Reality check: polskie chłopaki na turnieju koszykówki w USA

39

Opowiadał mi przez telefon, ale nie zdążyłem notować. Zrelacjonuję jak potrafię najlepiej albo nie, lepiej niech sam Wam opowie… Tekst uważam za bardzo wartościowy, mówi o różnicach w podejściu do uprawiania koszykówki w Polsce i USA. W największych skrócie, polska śmietanka młodych zawodników pojechała do Stanów i zaliczyła tzw. reality check. Najlepszy dowód stanowią wypowiedzi chłopaków na koniec. Dobrze mówię Witek? Gadaj jak było!


Mówiąc wprost: tego lata skrzyknęliśmy 24 najlepszych zawodników z Draft Camp 2017 i 2018. Z tejże grupy wyselekcjonowaliśmy 9 najlepszych, zapakowaliśmy w samolot i wysłaliśmy na dwa turnieje do USA odbywające się w Milwaukee i Dallas. Szczegóły wyjazdu opowiem później. Lecimy po kolei, naszą ekipę stanowili:

#Team

  • Błażej Czerniewicz (Politechnika Gdańsk) 2002
  • Maksymilian Formella (Politechnika Gdańsk) 2002
  • Bartłomiej Młynarczyk (TKM Włocławek) 2002
  • Kacper Maj (ŁKS Gortat) 2002
  • Bartosz Przybyła (SKM Zastal Zielona Góra) 2002
  • Piotr Droś (TKM Włocławek) 2003
  • Wiktor Jaszczerski (Trefl Sopot) 2003
  • Adam Lisewski (UKS GIM 92 – Mistrz Polski 2019) 2003
  • Victor Raczka (Estudiantes Madrid) 2002

Pozdrawiam serdecznie wszystkich. Nie wdając się w fabularne szczegóły i trudy podróży, przechodzę od razu do meritum. Jaki poziom i jaki styl koszykówki czekał na nas w Stanach Zjednoczonych?

#Push the tempo

Spodziewaliśmy się, że będzie szybko, ale nie przez cały czas! W Stanach gra się bardzo energiczny basket, nie przesadnie fizyczny czy siłowy, ale bardzo intensywny. Ilekroć pojawia się możliwość zaatakowania obręcz, chłopaki jadą do końca. Są przyzwyczajeni do kontaktu, nie marudzą na faule w trakcie gry (marudzą tylko trenerzy heh). Obrona jest agresywna, bardzo często stosuje się pułapki na całym boisku.

Największa różnica to jednak nacisk w obronie 1-na-1, bardzo dużo prób przecięcia toru lotu podania, wybrania piłki z kozła etc. Amerykańskie chłopaki nie boją się ryzyka, nieudanej próby przechwytu i tym podobne, bo w pomocy (i dzieje się to z automatu) czekają koledzy. Poza tym, zaangażowanie i przygotowanie fizyczne pozwala im bardzo często wrócić do bronionego nawet w przypadku gdy zostali minięci. Słowem: tutaj się nie myśli, tutaj się reaguje.

 #Don’t think, just react

Jeśli miałbym wskazać największe różnice między basketem granym w Polce i w USA, będą to:

  • błyskawicznie podejmowane decyzje (rzucam, wjeżdżam, podaję)
  • mocne, krótkie podania
  • gracze non stop w ruchu

Częstokroć wiedzą, co chcą zagrać zanim jeszcze złapią piłkę. Atakują zanim zdążysz się ustawić. Zupełnie jak to mówił coach Mike Taylor podczas jednej z przerw na żądanie Polaków na ostatnim FIBA World CUP: “play off the catch”. Tutaj macie kilka przykładów jak to robić, możecie sobie poćwiczyć następnym razem:

Co jeszcze? Choć zebraliśmy jak to określił Bartek “śmietankę”, nasi popełniali dużo błędów na skutek konieczności bardzo szybkiego podejmowania decyzji, szczególnie pokutuje tu “asekuracyjna” gra w obronie w Polsce. Za oceanem nikt nie krzyczy na zawodnika który gra intensywnie w obronie, nawet jeśli popełnia błędy.

