fbpx

Obrona Heat skwierczy jak olej na patelni, postawcie Rayowi Allenowi pomnik!

21

indiana pacers vs miami heat [game 3]

W meczu niemal identycznym statystycznie, w którym oba zespoły zaliczyły taką samą liczbę strat, zbiórek, rzutów wolnych oraz punktów zdobytych z pola trzech sekund, różnicę zrobiło jedno: miara zza łuku.

Mówcie co chcecie, nie ma w lidze drugiego gracza, który w najważniejszych momentach, gdy zespół najbardziej tego potrzebuje – prezentowałby się równie skutecznie. Kiedyś NBA miało Reggiego Millera czy Roberta Horry, a od dobrych paru lat morale rywali niszczy za trójkę 38-letni Ray Allen.

Lider wszech czasów jeżeli idzie o liczbę trafień z linii 7.24 m wczoraj wcisnął Indianie perfekcyjne 4/4 w czwartej kwarcie. Zanim trafił po raz pierwszy wynik oscylował w okolicach remisu. Gdy na przestrzeni paru minut trafił po raz czwarty – Miami mieli 15 punktów przewagi. Killer!

Jeśli dołożyć do tego zeszłoroczne game 6. finałów ligi, Pat Riley wraz z właścicielem Heat Mickym Arisonem powinni zastanowić się nad pomnikiem dla Raya. No bo jak inaczej wynagrodzić człowieka, który ma wszystko? Zawodnika, który w ciągu kilkunastoletniej kariery na samej grze zarobił w granicach 184 milionów dolarów?

Nie ważne czy sezon regularny czy playoffs, od 1996 roku Allen strzela na 40% skuteczności zza łuku. I choć ten rok był dla niego wyjątkowo burzliwy, kierownictwo klubu nigdy nie straciło wiary w jego profesjonalizm i umiejętności. Oto nagroda.

Miami obejmują prowadzenie 2-1 w serii. Odzyskali przewagę własnego parkietu i wydają się kontrolować sytuację. Co ciekawe, spodziewałem się, że we wczorajszym meczu zobaczymy na parkiecie Grega Odena, który nieoczekiwanie trafił na listę aktywnych graczy, ale debiut Grzesia nie nastąpił. Poradzili bez niego agresywnie podwajając zawodnika z piłką po każdej postawionej mu zasłonie.

Rzecz jasna nie obyło się bez dramaturgii, w pierwszej kwarcie Heat przypominali ekipę, która gra ze sobą po raz pierwszy. Podania nie docierały na miejsce, rzuty odbijały od metalu, a pod tablicą nie było wiadomo kto ma stanąć naprzeciw potężnych Roya Hibberta i Davida Westa. W ten sposób, po kilku minutach wynik brzmiał 17-4 dla gości (!)

Na szczęście dla Miami, Indiana to nie San Antonio, arsenał ofensywny mają ograniczony, a ekstra mobilizacja i przyśpieszenie tempa w obronie pozwoliło obrońcom tytułu dogonić rywali jeszcze przed przerwą. Po zmianie stron zobaczyliśmy zupełnie inny zespół: D-Wade z LeBronem znów byli jak dwugłowy smok, którym straszy się małe dzieci opowiadając bajki.

Dodaj 16 punktów Allena, wszystkie zdobyte w II połowie, a poziom energii z trybun zaniósł mistrzów tam, gdzie mieli być. Sami popatrzcie:

140524-jamescelebration_medium

Na tego dzika zawsze można liczyć, James zdobył w tym spotkaniu 26 punktów, 7 asyst i 5 zbiórek, ale co powiecie na kładzionego już do trumny D-Wade’a (23 punkty, 9/16 z gry)? Ten gość to geniusz gry na półdystansie, równie niebezpieczny z piłką jak i bez piłki ścinając pod obręcz. Jest tak techniczny i dynamiczny, że gdy dostanie piłkę w tempo nie ma szans na obronę. W kolejnych meczach tejże serii Dwyane zdobył: 27, 23 i 23 punkty trafiając łącznie 31 z 50 rzutów (62%). Czy pisałem już, że to najskuteczniejszy jego sezon w 10-letniej karierze?

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

21 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe lajcik
    Odpowiedz

    Za każdym razem kiedy widzę jak Ray dziurawi siatkę przypominają mi się zeszłoroczne finały, gościu jest niesamowity mimo 38 lat na karku. Każdemu z finiszujących zawodników życzyłbym takiej formy.

