NBA: ósma kolejna wiktoria Lakers | Stephen Curry zmienia grę

27

Witamy serdecznie przy piątku, wybaczcie późną porę, ale ciężko się czasem zebrać. 

Bulls 125 Magic 123

Nieprawdopodobne rzeczy. Nikola Vucevic kontuzjowany, jego zastępca Zach Collins po dwunastu minutach na parkiecie schodzi przymusowo za sześć fauli, a trzeci (i ostatni) wysoki Jalen Smith do osiągnięcia limitu przewinień potrzebuje 26 minut, na wyjściu piekli się niesamowicie i otrzymuje faul techniczny ekstra. Żywiołowość, z którą zazwyczaj gra/pracuje/walczy, tym razem obraca się przeciwko niemu. 

Bulls grający de facto pięcioma obwodowymi wygrywają pojedynek na tablicach (48-33!) tłocząc się w środku wypędzają Orlando poza pole trzech sekund, a my znów oglądamy liderów Paolo Banchero i Franza Wagnera walących 0/8 zza łuku i smutny jest to widok. Nie potrafisz rzucać, nie masz czego szukać w nowoczesnej koszykówce. To piąta z rzędu przegrana Magików (29-35) którzy właśnie zaczynają pięciomeczowe tournee objazdowe po centralnej części USA.

Szanuję trenera Jamahla Mosleya, ale albo zatrudnią na Florydzie koordynatora ofensywnego albo sztab szkoleniowy jest do zwolnienia. Coby White rządzi z piłką (44 punkty 16/28 z gry = rekord kariery) Josh Giddey generuje przewagi nakręcając tempo niewygodne dla rywala (19/13/9) a kolejny playmaker Tre Jones dokłada 20 punktów 5 zbiórek i 4 asysty. Nielogiczne, nie przystoi. Ofensywnie Orlando to jest rekordowa niemoc i cały czas się powtarza, coś tu bardzo nie gra.

Pacers 118 Hawks 124

Indiana bez Tyrese’a Haliburtona, to sobie powiedzmy, ustalmy od razu. Atlanta nakręcana przez Trae Younga (22 punkty 16 asyst) do tego dobre fragmenty w drugiej połowie Carisa LeVerta, a w czwartej kwarcie siada chłopakom zza łuku, plac się rozwleka, przestrzeni jest więcej i mimo usilnych starań Pascala Siakama (35 punktów 12/18 z gry – nie do zatrzymania w pojedynczym kryciu) górą gospodarze. Okongwu wygrał pojedynek z Turnerem, Georges Niang zapalił parę trójek i poszli. 

Sixers 105 Celtics 123

Tym razem bez Porzingisa, Browna, Holidaya i kogo tam jeszcze, nie pomnę. Celtics żonglują składem ile wlezie, ale i tak są poza zasiegiem zespołów z dolnej półki. Jayson Tatum (35/7) zaczyna z kopyta, panowie strzelcy krążą jak sępy, co rusz ktoś trójkę odpala, a jak rywale zaczynają w kleszcze, w podwojenie łapać JT, gra idzie przez naszego człowieka Luke’a Korneta (9/7/4). Easy money, again! Thank you Mr. Shamrock ☘️

Warriors 121 Nets 119

Brooklyn prowadzi na starcie 25:5, dobrze przygotowani są przez trenera, Steph Curry grając na piłce w ogóle przestrzeni nie ma, na dodatek Brandin Podziemski w pierwszej minucie zawodów chwyta się za plecy i schodzi do szatni. Warriors potęgę swą zbudowali na zasłonach na wpół legalnych nazwijmy to tak. Nets próbując się na zasłonach bić symulują faule ofensywne, przerysowują kontakt, z sukcesami.

