fbpx

Największe walczaki NBA: Psycho T

20

Warci tyle co paczka gruszek, dropsów, fajek czy garść gwoździ. Szrot. Ludzie bez nazwisk. Przydadzą mi się do amatorki.

Oto najłagodniejsze cytaty z koszykarskich forów dotyczące graczy drugoplanowych, takich jak nasz dzisiejszy bohater. Zgadzam się, że ich nazwiska nie elektryzują, ale solidni “zadaniowcy” to podstawa walki o tytuł. Chyba już zdążyliście się przekonać, że do NBA nikt nie dostaje się przypadkiem, no chyba, że jest się Cezarym Trybańskim. Za każdym, anonimowym dla większości nazwiskiem kryje się historia, często ciekawa i warta opowiedzenia. Dlatego dziś czas na opowieść o Tylerze Hansbrough, legendzie Tar Heels, walczaku NBA.

Pewien dziennikarz zabrał swojego syna na wakacyjną wycieczkę do Chapel Hill, by zobaczyć słynną halę uniwersytetu North Carolina zwaną na cześć trenera Smitha Dean Dome. Niestety droga się przedłużyła i na miejsce dotarli gdy zmierzchało, a drzwi budynku były zamknięte. Wszystkie oprócz jednego, bocznego wejścia, które zostało celowo zablokowane. W ciszy weszli do gigantycznego, mieszczącego 21 tysięcy widzów obiektu.

Psycho T

Nie byliśmy tutaj jedynymi gośćmi. Po parkiecie biegał Tyler Hansbrough, którego znaliśmy z telewizji jako Psycho T. Trenował w półmroku, na pełnej prędkości, z maksymalną intensywnością. Bez kolegów. Bez trenerów. Bez mediów. Siedzieliśmy w ciszy przez godzinę. Pół roku później oglądaliśmy każdy możliwy mecz North Carolina.

W ten właśnie sposób Hansbrough zjednywał sobie kibiców: pracą, zaangażowaniem i poświęceniem na boisku. Już jako pierwszoroczniak uzyskał pseudonim Psycho T, którego z resztą szczerze nienawidzi do dziś.

Nasz pierwszy trening. Biegamy sprinty i każdy daje z siebie wszystko. Pierwszy odpadł Danny Green, później ja i Marcus Ginyard (Energa Czarni Słupsk!) Tyler biegał dalej. Później zaczął wrzeszczeć i kontynuował bieg, nie chciał się poddać. To były dźwięki niczym Mel Gibson w Braveheart [Bobby Frasor]

Kilkanaście lat wcześniej, w małej miejscowości Poplar Buff, 5-letni Ty grał w kosza ze starszym bratem w piwnicy swojego domu, w której ich ojciec zawiesił prowizoryczny kosz. Szybko okazało się, że to nie gra, a braterska walka na śmierć i życie a pan Gene Hansborugh musiał obić ściany specjalnymi ochraniaczami.

Niebawem po remoncie piwniczne mecze zostały zakończone gdy u siedmioletniego wówczas Grega zdiagnozowano guza mózgu. Chłopiec po operacji był częściowo sparaliżowany i rozpoczął żmudny proces rehabilitacji. Obserwując wysiłki brata rodziła się przyszła etyka pracy Tylera.

On żył tym każdego dnia. Patrzył jak brat walczy o normalność. Myślę, że przykład Gregorego borykającego się z tym, co dla jego rówieśników jest naturalne pomógł Tylerowi docenić to, co sam otrzymał.

Niezłomność brata przyniosła niesamowite efekty, w liceum z numerem 50 na koszulce wstąpił do lokalnej drużyny koszykarskiej, a obecnie biega z powodzeniem w maratonach. Na jego cześć Tyler wybrał ten sam numer, który dziś zastrzeżony w Galerii Sław Tar Heels wisi obok koszulek Michaela Jordana, Jamesa Worthy’ego i Antwana Jamisona.

Rekordzista

North Carolina uhonorowała Hansbrough nie bez powodu, przez cztery lata gry na uczelni rok w rok powoływany był do All-American Team, co okazało się pierwszym takim przypadkiem w historii. Oddał najwięcej rzutów wolnych w NCAA wyprzedzając między innymi Pistol Pete’a Maravicha. Jako rookie rzucił 40 punktów w meczu z Georgia Tech.

Przeciwko głównym rywalom Tar Heels zaliczał znakomity bilans wygranych: 4-1 z Wake Forest, 8-1 ze State i przede wszystkim 6-2 w bataliach z Duke. W 2008 roku został ogłoszony uczelnianym koszykarzem roku i otrzymał nagrody im. Naismitha i Woodena oraz kilkanaście wyróżnień pomniejszych organizacji. Wszystkie medale i puchary przekazał do gablot North Carolina.

Kibice zapamiętali go również z efektownych zagrań, jak chociażby poster dunk nad mierzącym 231 cm, najwyższym wówczas w NCAA Kennym Goerge’m. Kolos z UNC twierdził później, że przez całą uniwersytecką karierę nikt inny tego nie dokonał. Legendę Psycho T zbudował także brutalny faul Geralda Hendersona, który przy zbiórce z impetem uderzył Hansbrough łokciem w twarz.

Tyler padł na parkiet, gdzie większość graczy już zapewne by pozostała czekając na lekarza, jednak nie on, a na pewno nie podczas starcia z Duke. Po dwóch sekundach spędzonych na ziemi wstał z zakrwawioną twarzą i zaczął szukać wzrokiem napastnika, powstrzymywany przez kolegów i trenerów.

Jordan bez warunków?

