NBA: Luka i Kyrie, Kyrie i Luka | Golden State Warriors znów lecą!

Sponsorami odcinka są: Beka Marica, Przemek Stępski oraz Adrian 3666 – pozdrawiam serdecznie Panowie, moje uszanowanie! B
Nuggets 144 Nets 139 [OT]
Drugą noc z rzędu niedawni mistrzowie NBA meczą się z ligową partyzantką i drugą noc z rzędu wygrywają po dogrywce! W obu meczach Nikola Jokic musi wspinać się na paluszki formy, wczoraj 40 punktów przy 18/27 z gry, a dzisiaj 29 punktów 18 zbiórek 16 asyst przy 9/16 z gry. Brooklyn nie ma właściwego personelu by utrzymać Serba w środku boiska więc zmuszony był podwajać. To otworzyło kolegów na pozycjach, między innymi „naszego człowieka” Aarona Gordona, autora kolejnych 24 punktów na 8/11 z gry. Bogate linijki zaliczyli także Jamal Murray (24 punkty na 19 rzutach) i Russell Westbrook (22 punkty przy 10/10 FT) a dojrzewający Christian Braun zamknął mecz trójką w doliczonym czasie gry.
Wszystko fajnie, ale skąd te męczarnie w takim razie? Przecież Joker regularnie molestuje ludzi, dziś przykładowo Nicolasa Claxtona, od którego jest 25 kilogramów cięższy. Zwróćcie uwagę na różnicę gabarytów choćby na poniższym zdjęciu. Pomagać przy nim musisz, a jak podwajasz to jest ścięcie, pindown albo podsłona pleców Gordona dla Portera Juniora, Murray siedzi na 45 stopniach, Braun obowiązkowo w przeciwległym narożniku, skąd zresztą wpadła wspomniana wcześniej trójka. Oni są zorganizowani, znają się i sobie ufają, co więc się dzieje z Denver, dlaczego kolejny raz wpadają w dołek (Nets prowadzili siedemnastoma punktami) z którego tak ciężko im się potem wygrzebać?

1/ Joker świadom swej przewagi bumeluje, bardzo wątpliwe zdradza momentami zaangażowanie w obronie podkoszowej. Nigdy nie należał i nie będzie należał do demonów szybkości, więc po zasłonie da się przeciwko niemu grać.
2/ Jamal Murray stracił walory atletyczne i z niejakim trudem przychodzi mu separacja od obrońcy w grze 1v1. Poza tym nie mogę oprzeć się wrażeniu, że momentami forsuje grę czym kolegów wokół irytuje. Cienka jest granica między wywieraniem presji na rywala i próbą złapania rytmu a pałowaniem i momentami Murray ją przekracza. Może inaczej, jego walor strzelecki nie uzasadnia aż takiego holowania, jakie potrafi mieć miejsce przez 2-3 minuty.
3/ Brooklyn jest młodszy i szybszy niemal na każdej pozycji, więc jeśli (jak miało miejsce w przypadku Denver) docierasz do hotelu o trzeciej w nocy, a następnego popołudnia grasz kolejny wyjazdowy mecz, energetycznie może być problem.
4/ Obrona wyglądała źle, ale każda wygląda źle i jest rozstrzelona gdy rywale trafiają 20/52 zza łuku, a za sterami szaleje Dennis Schroder (28 punktów 14 asyst). Tutaj w Europie wiemy na co go stać przy dobrej dyspozycji. Niemiec z gambijskimi korzeniami od początku sezonu ma zielone światło i idzie mu świetnie.
5/ To najlepsza liga świata, tutaj nie ma ogórków, nawet jeśli może się tak wydawać z boku. Zobaczcie sami:
Gordona stawialiśmy, bo go rywale niemalże co noc zostawiają samego na łuku i nie tylko. Kolejny mecz w którym rezerwowy center, albo gracz zadaniowy pod koszem rozbija bank przeciwko Nets. AG w drugiej połowie dostał wyraźne polecenie szukać punktów i pięknie się z tego wywiązał. Jestem zadowolony. Wczorajsza grupa typera: jeśli oglądasz NBA i lubisz analizować mecze, wbijaj koniecznie, każdy potrafi mieć ciekawe spostrzeżenia i doda czasem coś ciekawego od siebie, w opisach i skrótach szybko się połapiesz.

Mavericks 120 Wolves 114
W pierwszej kwarcie wydawało się, że Anthony Edwards robi zamach na rekord punktowy Kobe Bryanta (24 punkty 8/10 z gry w IQ) dalej jednak poszły podwojenia i w drugiej ćwiartce ANT oddał zaledwie jeden rzut do kosza. Po przerwie znów dziabał, ale skromniej. W ważnym albo może raczej: eksponowanym meczu, który stanowił rewanż za ostatnie finały konferencji, nie odnaleźli się Rudy Gobert (7 punktów 8 zbiórek) i Mike Conley. Zwłaszcza ten pierwszy, wywlekany poza pole trzech sekund, wyprzedzany, koniec końców 52 punkty stracone przez Wolves w „pomalowanym”.
Julius Randle ma liczne walory, jego siłowa gra potrafi przynosić korzyści, nie do zatrzymania kozłem zwłaszcza gdy mu siądą 1-2 trójki. Wyraźnie skupiony na obsłudze kolegów podaniami, niestety wolny albo może raczej spowalniający. Podanie do niego w ataku pozycyjnym oznacza, że jakiekolwiek spóźnienie miała obrona, już się ustawić na nowo zdążyła. Taki styl. O brzydkiej mowie ciała „dziada frustrata” nie wspominam, ten typ tak już ma.
Trener Krzychu Finch próbuje różnych rozwiązań, grał Juliusem w roli centra, puszczał go razem z Nazem Reidem, z Gobertem, różnie. Nie miało znaczenia, bo Kyrie Irving (35 punktów 13/23 z gry) strzelał po zasłonach jak na zawołanie, a Luka choć zwyczajowo jest słabszy w meczach dzień po dniu, pilnował interesu i kiedy trzeba było punkty dostarczył, wymuszając faul, albo trafiając trójkę z odejścia.
Największą różnicę odegrały straty, aż dwadzieścia po stronie Wilków. Przy bardzo zbliżonej grze na tablicach rywale oddali aż szesnaście rzutów z gry więcej, więc o czym w ogóle mówimy. Dlatego mówię, Conley nie dojechał, to nie jest już kontrolująca tempo postać (wiek!) i choć obie strony miały swoje momentu, a gra obfitowała w fizyczną walkę i kuksańce, wygrała matematyka. Cholerna szkoda, bo Wolves trafili przecież 19 z 39 rzutów trzypunktowych. Przy takiej dyspozycji powinni Słoweńca na taczce wywieźć! Tymczasem dostali lepę w twarz, popatrz sam:
Lively, Gafford i Washington energetycznie >>> Gobert, Randle, Reid. No i właśnie, poza oczywistym dotarciem się składu, moim zdaniem tu (energia) jest największe pole do poprawy dla chłopców trenera Fincha. Nie do zaakceptowania zważywszy, że Dallas grało dzień po dniu!
Kings 113 Jazz 96
Wyraźnie nie pozbierali się po koszmarnej kontuzji kolegi Hendricksa gracze z Salt Lake City. Patrząc jak zbolały dzień po dniu był Lauri Markkanen (na drugą połowę nie wyszedł narzekając na „general soreness”) doceniasz jeszcze bardziej Domantasa Sabonisa, który noc w noc jest najbardziej energetycznym człowiekiem na placu, a przecież pełni rolę pierwszego zderzaka, obija się z ludźmi czasem znacznie większymi od siebie i generalnie wszędzie go pełno. Robi grę, wychodzi do podań, poluje na obu deskach, ma obowiązki strzeleckie… szacunek, powtarzam się: końskie zdrowie po tacie.
Z pewnych źródeł słyszałem, że tak samo jak Arvydas, Domantas potrafi przyjąć na wątrobę. Jestem przekonany, że to jednak stare dzieje, spójrzcie na tę tężyznę fizyczną środkowego Kings, gdyby walił wódę byłby cały opuchnięty, a on robi 28 punktów 11 zbiórek 4 asysty przy 13/18 z gry. Kings nie zdobędą w tym roku pierścienia, ale za profesjonalizm i poziom zaangażowania mają u mnie wielki plus, chce się ich oglądać.
Pelicans 106 Warriors 124
Po fatalnym wejściu w mecz (siedemnastoma w papę po pierwszej kwarcie) gracze Golden State Warriors zgotowali kibicom prawdziwą ucztę. Pozostałe kwarty wygrali odpowiednio 13, 12 i 10 punktami rozkręcając się dosłownie z minuty na minutę. Bez kluczowych nazwisk Stephena Curry’ego (kostka) Andrew Wigginsa (plecy) oraz De’Anthony’ego Meltona (plecy) kolejni gracze zadaniowi wyprzedzali oczekiwania. Zadziorni w pierwszej linii obrony, wymuszający błędy (23 straty Pels) agresywni strzelecko oraz bez piłki. Energetycznie zjedli rywali, ale czego innego oczekujesz wystawiając takie zblazowane jednostki jak Snoop Dogg Brandon Ingram czy Zion Williamson. Ten ostatni nawrzucał punktów, bo mu nikt nie ustoi, ale każdorazowo spowalniał grę i były to raczej puste kalorie jak pączki czy pizza.
Dobrze, zauważalnie i aktywnie wyglądał „nasz” Brandon Podziemski (19 punktów 5 asyst +17 wskaźnika plus/minus) dużą rolę odegrał sprowadzony z OKC 27-letni Lindy Waters (21/8/4) a do presji i intensywności dołożyli Buddy’ego Hielda, który w roli startera zaliczył 28 punktów, w tym 7/11 zza łuku. Czwarta kwarta sztos. Pewniak bez psychiki, współpraca na treningach z Currym musiała na niego podziałać, część mocy zapewne spłynęła. A może to lato uczciwie przepracowane w barwach Wysp Bahama? Jeden tylko chłop nie może mieć powodów do zadowolenia, Jonathan Kuminga miał być semi-gwiazdą NBA, połowa ludzi wypada, a ten wędruje na ławę. Coś nie mogą dogadać się chyba z Draymondem i Kerrem. Siedemnaście oczek z ławki jest OK, ale był to raczej dodatek do już rozhuśtanego zespołu, przysłowiowy kwiatek do kożucha, znacie to określenie?
Dobrego dnia wszystkim! Czytamy się jutro. Aha, zwolniły się dwa miejsca na GWBA Camp we Włocławku 22-24 listopada. Zapraszam niezdecydowanych, wystarczy, że zostawisz numer telefonu na skrzynce redakcyjnej: [email protected]










Pierwszy etap za nami! Oby tak dalej
No Edwards wyhamował po pierwszej kwarcie, kiedy podkręcił kostkę.
Za chwilę coś podobnego spotkało Lukę. Wcześniej Steph
A to dopiero 4 mecz sezonu.
Gdyby to było 2k to byśmy odinstalowali grę przez totalnie nierealistyczne i złośliwe algorytmy gry
Na zdjęciu jest Clowney, nie Claxton 🙂
Bardzo podobała mi się energia Klaya w tym meczu, mimo że nie miał wielu rzutów. Nie forsował, latał w obronie z zaangażowaniem, nie zamulał. Znaczna odmiana w porownaniu z zeszlym rokiem, kiedy czasami na prawdę ciężko się go ogladalo. Dobrze wyjdzie na transferze do Mavs, chociaż I tak smuteczek, że już nie jest w GSW
Ale się Rusel się męczy w tym Denver koszmar
Czy bez znajomości angielskiego mogę zapisać się do grupy typera?
Z Russ’a to już nic nie będzie. On to jest w ogóle skończony. Po tym sezonie to zakończy karierę, o ile nie zrobi tego w trakcie…
Jakoś tak to było z tego co pamiętam.
lol
Dzień dobry wszystkim. To będzie piękny dzień po informacji, że Cavs wygrali ważny pojedynek.
Bronny juz goni słynnego tatę w punktach all-time. Wczoraj dorzucił dwa punkty.
Te 25 kg przewagi Jokica nad Claxtonem to chyba tak z lekka niedoszacowane. Tam jest trochę ponad 30 przy tym samym wzroście. Zastanawiam się skąd nagle tylu zawodników o wzroście 211-213, ważących poniżej 100 kg? Wcześniej takie coś to zdarzało się raczej w latach 70′. Później to raczej taki środkowy to minimum 107-113kg.
3 tygodnie po rekonstrukcji ACL ! Wylewam siódme poty żeby jechać z wami na Camp letni ! 💪🥵🥵
trzymam za słowo! tylko znów sobie krzywdy nie zrób, powoli