Mimo to Dubs gonią i to szybko. Curry już off-ball biega, a tego Brooklyn zatrzymać nie jest w stanie. Gra bez piłki, oto rzecz która odróżnia Stepha od Lillardów i Trae Youngów tego świata. Pokuszę się o stwierdzenie, że Curry jest właśnie najgroźniejszy gdy podaje piłkę i zaczyna bieg… kończy się na 40 punktach przy 7/13 zza łuku oraz firmowym „night night”. GSW wygrywają po raz dziesiąty w ostatnich dwunastu grach, sforując się ponad linię odznaczającą zespoły „play-in”. 

Widzieliście w jakim stylu Chef zakończył pierwszą połowę? Jeśli nie widzieliście, to nie uwierzycie:

Przed nimi Houston oraz Memphis bez Jarena Jacksona Juniora, oba zespoły w zasięgu. Grają inteligentnie, potrafią grać na faul (dziś 29/32 FT) poprawiła się też kontrola tempa. Wszystkie walory, które zwyczajowo przypisujemy Jimmy’emu Butlerowi. Największą bolączką są straty, grają momentami bardzo szybko, intuicyjnie, czasem brakuje dokładności albo zdrowia. Tym niemniej, oglądać podania w biegu i ruchy ciał, to się dobrze ogląda i biada temu, kto ich wylosuje w serii. Na ten moment: OKC, Denver, Lakers i Golden State właśnie to materiał na drugą rundę i to bez wskazywania faworyta!

Rockets 109 Pelicans 97

Houston biega, środkowy Alperen Sengun (22/6/8) rozstawia po kątach obronę i to jest bardzo dziwne zważywszy jak kiepsko wygląda defensywa na obwodzie. Ja naprawdę nie wiem jaki pomysł na grę ma coach Willie Green i nie rozumiem co on wciąż robi przy linii bocznej. 

Dla zrównoważenia przewag fizycznych Ziona Williamsona (20/10) w pewnym momencie Rockets lecą w składzie Sengun, Adams, Jabari Smith! Totalnie bezkarnie, bez strat szybkościowych i organizacji gry. Eksperymentują, testują, ogrom błędów i niedokładności przy tym popełniając, ale konsekwencji nie ma.

Tari Eason (20 punktów 4/8 z dystansu) w pierwszej piątce, nie wiem czy to stały trend, być może, nie wiem. Na pewno żywiołowość i sprawność po obu stronach przydaje mu mocy, kiedy dodatkowo trafia zza łuku wygląda jak semi-gwiazda, ale niedokładny i chaotyczny jest momentami bardzo bardzo. Powiedziałbym wręcz, że nie umie podawać, ale mógłby się ktoś z czytających oburzyć. 

Knicks. 109 Lakers 113 [OT]

Zacznijmy może od wymiany zdań pomiędzy LeBronem, a pastorem Stephenem A. Smithem. Coś się musiało nie spodobać, więc była dyscyplinująca rozmowa. SAS przyjął do wiadomości, kajał się, przeprosił. Jeszcze raz i będzie się musiał pożegnać z ESPN. Tak to działa w tym biznesie…

To nie koszykarz, ale ojciec się ze mną konfrontował. LeBron źle odebrał niektóre słowa, które wypowiedziałem na antenie. Wybrał moment, w którym siedziałem na trybunach. Czuł, że odejmuję jego synowi [Stephen A. Smith]

 

Mecz z Knicks stanowił truskawkę na torcie czwartkowej kolejki. Niebywałe, z jaką łatwością Luka Doncic (32 punkty 7 zbiórek 12 asyst) rozstawiał bądź co bądź kompetentną, a przede wszystkim fizyczną, obronę Knicks. Gospodarze plan mieli oczywisty, wyciąć z gry KAT’a, pozwolić piłować Brunsonowi (39 punktów 10 asyst) i niech się zmeczy. 

