rywalami. W większości jednak on wykańcza akcje wokół obręczy, pokazuje się do piłki, przedłuża podanie, broni, a jeśli już rzuca z wyskoku, to są to treningowe, stacjonarne pozycje, żadnych kreacji autorskich czy wygłupów. 

Dodatkowy entuzjazm wynikał z faktu coraz częściej odnoszonych zwycięstw. Fani przyjęli go z miejsca, bo jak inaczej przyjąć gościa, z którym w składzie Nuggets z bomby wygrali 17 z 21 meczów. Wyglądali naprawdę kozacko, mistrzowskie plany pokrzyżowała poważna kontuzja kolana Jamala Murraya. Co się jednak odwlecze… dwa lata później Denver świętowali zdobycie mistrzowskiego tytułu, którego AG był kluczową, nieodzowną częścią. W rundzie finałowej z Miami, Gordon notował 14.0 punktów 7.4 zbiórek 3.o asyst 60% z gry oraz 55% zza łuku! 

Dlaczego o tym piszę? Otóż mili Państwo, trzydziestoletni dziś Aaron Gordon zamiast szykować się na kolejne mistrzowskie playoffs, dziś w nocy znów uszkodził ścięgno udowe. W zeszłych playoffs mimo stwierdzonego uszkodzenia (Grade 2 sprain) Nuggets nadal kazali / zezwolili na grę. Nic z tego nie wyszło, a wskutek pogorszenia stanu nogi stracił wiele miesięcy. Niedawno wrócił, ale Denver jak widać nie przeszkodziło to, by go wystawić w meczu dzień po dniu…  

Za sprawę wzięli się reporterzy i co donoszą? Jamal Murray informował o napięciu mięśnia dwugłowego, grał pomimo obaw. Christiana Brauna przywrócono zbyt wcześnie, zaraz po kontuzji kostki, skręcił nogę na nowo. Jonas Valanciunas z naciągniętą łydką wrócił dziś znacznie wcześniej niż początkowo zakładano. Oby się poważniej nie uszkodził. Poza grą pozostają Nikola Jokic i Cameron Johnson. Powiem tyle: żadnego nie chcę widzieć na boisku przed przerwą na All-Star! 

Nuggets z wynikiem 31-15 dadzą sobie radę, choćby mieli zjechać w tabeli, bez zdrowia kluczowych postaci, mogą sobie co najwyżej nagwizdać. 

Jak widzicie powyżej, skala dominacji OKC Thunder również zmalała. Dziewięć porażek na tym etapie sezonu, to już nie ma mowy o biciu żadnego z rekordów. Wczorajszej nocy, na własnym parkiecie, przegrali (114:117) z… Indiana Pacers. Od razu mówię: nie zagrali kontuzjowani J-Dub, Hartenstein, Caruso, Wiggins, Mitchell, a dedykowani strzelcy, czyli panowie Lu Dort i Isaiah Joe zaliczyli 0/10 zza łuku. Na nic tradycyjna, skuteczna postawa Shaia (47 punktów 17/28 z gry) który sam meczu nie wyciągnie. 51-41 na tablicach dla Pacers, którzy trafili ponad 42% trójek.

A więc rewanż za ubiegłoroczne NBA Finals i bardzo dobrze. Rick Carlisle zagrał bez środkowego (Jay Huff dwie minuty gry) w pierwszej piątce i to był strzał w dziesiątkę, bo OKC nie miało wyraźnego celu do zaatakowania. Nie było też przewag szybkościowych, a ogólny poziom talentu wręcz stał po stronie gości. Graczem meczu Andrzej Nembhard, autor 27 punktów 7 zbiórek i 11 asyst.

Co więcej? Houston Rockets występując dzień po dniu oprawili na wyjeździe Detroit Pistons. Martwić może stuprocentowe poleganie zespołu na postaci Cade’a Cunninghama, który wrócił na plac mimo kontuzji nadgarstka. Mimo napastliwej obrony docierał na swoje klepki, ale z wykończeniem miał poważny problem i inaczej jak urazem ręki tego wytłumaczyć nie sposób: 12 punktów 8 asyst 6 strat jedynie 5/13 z gry oraz 0/4 zza łuku świadczące o braku wiary we własne możliwości i zręczność w tym spotkaniu. Czasem tak jest, że boli albo piłka w rękach wydaje się kwadratowa i nie inaczej musiało być w tym spotkaniu. 

