NBA: LeBron i spółka pozamiatani szybkością Spurs | mistrzowie ustanawiają kolejny rekord

14

Mamy to, artykułowe „four-peat” GWBA. W osiemdziesięcioletniej historii NBA jest tylko jedna organizacja, która zaliczyła „four-peat” i pozwolę Wam zgadnąć jaka. Jeśli zastanawiasz się dłużej niż ja zdążę napisać Gia-nnis An-te-to-koun-mpo to chyba koszykówką interesujesz się od niedawna, co? Tym bardziej miło, że wpadłeś i czytasz. Zapraszam do lektury, dziś zajmiemy się ćwierćfinałem NBA Cup po zachodniej stronie mapy. Przejdę od razu do rzeczy, Oklahoma City Thunder wyrównali rekord ligi, po dwudziestu pięciu rozegranych meczach ich bilans wynosi 24-1 i jak sami widzicie, nie zamierzają się zatrzymywać.

Thunder 138 Suns 89

Przed nimi 24-1 zaliczali jedynie Golden State Warriors w 2016 roku, ostatecznie dowożąc 73-9, do dziś najlepszy drużynowy wynik w rundzie zasadniczej NBA. Wiemy za to, czego nie dowieźli, prawda? Czy historia ma szansę powtórzyć się w tym sezonie? Szanse są zawsze, sport wymaga nie tylko kompetencji, talentu, poświęcenia, współpracy, ale także rzeczy, których najczęściej ludzie życzą sobie na święta albo na urodziny, czyli „zdrowia szczęścia”.

O samym spotkaniu nie na co wiele gadać, 49-punktowe zwycięstwo to najwyżej w historii NBA Cup rozgrywanego ledwie od paru lat. Thunder po pierwszej połowie prowadzili 74:48, przy czym na zespół Phoenix nie można jednego, złego słowa powiedzieć, a właściwie napisać. Grali bez Devina Bookera, Jalena Greena, a gdy zostali przyciśnięci, ustawicznie pchani, ciągnięci za ręce, zaczepiani przez napastliwych obrońców OKC, odpowiedzieli tym samym.

Swoje momenty miał lider z przymusu Dillon Brooks, który rzucał jednak wyjątkowo niecelnie. Swój moment miał też Grayson Allen, który chciał zaznaczyć, że nie da się spychać z drogi i tak rąbnął z bara Cheta Holmgrena, przedłużając pięściami, że go po namyśle sędziowie wyrzucili z parkietu. Trochę na wyrost ten Flagrant 2, chyba za reputację boiskowego łobuza, a trochę za minę, z jaką ów „manewr” przeprowadził, hehe.  

W końcowym rozrachunku nie miało to jednak żadnego znaczenia, od trzeciej kwarty Thunder byli pewni zwycięstwa, a garbage time zaczął się na dobrą sprawę szesnaście minut przed końcem meczu. Niesamowicie mocni są chłopaki z Oklahomy, ich agresywną obronę znamy, w tym sezonie bardzo przeciętnie idzie im w rzutach za trzy, ale gdy także pod tym względem mają dobrą noc, kończy się właśnie 40-50 punktową wiktorią. 

Uwaga, obrońcy tytułu do przerwy zaliczyli 74 punkty, w tym 13/19 zza łuku (!!!!) 9/9 FT, 6 przechwytów, 5 bloków oraz 15 punktów po stratach rywala. Gdy na plac w drugiej kwarcie powrócili starterzy, przez ostatnie cztery minuty pierwszej połowy Thunder zaliczyli dwadzieścia punktów. Space Jam 2025. Everybody get up it’s time to slam now…

Spurs 132 Lakers 119

Spotkanie dużo ciekawsze z perspektywy sportowej choć jestem lekko zawiedzony postawą ekipy JJ Redicka. Plan na ten mecz zakładał / zakładać powinien nieustanne bicie w pole trzech sekund. Przez ostatnie dwa tygodnie Spurs to najgorsza obrona pomalowanego NBA i wydawało się, że tak samo jak w finale NBA Cup przed trzema laty (LeBron i AD vs Indiana) złoto-purpurowi będą atakować obręcz. 

Tak też po części było, zobaczcie na ten wjazd King Jamesa (19 punktów 15 zbiórek 8 asyst). Szacunek choć w porównaniu do minionych lat, chłop ledwo się od ziemi odrywa. Jeden z największych (być może największy) atletów, jakiego nosiły parkiety NBA pod względem dynamiki zszedł już co najmniej dwa piętra w dół, ale wciąż stać go na tego rodzaju „wyskoki”, niebywałe: 

Inna rzecz to „film”, który mu się w głowie wyświetla. Jestem ciekaw jak LeBron radzi sobie z przemijaniem oraz ile wyrozumiałości wymaga współpraca z nim. Poniższego nie idzie sklasyfikować jako „cieszenie się grą”, James chyba naprawdę próbuje przekonać nas (i siebie), że wciąż jest tym samym zawodnikiem co dekadę temu. 

Lakers pchali się na obręcz, zgodnie z oczekiwaniem, ale wiecie co… nie dostali gwizdków, fauli, sędziowie pozwolili na nieco ostrzejszą grę i się okazało, że taki na przykład Austin Reaves stracił na efektywności (6/16 z gry i tylko 1/1 FT) a Luka Doncic oddał Spurs z 6-8 punktów nie wracając do obrony tylko kłócąc z arbitrem, który nie odgwizdał na nim „ewidentnego” faulu. 

Zastanawia też brak zaangażowania w ofensywę Ruiego Hachimury, który jest zbyt efektywnym graczem, aby w przeszło trzydzieści minut oddawać ledwie cztery rzuty z gry. Tymczasem ekipa Spurs postawiła na swoje przewagi i odkąd wypadł Wembanyama, zaliczają bilans 8-3! Pisałem przed sezonem, to już kompletny zespół, rookie Dylan Harper jako sixthman, kluczowi zawodnicy (za wyjątkiem Jeremy’ego Sochana, dziś zero minut) zrobili zauważalne postępy, a niedocenianym jak sądzę nabytkiem jest środkowy Luke Kornet. 

W tej chwili mają znacząco głębszą ławkę rezerwowych aniżeli Lakers, przewagę szybkości, motoryki i to właśnie dostaliśmy w nocy. Nic dziwnego, że Lakers długi czas próbowali sprowadzić Andrew Wigginsa. Obecnie zasadzają się na Herba Jonesa z New Orleans Pelicans, to powszechny temat, o którym mówi się w kuluarach NBA już od jakiegoś czasu. Lakers potrzebują rasowego obrońcy, z zasięgiem, szybkością i odpowiednią pracą nóg. 

Po dzisiejszym występie atlety Stephona Castle’a (30 punktów 10/14 z gry 10 zbiórek 6 asyst) te wysiłki powinny jeszcze bardziej się nasilić. Nie było komu stanąć na drodze ani jemu, ani Foxowi (20 punktów) ani wspomnianemu już Harperowi (13 punktów 3 asysty). Marcus Smart wrócił, ale jest za wolny i za ciężki. Hachimura także klocek. Reaves, Luka czy LaRavia są zbyt biali, a Ayton ma za wolny procesor.

Speed kills

Oni wszyscy mogą „mądrze stać”, ale koszykówka to jednak gra dynamiki, gdzie biegi i skoki stanowią integralny, niezbędny element. Innymi słowy: speed kills. Ktoś zapyta: a czemu nie Jarred Vanderbilt? JV nie gra, bo już go próbowali parę razy w tym sezonie i każdorazowo atak stawał dęba, bo rywale stawiali na nim centra, który zamiast bronić siedział w środku obrony i wszystkim rzecz utrudniał (notabene: podobny kazus co Jeremy Sochan). Mało tego, pozbawiony rytmu Vando fauluje, jest elektryczny, ma problemy z decyzyjnością i podejmuje zbyt wiele ryzyka w obronie. Przeciwko najlepszym zespołom jego kandydatura nie przejdzie, a ze słabymi zespołami Lakers sobie doskonale radzą. 

Tak, myślę że dzisiejszy mecz dobitnie pokazał słabości kadry Los Angeles Lakers, którzy bardzo potrzebują wsparcia graczy tzw. two-way. Herb Jones to znakomity pomysł, pytanie czy się uda i ile ich to będzie kosztować.  Szturmowcy SAS generowali przewagi, pchali na obręcz albo słali piłki na wolne pola. Strzelecko także nie zawiedli: Barnes 4/9 zza łuku, Fox 4/8 (niegdyś można było przeciwko niemu chodzić pod zasłoną, ale te czasy już minęły), Keldon Johnson 3/5 (i to jest właśnie jego kluczowa przewaga nad Sochanem, od którego ofensywnie jest o klasę lepszy), Julian Champagnie 6/8 z gry. 

Co za tym idzie, bardzo mnie ciekawi sobotni pojedynek Spurs z OKC, rozgrywany w Las Vegas, o wejście do finału NBA Cup. Co istotne, w meczu może wystąpić Wembanyama, którego powrót wyczekiwany jest już od paru gier. Wątpię aby ograli Thunder, ale to jest koszykówka w najbardziej utalentowanym wydaniu, więc w pojedynczym spotkaniu wszystko jest możliwe. I na koniec jeszcze, żadnego Giannisa w San Antonio! Na miejscu Spurs zatrzymałbym Castle’a i Harpera, koniecznie. To za parę lat mogą być gwiazdy jak SGA i J-Dub. No dobrze, może trochę przesadziłem.

Other NBA news

-> A dziad wiedział, nie powiedział… wyszło na jaw, że Charlotte Hornets transferując Terry’ego Roziera do Miami, wiedzieli o toczącym się przeciw niemu / rozpoczynającym się śledztwie w sprawie nielegalnego hazardu. Rzecz w tym, że w transferze ujęty był pick pierwszej rundy draftu 2027 roku. Pat Riley będzie się odwoływał, haha. 

-> W sprawie „transferu Giannisa” kolega z klubu Kyle Kuzma wyjawił, że raport ESPN nie trzyma się kupy. Twierdzi, że nie było żadnego spotkania ani rozmowy, w której gracze Bucks mieli dowiedzieć się, że Antetokounmpo rozważa opuszczenie klubu. 

-> Dereck Lively II, którego Mavs „przymusili” do gry z kontuzją stopy, aktualnie musi przejść poważniejszy zabieg chirurgiczny, który wyklucza jego dalszy udział w bieżących rozgrywkach. Kolejny cios dla organizacji, która przypomnijmy, półtora roku temu grała w NBA Finals.

To chyba wszystko na dzisiaj. Z ogłoszeń parafialnych powiem tylko, że nie dałem wczoraj rady spakować wszystkich książek, zamówienia na I Love This Game II, które wpadły wczoraj, będą musiały poczekać na wysyłkę do poniedziałku. Do końca tygodnia obowiązuje też promocja na bieżący tytuł. Zestawów książek został już natomiast tylko jeden karton, kilkanaście sztuk. Dziękuję wszystkim kupującym, jako autor self-publisher. B

https://sklep.gwiazdybasketu.pl/

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Śmiem twierdzić że jeśli Wemby będzie gotowy na spotkanie z OKC to niestety może po takiej przerwie wyglądać bardzo cieniutko (w przenośni i dosłownie). Oczami wyobraźni widzę jak Williams będzie go bezkompromisowo przepychal, co juz nie raz i nie dwa pokazal. Uważam też, że co gorsza będzie się spóźniał w obronie a na to w przypadku starcia z OKC absolutnie nie można sobie pozwolić. I naprawdę nie wystarczy sama jego obecność w polu trzech sekund OKC to zbyt mocny przeciwnik. Mimo to jestem całym serduchem za SAS bo to drużyna której od lat kibicuję.

    (10)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Apropo Graysona Allena…dziwię się że go nikt dotąd nie skasował za akcję z Alexem Caruso i parę dni późniejszy donut na środkowym palcu….naście lat temu wysłano by w następnym spotkaniu kafara z końca ławki który go by skasował mówiąc Greetings from Bald Mamba…

    (3)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    … Reaves, Luka i La Ravia są zbyt…” Ssskkrrrtt!Hold up.
    Nigga what!?
    Cracker muhfuckers!
    XD
    Zawsze to powtarzam: białasy są sztywne.
    To moja prywatna opinia.
    „… White Man cant jump, huh?
    But i can dump slugs from a shotgun pump.
    I come from a hood you do not come from.
    If you think im no good then take a shot. Dum Dum….”

    (-3)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Od kiedy LBJ wrocil mocno siadla obrona LAL. Oni z druzynami grajacymi szybka koszykowke maja duze problemy wrecz bym powiedzial coraz wieksze problemy. Kalendarz mieli dosyc mily z druzynami z problemami lub w budowie. Luka i Reaves beda puchli jak beda grac non stop po 35-40 minut. LBJ powinien grac po 28-30 minut i wtedy dawalby maxa po obu stronach parketu.
    Ale dla LAL niestety tak nie bedzie i poprzednie sezony pokazaly jak w drugiej czesci sezonu wysiadali. Owszem teraz jest Luka, ktory moze sam wprowadzic druzyne do finalow, lecz na moje OKC, Denver, Houston, Minnesota lub Spurs swoim wybieganiem zajada Jeziorowcow.
    Sami Houston sa o klase lepszym zespolem niz rok temu
    Wilki to bestie w drugiej czesci sezonu
    OKC i Denver wiadomo 😉
    Wiec Redick musi musi umiejetnie wymyslic jak nie zajechac trojki Luka, Reaves i LBJ . Zachod od kilku sezonow byl wyrownany, ale w tym sezonie kazda z wymienionych druzyn jest na tyle silna aby zdobyc trofeum Larrego O’briena. Na czele sa OKC i Denver, ale reszta jest naprawde blisko i oczywiscie Lakersi tez sa w tym gronie 🙂

    (1)

Komentuj

Gwiazdy Basketu