Początek należał zdecydowanie do miejscowych, LeBron (31 punktów 12 zbiórek 8 asyst) szybko wysadził Townsa z siodełka (dwa faule) w obronie wychodził przed, odcinał od podań. Penetracje były stopowane ekstra obrońcą, trzeba było pozbywać się piłki, a tego Karl nie lubi. Podania w ruchu to zdecydowanie nie jego specjalność. Zbiórek też nie było wiele na początku, bo Towns, musiał do zasłon wysoko chodzić. Pamiętacie może co parę dni temu powiedział JJ Redick: „jeśli grasz 'drop coverage’ przeciwko Luce, giniesz”. 

Rzecz w tym, że Lakers w drugiej kwarcie nie mogli nic trafić, odbijali się od żelastwa i patrzyli jak Josh Hart po zbiórce napędza gości, a OG Anunoby wsadza im parę dalekich trafień. Do przerwy tracili do rywala dziesięć oczek, ale potem było spięcie. W czwartej kwarcie tempo w obronie podkręcił 50-letni James, a wynik trzema kolejnymi trójkami podciągnął Gabe Vincent. No właśnie, wiele kazał na siebie czekać niegdysiejszy obrońca Miami Heat, miał problemy ze zdrowiem, ale aktualnie wszystko się sprzysięga na sukces Jeziorowców. 

Vincent, Finney-Smith, Reaves to są więcej niż solidni gracze zadaniowi, a to wszystko, czego potrzeba parze Luka & James, dla których ósma z rzędu wygrana staje się faktem. Dość powiedzieć, że przez pięć minut doliczonego czasu gry wielki KAT zalicza dwa faule i jedną zbiórkę. To wszystko na co go stać wobec zmobilizowanego LeBrona, który odbiera mu nogi pod koszem oraz zastawia od podania z dala od obręczy. Pick and rolla z Brunsonem też grają niewiele, bo nie po to pracują, żeby JB miał Jamesa naprzeciw siebie oglądać.

Środek zaczopowany, „no middle” krzyczy Reddick, pozostaje pick and pop, ale to już łatwo kryć, bo niższy rywal po prostu przykleja się do biodra Townsa. Ten nie ma szybkości ani koordynacji by to ukarać, więc umówmy się, że jeśli drastycznie nie rozwinie się jako podający, a Tom Thibodeau nie zamierza nim grać w roli na kształt Jokera, to Knicks do dupy dojadą, w sensie że nigdzie. 

Meczu nie dograł niestety Brunson (kostka) przy wyniku 107:107 Knicks musieli faulować by przeprowadzić zmianę. Dziś pojedynek Knicks vs Clippers, nie spodziewam Jalena oglądać, to oczywiste. Pytanie jak długo potrwa pauza. Problem z kostką może trwać cztery dni, cztery tygodnie albo nawet cztery miesiące (jeśli nazywasz się Brandon Ingram i pracować ci się nie chce). 

Tak to widzę, pozdrawiam chłopaków! Patronami odcinka byli Mateusz N. Zając oraz Marc Wilk 84, uszanowanie, dobrego wieczoru Panowie. B

Na koniec, żeby nie było za sucho, kilka newsów:

-> DeMar DeRozan ukarany grzywną w kwoce 25 tysięcy dolarów za krytykę w stronę arbitrów po meczu z Denver. Proporcja jak dla nas mandat na 25 złotych, więc nie wiem czy odniesie sukces „wychowawczy”. To raczej formalność.  
-> „Nigdy nie widziałem by tak cieszył się grą” – mówi Carmelo Anthony na temat LeBrona Jamesa odkąd do składu Lakers dołaczył, sami wiecie kto. 
-> „Jeśli idzie stricte o skill, o poziom umiejętności, nie było w NBA lepszego aniżeli Steph Curry” – tako rzecze trener zawodnika Steve Kerr

Tegoroczne średnie 37-letniego, za chwilę strzelca to: 24.4 punktów 4.5 zbiórek 6.2 asyst przy 40% za trzy. Facet zmienił grę, co tu wiele pisać, sami zobaczcie:

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Bartek nie można tak pisać. Charles się denerwuje bo nagle wszyscy gadają o Lakers i Warriors 😁.
    A trzeba przecież gadać o Cavs i Okc, ale oni jeszcze tytułu nie zdobyli, na nawet finałów nie powąchali więc ja też jaram się starymi ekipami i wcale nie stawiam ich dużo niżej od najlepszych drużyn sezon zasadniczego 😁.
    Dzięki za art.