    (51)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe SebaMagic
    Odpowiedz

    Dobry mecz, po pierwszej kwarcie myślałem, że będzie powtórka z game 1 ale Miami pokazało charakter mistrzów. @ grzes Mówi ci coś powiedzenie “Graj zespołowo, wygrywaj jako drużyna. Graj indywidualnie, przegrywaj jako jednostka?” Tu nie chodzi o popisy indywidualne, czy ciągnięcie drużyny samemu lub we dwoje jak OKC. Ale o wkład każdego zawodnika. Zresztą, idąc twoją logiką, Steve Kerr w game 6 z 1997 uratował dupkę Jordanowi rozumiem, Hmm?

    (48)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe aah
    Odpowiedz

    jestem fanem wade, ale ‘geniusz na półdystansie’ to strasznie ryzykowne stwierdzenie, choć przyznaję że w tym sezonie wychodzi mu to nadzwyczajnie dobrze. wychodzi na to że może jednak potrafi się ‘zestarzeć’ z godnością

    (6)
  4. Array ( )
    Zdjęcie profilowe mily
    Odpowiedz

    Ray “Jesus” zbawiciel 🙂 te trojki to niektore identyczne z tego samego miejsca co z meczu nr 6 z San Antonio. Bez watpienia MVP tych playoffs jak do tej pory. Ale brawa rowniez dla Wade’a, a James zrobil po raz kolejny swoje. Chalmers nadaje sie juz tylko na sprzedaz.

    (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie ma co – trzeba kibicować takiej drużynie. Teoretycznie są słabszą drużyną niż rok, czy 2 lata temu, mają już 2 tytuły, a gryzą parkiet jak nie wiem.
    szacun. Mam nadzieję na G7 w każdej serii i rewanż z SAS. To bedzie seria.

    (-1)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Zixson
    Odpowiedz

    Ciekawy mecz na początku heat wyglądali katastrofalnie grali nie równo na szczęście potem się rozkręcili i zaczeli trafiać i grać agresywnie w obronie. Lebron grał jak powinien i zaliczył dobry występ D-Wade gra ostatnio wyśmienicie takiego Wade-a aż chce się oglądać i te 2 tróje :-O a Ray świetną robotę za łuku wykonał i to mnie mega cieszy tylko co się dzieje z Boshem??? gra tragicznie 4 trafienia na 12 i marne 2 zbiórki w obronie to bardzo słabo jak na niego mam nadzieje że się chłop ogarnie gdy Miami zmierzy się z San Antonio bo bez niego Heat bd mieli ciężko wygrać z taką wyśmienitą drużyną jaką jest Spurs no i Oden bd musiał grać naprawdę dobry basket a z tym może być cieżko bo bardzo mało gra na parkiecie chociaż kto wie jak się to wszystko potoczy mam tylko nadzieje że nie złapie błyskawicznie kilka przewinień i nie siądzie na ławce

    (8)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Ray to jedyny zawodnik przez którego nie mogę powiedzieć “nie lubię całego Miami”. Szkoda że nie gra w Indianie 🙂

    (-3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    “Na szczęście dla Miami, Indiana to nie San Antonio, arsenał ofensywny mają ograniczony”

    Jakby wygrali zapewne byłoby: Na nieszczęście dla Miami, Indiana ma arsenał ofensywny równie duży jak SAS.

    Nie wiedziałem że Ray ma 38 lat. Idealnie znalazł swoje miejsce w zespole i wiele mu daje.

    (-5)
  9. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Dwiecu3
    Odpowiedz

    Czy nikt,naprawde nikt nie patrzy na całe statystyki z meczu?jedynie punkty ,asysty i zbiórki?
    Ja patrze dlatego pytam-za co chwalicie lebrona,który w tak waznym meczu traci 6 piłek?!?!?!

    (-4)
  10. Array ( )
    Zdjęcie profilowe bartek71017
    Odpowiedz

    Ogólnie mecz ładny tylko martwią mnie te głupie straty Lebrona, bo czasami to wygląda jakby mu się nie chciało dobrze podać

    (7)
  11. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Zeb
    Odpowiedz

    Mnie martwią sędziowie bo PO to powinna być walka, wojna na obu połowach, pełne zaangażowanie zwłaszcza w obronie a tu nie da się agresywnie zagrać bo zaraz wyciągają gwizdki i faule z sufitu. To boli bo reszta jest piękna… Indiana jednak nie ma tego czegoś, tego morderczego instynktu, perfekcyjnych zagrywek…szkoda. Jak Lance zaczął kozłować to aż mnie głowa bolała – i śmieszno i straszno

    (1)

Gwiazdy Basketu