fbpx

2010-2020: moja dekada z Los Angeles Lakers

41

Prolog – Kraina Złotem i Purpurą płynąca (2008-2010)

Dawno dawno temu, kiedy trzech przyszłych MVP (Harden, Durant i Westbrook) grało w jednej drużynie, a budżety płacowe były dwukrotnie niższe. W czasach gdy Carmelo Anthony rzucał 33 punkty w jednej kwarcie, a LeBron James nie myślał o przenosinach na South Beach, Los Angeles Lakers byli na koszykarskim szczycie. Kobe Bryant najpierw wyrównał, a następnie wyprzedził Shaqa w liczbie wywalczonych pierścieni, pokonawszy najpierw Dwighta Howarda 4-1, a rok później bostońskie Big 3 w klasycznej, siedmiomeczowej serii.

Pau Gasol, Derek Fisher, Lamar Odom, Andrew Bynum – to były nazwiska, które wypracowały sobie markę w ówczesnej lidze jako receptura na wygrywanie w NBA. Kobe zacierał bogate w biżuterię ręce, gdy patrzył na nadchodzące sezony i przyszłe tytuły, tylko czekające, by ponownie wydrzeć je z gardeł konkurencji. Nie mógł wiedzieć, że oto nadchodzi najgorsza dekada w bogatej historii klubu z Los Angeles.

Rozdział I – Walka

Sezon 2010-2011

W sezonie zasadniczym Lakers wygrali 57 gier, dokładnie tyle samo, co w poprzednim, mistrzowskim sezonie. Playoffs rozpoczęli od wygranej 4:2 z Charlotte Hornets, energiczny Andrew Bynum grał swój najlepszy basket w życiu, do spółki z Bryantem dominując serię w kluczowych momentach. Istna cisza przed burzą.

W drugiej rundzie LAL nadziali się na historyczny sezon Dallas Mavericks, którzy w pierwszym meczu odrobili 16 punktów straty, by po ostatnim gwizdku prowadzić dwoma punktami. Drugi mecz Mavs wygrali prowadząc dwunastoma punktami, pogłębiając animozje w szatni Lakers. W kolejnym pojedynku ci także nie sprostali wyzwaniu, przegrywając srogo dwa kolejne mecze. Odpadli do zera, a Dirk Nowitzki, Jason Kidd i spółka świętowali historyczny sukces.

Phil Jackson odszedł ze stanowiska trenera, które będzie gorącym krzesłem na lata w przód – sześć kolejnych nazwisk w dziewięć sezonów. Był to również sezon, w którym Adrew Bynum nie tylko często ulegał kontuzjom, ale zaczynał prezentować się niepoważnie jako zawodowy koszykarz.

Sezon 2011-2012

Lakers transferują Dereka Fishera oraz Lamara Odoma, chcą uszczuplić zobowiązania finansowe oraz odmłodzić roster co przekłada się na zaledwie 41 wygranych meczów w sezonie zasadniczym, o szesnaście mniej niż w dwóch poprzednich latach. Czołowymi postaciami zespołu są Kobe (27.9 punktów) oraz obsługiwany umiejętnie Andrew Bynum, który melduje się w All-Star Game.

Dzięki przewadze doświadczenia wygrywają pierwszą rundę z Denver Nuggets, ale w kolejnej serii nie są w stanie ustać talentowi i młodzieńczej energii OKC Thunder. W całych playoffs tylko Bryant, Bynum oraz Pau Gasol osiągają dwycyfrowy dorobek punktowy w meczu, a izolacyjny basket Kobe, braki szybkości i kulejący spacing nie zdają rezultatu. W lidze dominują Wielkie Trójki OKC i Miami, zespołowy basket San Antonio oraz dochodząca do głosu ekipa z Oakland.

Sezon 2012-2013

Lakers podejmują ostatni, heroiczny wysiłek by sięgnąć po mistrzostwo NBA. Oddają niesfornego, podatnego na kontuzje Bynuma do 76ers (by mógł pograć w kręgle i posiedzieć u fryzjera). Offseason huczy od wieści o podpisaniu przez klub Steve’a Nasha oraz Dwighta Howarda, którzy wspólnie z Kobe, Gasolem i Artestem stanowić mają potęgę nie do zatrzymania – tu i teraz. Oczekiwania są ogromne.

Ta okładka Sports Ilustrated nie zestarzała się najlepiej

To co na papierze, nie przekłada się jednak na sytuację na boisku. Kolejne kontuzje kluczowych graczy oraz ścierające się, dominujące charaktery wprowadzą do kolejnych zmian w sztabie trenerskim, nieudanych prób ponownej implementacji triangle-offense oraz wychodzących poza szatnię kłótni i wytykania palcami. Miasto Aniołów nie wybacza porażek i rozczarowań.

Śmierć właściciela klubu, Jerry’ego Bussa podczas All-Star Weekend przelewa czarę goryczy. Lakers grają fatalnie w pierwszej połowie sezonu. Kobe nie daje jednak za wygraną, na zespół był wstanie podnieść się z kolan i powalczyć o 45 zwycięstw koniecznych do awansu z ósmego miejsca do playoffs. Bryant i Gasol grali na wysokim poziomie, ograbieni przez kontuzje z mobilności Nash oraz Howard walczą bardziej ze zdrowiem niż rywalami, są cieniem własnych siebie. Metta World Peace również traci resztki plastyczności po zerwaniu łąkotki jego przerwach zamiast sześciu tygodni trwa 12 dni. Siłą woli i doświadczeniem cisną ku awansowi, nie jest to jednak basket, na którym możnaby oprzeć marzenia o tytule.

Will to win

Symbolem tamtych Lakers są poniższe rzuty za  trzy Bryanta w końcówce meczu przeciwko Raptors:

Niestety, ograniczenie rotacji przez Mike’a D’Antoni do siedmiu zawodników, a także nie znoszący sprzeciwu Kobe noc w noc targający po 40 minut sprawiły, że Black Mambie posłuszeństwa odmawia ścięgno Achillesa. Ten ze łzami w oczach i świadomością początku końca wielkiej kariery, z zimną krwią rzuca jeszcze dwa osobiste przed opuszczeniem parkietów NBA na kolejnych sześć miesięcy. Jego 37/6/5 w przeciągu ostatniego tygodnia gry pchnęły Lakers do bilansu 4-0. To ostatecznie wystarcza do awansu. W pierwszej rundzie na chłopaków czeka Tim Duncan i świadoma swej siły ekipa Spurs.

LAL zostają zmieceni z planszy (0-4) po raz pierwszy od 1967 roku. Cały hejt fanów spada na sfrustrowanego Howarda, który nie wytrzymawszy presji opuszcza czwarty mecz z dwoma dwa faulami technicznymi i rozbawionym Duncanem, górującym nad Dwightem w każdym elemencie gry. Kibice doceniają starania Pau Gasola, ten otrzymuje od fanów owacje na stojąco, lecz niedługo i ten lubiany zawodnik przekona się, jak okrutny bywa biznes w Los Angeles.

Rozdział II – Chude lata

Tracąc free-agenta Howarda na rzecz Houston, z kontuzjowanym Bryantem i Nashem, Lakers na sześć sezonów stoczyli się na samo dno drabinki NBA. Najbardziej oddani fani wystawieni zostali na próbę, gdy ich zespół zaliczył kolejno trzy najgorsze w historii klubu okraszone wywalczeniem 27, 21 oraz 17 zwycięstw w rundzie zasadniczej. Celem stały się wysokie picki draftu, na których budowana miała być najbliższa przyszłość organizacji wyczekująca powrotu do zdrowia Bryanta.

Jeśli jesteś fanem Lakers i dziewczyna pyta Cię jak bardzo lojalny jesteś, pokaż jej to zdjęcie:

Sezon 2013-2014

Injury report Lakers na przestrzeni całych rozgrywek sięgnął 319 pozycji – najwięcej w całej lidze. W sumie na parkiet wystawiali aż 35 różnych piątek. Kobe po rehabilitacji Achillesa rozegrał w sumie sześć meczów, po czym… nabawił się kontuzji kolana. Pau Gasol zmęczony ciągłymi plotkami transferowymi, brakiem należytego szacunku oraz obwinianiem za porażki drużyny, dokończywszy sezon skorzystał z wolnej agentury i na zawsze opuścił szeregi Lakers podpisując kontrakt z Chicago Bulls.

Sezon 2014-2015

Tracąc Gasola oraz rzucającego obrońcę Jodie Meeksa, Lakers łatają skład spadachroniarzami jak Carlos Boozer, Jeremy Lin czy Nick Young. Kontuzje nadal prześladują zespół: rookie Julius Randle łamie nogę w meczu otwarcia. Z kolei Steve Nash ogłasza przejście na emeryturę z powodu niezaleczonej kontuzji pleców. Fanów przed telewizory przyciąga rekonwalescent Kobe, który rozgrywa 35 spotkań, w między czasie wyprzedzając Jordana na liście strzelców wszech czasów. Zaliczający przebłyski dawnej formy Bryant zdobywał 22.3 punktów w meczu jednak wszystko to kosztem efektywności (37%). Nawet takie akcje jak poniższa nie były w stanie uratować sezonu Jeziorowców:

Sezon Kobe kończy kolejna, poważna, wymagająca operacji, kontuzja barku. Pierwszy raz w historii Lakers przegrywają ponad 60 meczów w rundzie zasadniczej.

 Sezon 2015-2016

Najgorszy sezon w historii organizacji był również ostatnim sezonem Bryanta w lidze. Kobe rozegrał 66 meczów podczas głośnego wtedy objazdowego “tournee pożegnalnego”. To oczywiste, że ważniejsze dla klubu od wyników sportowych były te finansowe. Wielu graczy opuściło Los Angeles po sezonie. W ich miejsce zatrudniono wzgardzonych m.in. Roya Hibberta oraz Lou Williamsa, którzy zostali zatrudnieni by tymczasowo reprezentować złoto-purpurowe barwy. Dno zostało osiągnięte, gdy Lakers przegrali marcowy mecz z Jazz różnicą 48 punktów (była to najwyższa porażka w historii organizacji).

Jedynym pamiętnym momentem z tego sezonu wydaje się być ostatni mecz Black Mamby, który mimo kiepskiego początku sięgnął po 60 punktów okraszonych zwycięstwem nad Utah Jazz. W tak zwanym międzyczasie ogrywają się młode koty pozyskiwane z wysokich picków draftu. Jordan Clarkson, Julius Randle oraz D’Angelo Russell to jedyni zawodnicy Lakers, którzy poza Bryantem i Williamsem notowali średnio 10+ punktów na mecz. A skoro już przy pickach draftu jesteśmy:

Kluczowe postacie draftu Lakers w latach 2013-2017

  • 2014: Julius Randle #6 pick
  • 2014: Jordan Clarkson #46 pick
  • 2015: D’Angelo Russell #2 pick
  • 2015: Larry Nance Jr #27 pick
  • 2016: Brandon Ingram #2 pick
  • 2017: Lonzo Ball #2 pick
  • 2017: Kyle Kuzma #27 pick
  • 2017: Josh Hart #30 pick

Łatwo oceniać po latach, ale patrząc z perspektywy czasu menedżerowie Lakers nie dokonali najlepszych możliwych wyborów przy łowieniu młodych talentów. Moim zdaniem zdecydowanie za mocno sugerowali się medialnością prospektów, na które przez lata się decydowali. Z tego powodu pod radarem przemknęły Jeziorowcom talenty, które obecnie stanowią o sile swoich zespołów jak np. Kristaps Porzingis, Devin Booker, Jaylen Brown, Jamal Murray, Domantas Sabonis, Jayson Tatum, De’Aaron Fox, Donovan Mitchell, Bam Adebayo. Panowei Ingram (2020) oraz Russell (2019) doczekali się powołań do All-Star Game dopiero po zmianie barw klubowych, po tym jak nowe ekipy umożliwiły im rozwój z dala od przesadnej presji i przerośniętych oczekiwań. Koniec końców, wydraftowane nazwiska i tak przyczyniły się do wejścia drużyny na wyższy poziom, pisząc raz jeszcze historię, która powraca od czasu do czasu do klubu z LA – pozyskania supergwiazd i walki o mistrzostwo od zaraz.

Sezon 2016-2017

Pierwszy sezon od dwudziestu lat, w którym Kobe Bryant nie przywdział meczowego stroju Lakers. Magic Johnson został mianowany szefem kadr zaś fani zachłysnęli się zwycięstwem nad Houston i Golden State w pierwszych dniach sezonu. Były zdjęcia na okładkach magazynów, a głodny sukcesów fan base szybko okrzyknął Lakers pewniakiem do playoffs… tylko po to by przekonać się, że młodzi mogą sobie nadmuchać. W ostatecznym rozrachunku drużyna poprawiła wynik z sezonu zasadniczego tylko o dziewięć gier, przegrywając aż 56 z 82 spotkań. Jednym z nich była niechlubna porażka z Mavs, w której przegrali różnicą aż 49 punktów.

To nie koniec dramatów: kontrakt podpisany z Luolem Dengiem (72 miliony dolarów za cztery lata gry) okazał się jedną z bardziej nietrafionych decyzji kadrowych w dziejach, zaraz obok 64 milionów zagwarantowanych dla Timofey Mozgova. Lakers więcej szumu robili w mediach niż na parkietach NBA, wliczając w to pamiętny wyciek filmiku z telefonu D’Angelo Russella, na którym Nick Young przyznaje się do zdrady narzeczonej. Po tym incydencie niedoszła panna młoda, raperka Iggy Azalea zerwała zaręczyny a fatalna atmosfera w szatni Lakers doprowadziła do posezonowego transferu Russella (w paczce z Mozgovem) na Brooklyn za Brooka Lopeza, pick draftu (Kyle Kuzma). Do tego Metta World Peaca a.k.a. Ron Artest oficjalnie zakończył karierę.

Rozdział III – Powrót na szczyt

Sezon 2017-2018

Do składu trafia miejscowa gwiazda uniwersytecka Lonzo Ball oraz dwa dalekie, aczkolwiek bardzo udane picki draftu w osobach Kyle’a Kuzmy i Josha Harta. Pozyskawszy w wolnej agenturze Kentavious Caldwell-Pope’a, Alexa Caruso oraz szereg pomniejszych nazwisk, Lakers wygrali 35 meczów. Niestety, długo wyczekiwany przełom w grze Brandona Ingrama i Juliusa Randle nie nastąpił. Lonzo podzielił świat koszykarski, gdy pomimo solidnych gabarytów jak na rozgrywającego, świetnego widzenia pola gry i wysokiego koszykarskiego IQ nie był w stanie skutecznie dostarczać punktów, zaliczając fatalną skuteczność (36% z gry oraz 30% zza łuku).

Ozdobą sezonu było powieszenie pod kopułą hali dwóch koszulek Kobe Bryanta. Pierwszy raz w historii NBA zdarzyło się, że zastrzeżono dwa numery tego samego zawodnika. Sezon ten zapamiętany zostanie przez kibiców jedynie z powodu tego, jaką bombę duet Johnson/Pelinka odpalił podczas letniego okienka transferowego. Do Miasta Aniołów przeniósł swoje talenty nie kto inny jak Lebron James.

Sezon 2018-2019

Wraz z przybyciem King Jamesa w klubie przeprowadzono porządki. Kibiców i media rozpalały kolejne plotki transferowe. Mowa była o sprowadzeniu Kawhi Leonarda, ostatecznie Lakers zatrudnili JaVale McGee oraz Rajona Rondo. Niestety wygrali tylko 37 gier nie awansując do playoffs między innymi z powodu kontuzji Jamesa, Rondo, Balla oraz Ingrama. LeBron nie zameldował się w rozgrywkach po fazie zasadniczej po raz pierwszy od 2010 roku, jednak każdy rozsądny fan Lakers rozumiał, że na wszystko co dobre, trzeba cierpliwie poczekać.

Na zakończenie sezonu ze stanowiska odszedł Magic Johnson, któremu znudziła się polityka. No cóż szefem klubu nie był może najlepszym, ale charyzmą „kupił” dla Lakers największą gwiazdę ligi.

Sezon 2019-2020

To już historia najświeższa. Tragiczny rok 2020 zabrał nam Kobe Bryanta, jego córkę Giannę oraz siedem innych osób w katastrofie helikoptera. Świat został sparaliżowany przez pandemię Covid-19, zaś zamieszki na tle rasowym oraz sytuacja polityczna w Stanach wielokrotnie stawiały sezon NBA pod znakiem zapytania, a wręcz zasadności.

W międzyczasie Lakers zatrudnili na stanowisko trenera doświadczonego coacha Franka Vogela zaś Rob Pelinka w trakcie sezonu dopiął wielką wymianę z New Orleans Pelicans, w której pozyskał Anthony’ego Davisa w zamian za paczkę graczy wybranych z wysokimi numerami draftu z lat 2016-2017. Dopełniając skład zdrowym i zmotywowanym Dwightem Howardem, weteranami m.in. Dannym Green’em oraz Markieffem Morrisem, Lakers znów byli gotowi do walki o najwyższe cele.

James & Davis, czyli mistrzowski tandem Lakers

Efektem ostatniej dekady wzlotów i upadów jest świeżutki, siedemnasty tytuł mistrzowski dla LAL. W ten sposób zrównują się z Boston Celtics jako dwie najbardziej utytułowane kluby wszech czasów. Tegoroczne mistrzostwo sprawia, że klub zyskał nowych fanów i hejterów, dał szczęście i satysfakcję starym kibicom oraz zaostrzył apetyt na tytuł numer osiemnaście.

King James jest głodny kolejnego mistrzostwa. My, starzy fani złota i purpury również. Według stanu na dziś największymi rywalami będą: Clippers, Milwaukee, Denver, Dallas i Golden State. A może po raz kolejny zaskoczy nas ktoś spoza grupy ścisłych faworytów jak w tym roku Miami Heat? Co sądzicie? It’s all about 18!

[autorem tekstu jest Kamil Staniewski]

Ostatnie Wpisy

41 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo fajny tekst, przyjemnie się czytało. Zwrócił bym jednak uwagę na pewne babole w redakcji tekstu, gdzieniegdzie wygląda to jakby nikt nie sprawdził tekstu przed puszczeniem w sieć albo robił to na kolanie.
    Bartek, daj znać jeśli się nie wyrabiacie z takimi rzeczami, chętnie pomogę – [email protected].

    (10)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    NBA zacząłem się interesować kiedy w składzie Lakers w podstawowej piątce biegali panowie ze zdjęcia (Clarkson, Ellington, Kelly, Black, Sacre) jednak mimo to już wtedy zakochałem się w Purpurze i Złocie.

    (-4)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    W ramach wpisu odnośnie 18-19, to powinno się zaznaczyć, że LeBron był z Lakersami na dodatnim bilansie i opuścił 27 spotkań – najwięcej w swojej karierze. Kto wie czy gdyby nie kontuzja, to LeBron miałby zachowaną serię PO?

    Tak samo powinno się rozwinąć kwestię Bryanta w ostatnich sezonach, bo przywołanie jego kiepskiej skuteczności jest umniejszające.

    Raz, że Kobe wrócił po kontuzji, która dla innych była kończącą kariery, a on miał wtedy 35 lat.
    Dwa, że po powrocie doznał kolejnej i następnej, więc nie był już tym samym koszykarzem.
    Trzy, grał z ofiarami losu, które nie brały na siebie odpowiedzialności i wcale jakiejś znacznie lepszej skuteczności nie mieli, ba, pomijając statystyki, to prezentowali się po prostu gorzej.

    Łatwo jest grać na 50% skuteczności gdy przeciwnik musi się skupić na reszcie zespołu, a Ty sobie możesz selekcjonować rzuty na pewniejsze do trafienia. Jak często jest tak, że ktoś dołącza do jakiejś gwiazdy i nagle skuteczność idzie o kilka procent w górę?

    Kobe nie miał luksusu grania z innym strzelcem albo innym kreatorem, a z jego motoryką po kontuzjach, to ciężko było mu się mierzyć co chwila z podwajaniem. W takim GSW mógłby grać na wózku inwalidzkim i miałby 50% skuteczności.

    (9)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe ZohaN

      Odnośnie 18-19 – kontuzje to część sportu 😉 nie ma co gdybać. I tak LeBron nie może narzekać na kontuzje. Facet dba o to, żeby być możliwie niezniszczalnym – wielka etyka pracy, warunki fizyczne i genetyka.

      Odnośnie Kobe – dla mnie Kobe to największy idol, trzy razy w dorosłym życiu płakałem – po Papierzu, jak Kobe trafił drugiego osobistego na 60pkt w ostatnim meczu kariery oraz jak dowiedziałem się o jego śmierci.

      Nie zmienia to faktu, że lata intensywnej gry w końcu go uziemiły. Tak jak piszesz – 35 lat, seria poważnych kontuzji, brak solidnych partnerów do gry – to usprawiedliwia kiepską grę, ale to wciąż kiepska gra.

      Kobe konsumował 1/3 salary cap rozrywając mniej niż połowę gier w trzech ostatnich RS. Nie czuł piłki, nie miał wystarczająco dobrej kondycji. Wielki koszykarz i jeszcze większy charakter, ale jego ostatnie 3 lata w zespole opóźniały jedynie przebudowę Lakers.

      (6)
    • Array ( )

      Kobe nigdy nawet nie zbliżył się do 50% z gry w sezonie, więc wątpie że w gsw na wózku by tyle zrobił XD

      (-5)
    • Array ( )

      To jest tekst od fana, absolutnie nikt nie broni Tobie ani innym narzekającym na Lakers napisać swojego tekstu, wysłać i będzie o kimś innym.

      (7)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Anonim popieram. Już dawno pisałem że ta strona powinna zmienić nazwę na gwiazdy basketuLAL lub gwiazda basketu samozwańczy GOAT LeFlop

    (-5)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Kobe był genialnym, ale jednak strasznym egoistą. Gdy był zdrowy i w pełni formy to ten egoizm pozwalał na wygrywanie tytułów. Kiedy forma zaczęła zjeżdżać do bazy, egoizm zaczął być obciążeniem. Nie dziwie się młodym chłopakom z którymi grał, ze się frustrowali. Wszystko było ustawione pod Kobe, nawet trener błagalnym wzrokiem pytał o pozwolenie zmian. Graj tu z takim gościem, który nie potrafi się „ładnie” sportowo zestarzeć. Do tego jego ostatni kontrakt zaczopował salary. Oczywiście bilans jest na ogromny plus, każdy chciałby takiego zawodnika, 5 tytułów itd, ale dla mnie te jego ostatnie lata to jednak porażka.

    (0)
    • Array ( )

      Ciężko aby były dobre wyniki gdy jedyny zawodnik, który bierze grę na siebie i coś potrafi doznaje serii kontuzji. Realia są takie, że gdyby nie przebłyski Bryanta, to ostatnie lata wyglądałyby jeszcze tragiczniej, bo tylko on próbował w jakikolwiek sposób wygrać mecz.

      Poza tym, sugerowanie że obecność Bryanta była krzywdzaca dla Lakersów jest po prostu głupia. % drużyna wypadała lepiej z nim niż bez niego.

      37 letni Kobe miał skuteczność 38% rok wcześniej i 36% w ostatnim roku?
      Spoko, ale druga opcja w ataku, która była w stanie zrobić cokolwiek sama – Young – miała 37% i 34%. Clarkson, to była gorsza wersja Caruso. W sumie, to jest.

      Kobe miał sporo okresów, w których nie miał żadnego wsparcia i to czy Lakersi wygrają zależało jedynie od tego czy pozostałych 11 koszykarzy będzie miało jak najkrócej piłkę w rękach aby jak najmniej spartolili. Bryant nie miał takiego luksusu jak chociażby Jordan. Nie zdziwiłbym się gdyby Kobe był jakimś rekordzistą jeżeli chodzi o ilość porażek gdy sam zdobywał 40+ albo 50+ pkt na skuteczności >50%. To tylko obrazuje z jakimi graczami przyszło mu grać przez sporą część kariery.

      (5)
    • Array ( )

      Bzdury piszesz takie, że szok.
      Kobe w ostatnim sezonie tylko raz przekroczył 38minut (zagral 42) i było to w ostatnim spotkaniu w karierze gdzie w pojedynkę wygrał z Utah. Zazwyczaj grał po ok. 30 minut, więc faktycznie ‘po 48 minut’ jak nic..

      (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajny artykuł ale oprócz tego wsadu Kobego z Nets, który był w sezonie 12-13 to narzekając na mniej wygranych meczy w sezonie 11/12 przypomnij sobie, że wtedy był lokaut i rozgrywano tylko 66 meczy więc o 16 mniej niż normalnie. Nie mówię, że lal by wygrali wszystkie 16 ale też przy 66 meczach ten bilans 41-25 nie jest dużo gorszy procentowo od poprzednich sezonów

    (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    18 tytulow? Podzielam zdanie Billa Simmonsa- jak mozna liczyc tytuly zdobyte przez druzyne w innym miescie? Jeszcze w innej lidze (wiem ze BAA to zalazek NBA ale to brzmi smiesznie..). I uzyje znowu argumentacji Billa:
    Czy Thunder licza do swoich tytulow ten z 79?? Nie, wiec po co liczyc tytuly zdobyte w Minneapolis???

    (1)
    • Array ( )

      Thunder nie zdobyli tytułu w 79. Są posiadaczami licencji na grę zespołu, który wówczas zdobył. W Lakers mamy do czynienia z kontynuacją

      (3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    W 2012 był lockout…41 zwycięstw Kobego i spółki to około 62% co przekłada się na 51 zwycięstw gdyby sezon był pełny. Zatem nie 16 mniej ale 6 mniej.

    (0)
  9. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe G8
    PATRON
    Odpowiedz

    Lakers jak każdy inny zespół zaliczyli dołek z kadrą/przebudowę. Na ost przebudowę niestety miał wpływ jeszcze jeden negatywny czynnik- Jim Buss. Niestety ambitny syn wybitnego Dr. Bussa jako główny cel postawił wszystko na naciągany marketing. Lakers może i zarobili oraz powiększyli wartość klubu , ale nie miało to nic wspólnego z idealnym zarządzaniem klubem oraz zbudowaniu drużyny, która pociągnie dziedzictwo Lakers dalej. Jim i jego współpraca z Kupchakem po prostu nie wypaliła. Porządki w księgach i kadrach zrobiła dopiero Jeanie Buss. Jak sama twierdzi miała ogromne wsparcie. Decyzje o taktyce przebudowy i odbudowaniu potęgi Lakers podjęła w oparciu o rady Magica i Kobe. Kobe rekomendował Pelinke (jego wieloletniego agenta) na osobe która posprząta i wprowadzi nowy ład w organizacji. Magic popierał wybór Roba Pelinki i oferował dozgonną pomoc w rekrutowaniu All Starów zaczynając od Lebrona. Reszta jest historią. Jeanie jako pierwsza kobieta/właściciel zdobyła tytuł mistrzowski i przywróciła Lakers dawny blask. W tym wypadku powiedzieć niedaleko pada jabłko od jabłoni się sprawdziło. Jeanie zdaje się ma ten gen, który miał jej ojciec w stworzeniu najlepszej drużyny koszykówki na świecie. W biznesie trzeba mieć szczęście i wyczucie komu warto zaufać. W tym przypadku miała do po swojej stronie i do dyspozycji dwójkę najwybitniejszych dzieci Lakers-Magica i Kobe. Co by nie było ona podjęła decyzję – szacunek. W PL to nieistotne, ale w stanach kobiety takie jak ona przełamują stereotypy i stają się wzorem do naśladowania dla setek tysięcy młodych dziewczyn. Jeanie > Jordan 😀

    (5)

Gwiazdy Basketu