Uwaga, ważne: zawodnicy amerykańscy ćwiczą na siłowni. Bez wyjątków. Ćwiczą z ojcami, starszymi kolegami, bądź za namową trenerów. Przy czym wcale nie chodzi o to, że są wielcy. Amerykanie wcale nie dominują “genetyką”. Opisane wyżej problemy w równym stopniu sprawiali nam gracze że tak to ujmę: “mali, biali i chudzi”.

Kolejna ważna kwestia: teoretycznie najsłabsi zawodnicy byli istotną częścią drużyny. W ekipie, w której grał 19-letni dwumetrowy center, ważący pewnie ze 115 kg, prospekt godny pierwszej dywizji NCAA, na boisko wchodził także chudy 14-latek w okularach by zaaplikować nam trzy trójki.

#Organizacja koszykówki

Koszykarskie kalendarium w Stanach wygląda mniej więcej tak: sezon szkolny (high school) trwa do maja, podobnie jak nasz klubowy. W czerwcu i lipcu rozgrywane są liczne turnieje (co tydzień, w różnych miastach). Większe międzystanowe (z formalną i nieformalną obecnością skautów z NCAA) tworzyć może nawet kilkaset drużyn. Te mniejsze, rozgrywane lokalnie, grane są na 6-8 ekip.

Drużyny organizowane są w formule AAU, czyli każdy kompletuje własną drużynę. Często gęsto “organizatorami” drużyn są rodzice dzieciaków. Koszty są dosyć spore (licząc wyjazdy, hotele). Jeden z trenerów/rodziców mówił, że dokłada 4-5 tysiąca dolarów na jeden sezon. Trenują w swoim zakresie wynajmując halę i trenera. Celem jest dodatkowe ogranie i ekspozycja zawodników dla skautów D1 i D2. Jedna ekipa potrafi rozegrać nawet 60 meczów w ciągu tych dwóch miesięcy, więc skala ogrania jest nie do porównania z Polską. W naszych realiach zawodnik w trakcie roku rozgrywka 20-30 meczów, także ten… Trenerzy w USA często mają też inne prace, obaj trenerzy którzy prowadzili nasze drużyny, na co dzień pracują też w biznesie.

Istnieją też ośrodki sportu, np. PSA w Dallas. Osiem boisk na których rozgrywane są ligi, gdzie można dołączyć jako drużyna lub jako pojedynczy zawodnik. W przypadku lig dla początkujących trener drużyny nie może być opłacany, może to być rodzic wolontariusz. W przypadku lig zaawansowanych drużyny zatrudniają trenerów.

#Future ahead

Możliwość otrzymania stypendium uniwersyteckiego jest ogromną motywacją zarówno dla biednych jak i dla zamożnych chłopaków, bo taka edukacja otwiera drzwi do lepszego życia, a sama w sobie kosztuje kilkadziesiąt tysięcy dolarów rocznie. Co za tym idzie, skala motywacji jest nie do porównania z Europą. Szczególnie dlatego, że tam tych drużyn uniwersyteckich jest naprawdę dużo. Aha, co rusz można napotkać kogoś, kto pracował bądź grał w NBA. Uwierzcie, że słowo pochwały od takich osób mają dużą siłę oddziaływania. A są na ogół pozytywne i zachęcające do pracy. Przykładowo: nas odwiedził Anthony Tolliver, aktualnie gracze Portland Trailblazers.

Zaskakujące jest też jak dużą wiedzę o koszykówce mają 19-latkowie. Widać, że są bardziej świadomi, że tam rozmawia się o sporcie, też w bardziej realistycznym aspekcie niż “synku staraj się, będziesz super”. Jest to też na pewno efekt innego sposobu edukacji, gdzie uczniowie potrafią prezentować swoje myśli.

Tutaj z Witkiem ponownie się zgadzamy: “fajnie” jest gdy młodzi ludzie potrafią formułować własne myśli i gdy wiedzą, o co im chodzi, do czego zmierzają i co chcą w danej chwili osiągnąć.  