Wydarzeniem wieczoru w Detroit był Kevin Durant, który oprócz zdobycia 32 punktów, co chwila urządzał sobie pogawędki z miejscowymi kibicami:

Do kogo ta mowa? R%chasz własną matkę… co byś zrobił, jak byś wyglądał tutaj na boisku… gruby matkoj%bca, g%wno zrobisz, hamuj bajerę. 

Możesz mi possać. Dorosły facet. Dorosły facet na moim fi%cie przez całą noc.

 Taki to nasz Kevin, nie kąpię się jak siedzi w domu i nie ma meczu, nie szczypie się w tańcu i nic mu nie zrobicie, haha. 

Niestety, mam dla Was kolejną, przykrą informację, otóż Giannis Antetokounmpo naciągnął łydkę i sam siebie zdiagnozował po (przegranym 100:102) meczu z Denver: 

Przejdę teraz rezonans, po czym powiedzą, że coś uszkodziłem w łydce. Dostanę protokół, plan rehabilitacji obejmujący 4-6 tygodni i tyle mnie nie zobaczycie. Mówię to z doświadczenia pracy w NBA. Wrócę pewnie pod koniec lutego albo na początku marca. Mam nadzieję, że zespół beze mnie wywalczy chociaż udział w play-in. 

Nie brzmi to dobrze, Giannis jest lojalnym gościem, ale wszystko wskazuje na to, że stracił cierpliwość do projektu prowadzonego przez Doca Riversa. Bilans zespołu z Milwaukee mogliście podpatrzeć wyżej. 

No i jeszcze jeden uraz, tym razem u Devina Bookera w PHX. Mowa jest o skręconej kostce i zobaczcie proszę w jak idiotyczny sposób mu się ta stopa wywinęła. Aż chciałoby się powiedzieć, patrz dokąd biegniesz…

Był jeszcze pełen dramaturgii mecz Bostonu z Brooklynem. Nowojorczycy zirytowani blamażem, jaki dali w Madison Square Garden, bardzo chcieli dziś wygrać. Trochę się sprawy w ekipie Joe Mazzuli pogmatwały, bo rywale naciskali, a tutaj nie było komu ciągnąć. Derrick White otrzymał wolne z powodów przeciążeniowych, a Neemias Queta wystąpił pomimo osłabienia infekcją. 

Na wojennej ścieżce wydają się być panowie Cam Thomas i Jordi Fernandez. Dla tego pierwszego miał to być przełomowy sezon, próba udowodnienia branży, że zasługuje na maksymalny kontrakt. Tymczasem trener trzyma go na ławie, traktuje jak szeregowego kota, w jednym rzędzie zestawia z pierwszoroczniakami, a wszelkie symptomy braku zaangażowania karze błyskawicznie. Jak tutaj: nie chciało się grać, nogi proste jak u kaleki, ławka! 

Na obronę Thomasa (7 punktów 4 asysty) powiem, że ilekroć ten wstępuje na parkiet, zwyczajowo jest przez rywali podwajany i żeby cokolwiek się zaznaczyć, często zdarza mu się forsować rzuty. Tak to już bywa, występy w słabym, nieogranym, pozbawionym kluczowych kompetencji zespole.

Jak mówię, Brooklyn nie zamierzał tego dnia przegrywać. Wykorzystali braki i osłabienie rywala, deskę zdominowali 58-41, Michael Porter Junior zdobył 30 punktów, Jaylen Brown musiał na swoje pracować znacznie ciężej niż zwykle (9/27 z gry) i tylko linia za trzy uratowała Boston. 