    (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      poczekaj a Cavs 2016 tytuł i finały 2007, 2015, 2017, 2018…. a OKC (jeśli tożsame ze Sonics, bo poniekąd tak a na ten moment ich historia jest traktowana jako ciągłość) – tytuł 1971 i finały 1978, 1996, 2012 (czysto Oklhoma – 2012)

      (14)
      • Array ( )
        Odpowiedz

        Sonics tytuł owszem ale w 1979 (Gus Williams, Dennis Johnson, Jack Sikma) po zwycięstwie z Washington Bullets (rewanż za porażkę rok wcześniej w finale z Bullets)…

        (1)
        • Array ( )

          tak tak, pełna racja, błąd przy pisaniu. – 1979 – z Legendarnym Lennym Wilkensem

          (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy warto było oddawać 5 pickow za Mikala Bridgesa? Ciekaw jestem Waszej opinii. Bardzo mocno się wzmacniali Knicksi, a chyba wychodzi na to że niewiele się poprawiło i poprzedni skład z Randlem, Hartensteinem (nie pamiętam czy były opcje żeby mu dopłacić żeby grał dalej, czy było nieuniknione, szkoda go) i DiVincenzo grał nawet jakby lepiej. Chociaż Randla nie było przez długi czas bo kontuzja. God damn, nie tak miało być. Fajnie że KAT ale nie broni, Bridges broni ale coś się zacina… nie wiem 🙁 Brunson, Hart, OG fajne chłopaki, JB nawet kot, ale kurde ciągle coś tam nie gra

    Za to Lakers i Warriors zaakoczenie póki co, kto by pomyślał. Dużo widziałem newsów mówiących że bez AD dziura pod koszem i może się to uda next season załatać najwcześniej. Z kolei przez GSW Butler podobno został przepłacony i był to akt desperacji, bez sensu dokładać takiego dziadka do składu ciągniętego przez seniorów. A tu proszę. Nawet Westbrook coś czasem w Denver ugra, chociaż to chyba zasługa Serba sawanta koszykówki.

    Zmierzam do tego że to bardzo spoko rzecz, że wynik tradow jest często tak odmienny od oczekiwań i zaskoczenia są spoko.

    (24)
  3. Array ( )
    Ciekawostka statystyczna 7 marca, 2025 at 21:01
    Odpowiedz

    Po dzisiejszej kolejce Lebronowi brakuje już tylko 98 punktów do osiągnięcia 42 tys. punktów w sezonie regularnym.
    Tymczasem Stephena dzieli już tylko 11 trafień do pułapu 4 tys. celnych trójek. Ciekawe który z nich pierwszy „dowiezie”? 🙂

    Przedwczoraj Giannis Antetokounmpo jako 52. zawodnik w historii NBA osiągnął pułap 20 tys. punktów (trochę mniej niż połowa Lebrona). 😉
    Nie wiadomo kiedy możemy się spodziewać kolejnych członków klubu, bo następni aktywni to:
    – Anthony Davis (18824) – przewlekle kontuzjowany,
    – Paul George (18697) – w formie podcastowej,
    – Kyrie Irving (18433) – kontuzjowany na dobre.
    Następny na liście Brook Lopez (17225) ma już dłuższą drogę, choć jeszcze 7 punktów i wskoczy samodzielnie na 100. miejsce w rankingu.