#Ludzie

Amerykanie lubią dobrą komunikację. Nie domyślają się, nie kombinują za plecami, mówią co myślą, są zazwyczaj uczciwi. Szukają pozytywów -> wskazują na zebrane doświadczenie po porażce, potrafią dostrzec co zostało poprawione pomimo złego wyniku. Skupiają się na wysiłku, a nie na wyniku. Widać, że jest tam lepsza kultura “bycia coachowalnym”. Trenerzy wielokrotnie pytali się czy na pewno zawodnicy rozumieją po angielsku, bo pomimo uwag i instrukcji zawodnicy dalej “robili po swojemu”.

#Organizacja wyjazdu

Obiecałem szczegóły więc proszę: w grudniu 2018 roku zaprosiliśmy do Warszawy 30 najlepszych (przyjechało 24) zawodników biorących udział w Draft Campie na przestrzeni dwóch ostatnich lat. Po 2 dniach i 8 godzinach testów wybraliśmy 9 zawodników. Potem zaczęły się przygotowania, załatwianie wiz i formalności w związku z turniejami. Turniej w Dallas to po prostu zgłoszenie, ale turniej w Milwaukee to dłuższa przeprawa przez dwie strony rejestracyjne.

W tym turnieju bierze udział ponad 200 drużyn, należy przestrzegać przepisów rekrutacyjnych NCAA, a mecze ogląda około 100 trenerów z uniwersytetów. Na miejscu potrzebujemy pomocy w transporcie, zakwaterowania u zaprzyjaźnionych rodzin i opieki amerykańskich trenerów. Tutaj z pomocą wchodzi Athletes in Action i Mike Sigfrids, dzięki pomocy którego wszystko to stało się faktem i cała podróż przebiegła sprawnie.

Zawodnicy sami opłacali swój wyjazd. Koszt transportu (3 miasta / 3 loty, autobus, benzyna) wiz, opłat turniejowych to w przybliżeniu 6500 zł na osobę. Duże wsparcie otrzymaliśmy również od Athletes in Action zarówno finansowej jak i logistycznej.

#Obserwacje zawodników

“Nie dominuję tak jak w Polsce. Na początku się zniechęciłem, ale potem zrozumiałem, że można wygrać i to czego się nauczyłem mogę przekazać moim kolegom z drużyny”

“W Polsce wygrywałem umiejętnościami, a tutaj widać, że każdy gra z ogromnym sercem. Trzeba wygrywać zaangażowaniem”

“W Polsce jestem wybitny fizycznie, a tutaj wszyscy są tak przygotowani”

“Muszę koszykarsko mocniej pracować”

“Na boisku nie mogą rządzić mną emocje”

“Musisz znać swoje miejsce w drużynie. Jak zapracujesz to dostaniesz tyle, ile ci się należy”

“Na treningach każdy rzut powinien być na oddawany na 100%. Bo leniwe rzuty są nieprzydatne”

“Chcę być bardziej otwarty na ludzi. Tutaj się nauczyłem jak powinienem podchodzić do ludzi i życia”

“Jak przegrywam to muszę zastanowić się czemu to moja wina, a nie szukać innych winnych”

“Nie ma sensu się drzeć na siebie w drużynie”

“Muszę popracować nad angielskim”

“Nie być toksycznym, mając uwagi które nie są słuszne”

“Nauczyłem się traktować ludzi inaczej. Nie być burakiem, tylko być pomocnym”

“Chciałbym się pozbyć nawyku poprawiania zawodników z mojej drużyny”

Te cytaty mówią same za siebie. Trochę terapię szokową przeszli nasi topowi gracze, ale takie doświadczenie musi u nich zaprocentować. Mam nadzieję, że ów tekst okaże się przydatny również dla Was. Pozdrawiam serdecznie.

[Witek Zygierewicz / draftcamp.pl]

Ostatnie Wpisy

39 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetna przygoda dla chłopaków. Zawsze potrzebne jest spojrzenie na swój poziom poprzez zweryfikowanie go gdzieś indziej, najlepiej zawieszając poprzeczkę coraz wyżej. Grając ciągle w “swoim sosie” przestaje się robić postępy. Nawet jak im nic z kariery koszykarskiej nie wyjdzie finalnie, to i tak wspomnienia będą pewnie fajne.

    (45)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Główną różnicą między sportem amerykańskim, a polskim, zwłaszcza w koszykówce jest mentalność, za którą idzie reszta.
    W skrócie.
    Gdy my uważamy 16 miejsce za sukces, to oni uważają drugie miejsce za porażkę.

