Tyrese Haliburton: kim właściwie jest najnowszy magik NBA

17

Patronami dzisiejszego odcinka są Paweł Sinicyn oraz Mirosław Magolon którym pięknie dziękuję za wsparcie i wspólnie wypitą, wirtualną kawę. Tekst chciałbym dedykować mojemu serdecznemu koledze  Kubie Malikowi, którego pasja do NBA i w ogóle do życia stanowi dla mnie inspirację. Kuba jeśli to czytasz, nie mogę się doczekać naszego lipcowego spotkania! B

Dziś na tapet postanowiłem wziąć gościa, który przebojem wdarł się do świadomości fanów koszykówki na całym globie. Kiedy pomyślisz co w tegorocznych NBA playoffs wyrabia Tyrese Haliburton i dowodzona przez niego Indiana Pacers, zaczynasz kwestionować swoją wiedzę o świecie. 

Z tym gościem nic się nie zgadza, począwszy od daty urodzin. Czy wiedzieliście, że Hali przyszedł na świat 29 lutego, więc technicznie rzecz biorąc urodziny obchodzi co cztery lata?

Mnie najbardziej zastanawia skąd wziął się entuzjazm i ten charakterystyczny flow, jakie Tyrese demonstruje od samego wejścia do NBA. Jak to się stało, że facet, który równie dobrze mógłby zamienić koszykarskie obuwie na baletki, nie stracił niczego ze swych walorów i nawet pod presją najlepszej obrony, na poziomie serii finałowej najlepszej ligi świata, wciąż jest lekki, finezyjny, radosny, uśmiechnięty i prowadzi Indianę do kolejnego zwycięstwa choć każdy niemal „eskpert” po raz kolejny skazywał jego drużynę na pożarcie. 

Czy sekret tkwi w osobie Johna Haliburtona?

O ojcu chłopaka zrobiło się głośno całkiem niedawno, gdy twarzą w twarz stanął z Giannisem Antetokounmpo na chwilę po tym, jak Pacers w dramatycznej końcówce wyrwali mu z gardła wydawało się pewne zwycięstwo. Ojczulek dziś jest „maskotką” zespołu, talizmanem kibiców Pacers. Widać emocje, radość, tę samą radość życia. 

Pamiętacie tę akcję z Giannisem? Jeśli nie wiecie dokładnie co zaszło, John Haliburton wyjaśnia. Sami się przekonajcie, jaki to pozytywny facet:

Co ciekawe, John za młodu pracował jako trener koszykówki, a także dorabiał jako sędzia. Patrząc, z jaką mechaniką rzutu Tyrese wszedł na zawodową arenę, domyślam się, że w treningu syna nie stosował metod „ograniczających”, stawiając raczej na „wolny wybieg” i rozumienie gry, hehe. Coś jako Lonzo Ball, ale bez kontuzji i narzutów w postaci ojca megalomana. 

Dobrze, od początku, skąd wziął się Hali? 

Na radarach skautów koszykówki pojawił się niedługo przed „maturą”. Późno dojrzewał, długo nie chciał rosnąć, do dziś pozostaje szczupły, z twarzy jest jak wyrośnięty nastolatek. Na dodatek te jego poskręcane ciało, nadgarstek przy rzucie. Co mam powiedzieć, nie przekonywał do siebie. Nie wiem dokładnie i nie zamierzam dochodzić jak trafił na uczelnię Iowa State (ponoć otrzymał cztery oferty stypendialne, z czego ta była najbardziej prestiżowa) ale musicie wiedzieć, że w pierwszym sezonie gry Hali był szóstym strzelcem swej uczelnianej drużyny i grał za plecami takich ludzi jak Talen Horton-Tucker oraz Marial Shayok. 

Drugi (i ostatni) sezon w NCAA? Przed laty system by go ominął, wypluł gdzieś po drodze, ale dziś mądrzy ludzie stosują dużo bardziej zaawansowane mierniki do określania potencjału, przydatności młodzieży na kolejnym poziomie i wyszło im, że 18-letni Haliburton to ścisła czołówka prospektów NBA! 