W czasach uniwersyteckich zgodnie chwalili Hensbrough koledzy, trenerzy, prasa:

To nasz cichy lider. Wszystko, co robi na parkiecie powinien naśladować każdy zawodnik. Jest naszym najlepszym graczem – zdobywa punkty, jest twardy, jest dla nas wzorem. Jeśli zabrakłoby go na boisku, nie wiem co by się stało z drużyną [Ty Lawson, rozgrywający North Carolina]

Na szczęście dla fanów Tar Heels, Lawson nie musiał przekonywać się jak poradziliby sobie bez Psycho T w składzie – on po prostu grał zawsze, w meczach i na treningach. Pierwsze spotkanie opuścił podczas swojego czwartego roku w North Carolina.

Nie uczyniłem Tylera tytanem pracy. Ja tylko czerpałem z tego korzyści. Ten chłopak był zawsze skupiony, zawsze sam się motywował. Kiedyś zapytano mnie czy to najciężej tyrający zawodnik jakiego widziałem. Nie, Michael Jordan pracował równie mocno, Kirk Hinrich na parkiecie również nie odpuszczał. Tyler jest jednak najmocniej skoncentrowany. Michael chciał wygrywać. Tyler czyni wszystko by być najlepszym graczem jakim tylko może zostać… w tym jest unikalny [coach Roy Williams]

Hansbrough twierdził, że kluczem do jego sukcesu jest rutyna, codzienne powtarzanie ćwiczeń, dieta, koncentracja, które to dopiero wykorzystuje podczas kolejnych meczów. Podkreślał w wywiadach, że nie interesują go indywidualne osiągnięcia, tylko zwycięstwa. Niby utarty slogan, ale umówmy się: większość graczy tak mówi, a następnie biegnie do szatni sprawdzić swoje statystyki. Wiele gwiazd myśli – świetnie, że wygrywamy, ale jeszcze lepiej, że wygrywamy dzięki temu, że to ja jestem liderem.

Mistrz

W 2009 roku, gdy North Carolina wygrała finał z Michigan State Hansbrough rzucił 18 punktów ustępując grającemu pierwsze skrzypce Lawsonowi i znakomitemu Wayne’owi Ellingtonowi. Jednak gdy pierwszy skład schodził z boiska przy 17 punktowym prowadzeniu kamery skierowały się tylko w stronę Psycho T tonącego w ramionach trenerów i kolegów. Nikt nie miał też wątpliwości kto ma odciąć zwycięską, szczęśliwą siatkę.

Nigdy jej nie oddam. Ukryję ją. Niech biorą wszystko inne, ale ją muszę zachować.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

20 comments

    • Array ( )

      Artest napisał także w odpowiedzi na sytuację z Psycho T, że: “Ludzie, jesteście durni. Bójki nie czynią Cię twardym. Twardym czyni Cię wygrywanie.” Hensbrough jest walczakiem głównie ze względu na to, że rozpychał się pod koszem w każdym meczu i ciężko zapracował na swój sukces.

      (21)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Super artukuł. Ale przy spinie z Artestem widział śmierć w oczach hehe. Naprawdę się wtedy wystraszył. Droga redakcjo może teraz o postrachu ligi Ronie Arteście. Gimby nie znajo

    (49)
    • Array ( )

      No weź dziecko przeanalizuj tamtą sytuację i dopiero się wypowiadaj.
      Big Ben mega zawodnik jeden z moich ulubionych ale obiektywnie muszę stwierdzić że wina była obopólna i Ben powinien dostać większą karę. Po co Ron miał się spinać? Mecz wygrany, 45 sek do końca. Moim zdaniem to co chciał osiągnąć to osiągnął bo swoim zachowaniem jeszcze bardziej rozwścieczył Wallace’a. Artest to dzikus, a Ben to był niesamowicie spokojny gracz. Owszem swoim wyglądem budził szacunek ale on nigdy się nie spinał bo wiedział że nie ma o co.
      Uwielbiam Rona i Bena.
      Dwa różne charaktery, genialni obrońcy

      (2)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Pomyślcie teraz kim by był ten facet gdyby miał jeszcze talent do koszykówki i/lub warunki fizyczne chociażby wigginsa czy jabariego parkera. Ten człowiek byłby najstraszniejszym białym jakiego większość z nas na parkiecie widziała.

    (23)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Oczy mu się otworzyły jak zobaczył, że to Artest haha, szkoda, że coraz mniej takich twardych i pewnych siebie zawodników jest w NBA.

    (5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Dodawał iskry bataliom miami-indiana tak jak udonis haslem;)

    Historia jego brata też ciekawa, grał rok w NBA, a ogólnie zawodowo w basket tylko 4 lata

    (7)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Strasznie nie trawilem Tylera, dzieki za ten tekst kolego. Wlales we mnie tym artem kupe sympatii do niego 😉 swoja droga bardzo fajnym artem.

    (15)
    • Array ( )

      Mam podobnie. Nie wiem czemu, ale też mega nie lubiłem gościa. Może to przez wspomnianą akcję z MWP. Zawsze miałem wrażenie, że to taki typ “the biggest fake tough guy” jak Garnett, ale jego historia jest naprawdę całkiem niesamowita. Oczywiście ta czysto koszykarska. O ile zobaczymy go jeszcze kiedyś w NBA, to pewnie będę patrzył na jego grę z większą sympatią 🙂

      (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Walczak tak ale nie żaden zawadiaka przerażenie gdy zobaczył Artesta i Birdman też go nieco postraszyl…

    (0)

Komentuj

Gwiazdy Basketu