Payton Pritchard ciągnął atak (32/4/4), Sam Hauser trafił 5/10 trójek, ale nawet to mogło być za mało. Przy stanie 104:102 dla C’s desperacki rzut Portera z góry dobił Nicolas Claxton i mieliśmy dogrywkę. Tam gospodarze byli już niemal pewni zwycięstwa, 112:107 dla Nets widziałem przy 5 sekundach do końca! I wówczas szalony strzelec Pritchard, wkleił tróję, błyskawicznie sfaulowali, a dziewiętnastoletni rookie Nolan Traore spudłował drugą próbę. Była przerwa na żądanie, narady, następnie wpuszczony na plac Hugo Gonzalez, kolejny rookie, którego rywale wyraźnie zlekceważyli. Ten jak gdyby nigdy nic, przebiegł w poprzek boiska do rogu parkietu i nienagabywany czyściutko strzelił na remis. 

Śmiechom nie było końca, a następnie, w drugiej dogrywce, bożkowie koszykarscy zemścili się na Brooklynie za pokpienie sprawy. Podwojony Brown, Pritchard z rozpędu wjechał na lewą rękę i Boston już tego nie oddał. Super drużyna, daleko przekraczająca wszelkie oczekiwania stawiane im w tym sezonie. Gratulacje!

Co typuję dzisiejszej nocy? Dziś mecze lecą wcześniej, NBA dba o to, by europejscy fani też mieli coś od życia. Charlotte z Waszyngtonem już prują siatę od osiemnastej, podglądam jednym okiem, ale tegoż meczu nie polecam. Niedobra to reklama dla najlepszej ligi świata, raczej sobotnia szkółka koszykówki. 

Moją uwagę zwraca mecz Cleveland z Orlando, pojedynek dwóch równorzędnych ekip, które mają w tym roku chrapkę na coś więcej niż awans do playoffs. Nie zagra Franz Wagner, ale do składu Magików powrócić ma Jalen Suggs. Co typuję w tym spotkaniu: 

Jaylon Tyson (CLE) przynajmniej 5 zbiórek 

Odkąd kontuzjowani są Sam Merrill i Darius Garland, młody Tyson oprócz dotychczasowych obowiązków spełnia / klei dodatkowo dwie funkcje: wspiera ball-handling oraz gra jako off-ball shooter. Co za tym idzie, zbiera znacznie większe i pewne minuty (projekcja mówi o 30-38 minutach dziś na placu) a jego statystyki pęcznieją, bo zawodnik to młody, sprawny i zaangażowany. Pięć lub więcej zbiórek uzyskiwał w:

  • 15 z 18 występach, w których grał minimum 30 minut
  • ośmiu ostatnich występach, w których nie wystąpił Garland
  • w pięciu kolejnych meczach rozgrywanych dzień po dniu

Zakładam, że będzie krył leniucha Banchero na zmianę z Banem, czyli połowę czasu w obronie spędzi na weak-side, gdzie statystycznie pada najwięcej piłek. Przy okazji to dobra okazja, aby przyjrzeć się bliżej postaci Jaylona Tysona, który w tym sezonie zaliczył wielki postęp. 

Donovan Mitchell (CLE) przynajmniej 25 punktów

Tutaj bez filozofii. Nieobecność kolegi Garlanda wymusza duży, jeszcze większy niż zazwyczaj, wolumen strzelecki po stronie Donovana, a i sam matchup mi się podoba. Orlando Magic obronę mają silną wyłącznie w teorii. Przeciwko ball-handlerom to sam koniec stawki, tracą ogrom punktów, nie kryją dobrze ani pull-up jumpers ani izolacji. 

Magicy ufają filozofii indywidualnego krycia, pierwsze opcje rywali mają strzelać, ale nie angażować kolegów, dążą do rozczłonkowania ofensywy zespołu przeciwnego. Mitchell przeciwko zespołom spoza pierwszej ósemki defensywnych rankingów oraz spoza pierwszej dziesiątki obrony PNR zalicza overy w 18 z 21 dotychczas rozegranych meczów zaliczając średnio 31.7 punktów na 23 oddanych średnio rzutach z gry. W meczach dzień po dniu notuje średnio 30.0 punktów. 