Mówiąc skrótowo, Hali nie pudłował rzutów i nie popełniał strat. Jego efektywność była na poziomie daleko wyprzedzającym konkurencję i tak jest do dziś, choć ta konkurencja znacząco się wzmocniła. Statystyki drugiego sezonu: 

  • 68.5% skuteczności rzutów za dwa
  • 43.4% skuteczności rzutów za trzy
  • 4.5 współczynnik liczby asyst do popełnianych strat 
  • 2.7% współczynnik przechwytów (tyle % posiadań rywali kradł przebywając na placu)
  • 2.8% współczynnik bloków 

Wyobraźcie sobie, że Tyrese zaliczył 17 ASYST w wysoko wygranym meczu z Southern, choć wiodącym ball-handlerem w jego drużynie był znany do dziś z holowania piłki THT! To i parę innych występów otworzyło ludziom oczy. Tamtego lata Hali otrzymał zaproszenie do kadry Team USA U19, a skauci zaczęli ślinić długopisy i dzwonić do swoich mocodawców. 

Wkrótce juniorską kadrę USA poprowadził do wyniku 7-0 na mistrzostwach świata, zaliczając 7.9 punktów przy skuteczności 69% z gry oraz najwyższą w turnieju średnią 6.9 asyst. Zobacz jak wówczas wyglądał na tle innych dzieciaków: 

W drafcie poszedł z numerem dwunastym. Dlaczego tak nisko? 

  • niekonwencjonalna mechanika rzutu
  • brak wyróżniającej się dynamiki, atletyzmu
  • brak jednoznacznego przypisania do pozycji PG/SG
  • uraz nadgarstka, z jakim się zmagał

2020 NBA Draft stock

Dziś moglibyśmy mówić, jakiż to błąd popełnili menedżerowie NBA, ale biorąc pod uwagę, że mieliśmy pandemię, wszystko się poprzesuwało, informacje i możliwości spotkań, odbywanych treningów były okrojone, a także nazwiska, jakie poszły przed Halim… trudno kogokolwiek winić. Zobaczcie:

  1. MIN: Anthony Edwards – oczywiście, ANT to zawsze był i będzie numer jeden draftu 2020
  2. GSW: James Wiseman – Dubs szukali wysokiego do zbilansowania gry Splash Bros
  3. CHA: LaMelo Ball – wiadomo, showman do sprzedaży biletów, kilka milionów fanów na Insta
  4. CHI: Patrick Williams – mieli LaVine’a, rozwijali Coby White’a, szukali skrzydłowego
  5. CLE: Isaac Okoro – mieli Sextona, rozwijali Garlanda, szukali stopera, fizyczności
  6. ATL: Onyeaka Okongwu – rozegraniem rządził Trae, szukali mu partnera do PNR
  7. DET: Killian Hayes –  no cóż… upatrywano w nim wielkich rzeczy, tu było miejsce dla Haliego
  8. NYK: Obi Toppin – miał być następca Amar’e Stoudemire, ale Thibs go nie polubił za brak obrony
  9. WAS: Deni Avdija – wszechstronnie wyszkolony skrzydłowy, na rozegraniu grali Russ i Beal 
  10. PHX: Jalen Smith: w tamtym czasie obwodem w Arizonie rządzili Chris Paul i Devin Booker 
  11. SAS: Devin Vassell: Spurs szukali strzelca, na piłce grali wówczas Dejounte i Derrick White

Trafiło na Sacramento Kings, którzy dość odważnie sparowali chłopaka z De’Aaronem Foxem, Buddym Hieldem, Marvinem Bagleyem, Alexem Lenem czy Richaunem Holmsem. Kadra utkana bez pomysłu, Fox za sterami, dynamiczna gra do przodu, sporo biegania, ale też NAJGORSZY defensywny rating w NBA! Stosunkowo mało trójek, fatalna zbiórka… to nie miało prawa się udać, Fox i Haliburton jako duet może i by się dogadali z czasem, ale wokół nich brakowało pomysłu. Zmiany kadrowe były potrzebne.

The trade

W okienku transferowym 2022 roku Kings odpalili więc transfer z Indianą. Oddali (w moim odczuciu) swego najbardziej wartościowego zawodnika (czemu wielokrotnie dawałem wyraz w tamtym czasie) sprowadzając w to miejsce m.in. Domantasa Sabonisa. W pierwszym momencie wyglądało to pięknie w stolicy Kalifornii. Fox z Litwinem złapali porozumienie, grali super prędko, w kolejnym sezonie dołożyli strzelców i tak powstała struktura gry, która zapewniła im pierwszy od wielu lat udział w playoffs. Potem swój moment wyraźnie przespali, ale mniejsza z tym, nas interesuje to, co wydarzyło się po transferze Haliburtona do Indianapolis. 

Trafiając pod skrzydła pana Trenera Ricka Carlisle’a Hali z miejsca przeobraził się w gwiazdę NBA. Jakby mu kaganiec zdjęto, jakby zrzucił ciężkie worki przytroczone do pleców. 

Dwucyfrowa liczba asyst stała się normą, double-double grzał na porządku dziennym. Gra zespołu nabrała rumieńców, Myles Turner zrozumiał, że wcale nie musi być wytransferowany, a pion kadrowy zaczął szukać biegaczy. Potrzeby rekrutacyjne i kierunek działania były jasno określony. Uśmiech młodego rozgrywającego oddziaływał na wszystkich, jego entuzjazm rezonował na trybuny, fanów zaczęło przybywać. 

  • Ben Mathurin – szósty wybór draftu 2022 roku / scouting: umiejętności gry 1v1, gra na faul, atletyzm
  • Andrew Nembhard – 31. wybór draftu 2022 roku / scouting: wysokie bball IQ, ogólna sprawność, obrona na piłce
  • Aaron Nesmith – wycyganiony od Celtics w 2023 roku / scouting: wszechstronny obrońca, 3&D player, sprawność
  • Pascal Siakam – drugi najważniejszy transfer w historii klubu / scouting: druga gwiazda, ultra wszechstronny gracz, biegacz

Kiedy w styczniu 2024 roku Pacers pozyskali Kameruńczyka w zamian za m.in. Bruce’a Browna i wybory draftu, wiadomym było, że to zespół, który będzie się liczył we wschodniej konferencji. Chodziło przede wszystkim o dopasowanie ról i wszechstronność. Carlisle długo to układał, uzupełniał rotacje, szukał zmienników, elementów uzupełniających. Dziś ma roster kompletny, a Haliburton jako lider całej bandy gra niczym koszykarski bóg. Poświęć dwie minuty i sam to przyznaj: efektywność w tego rodzaju momentach, niespotykana.

Jak sądzicie, czy będzie to jednorazowy wybryk, coś jak Allen Iverson w pierwszym meczu NBA Finals 2001 roku? Części z Was pewnie nie było wtedy jeszcze na świecie. Thunder są jedenastopunktowym faworytem bukmacherów przed Game 2. ale… sam nie wiem. Tak, sądzę że do Indianapolis będziemy jechać przy stanie 1-1, ale dalej… kto skazuje tę edycję Pacers na porażkę, ten nigdy w koszykówkę nie grał. 

Co myślicie? Celowo urywam w tym miejscu opowieść o Halim, omijam jego występy w seniorskiej kadrze USA, bo wierzę, że on jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w tym sezonie ani w barwach reprezentacji narodowej, zaciskam kciuki. Koszykówka i cały sport potrzebuje takich historii. Pozdrawiam, Bartek Gajewski

1 komentarz

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Myślę, że drugiego meczu nie wyrwą ale swoje póki co zrobili. No chyba że pojawi się okazja i wyczują słabość OKC. Czyli jak poczują krew to będą jak piranie.

    Allen Iverson skilla miał, to trzeba przyznać, ale jak mnie ten koleś wkurzał to głowa mała. Za dużo pajacowania, za dużo kuglarstwa. Mental nie szedł w parze ze skillem. No ale takie to były czasy szalone.

    (8)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Indiana może wszystko
    Pierwszy mecz serii z NYK zaczynali od chyba 9/10 może zgodnie z tym co mówił Siakam wreszcie zagrają dobry basket zwłaszcza że ta gra to nie Heroball to jest zespół.
    OKC pewnie powrót do piątki I. H. obniżenie składu się nie sprawdziło.
    Czy wygrają?
    Muszą 2:0 będzie jak gwóźdź do trumny
    Gooooooo Indiana

    (6)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Pięknie się patrzy na tego typu zawodnika. Pg to dusza drużyny, zawodnicy tam grający powinni być z zasady ,,pass first”. Mnie samego bardzo Hali ciekawi już od Sacramento. On powinien mieć ksywkę Underrated, jak na niego patrzę, to widzę pozornego chłopca do bicia w turnieju dzikich drużyn, który po pierwszej połowie meczu ma na koncie 3 bramki i już wiesz, że wysłał Twój team do domu. Jeszcze 2-3 lata i będzie dowoził równo co mecz taki sam wpływ jak Joker

    (3)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Indiana zagrała słaby mecz i wygrała. Jak zagra dobry mecz, w poniedziałek rano może być 2:0. Tyle w temacie. To są finały nba. Tu raczej nikt nie będzie kalkulował.

    (12)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Ciekawe porównanie do Iversona bo to rzeczywiście może skończyć się bardzo podobnie. 4-1 dla OKC jest cały czas bardzo prawdopodobne, wystarczy że będą grali swoje i nie dadzą się wpędzić w pułapkę Carlisle.
    Propsy za takie wpisy!
    Ser you in july.

    (4)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak oglądam tę kompilację clutch shoots Haliego, to przychodzi mi na myśl, że gdyby trener Engel zajmował się rzucaną, a nie kopaną, to Tyrese byłby głównym bohaterem jego książki „Basket na tak” 😀

    Finały 2001 oglądałem na żywo z wypiekami na twarzy i ten urwany pierwszy mecz, to był raczej wynik włączonego god-mode Iversona (chociaż Lue przez większość meczu ładnie go tam cisnął w obronie i to ikoniczne przejście AI nad nim po ankle-breaker w dogrywce, to jeden z bardziej niesprawiedliwych motywów ever), no i paru zastopowań Shaqa przez Mutombo, niż jakiegoś porządnego i mądrze ustawionego team-effort. W tamtej drużynie piłkę ńominalnie rozgrywał Eric Snow, pod koszem walczył Tyrone Hill. a jokerem z ławki był Raja Bell – z całym szacunkiem, ale sory, Hali ma trochę bardziej znaczących kolegów.

    Inna sprawa, że do dziś zastanawia mnie, co by było, gdyby Aaron McKie nie złapał kontuzji w drugim meczu xD Nieważne.

    Kciuki za Pacers trzymam już od poprzednich play-offs, bo to zwyczajnie megasympatyczna drużyna jest. Mieć takich dwóch prozespołowych superstarów jak Hali i Siakam, to jak wygrać w totka. Śmieszne w sumie że mało mówi się o GM Pacers albo przynajmniej ja mało o nim słyszę, a gość krok po kroku zbudował za-je-bi-stą drużynę.

    Jako gość kibicujący głównie serduchem, gęba cieszy mi się bez przerwy, jak widzę co oni wyprawiają. I szczerze to ciul mnie obchodzi czy zdobędą tego majstra czy nie – OKC zasługują równie mocno. Po prostu przez nich ciężko znów nie zakochać się w koszykówce. I czego jestem pewien, to tego, że Thunder ich nie złamią, bo ich się nie da złamać. Super chłopaki.

    (10)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Dwayne Wade również zachwyca się Haliburtonem, tak więc coraz więcej osób zaczyna doceniać tego zawodnika i słusznie, bo Tyrese’a jak i całą Indianę genialnie się ogląda. Zresztą cała organizacja zasługuje na pochwały. Zawodnicy (m.in. mental), GM – który ten zespół współtworzy, trener, ale i cały sztab, bo trudno nie zachwycać się tym, jak rozwijają zawodników (patrz: Nembhard czy Nesmith), tam wszystko gra, nie tylko na boisku. Dokładnie tak jak w Oklahomie swoją drogą…

    (3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Bartek, a moze bys napisal jakies swoje przemyślenia nt tego, ze po wielu latach posuchy w finale jeat wreszcie druzyna, ktorej glownym motorem napedowym / mozgiem jest PG i to od razu sa az dwie takie ekipy. Czy to czysty przypadek, a moze jakis nowy trend na nastepne lata? Jestem bardzo ciekawy Twoich przemyslen, z fartem.

    (1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Iverson nie miał partnerów na poziomie. Mutombo to był był gigant obrony ale zawsze drewniak w ataku. Jego chyba najlepszy partner w ataku to był Mcckie.
    On nie miał szans z Lakers którzy mieli ułożony skład.
    Indiana ma szansę bo tu jest zespół.
    Niezależnie od wyniku finałów stałem się ich fanem, chodź Okc też kibicuje.
    Swoją drogą to jest piękny przykład że nie trzeba ściągać kolejnej mega gwiazdy jak np KD, Doncic, Davis i można by tak wymieniać żeby odnieść sukces.
    Sukces tkwi w zbilansowaniu składu oraz dołożeniu gwiazdy pokroju Siałam.

    (5)

Komentuj

Gwiazdy Basketu