    (3)
    • Array ( )

      1) 30 zostało zaproszonych, 24 przyjechało – być może 6 odbiło się od bariery finansowej;
      2) jak zaznaczono w tekście (2 razy) ogromnie pomocni – również finansowo – byli Althetes in Action, koszty wyjazdu mogły więc sięgać 6,5 tysiąca ale finalnie mogła to być mniejsza kwota za sprawą pomocy AiA;
      3) nie ma znaczenia czy chłopaki byli rzeczywiście najlepsi, czy byli kompromisem między zamożnością a umiejętnościami – jak dla mnie najważniejsze jest to, że są ludzie którzy robią w tym kraju ogromną robotę by promować nasz ulubiony sport a 24 młodych koszykarzy z naszego kraju odebrało świetną lekcję basketu, która – o ile postanowią związać się z koszem na stałe – z pewnością zaprocentuję.

      (25)
    • Array ( )

      Mentalność stojaca za zadawaniem takich pytań jest jednym z powodów dla których sport w polsce nie stoi na wysokim poziomie. Zawiść i zły stosunek do kogoś kto zrobił coś fantastycznego i do tego kogo stać..
      Bariera finansowa to tylko bariera – a nie kłoda złośliwie rzucona pod nogi. Jej przekroczenie może być trudne, ale ktoś kto pozyska środki, spróbuje sobie z nia poradzić czegoś sie nauczy i doceni i w to tylko jego zysk…

      (12)
    • Array ( )

      Niestety to jest smutna diagnoza, ale tak to jest bardzo często w PL… Rodziny żyją za dwie lub jedna najniższa krajową … Jeśli jesteś z takiego domu, to o samym campie możesz sobie pomarzyć. Ja całe szczęście mam to już za sobą, skończyłem studia, pracuje za granica jako inżynier. Kiedy słyszę te rady z pizdy ziomków, którzy pracowali w czasie wakacji i myślą, że już wiedzą ile daje ciężka praca… tylko dlatego, że zarobili na polowe wartości swoich butów do kosza w firmie znajomego mamy, resztę dorzuca tatko. Sorrki bananowcy, ale pojęcia nie macie jak to jest mieć dziurawe buty czy dostać od starych 10 zł na imprezę na mieście… to jest multikotwica, która rozpiernicza życie na starcie na tak wielu poziomach, że nawet nie podejmuje się opisywania tego dalej. Pozdro dla biedaków 😀

      (9)
    • Array ( )

      W tych 6,5 tysiącu zł większość stanowił koszt biletów ok 4000 zł, reszta to np. wpisowe za turnieje i inne koszty. Czyli ta kwota nie pokrywa kosztów noclegu i wyżywienia – tu z pomocą przyszło AIA. Myślę, że nie chodzi tu o to żeby się chwalić, że ktoś jest nadziany, tylko uzmysłowić, że niestety awans sportowy to też inwestycja. Był u nas kiedyś na obozie Krzysztof Sulima z Polski Cukier Toruń i opowiadał, że w wieku dwudziestu+ lat pracował w magazynie, żeby zarobić na campy koszykarskie. Tak samo część z chłopaków, która pojechało ze nami pracowała na to, żeby opłacić sobie bilet. I taką nauczkę najlepiej z tego wyciągnąć, że lepiej zasuwać i potem korzystać niż obrażać się na bananowców. Bo jak chce się grać w USA to trzeba się tam przynajmniej pokazać. Tego też nauczyliśmy się USA, że tam praktycznie każdy nastolatek pracuje przez większość wakacji. A co do rodziców? Myślę, że byli świadomi jak rozwijająca jest taka podróż i chcieli zainwestować w 2 tygodnie na innym kontynencie.

      (46)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    A jaki poziom prezentują chłopaki? Każdy kto gra w kosza na wysokim poziomie na pewno na któregoś z nich w swojej karierze trafił. Wystarczy spojrzeć na nazwy klubów.

    (13)
    • Array ( )

      Nie chcę być nie miły ale te chłopaki to nie jest śmietanka polskiego basketu. Żaden z nich nawet nie był zawodnikiem kadry Polski na turniejach przygotowujących do młodzieżowych mistrzostw Europy ani na samych mistrzostwach. Oczywiście nie odbieram im talentu, sam znam kilku z nich oraz grałem z nimi podczas meczu ligowych/mistrzostw Polski. Każdy z nich jest piekielnie zdolnym i zmotywowanym graczem ale nie można ich porównać choćby do Kacpra kłaczka, Filipa siewruka, Kacpra Gordona czy Wojtka Tomaszewskiego.

      (8)
    • Array ( )

      “(…) czy wiadomo dlaczego top topów, który wymieniłeś nie pojechał?”
      A – bo nigdy nie byli na Draft Campie
      B – bo jeśli byli na Draft Campie, to nie w latach 2017-2018
      C – bo wyjazd do Stanów był tuż przed ME U18 i żaden trener kadry by nie puścił swojego zawodnika
      I pewnie jeszcze kilka powodów by się znalazło, ale to te podstawowe.

      (5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Tekst rewelacja, bardzo cenny m/in dla rodziców młodych sportowców. Jak również dla młodych sportowców;) przeczytałem dwa razy i podesłałem żonie która co prawda nie interesuje się specjalnie koszykówką ale bywa trenerem siatkówki. Dzięki, szacun.

    (7)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    @ Basket Fan
    Nie to nie jest niemiłe. tylko rozumiem jaka jest konkluzja – skoro nie są w top 16 zawodników w Polsce to mają nie próbować swoich sił za oceanem? Nie jeden bardzo utalentowany chłopak zaprzepaścił swoją karierę, bo nie wiedział gdzie kiedy i co robić. Wiadomo, że są lepsi chłopcy. Nikt nie powiedział, że oni są najlepsi w Polsce. Grają w klubach z poziomu półfinałów mistrzostw Polski, więc są w pewnym sensie reprezentantami naszego szkolenia. Kacper Kłaczek był u nas na Campie i wiadomo, że by się przydał, zapraszaliśmy Jeremego Sochana, ale był na kadrze. Myślę za to, że chłopaki któryś wymieniłeś mogliby nie mniej skorzystać na grze w takich turniejach. Co mają robić ci którzy póki co nie grają w kadrze? Siedzieć i czekać bo są za słabi? Wyjazd na taki turniej, gdzie widzisz że jest kilkaset chłopaków w jednym stanie, którzy wymuszają na tobie maksymalne zaangażowanie, to najlepsze co możesz zrobić. To jest główny wniosek z tego wyjazdu – nie siedź na tyłku w wakacje, bo twoi rówieśnicy rozgrywają mecz za meczem.

    (20)
    • Array ( )

      ciekawe, bo Polacy którym udało się zagrać w NBA raczej nie byli w top 20 w Polsce… a topowi nie udało się (np. Wójcik, Zieliński) a weszli Trybański, Lampe, Gortat… więc nie wiadomo kto wejdzie do wymarzonej ligii

      (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    @JohnyBlazechyba zapomniałes o siatkówce w której jesteśmy absolutny TOP na świecie i miedzy innymi zjadamy w nią USA na śniadanie

    (4)
    • Array ( )

      Tak tylko dodam, że gdyby najlepsi siatkarze (czy też szczypiorniści) zarabiali tak jak koszykarze to team USA byłby hegemonem, tam po prostu nikt nie chce tych niszowych i słabo opłacanych sportów uprawiać 😉

      (2)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    @draft camp
    Chodziło mi tylko o to, że w Polsce jest wielu innych utalentowanych zawodników w tym takich, którzy grają poza granicami naszego kraju np w USA i w przyszłości mogą być ważnymi ogniwami w składzie Polski. Uważam natomiast, że każdy kto tylko może powinien mieć szansę na wyjazd do USA i zgarania w takim turnieju aby podnieść swoje możliwości, nie mówię o tym że oni nie zasłużyli itp. Żebym nie został źle zrozumiany to muszę oowiedzuecy, że chodzi mi o fakt, że nie ma ograniczeń i każdy z młodych chłopaków w naszym kraju też może tego dokonać i pojechać tam tak jak oni.

