Wielki mecz Stepha Curry

6

to

Wybaczcie porę, lepiej późno niż wcale! Do rzeczy. Mało oglądałem Golden State w tym roku, bo wciąż zajmowała mnie jakaś inna ekipa, walka o pozycję, no a przecież Wojownicy spokojnie okupują pierwszą lokatę w lidze. Jednak gdy tylko obejrzę ich mecz, zaczynam żałować, że nie robię tego częściej. Po tym spotkaniu miałem dokładnie taki sam żal do siebie, bo ich starcie z Portland było pewnie jednym z najlepszych spotkań w całym sezonie.

Najlepszy strzelec w dziejach

276: tyle wynosi ustanowiony wczoraj rekord trafionych w jednym sezonie! trójek, który oczywiście należy do Curry’ego. Nie musicie zapamiętywać tej liczby. I tak wkrótce Stephen wyśrubuje ten rekord jeszcze bardziej, a kiedyś pewnie przekroczy liczbę 300 trafień w 82 meczach. Czy zatem określenie “najlepszy strzelec w dziejach” jest przesadzone? Moim zdaniem nie. Wybacz Ray. Wybacz Reggie.

Curry jak nikt w historii sypie za trzy po koźle. Wczoraj pokazał pełen asortyment swoich możliwości zza łuku trafiając stamtąd aż osiem razy, z czego sześć w pierwszej połowie. Większość z tych rzutów oddawana była z ręką obrońcy na twarzy. Stefan szczególnie dobrze czuł się w szybkim ataku, nawet po straconych punktach, gdzie zatrzymywał się przed linią 7.24 i montował niezorganizowanej obronie trzy punkty. W ataku pozycyjnym kreował sobie pozycje fantastycznym kozłem lub korzystał z zasłon od Draymonda Greena, by sypnąć przy milimetrze wolnego miejsca.

Nie myślcie, że rzuca tylko po kozłowaniu, o nie! Jako strzelec bez piłki jest co najmniej równie groźny, a koledzy wciąż go w takiej sytuacji wypatrują. Przy stanie 103:102 dla Warriors przejął mecz zdobywając w ciągu ostatnich 140 sekund 10 punktów! Wiecie, że Curry to nie tylko strzelec, każdy to wie. Chyba tylko Kyrie Irving ma lepszy kozioł wśród koszykarzy, a za plecami nikt nie zwodzi przeciwnika lepiej. Fantastycznie zmienia tempo i kierunek, z czego skwapliwie korzysta przy penetracjach. Lillard kompletnie nie radził sobie z gwiazdą Warriors, był mijany przy każdej okazji, a Curry raz za razem kończył pod koszem reverse-layupem lub zwykłym kelnerskim rzutem.

Do 45 punktów dołożył 10 asyst. Jak je rozdawał? Głównie po pick and rollach z Greenem, a gdy obrona popełniała błędy, do ścinającego Harrisona Barnesa lub Klaya Thompsona na obwód. No właśnie na parę słów zasługuje też drugi brat Splash. Wiadomo, że za trzy rzuca wybornie, do tego porządził na półdystansie, trafiając kilka bardzo trudnych prób z odchylenia, świetnie atakował kosz bez piłki, choć dostał aż cztery czapy i niektóre jego próby przy obrońcach były nieco wymuszone. Mimo wszystko zagrał świetny mecz, a Splash Brothers trafili 11 trójek z 12 zespołu!

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

6 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    “276: tyle wynosi ustanowiony wczoraj rekord trafionych w jednym meczu trójek, który oczywiście należy do Curry’ego.”

    W jednym meczu? 😀 No ładnie.

    (52)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Co do LaMarcusa: w całej swojej karierze (od sezonu 2006-2007) trafił łącznie jedynie 60 trójek, z czego tylko (!) w tym sezonie nabił z tego ponad połowę, bo 36. Przy okazji rzuca na całkiem przyzwoitej skuteczności – 35,3%, więc coś jest na rzeczy.

    (23)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Combo
    Odpowiedz

    W sumie to nic dziwnego, kontuzja Matthews’a i braki na ławce rezerwowych Blazers dały wygraną GSW.
    GSW będzie w finale konferencji Playoff jak nic, ale czy wygrają ligę, to już zależy tylko od nich (i SAS 😀 ). Osobiście jestem za Rip City w playoff.

    (2)
  4. Array ( )
    Zdjęcie profilowe EazyE
    Odpowiedz

    Niesamowity mecz Knicksów z Magic. W drugiej kwarcie obie ekipy zdobyły 15pkt, NAJMNIEJ W CAŁEJ HISTORII NBA. Wogóle zanosi sie ze Magic zanotują najniższy wynik w tym sezonie NBA bo narazie po 30 minutach gry mają 40pkt…

    Ciekawostka jest ze NYK mają 3 najgorszy rating defensywny

    (3)
  5. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe BartSprint
    Odpowiedz

    Odnosząc się do pierwszych zdań tekstu: ja z kolei w tym sezonie oglądałem zdecydowanie za dużo GSW. To z tego względu, że w głównej mierze bazuję na transmisjach od Canal+, a tam zespół z Oakland leciał bardzo często, dla mnie zdecydowanie za często. Nie każdy jara się ich grą i nie każdy z nimi sympatyzuje. Osobiście darzę ich raczej antypatią, a ich lider, wychwalany tu i ówdzie pod niebiosa, jest dla mnie po prostu miękki. Trochę żółci poszło, ale od dawna chciałem się gdzieś wyżalić na zbyt częste transmisje GSW.

    (0)

Gwiazdy Basketu