Tak to widzę, dwa zdarzenia z tegoż meczu łączę na jednym kuponie na BETTERS. Kurs wynosi 2.36 

Jeśli chcecie zagrać razem ze mną, to tutaj jest link: 

https://www.betters.pl/GWBA

Powodzenia i do przeczytania! B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Warto zaznaczyć , że w meczu Boston Brooklyn przy ostatniej akcji Joe Mazzula nie tylko wpuścił Hugo. On zobaczył , że obrona po timeoucie ustawia się w strefie 32. Dopiero wtedy, pomimo już pewnie rozrysowanej akcji ,zarządził zmianę i szepnął na ucho Hugo co ma zrobić. Majstersztyk

    (9)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    weszło ! dzięki Admin poproszę więcej . pytanie opierasz się tylko na statystykach typując NBA? na co patrzysz? fajny ten Tyson, dynamiczny bardzo

    (-2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    „Tak to już bywa, występy w słabym, nieogranym, pozbawionym kluczowych kompetencji zespole”.
    Kiedyś odbyłem już dyskusję z innymi kibicami, czy łatwiej jest robić linijki w słabszym zespole, czy w mocniejszym. Oczywiście tej drugiej opcji broniłem praktycznie sam. Nie wiem, skąd to przeświadczenie u większości, że grając z nieogarami lub samolubami, bez strategii i szans na nawiązanie walki z gros ligowych rywali, ktoś nabije statystyk na przestrzeni sezonu. Przecież w dobrym zespole, z dobrymi zawodnikami, z trenerem umiejącym wydobyć atuty z każdego gracza, wszystko idzie łatwiej, jak partner odwali połowę roboty.

    (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      wydaje się, że są przykłady na wszystko – Iveron (osobiste staty i cele vs średnia drużyna), Kevin Love (super staty w słąbym zespole, w mocnym zespole niskie cyfry), Bill Russell i większość Celtów w każdej dynastii (średnie cyferki, a drużyny niesamowite i wyniki), MJ (oba przypadki zawsze swoje cyfry na maksa a pół kariery nic drużynowo nie osiągał a pół i cyfry i wynik), Kobe (podobnie swoje cyfry zawsze pilnował, ale grał w słabych lakers także), Steph (także dobre cyfry, choć w mocnych drużynach obniżał swoje cyferki dla innych), Duncan (cyfry nie aż tak imponujące w sumie a jednak wynik drużynowy) … więc trzeba by było wejść w konkretne statystyki a nie pojedyncze przypadki

      (6)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      I tak i nie, ale mysle ze wiekszosci, ktora bronila drugiej opcji bardziej kojarzy sie to z tym, ze jesli w zespole brak rozpisanych jasno rol, to w zasadzie jest kto pierwszy ten lepszy i samolubny gracz, ktory umie grac 1 na 1, sam kreowac sobie gre i zdobywac punkty na pewno bedzie mial duze szanse na nabicie statystyk. Ten sam grajek w zespole z jasno rozpisanymi rolami i struktura, gdzie kazdy gra na kazdego moze sie wpasowac, ale jednoczesnie nie bedzie gral tak duzo pod siebie wiec automatycznie staty poleca. Rozumiem obie strony, bo kazda moze miec w pewnym sensie racje. Niestety duza czesc grajkow ma problem z wpasowaniem sie w role i zmniejszona ekspozycja, bo to rowna sie mniejszym kontraktom. Takze mozna by tu duzo dyskutowac

      (6)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    nie ma nic bardziej frustrujacego niz gra w druzynie, ktora jest niezgrana i do tego sklada sie z nieporadnych graczy. albo szarpiesz pod siebie wszystko na sile w takim scenariuszu, albo machasz reka i wychodzisz, zeby sie nie denerwowac. wyniki i radosc z gry ida w parze ze zgraniem i kompetencja zespolu. takie mam spostrzezenia po 30 latach gry w koszykowke 😉

    (3)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    wg CBS właściciel GSW aktywnie wpływał (z megatywnym skutkiem) na wybory w drafcie od 2018 (wszystkie nietrafione)… „NBA Hater Report: Stephen Curry is suffering from the ego of a sequel-obsessed owner
    Joe Lacob sees himself as the author of the Warriors’ dynasty” ciekawey artykuł, jeśli prawdziwy

    (8)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    do Pana Admina, a może art z twoimi przewidywaniami, czy, kto, co, gdzie… pójdzie w transferach przed trade deadline 5 lutego (czy nic i posucha)….??

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu