NBA jednak nie umiera | przepraszam Doca Riversa

Siema, siema, patronami odcinka są niezastąpieni Michał Machał oraz Krainek, dziękuję przedświątecznie! B
Po jednodniowej przerwie związanej z finałem NBA Cup, dziś liga wraca do pracy. Za chwilę powinniśmy zobaczyć pierwsze w tym sezonie transfery, bowiem 15 grudnia upłynął regulaminowy „okres ochronny” dla zawodników, którzy tego lata podpisywali kontrakty z wolnej stopy, czyli jako free-agenci. Odblokowały się nowe możliwości, a kluby, przynajmniej teoretycznie, poznały swe potrzeby kadrowe i mają świadomość braków.
Dla przykładu od paru dni trąbi się o chęci przyciągnięcia do Denver Nuggets dynamicznego strzelca, który punktowo wsparłby zajeżdżanego aktualnie Jokera. Potrzeba naturalnego scorera, takiego na przykład Zacha LaVine, który jednak jest dla ekipy z Colorado za drogi.
Domyślam się, że jeśli ktokolwiek ze starterów miałby opuścić pokład, będzie to Michael Porter Junior. Powiedzmy sobie od razu, gdyby Denver miało otrzymać w zamian Cama Johnsona i jeszcze przykładowo Doriana Finneya-Smitha, to nie powinni mrugać dwa razy. Brooklyn i tak ogłosił wyprzedaż totalną, poddają sezon, nie mają czego szukać bez zawiadującego piłką Dennisa Schrodera (aktualnie już w Golden State) bo przecież Ben Simmons nie jest nawet w stanie zagrać pick and rolla. Nikt w lidze nie szanuje jego kompetencji rzutowych więc rywale idą pod zasłoną i na razie. Ben może i gra jako rozgrywający, ale tylko w obronie. W ataku bliżej mu do centra, niestety takiego, który stroni od kontaktu fizycznego, więc nie wiem.
Może inaczej, spójrzmy na tabelę i zastanówmy się co stoi na przeszkodzie topowym zespołom na drodze do mistrzowskiego tytułu.
Oklahoma City Thunder – potrzebują zdrowego Cheta Holmgrena, wyglądają bardzo dobrze, przez sezon zasadniczy idą jak burza, ale jeszcze nie oglądaliśmy współpracy dwójki podkoszowych i nie wiemy jakie pomysły ma trener Mike Daigneault w sytuacji, gdy przeważający fizycznie rywal ustawia silnego fizycznie PF/C na wysokości linii rzutów wolnych. W finale NBA Cup kolega Giannis ich stamtąd rozbił, zaskoczenie było wielkie. Wszelkiego rodzaje akcje high-low, czyli pomiędzy dwoma wysokimi, to stanowi issue defensywne Thunder. Czy to jest ich rok, trochę przyjdzie niektórym wątpić, może okazać się za wcześnie, zobaczymy co z Chetem.
Memphis Grizzlies – nikt ich poważnie, to znaczy jako kandydatów do mistrzostwa nie traktuje, ale lekceważyć chłopaków to błąd. Generycznie patrząc Ja Morant jako pierwsza linia obrony, a następnie Zach Edey jako center, to nie jest recepta na sukces w playoffs. Defensywnie będzie dramat. Lakers pokazali też ostatnio jak bardzo przeciętnie potrafi wyglądać atak Niedźwiadków gdy odebrać im środek. Zespół wciąż dojrzewa, na pewno podoba mi się świeżość zawodników, szeroka rotacja gwarantuje wysoki poziom energetyczny, tylko wiecie, w playoffs ta różnica w poziomie energetycznym ulegnie zatarciu, a rotacja siłą rzeczy zostanie skrócona. Ideą trenera Jenkinsa jest wyrzucić przeciwników z dala od obręczy, trochę po macoszemu kryją łuk tylko przeciwko najlepszym to nie przejdzie. Trudno powiedzieć jakich zmian kadrowych mogliby dokonać, na każdej pozycji mają alternatywy choć z drugiej strony zespół składa się z graczy mało wszechstronnych. Stąd, patrz pierwsze zdanie.
Houston Rockets – podobna sytuacja, wielu utalentowanych graczy, szeroka rotacja, duża intensywność, ale kto ich pociągnie przez najcięższe walki? Jalen Green? Fred VanVleet? Alperen Sengun? Każdy potrafi wnieść na plac wysoką jakość, ale każdy też ma słabości, które przeciwnik będzie próbował wykorzystać. Wszelkie zmiany kadrowe w tym momencie byłyby na niekorzyść. Pozostaje natomiast pytanie o kompatybilność najważniejszych elementów. Rockets jak dla mnie niegotowi są na największe sukcesy.
Dallas Mavericks – ogromna szkoda utraty Derricka Jonesa Juniora, której do teraz nie mogę przeboleć. Naji Marshall ma swoje momenty, ale jako defensor nie ma do DJJa podjazdu. Zatrważająco słabo defensywnie potrafią wyglądać pozycje 1-3, PJ Washington (absolutnie kluczowy gracz) miał ostatnio problemy zdrowotne, Dereck Lively nie robi postępów, o jakie go podejrzewaliśmy. Tym niemniej, celem Mavs jest przejść bez szwanku przez rundę zasadniczą, doskonale wiadomo, że Luka Doncic to gracz, który najlepiej wygląda w fazie playoffs. Mogąc przygotować się pod konkretnego rywala Mavs będą dopiero groźni. Dysponują niezwykle wszechstronną ofensywą i chcąc nie chcąc powalczą z każdym w serii. Zespół godny powrotu do finału konferencji.
Denver Nuggets – jeśli faktycznie zepną transfer i dodadzą prochu strzelniczego na pozycje 2-3, wówczas ich aspiracje mistrzowskie będą uzasadnione. Sama postać Jokera przy zdrowiu pozostałych członków zespołu daje im większe szanse na puchar niż paru zespołów wyżej wymienionych.
Phoenix Suns – nie da się wygrywać rzucając z wyskoku? O błędnym założeniu tego stwierdzenia nie raz przekonali nas m.in. Golden State Warriors, ale tak. W przypadku PHX nie widzę opcji by bili się w tym roku o najwyższe laury. Nie z baryłkowatym Nurkicem na centrze. Mike Budenholzer umieścił ich w rolach komfortowych, adekwatnych do talentu, ale to wciąż zespół polegający na naprzemiennych popisach jednej z gwiazd czy gwiazdek. Brakuje środkowego, mobilności podkoszowej albo może przede wszystkim żywotności, pazura, zwierzęcej walki do upadłego. Tutaj nie ma iskry zapalnej, człowieka od brudnej roboty, nawet Grayson Allen już posiwiał.
Minnesota Timberwolves – moim zdaniem nie mają żadnych szans na tytuł w tym roku. Za wolni decyzyjnie, niezgrani, niekompatybilni liderzy, ponadto w playoffs może okazać się, że pod presją żaden starter na pozycjach 3-4-5 nie potrafi rzucać zza łuku.
Golden State Warriors – właśnie dodali Dennisa Schrodera, który jeśli nie ma stanowić mięsa transferowego na dalszy handel, wprowadza do składu element gry pick and roll. Może w parze z Jonathanem Kumingą nakroją chleba w ramach drugiego składu? Nie chcę się wypowiadać, bo nie widziałem ich jeszcze w akcji. Dubs to zespół nieprzeciętnie inteligentny, szybki, sprawny, z doświadczonymi decydentami, a takie są zawsze groźne.
Los Angeles Clippers – przy zdrowiu najważniejszych postaci, czarny koń NBA w tym sezonie. Kibicuję im bardzo, podoba mi się defensywa i jasne nakreślenie ról w zespole. James Harden obowiązkowo do All-Star. Kadrowo potrzebują wyłącznie zdrowego Kawhi Leonarda.
Los Angeles Lakers – podopiecznych JJ Redicka wymieniam jako żart, chichot los. Lakers to dom spokojnej starości, gdzie do każdego posiłku dodają szczyptę ekstazy. Ich nie można usprawnić, tutaj wymagany jest gruntowny remont fundamentów. Niektóry wykonawca powie Ci nawet, że lepiej zburzyć i od nowa postawić. Iluzoryczne szanse na tytuł.
Cleveland Cavaliers – dla mnie oni żadnych trofeów nie wywalczą z Dariusem Garlandem. Zmienić go na postać o dwie kreski mniej ofensywną, ale defensywną, gościa pokroju Jrue Holidaya, wówczas można walczyć. Mobleya możemy już traktować jako samodzielnego kreatora gry, nawet pod presją powinien przynieść swoje. Tutaj dalszy rozwój kompetencji ofensywnych jest absolutnym kluczem do sukcesów. Allen drugi kolejny sezon chodzi w obronie na obwód i sobie radzi. Mitchell ma ten walor, jemu presja playoffs nie robi. Dopóki jednak zmiany nie nastąpią, druga runda maks w mojej skromnej opinii.
Boston Celtics – oni o niczym innym nie myślą tylko o powtórce i kolejnym pierścieniu. Mają sprawdzone patenty, pod wieloma względami określają standardy w lidze, sezon do sezonu jeszcze bardziej podnieśli wolumen rzutów za trzy, a przy tym tylko minimalnie spadł im średni procent skuteczności. Grają najbardziej efektywny basket w lidze, Tatum i Brown są w życiowej formie, graczy zadaniowych wokół mają najlepszych z możliwych, trudno wręcz znaleźć słaby punkt. Moim zdaniem rywale będą w playoffs bić w weteranów, zostawiać na łuku Holidaya, Horforda, grać dwoma wysokimi w środku i liczyć na szczęście. Nie wydaje mi się jednak by ktokolwiek zagroził im w drodze do NBA Finals.
New York Knicks – center Mitchell Robinson pozostaje poza grą, więc nie widziałem jeszcze Karla Townsa w roli „czwórki” ale patrząc na niechęć, z jaką opuszcza pole trzech sekund w tym sezonie, nie sądzę by Tom Thibodeau szykował dla niego rolę power forwarda. Pozwolę sobie jeszcze nie oceniać, ofensywnie to jest zespół z potencjałem mistrzowskim, ale stracili pazur, szybkość, ten killer instinct.
Orlando Magic – aktualnie grają powyżej możliwości, dwaj gwiazdorzy Banchero i Franz są poza składem, kiedy wrócą będziemy się przyglądać ekipie Jahmala Mosleya. Mimo wszystko uważam, że nie starczy im ofensywy na rywalizację z najlepszymi. Ściągnięty latem KCP póki co zawodzi oczekiwania jako strzelec.
Milwaukee Bucks – ostatni z zespołów, któremu daję szanse na mistrzowskie trofeum, ale musiałoby się to odbyć poprzez kontuzje na górze. Nowością jest Giannis operujący na tzw. łokciu oraz powrót do gry Khrisa Middletona. Moim zdaniem nie ustoją defensywnie przeciwko czołówce, ale raz już się co do Doca Riversa pomyliłem. Kolejne odważne zmiany wprowadzane w składzie sprawiają, że to ja wyglądam jak głupek krytykując tegoż szkoleniowca, którego znów przychodzi mi przepraszać.
Dziękuję za odwiedziny. Fajnie, że wpadliście, bo przecież NBA umiera i za chwilę koniec. Dobrego czwartku wszystkim, miejcie głowy na karku! B











Z całym szacunkiem, ale jeśli znalazło się miejsce dla takich Clippers, GSW, Bucks, Grizz czy Suns, to dlaczego nie ma tutaj na przykład Heat którzy w mojej opinii i raczej nie tylko mojej, mają większe bądź równe szanse na tytuł co te wymienione właśnie XD
Heat i tytuł? Proszę cię. Z czym? Powiem ci że przez lata bardzo ceniłem Erica Spoelstre jako jednego z najlepszych ale ostatnio tak się zastanawiam czy aby na pewno? Gość wygrał jedynie dwa finały z ile tam ich było? 6? Skład z młodym LBJ mieli nieziemski a pokonali łatwo tylko miękkie fajki z OKC i pokonali Spurs o włos, dramatycznie z jeszcze ulepszonym o super strzelca składem Sugar Ray’a który trójką na buzzera dał dogrywkę….tych starych Spurs którzy rok później w rewanżu dosłownie wciągnęli ich nosem, wypluli i wytarli parkiet. A co oni dzisiaj mają? Z czym do ludzi? Oni nie przejdą w serii Bostonu, Cavs czy nawet zdrowych Magików. Pozdrawiam
Dobrze, że trzymasz tę łajbę na powierzchni B, bez Ciebie NBA już dawno obok Titanica by leżała :'(
„Dereck Lively nie robi postępów, o jakie go podejrzewaliśmy” – nie wiem skad bylo to przekonanie w zeszlym sezonie ze w tym jeszcze wiekszy postep zrobi. Spoko koles, ale swoj sufit tez ma
Rzucił w zeszłym sezonie/playoffs pare trójek i to chyba o taki postęp chodziło – dodanie rzutu za 3 żeby nie stał sie takim gobertem który w obronie robi robotę ale pomimo tylu lat w lidze nie potrafi zagrać tylem do kosza mając na plecach obrońcę 20 cm niższego
No nie wiem, ja obejrzałem raptem jeden mecz w sezonie i kilka kwart paru innych. Mając League Passa. Pierwszy raz od 20 lat przestałem śledzić ligę, a GWBA czytam zawsze i nie zamierzam przestać. Dla mnie liga umiera, albo po prostu się starzeje i tracę do niej zapał. Pozdro
ps. Zauważył ktoś w ostatnich dniach dziwne zjawisko To wygląda tak irracjonalnie jakby poszedł nakaz praisować Jokica w mediach, by przyciągnąć audiencję. Tak jak tyle lat mu umniejszano (pomimo nagród mvp) tak teraz zaczyna się narracja o najlepszym graczu w historii ligi.
OKC tel do Portland po wysokich.
Ja też dziękuję za artykuł. Ale mi też liga się znudziła. Włączam mecz i często zasypiam 😁.
Trochę brakuje ludzi, których chce się oglądać. Prym w lidze mają Europejczycy – Giannis,Luka i Jokic . Rzadko drużyny grają jakieś schematy 3 osobowe. Wyszkolenie indywidualne się poprawiło.
Na pewno podniosła się skuteczność za 3, coraz częściej piłka tylko pali siatkę ale gra zespołowa na tym cierpi 😐.
No i brakuje Stephòw i LbJòw czyli gości którzy chcą wygrywać w każdym meczu.
Wystarczyłoby zmienić sedziowanie czyli przestac puszczać kroki, niesioną, ruchome zasłony, rozdawanie fauli tam gdzie ich nie ma i techniki za patrzenie na przeciwnika a styl gry sam sie poprawi plus zmniejszenie ilości przerw bo jest ich tak dużo ze 48 minutowy mecz trwa 3 godziny. Pod tym względem euroliga nokautuje nba
Da się zauważyć „ulubieńców”admina…Doc…Menager…cały Boston..Ivey z Pistons kiedyś kuglaż Irving czy ceglarz Westbrook to tak pierwsze z brzegu. możecie dopisać więcej.Ale moim zdaniem to normalne ludzkie podejście tylko nie wciskać na siłe innym i ok👍 Ps.u mnie czołówka to Bron,Gobert,Howard i nie jaki Jeff Hornacek z
grzywką😃
Nie lubisz Hornacka? Za co?
„którego znów przychodzi mi przepraszać” takie trochę słabe te przeprosiny, takie niby przepraszasz ale jednak nie do końca. Już nawet agencja reprezentująca Doca ci nie straszna. No szkoda. Ale jedno jest pewne koniec NBA zbliża się wielkimi krokami.
Dzięki Bartek, że przyznałeś się do błędu z Riversem. Każdy ma swoje antypatie.
Ja chciałbym zobaczyć potyczkę młodych gwiazd Orlando w serii z weteranami Bostonem, Bucks, Knicks lub Miami.
A może LeBron za Garlanda? – oczywiście żart ale to byłby ciekawy eksperyment 😛
Nie wiem, co się odwaliło w ostatnim czasie, że takie dyskusje o przyszłości NBA czytuję. Wszystko, także NBA, ma swoje cykle. Póki grają weterani, to „nowe” jest ciągnięte do roli gwiazd na siłę. A że przeważają kibice „pamiętający, jak to było kiedyś”, to więcej narzekań, niż stwierdzeń, że liga trzyma poziom.
Na Clippers niewielu liczyło, stąd wahadło poszło w drugą stronę. Dla mnie mają szanse podobne do rywali z LA.
Miesiąc temu przekonywałem do nie wyciągania pochopnych wniosków. I dziś zrobię to samo. Na Zachodzie jest 11 ekip, a na Wschodzie 8, które nie tyle mają szanse na finał, ale na spłatanie psikusa w postaci wyrzucenia kogoś lepszego za burtę już i owszem. Część drużyn jest świeżo po przebudowie, część dokona korekty, a inni w końcu wygrzebią się z kontuzji. Mam też wrażenie, że parę ekip (rzucę pierwszymi z brzegu: Mavs, Nuggets, Pacers) dochodzi do siebie po poprzednim sezonie i obecnie nie forsują gry, wiedząc, że granie zacznie się po meczu gwiazd.
Z tymi porównaniami do lat 90. Ja myślę, że jednak obecni poziomem odjechali od tych lat z 90 tych. Podobnie jest w piłce nożnej, w pływaniu, w lekkiej atletyce, w każdym sporcie niemalże, technologie, odzywianie, rozbudowany poziom analizy. Ale dlatego też nie ma co porównywać roznych epok. Ci z lat 90 byli zajebiści. Nikt nim niczego nie odbiera. Inna sprawa to świadomość. Teraz wszystko jest rozbudowane. Znamy każdy krok, każdego gracza. Jest mnóstwo zawodników drugiego planu. Czy ktoś z oglądających lata 90 znajdzie w swojej pamięci np takiego P.Pritcharda, N. Powella. Też inna sprawa, że byliśmy wtedy młodzi, sentyment, lata 90 to lata mlodosci,
P.S
Ciesze się, że admin kibicuje LAC- do tej pory myślałem, że jestem jedynym sympatykiem Clippersów
Niestety, nie do końca się zgodzę. W wielu dyscyplinach sportu wręcz się cofnęliśmy, a lekka atletyka pełna jest takich przykładów (choćby rzut oszczepem mężczyzn czy bieg kobiet na 100m). Jeśli chodzi o koszykówkę to dobrymi przykładami są długowieczni Ray Allen, Kobe Bryant czy Steve Nash, którzy poprawiali swoje procenty i średnie po zmianie zasad w 2005 roku (KB poprawił się o 7pkt na mecz!!!). Joe Johnson będący lekko ponadprzeciętnym zawodnikiem na początku kariery, po zniesieniu handcheckingu stał się dużo bardziej efektywny i nieraz trzeba było go podwajać. Tim Duncan zdobywał mistrzostwa jako główna postać zespołu w latach 99 i 2013, a więc to pokazuje, że zawodnicy starej szkoły będący po swoim prime time spokojnie radzili sobie w dzisiejszej erze pełnej salt ze śrubą przy robieniu wsadu. Długie i owocne kariery Nowitzkiego, Pierce’a, Gasola, Parkera, Randolpha czy też Ginobiliego udowadniają, że „łącznicy” między erami spokojnie radzili sobie na nowych zasadach i to będąc już nie pierwszej młodości! Lebron zaczął kariere trochę później, ale również trzyma fason mimo znacznie gorszej motoryki (nie chcę nawet myśleć, jaką miałby średnią, gdyby zaczynał dziś). Ludziom mniej się chce, a sterydy, odżywianie i ćwiczenia relaksacyjne czy też powięziowe nie są receptą by obudzić w sobie bestię typu Mike Tyson czy Michael Jordan. To może zrobić tylko fanatyczna chęć rywalizacji.
@VKTeam
WPP?! Ty jednak ciągle żyjesz? Widzę, że w opowiadaniu bajek dalej nie masz sobie równych. 😀
Gdzie widzisz tu bajki? Udowodnij albo zamilcz, bo tylko się ośmieszasz.
Nie jest możliwe że upadek NBA zbliża się wielkimi krokami. W NBA kroków nie gwiżdżą!
To jest jakiś mit powtarzany przez osoby, które nba tak naprawdę nie oglądają. Albo nie znają zasad i do dzisiaj upierają się, że step through to błąd kroków mimo, że nawet w ligach amatorskich w Polsce jest to legalne zagranie.
Doc jest wielki! Od dawna uważałem, również na łamach tego portalu, że jest to jeden z najlepszych – jeśli nie najlepszy – trenerów w historii NBA. Ostatnie osiągnięcie jego drużyny tylko potwierdziło tę tezę.
Nie wiem, czy macie dzieci. I w jakim wieku. Ja mam. Dwóch synów, nastolatków. Chowałem ich w kulcie sportu, koszykówki, futbolu, sportów kontaktowych, meczów reprezentacji. W dupie to teraz mają. Zerkną conajwyżej na highligtsy na tik-toku. Nie mają cierpliwości do skoncentrowania się na meczu, nie czują tego rozłożonego w czasie rytmu walki, strategii, rotacji. Jarają się okazyjnie wsadami i rekordami, ale nie kojarzą, że do tego prowadzi zestaw zagrywek. NBA osuwa się w dół w oglądalności. Z roku na rok. Właśnie wytłumaczyłem wam, dlaczego.
To są przede wszystkim ogromne problemy z koncentracją spowodowane tym , że są przebodźcowani wszechobecnymi rolkami tiktokamk itp
Bulleye!
Miami Heat: grają po obu stronach parkietu, głębia składu. Herro coraz lepszy z piłka w ręku, w serii pokonają Cavs
NBA upadło już dawno a upadek się zaczął od tradeu Carmelo do NYK.
Maly, złośliwy człowiek.