    (29)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ciekawe może być to też, że np taki MJ w rankningu spadnie za dekade, może dwie poza top 20 strzelców. Tempo meczy bardzo wzrosło, do tego dużo trójek plus żywotność zawodników 😀

      (6)
      • Array ( )
        Ciekawostka statystyczna 2 9 marca, 2025 at 21:37
        Odpowiedz

        Wątpię, żeby spadł nawet do drugiej dziesiątki (jest obecnie 5.) jeszcze przez długi długi czas. Załóżmy, że kandydat gra w każdym sezonie wszystkie 82 mecze, żeby wyprzedzić Jordana musi grać ze średnią 25 pkt./mecz przez 15,75 sezonu, a przy 22 punktach na mecz potrzebuje już 17,9 sezonów.
        Średnią powyżej 25 pkt./mecz ma obecnie tylko 15 zawodników w historii (powiedzmy plus Kobe szesnasty ze średnią 24,99).
        Najwyżej z grających są Luka (28,55) i Embiid (27,71), i ciężko sobie wyobrazić, że któryś z nich utrzyma taki poziom przez 14 sezonów w pełnym zdrowiu.
        Dalej jest Durant (27,24), który pewnie Jordana zepchnie na 6. miejsce za jakiś czas i Lebron (27,05), który jest poza konkursem. 😉

        (2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    I pamiętaj Adminie drogi nigdy więcej nie pisz o Lebronie – Miś z Krupówek, oglądam i nie wierzę co ten Miś wyprawia.

    (7)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Ja również. Idealny przykład to wjazd pod kosz przed którym stał KAT. Gość robi wszystko żeby LeFlopa nie dotknąć nawet. Flop wjeżdża, zdobywa 2 pkty i co? I płacze do sędziego, że był popychany. Ten koleś to mem. I to zachowanie z SAS. Żenada roku. Nie wolno źle mówić o moim synku. Nie wolno tak. W końcu earned not given prawda?
      wielkie iks de

      (11)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Stefku i warriors oby nie za wcześnie odpaliła forma, oby to była dobra chemia i zgranie z Jimmy G Buckets’em

    (9)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Do 😛
    Nie chodzi o kluby tylko graczy, którzy dowieźli przynajmniej do finałów. Póki co Doncic w poprzednim roku pokonał OKC a w Cavs raczej nikt w kluczowej roli. Ale Cavs wyglądają kozacko. Agresywny Mobley to jednak jest coś.😁

    (5)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Wiem co się stanie z upatrywanym mistrzem…Posypie się, zgadnijcie czemu… Przypomina mi o pokorze,w tym roku Denver to weźmie.

    (4)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      Denver w drugiej rundzie wpadnie na Lebrona i Lukę i jeśli Murray nie wskoczy na poziom z sezonu mistrzowskiego to Jokić nic w pojedynkę nie zdziała.

      (-3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Luka z Lebronem to najlepsze co spotkało koszykówkę od wielu lat.
    Serio możesz byc hejterem LAL/Luki/LBJ ale to jak oni grają razem to bajka
    serio jak lubisz koszykówkę musisz to kochać

    (3)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    A ja z kolei jak uwielbiam Jokera tak nie wierzę w Denver.
    Słaba ławka i dzisiaj widziałem to 30 21 21 ale to głupie Suns gdzie nie było nawet jednego zawodnika który by przepychał Jokica od trumny, chyba jednak Lakers znaleźli sposób na niego i nawet Sacramento potrafiło całkiem nieźle to implementować.
    Dla mnie z tych faworytów do tytułu to Denver najniżej.

    (1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Lebron klasyczny empatyczny ojciec XXI wieku. Mój ojciec jak w szkole posłuchał od wychowawczyni o moich wyczynach, to jeszcze od siebie dołożył i w ten sposób wyprowadzili mnie oboje na ludzi. Holowanie to jest dobre dla zepsutego samochodu.

    (15)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    I cyk LeFlop load na kolejne mecze z powodu złamanej nogi i przypadkiem mecze z Nuggets i Bucks odpuszczone a staty nabite xd

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu