NBA: bijatyka w Houston | słodko gorzki Sochan | Tyler Herro załącza pozdrowienia

17

Patronami dzisiejszego odcinka są Emcemat, Michał Machał, Krzyk 141 oraz Michał Machał ponownie. Nie mam słów! Szac, jak to mówi młodzież, czyli dziękuję i szacunek. b

Na początek tabela NBA, stan na 30 grudnia, czyli runda zasadnicza rozegrana dokładnie w 38%. Oklahoma City Thunder koszą na lewo i prawo, ale „nikt” o nich nie mówi, bo to rynek wielkości 700 tysięcy ludzi / mieszkańców, czyli połowa tego, co zamieszkuje na Bronksie, jednej z dzielnic Nowego Jorku. Trójmiasto liczy więcej, ale gdy Trefl Sopot wychodził z dołka 1-3, by w czerwcu zdobyć mistrzostwo Polski, w Ergo Arenie zgromadziliśmy co najwyżej dziewięć tysięcy kibiców. No cóż, jeśli wierzyć polskim fachowcom NBA umarła, a koszykówka razem z nią. 

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Bartek Gwba (@bartekgwba)

Ja się bawię w najlepsze, fragmenty tekstów widzę w różnych miejscach sieci, typy bukmacherskie na innych grupach, a skoro kopiują to znaczy, że jeszcze coś robię dobrze. W nocy graliśmy na Discordzie dwie tak zwane „drabiny”. O co chodzi już mówię: bukmacher proponuje, że gdy dajmy na to Goga Bitadze zdobędzie 3 asysty w meczu, to podwoi stawkę. Normalny typ, tak zwany singiel. Ja uważam, że Goga w tym meczu będzie mocno eksponowany, bo Brooklyn jak żaden zespół w lidze wysiłki skupia na odcięciu kozłującego na pick and rollu, a wysyp kontuzji Orlando spowoduje, że atak pozycyjny będą MUSIELI budować w oparciu o wychodzącego do podań centra.

Goga choć może czasem wydawać się ciapowaty, koszykówkę kocha i rozumie. Jak był małym Gruzinem mieszkał u ludzi w garażu, na rozpadającą się obręcz rzucał i marzył. Mniejsza z tym, on przede wszystkim jest cierpliwy z piłką, wyjdzie z nią wysoko, przytrzyma, poczeka, da się obiec, przekaże z rąsi do rąsi, tak notuje asysty. Sądzę więc, że nie tylko trzy, ale potencjał jest na parę więcej asyst. 

Za cztery asysty buk proponuje już potrojenie stawki, a za pięć asyst pięciokrotność wkładu. To się właśnie nazywa drabina, stopniujemy stawkę na coraz mniej prawdopodobne zdarzenie. No i co? Goga przynosi pięć asyst. Pełna drabina świeci na zielono. 

Podobnie zrobiliśmy z Andrew Nembhardem z Indiany. Bukmacher wystawił linię 11.5 punktów, my pograliśmy do dwudziestu punktów, mniejsza z tym dlaczego. Jak chcecie wiedzieć, dołączcie do grupy typera. Dwudziestu nie zdobył, ale do siedemnastu drabinkę dociągnął, co samo w sobie potroiło stawkę:

Heh, cieszę się, że te godziny, co ja mówię, lata spędzone nad NBA rodzą czasem profity. Człowiek wielokrotnie zastanawia się nad wyborami życiowymi, ale dawno temu doszedłem do wniosku, że dopóki pomarańczowa piłka będzie gdzieś na świecie odbijana, z głodu nie zginę. Poza tym, żyć na własnych warunkach, to jest czasem luksus nie do przecenienia. Zrozumie tylko ten, który zdobył się kiedyś w życiu na podobne, zawodowe ryzyko. 

Jakież to mecze grano w nocy? 

Orlando w dramatycznych okolicznościach pokonało u siebie Brooklyn (102:101). Zrobili to bez udziału Franza, Paolo Banchero, Moritza Wagnera, Anthony’ego Blacka oraz Jalena Suggsa w drugiej połowie. Bez pięciu najważniejszych, kluczowych postaci klubu. Zespół w czwartej kwarcie pociągnęli rookie Tristan Da Silva oraz strzelec najemny Cole Anthony. Nets dali popis, sam już nie wiem czego, chyba tankowania. W pewnym momencie czwartej kwarty prowadzili 97:80, czyli ostatnie siedem i pół minuty przegrali różnicą 22:4! 

Powracający do gry po kontuzji Cam Thomas leciał z tematem przez trzy ćwiartki, 25 punktów 6 zbiórek 6 asyst, ale na koniec dostał kij w szprychy. Zabrakło pomysłów, Orlando przetrawiło wszystkie frustracje, które targały nimi na początku, fatalne sędziowanie (ta sama obsada arbitrów, ta sama babeczka, która parę dni wcześniej na ślepo wyrzuciła z boiska Andre Drummonda, którego trzeba było przywracać z szatni i dobrze, że już pod prysznic nie wbił) aby w końcówce zagrać swoje. Strukturę zespołu trzymał, nie zgadniecie: Goga Bitadze, autor 19 punktów 11 zbiórek i 5 asyst.

Niesamowite, zważywszy warunki / kontuzje jak prezentują się Magicy, których tożsamość to zdecydowanie obrona. Czy Wy wiecie, że w tym sezonie tracą najmniej punktów z ponowienia (10.4) w całej historii NBA, to znaczy odkąd zaczęto mierzyć tę statystykę w 1996 roku? Są też na drugim miejscu jeśli chodzi o punkty stracone z kontry oraz drudzy jeśli chodzi o zdobycze rywala w polu trzech sekund. Ich rating defensywny to trzecie miejsce, zaraz za Thunder i Rockets. Nie do wiary zważywszy absencje i słabość ataku, bo o ile trudniej jest wybronić akcję gdy rzut okazuje się niecelny, prawda? 

Indiana 123 Boston 114 

Pacers byli przygotowani. Dali mecz przerwy „naszemu człowiekowi” Andrew Nembhardowi (17/8/8) który z automatu atakował widząc przeciwko sobie starszego pana Al’a Horforda. Z dużą energią łowili mismatche, przechodzili z obrony do ataku, mocno stali na nogach w grze jeden na jeden.  Wyraźnie skupieni na atakach obręczy, bezpardonowo mijali i oddawali rzuty. Celtics pokazali natomiast, że gdy trójka nie siedzi, halę ogarnia przeciętniactwo, może inaczej: są śmiertelni.  

16/54 z dystansu (29%) a przy tym zaledwie 39 prób za dwa punkty. Matematycznie uzasadnione choć z wykonawstwem było dziś na bakier. Pacers zbierali i przechodzili na połowę rywala. Siakam i Turner grali niżej, Tyrese Haliburton (31/6/7) mijał 1v1, nie było żadnych wątpliwości kto tej nocy jest lepszym zespołem i było to widać już od pierwszych minut. Payton Pritchard znów próbował przejąć stery (21 punktów 5/8 zza łuku) niesamowity to strzelec, ale jego zryw trwał krótko, a koledzy za tym nie poszli. 

Tajny plan Pacers zakładał zostawić celowanych ludzi samych na dystansie (Horford 1/10 zza łuku) gęściej zbiegać do penetracji. Nic nowego, choć na usprawiedliwienie mistrzów dodajmy: grali bez Porzingisa i Holidaya. Zwłaszcza Łotysz zapewniłby im spacing oraz opcję na low post, której wczoraj wyraźnie brakowało. 

Atlanta 136 Toronto 107

Przyznam szczerze, pomyliłem się w stosunku Atlanty. Rzadko się mylę w kontekście losów ekipy w danym sezonie, co potwierdza bilans typów długoterminowych na liczbę zwycięstw, ale tym razem byłem w błędzie. Trae Young bez udziału Dejounte Murraya wydaje się uwolniony. Jalen Johnson to materiał na Most Improved, a jego aktywność z piłką, liczba tzw. „touches” to topka NBA, zaraz zresztą obok Trae’a. Hawks grają przez tych dwóch, a umiejscowienie JJ’a w eksponowanej roli było strzałem w dychę. Co więcej, DeAndre Hunter gra jak z nut jako ławkowicz, a Dyson Daniels wyrósł na topowego plastra, obrońcę NBA. Graliby jeszcze skuteczniej gdyby nie ogrywali rookie Risachera, lepsze zdrowie miał Bogi, bo rotacja centrów: Capela, Okongwu, Nance również imponuje. 

Dziś zbili Raptors, bo są po prostu lepiej ułożeni i mimo wszystko, zdrowsi. 34 punkty i 10 asyst Younga, 22 punkty De’Andre Huntera w roli szóstego. Raptors wychodzi bokiem granie bez rozgrywającego. Dziś popełnili rekordową liczbę 31 strat, po których Hawks zdobyli 31 punktów. Tego się nie dało przeskoczyć. Guard play to podstawa, w każdym meczu, niezależnie od poziomu, czy to w NBA czy na GWBA Camp. 

Miami 104 Houston 100

Heat dojechani wyjazdową grą dzień po dniu, wydawało się, że pod naporem fizycznych Rockets spojrzą w karty i grzecznie odłożą. Nic takiego nie nastąpiło. Walki trwały do końca, w ostatniej minucie przy nadal nierozstrzygniętym wyniku szczepili się Tyler Herro (27 punktów 6 zbiórek 9 asyst) i Amen Thomspon. Ten drugi rzucił pierwszym aż miło. Posypały się dyskwalifikacje, parkiet musieli opuścić nie tylko dwaj wymienieni, ale także Fred VanVleet, Jalen Green oraz Terry Rozier po stronie Heat. 

Dzień wcześniej Jusuf Nurkic machnął w papę Naji Marshalla (zawieszenie na trzy mecze) a teraz takie coś. Chcieliście emocji, to proszę. Tylko teraz nie piszcie, że brakuje sportowej złości na parkietach i że karygodne. Fakt faktem, Herro mógł się konkretnie połamać. To nie salka treningowa, zawodnik nieprzygotowany do takich lotów….

Tak się dzieje, gdy ktoś rzuca ci punkty w ryj, rozdaje asysty, dominuje. Też bym się wściekał (…) bye bye człowieku, jedziesz do domu, przegrałeś [Tyler Herro]

Wspólnie z kolegą załączyli pozdrowienia. No nieźle, teraz się komisarz Silver za nich weźmie. 

OKC 130 Memphis 106

Thunder jak każdy zespół borykają się z urazami, ale jeden temat pozostaje niezmienny: Shai Gilgeous Alexander 35 punktów 6 zbiórek 7 asyst 4 bloki. Gdyby nie pewien misiowaty Serb stacjonujący w Colorado, mielibyśmy pewnego MVP: 14/19 z gry +27 wskaźnika plus/minus. Nie ustoisz jeden na jeden, nie ma możliwości by nie dotarł na czwarty metr, a stamtąd jesteś już na łasce gościa. 

Można go na chama próbować podwajać, ale Thunder już się na to przygotowali, wsparcie ściągnęli specjalnie, bardzo celowane: Isaiah Hartenstein współpracuje tak samo jak przed rokiem z Jalenem Brunsonem, na short rollu rozdaje sześć asyst, a cała banda wokół nauczona jest rzucać z otwartych pozycji. Trzynastu ludzi wstąpiło na parkiet po stronie OKC, a każdy oddał co najmniej jedną próbę zza łuku. Jak wspomniałem na początku, lecą przez sezon zwycięsko, zmieniają się tylko kolory i wystrój hali, napisy na podłodze. Bilans 26-5 musi robić wrażenie na największych sceptykach. 

Minnesota 112 San Antonio 110

Dwie sekundy przed końcem, wybrzmieniem końcowej syreny, Jeremy Sochan rzucał na zwycięstwo, ale nie wpadło. Nie był to jego wieczór, jego mecz (5 punktów 4 zbiórki). To znaczy na pewno nie na atakowanej połowie, bo ilu znacie graczy, którzy w tym samym tygodniu ograniczają Jalena Brunsona do zerowej zdobyczy w czwartej kwarcie, a następnie trzymają Anthony’ego Edwardsa na 14 punktach przy 6/20 z gry. Wielki szacunek dla Polaka! 

Spurs nawiązali równą walkę z nieco bardziej utalentowanym rywalem i no co… mieli swoją szansę. Rudy Gobert świetne zawody i bardzo fizyczna obecność po obu stronach (17 punktów 15 zbiórek 2 bloki) choć tutaj akurat trzeba przyznać, że brak kompetencji strzeleckich Sochana pozwolił Rudy’emu kryć na radar, trwać w polu trzech sekund, czym mocno utrudniał pracę pozostałym. Coś za coś. Jeremy budzi emocje, nie tylko swą wyrazistością, fryzurą, zawziętym charakterem, ale także pod względem czysto sportowym. 

Co ponadto? Donte DiVicenzo wracający do łask, oddający rzuty bez namysłu, od paru meczów przypominający tego samego gracza, jakim był w końcówce minionego sezonu w Nowym Jorku, gracza po którego Wolves transferowali Townsa: 26 punktów 5/10 zza łuku. Jak utrzyma dyspozycję, będzie brany pod uwagę przy nagrodzie Sixthmana. 

Wyłączając Donte, obie strony rzucały z dystansu jak kulą w płot, zwyciężyli mocniejsi fizycznie Wolves, którzy oddali aż trzynaście rzutów z gry więcej niż rywale, a to za sprawą wygranej zbiórki 56:41. 

Other NBA news

-> O transferze D’Angelo Russela z powrotem na Brooklyn już pisałem. Ciekawostką jest wpis Nicka Younga, któremu D’Lo wiele lat temu zepsuł związek narzeczeński umieszczając w sieci film, na który Swaggy P przyznaje się do zdrady. Jak widać topór wojenny między panami nie został zakopany: 

I trzymaj się z daleka. Nie pokazuj się więcej w LA [Young]

-> Wróćcie do tabeli, na wielkie uznanie zasługuja Detroit Pistons, którzy jeszcze przed zamknięciem roku kalendarzowego mają tyle samo zwycięstw, co w całym zeszłym sezonie! Cade Cunninhgam jest absolutnym All-Starem (średnie sezonu 24.0 punktów 6.7 zbiórek 9.7 asyst) a dołączenie strzelców, w szczególności nieprzytomnego Malika Beasleya (125/299 trójek = 41.8%) było brakującym ogniwem. W chwili obecnej panowie groźni są dla każdego, może za wyjątkiem zespołów z równie silnym liderem na piłce.  

-> LeBron James oficjalnie skończył 40 lat. Niemożliwe. Mi się wydawało, że on już jest po czterdziestce był pięć lat temu. Adam Silver z tej okazji nazwał go „wybrykiem natury”. Średnio to miłe, choć zależy jak spojrzeć. Nigdy nie zapomnę reakcji młodych kobiet w klubie, gdy wchodziliśmy doń razem z Czarkiem Trybańskim, w oczach i na twarzach miały wymalowane „freak of nature”. Dobrego dnia wszystkim! Zapraszam jutro, ja idę stawiać drabinę z chłopakami! B

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    No Admin na 40 stke Lebrona powinien wiechać jakiś porządny art -w końcu to Twoja pierwsza i jedyna prawdziwa miłość,jest o czym pisać-może jeszcze nie podsumowanie ale coś trzeba …………???????????

    (22)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    generalnie niesamowite jest to, jak przez offseason Tyler Herro dojrzał jako zawodnik na każdej możliwej płaszczyźnie. 24/6/5 na 41% za 3, ale nawet nie o same statystyki chodzi, psyche ma ze stali, jest świetny na rozegraniu, zdobywa punkty po koźle, wjazdami pod kosz, catch and shoot, na pewno też więcej i lepiej broni. Jeszcze kilka miesięcy temu wszyscy chcieli żeby był kartą przetargową do zorganizowania wsparcia dla Adebayo i Butlera, a dzisiaj wydaje się że w okol niego powinni w Miami budować zespół, tym bardziej że dopiero za 3 tygodnie kończy 25 lat i wydaje się że będzie tylko lepszy. Zdziwię się jak nie zagra w meczu gwiazd jeśli utrzyma intensywność i uniknie kontuzji.

    (32)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Odnośnie Shai Gilgeous-Alexandera, to komu powinno się bardziej oberwać? Charlotte, które oddało go za Bridgesa czy Clippersom, którzy oddali go za George’a?

    (9)
    • Array ( )
      Odpowiedz

      @olo
      A komu powinno się oberwać za przegapienie Jokicia? Moze Denver, którzy zamiast niego wzięli z 11 Douga McDermotta? Po fakcie to każdy mądry

      (14)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    LeBron 40, sto lat !!!
    Dzięki niemu wróciłem do NBA. I największe wrażenie robiły na mnie jego rzuty za 3 tj. dwa metry przed linią.
    Pozdro i najwyżej małego kaca na Nowy Rok 🎉

    (-1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Ależ ta nasza NBA odżyła!

    Konkretne pchnięcie na glebę, niby nic nadzwyczajnego, każdemu się może zdarzyć w przypływie nerwów, a media opisują to jako co najmniej kolejne „Malice at the palace”! Dobrze, że się te ciot…tzn. chłopaczki nie pozabijały.
    Wszystko podsumowują fakery na insta. Nic dodać, nic ująć.

    NBA dotknęła dna. Koszykówki w koszykówce z każdym rokiem jest coraz mniej, bo najważniejsze jest show i kapusta. Myślałbyś, że gorzej nie będzie, a to dopiero początek upadku. Sto odpalonych trójek z obu stron w każdym meczu zbliża się nieuchronnie. A wydaje mi się nawet, że celem Srebrzystego jest 100 trafionych trójek w meczu. To dopiero będzie coś!

    A w NFL, jak gdyby nigdy nic, wszyscy grają 17 meczów w sezonie zasadniczym. W play-off zasady są proste. Przegrywasz 1 mecz, jedziesz do domu, wygrasz mecz, grasz dalej. 3 maksymalnie 4 zwycięstwa i jesteś mistrzem. Popularność bije NBA na łopatki, a kasa się zgadza.

    Na koniec pytanie retoryczne. Czyżby jakość>ilość?

    (8)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie wiem czy celowe prowo ale chyba mylisz sportową złość ze zwykła łobuzerką to raz. Czym innym jesteś zawziętość, a czy innym zachowanie niczym małpolud. Natomiast dwa przeważnie usilna chęć udowodnienia jakim się jest „fajnym” przynosi zupełnie odwrotne skojarzenia. Czytając wstęp, jak i zakończenie, trudno nie mieć skojarzeń ze słynnym (mniej lub bardziej) „ech nie zdajecie sobie sprawy jaki jestem z siebie zadowolony” lol co w w szerszym kontekście wypowiadającego owe słowa oraz z perspektywy czasu było delikatnie mówiąc pyszne. No ale co ja tam wiem. Żeby coś wiedzieć o życiu, a co więcej móc się na ten temat wypowiadać to trzeba być kimś

    (5)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Herro nie ma podjazdu siłowo do freaka Thompsona. J**bnął go o parkiet jak workiem treningowym. Chuchro Herro niby miarkował i chodził koło leżącego Thompsona ale gdy ten wstał to czmychnął jak szczurek. Hehe lubię to, trochę zawziętości sie przyda, a nie te „dachy” co chwila za złe spojrzenie.

    Rzygam już tą gejowską i zniewieściałą poprawnością w dzisiejszej NBA. Jeszcze niech sobie buzi po meczach dają.

    (13)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Mecz w liczbach Finka-Smitha transferu poprzedniego roku to liczba 222 ( punkty,zbiórki asysty w dowolnej kolejności) ktoś pisał i zgadzam się z tym…brawo Pelinka👏😄 z 3D w lekersach zostało tylko D.

    (2)

Komentuj

Gwiazdy Basketu