    (2)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    @ Nickt Stauskas
    Z tym zjadaniem Amerykanów na śniadanie w siatkówce to nie byłbym do końca przekonany. System siatkarski w USA jest zupełnie inny niż u nas, ale dostarcza również wiele wybitnych zawodników.

    (1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Główny wniosek – żeby poszerzać swoje umiejętności i poprawiać te które się ma w tym wieku trzeba grać, grać i jeszcze raz grać, najlepiej z lepszymi od siebie. Dlatego rzeczywistość w Stanach jest dla nas taka nierealna. Tam się gra na okrągło, podczas sezonu szkolnego, w wakacje. Ponadto wszystko jest na wyciągniecie ręki. Ten kto chce ma do dyspozycji świetne hale, trenerów, turnieje, drużyny, do których możesz dołączyć. Już na początkowym etapie rywalizacja jest na wysokim poziomie. Kiedy tak będzie u nas?

    (2)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    @JohhnyBlaze – apologeto USA, zapewniam Cię, że to jednak przeciętny mieszkaniec Europy prezentuje wyższy poziom mentalny niż Amerykanin.

    (-1)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    @ ?
    Bo top topów nie jeździ na campy koszykarskie w Polsce tylko już teraz trenuje za granicą. Oprócz tego większość z tych graczy już teraz gra w USA lub Hiszpanii, a pozostali wola doskonalić umiejętności indywidualne wraz z trenerami personalnumi

    (0)
    • Array ( )

      Intelektualny może tak, ale mentalny raczej nie.
      W szczególności jeśli chodzi o nastawienie do sportu.
      Wygląda to mnie więcej tak, że mentalnie u nich wszyscy mają podejście zawodowców.
      U nas są amatorzy, duuuża przerwa, i zawodowcy.

      (0)
    • Array ( )

      @f1
      Na pierwszym turnieju Milwaukee (http://www.ny2lasports.com/) mieliśmy bilans 1-4 i nie wyszliśmy z grupy, to był bardzo mocny turniej z 100 skautów, międyznarodowymi ekipami. Na drugim mniejszym w Dallas zajęliśmy trzecie miejsce.

      @ Basket Fan
      Super niech jeżdża jak mają możliwości. Mam trochę wrażenie, że tak dobrze zaopiekowani są często np. synowie ex-zawodników, bo znają świetnie temat. Dla nas zawsze misją było zapewniać szanse do rozwoju gry jak największej rzeszy ludzi. czy to przez letnie obozy, czy przez takie wyjazdy.

      (6)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    patrząc na te skróty to sory….kariery im nie wróżę-domyslam się ,że daliscie najlepsze zagrania a nie najgorsze-przepraszam za szczerość…….

    (-1)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    super tekst, ciekawszy byłby przez więcej komentarzy chłopaków, którzy tam byli, ich przemyślenia, nie tylko luźne wrzutki

    (0)
    • Array ( )

      @ Michał
      Nie daliśmy najlepszych tylko mix jak leci. Tak jak wyżej co do poziomu, jeżeli grasz teraz w kadrze Polski to możesz sobie pozwolić na takie komentarze 🙂 Jeżeli nie to najpierw stań na przeciwko nim na boisku.

      (1)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    Trochę przekłamań w artykule jest odnośnie organizacji koszykówki w USA. I tak każda szkoła ma swoją drużynę (nie jest to AAU, ani liga letnia). Sezon zaczyna się koniec października, początek lsitopada i trwa do końca lutego – 4 miesiące, gdzie są rozgrywane mecze ligowe oraz różne turnieje, jesli drużyna sie na nie zapisze. “Ligi” sa małe – prawda 8-10 zespołów i grają, potem pierwsza 8, gra play offy w turnieju finałowym. Mistrzem zostaje ten, kto wygrał play off, a nie ten kto ligę. Ponadto przed sezonem tez chłopaki grają, czyli de facto od sierpnia do listopada, ale sa to mecze nieoficjalne, z tym, ze treningi normalnie sie odbywają. Jakies 2 tygodnie przd sezonem startują treningi oficjalne, w koszulkach teamowych itp. itd. Wywiady, zdjęcia. Taka oprawa. Po zakończeniu sezonu są turnieje, w ktorych może drużyna uczestniczyc, ale też zaczynają sie sezony gier zespołów AAU. AAU to faktycznie “zbieranina” ale często zbieranina, która gra w tym składzie od kilku lat. Turnieje opłaca się z własnej kieszeni. Na te turniej przyjeżdżają trenerzy z wyższych uczeli i ogladają – szukają kandydatów. Często drużyny mają sponsorów, a często nie. W AAU nie ma ligi, tam każdy turniej rządzi sie po swojemu. Turnieje nie mają ze soba nic wspolnego. Trenerzy z colleg ogladają zawodników i wybierają. Albo Cię wybiorą albo nie. Rozmowy tylko poprzez trenerów, trener collegu nie moze bezpośrednio rozmawiac z zawodnikiem, musi to robić przez trenera AAU, po pierwszym razie już moze bezpośrednio. Jeśli wybiora i dadzą stypendium to grasz w D1, D2, D3. Czym róznią się one – ano wielkością szkoły i zasobnością szkoły :). Tylko li tym. Jeśli drużyna jakas jest w D1 to wcale nei oznacza, że jest duzo lepsza niż te z D2, wielokrotnie sa duuuużo słabsze. Czołówka D1 owszem, ma super dobrych zawodników i super dobre warunki – prawie jak NBA, ale sa to i bogate i prestiżowe szkoły. Niemniej najlepsze szkoły D2 sa o niego lepsze ot tych z środka i końca D1. Można to zauważyć na otwartych turniejach, gdzie czasem zespoły z D1 i D2 się spotykają. Tak wiec nie należy traktowąć tego podziału na “ligi” D1 – to nie jest pierwsza liga, a D2 – druga. Jest jeszcze ranking ogólnoamerykański wszystkich zespołow (parę tych rankingów jest) i zespoły z tzw. D2 są na czolowych miejscach (patrz np. Novasouthern z Florydy). To tyle.
    Dodam, ze śmieszą mnie czasem wypowiedzi naszych fachowców od koszykówki, którzy opisują system gry w USA, bo byli tam tydzień i już są specjalistami od koszykówki USA. Zaczynają wskazywać zalety naszego systemu nad systemem tamtejszym. Ja byłem/jestem dużo częściej i znam to “od podszewki”. Polecam najpierw szczegółowo poznać system, potem go opisywać. Co do reszty artykułu – tak, gra sie szybciej, mocniej, bez lęku przed przeciwnikiem. Tam nie ma lepszych zesołów – kazdy jest dobry oi każdego mozna ograć!

    (-1)
    • Array ( )

      @arbiter

      Świetne rozwinięcie. Do poprawki jest to, że w D3 nie dają stypendium.
      Nikt nie mówi, że opisałem tu system szkolny, odnosiłem się właśnie do tego fragmentu, gdzie rozgrywane są turnieje AAU.

      “Koszykarskie kalendarium w Stanach wygląda mniej więcej tak: sezon szkolny (high school) trwa do maja, podobnie jak nasz klubowy. W czerwcu i lipcu rozgrywane są liczne turnieje (co tydzień, w różnych miastach). Większe międzystanowe (z formalną i nieformalną obecnością skautów z NCAA) tworzyć może nawet kilkaset drużyn. Te mniejsze, rozgrywane lokalnie, grane są na 6-8 ekip.”

      (0)
    • Array ( )

      Dobrze, że chłopaki z DraftCampu opisali system w USA, bo dzięki temu Ty dopisałeś swoje i teraz wiemy jeszcze więcej.
      Nie ma się z czego śmiać, opisują na tyle, na ile pozwala im wiedza i tak z pewnością większa niż przeciętnego człowieka zainteresowanego koszykówką w Polsce.
      Może i spędzasz tam sporo czasu i orientujesz się lepiej ale, wybacz cierpkie słowo, podejście masz ciągle polskie z tym “śmieszą mnie”.
      Bez względu na poziom szczegółowości opisu, jest to zawsze jakiś wkład w edukację i propagowanie dyscypliny, na czym chyba nam wszystkim zależy.

      Ale dzięki za wpis, przyłożyłeś się do opisu i za to Ci chwała.
      Brawo Ty, brawo Chłopaki z DC.

      (0)

Gwiazdy Basketu